Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z lutego 10, 2017

Mary Schelley - "Frankenstein"

Muszę przyznać się bez bicia. Nigdy wczesnej nie czytałem ŻADNEJ wersji Frankensteina i w tym przypadku zaliczam to do pozytywów. Dlaczego? O tym za chwilę.   Zacznę od "opakowania", czyli okładki, która jest twarda, a czytelnik już na okładce widzi rycinę autorstwa Lynd Wardy. Od razu widać niezwykłą jakoś tego wydania. Okładka jest zszyta i klejona, co z pewnością wydłuży życie książki. A to dopiero początek.  Książka mnie oczarowała przekładem, treścią, jak i rycinami, jakże pasującymi do nastroju towarzyszącego kolejnym stronom.
 "Frankenstein" składa się z przedmowy, kolejna cześć to opowieść o człowieku, jaki stworzył potwora. W aneksie znajdziemy fragment powieści "Pogrzeb", oraz opowiadania. Na końcu posłowie tłumacza Macieja Płozy. To jemu należą się największe brawa za tak niezwykły przekład.  O czym jest tytułowa opowieść? Poszukiwanie nieśmiertelności, doskonałości, tworzenie potwora i  stawanie w prawdzie przed samym sobą. Jaką cenę przyjdzi…