poniedziałek, 7 marca 2011

Sosnowe dziedzictwo


Miesiąc temu Maria Ulatowska zadebiutowała swoją pierwszą książką „Sosnowe dziedzictwo”. Z wykształcenia prawnik, na emeryturze postanowiła napisać książkę. Znając tę osobę wiem jak jest żywiołowa, kochająca życie i ludzi i wiedziałem że czek mnie coś wspaniałego, w końcu wydawca zakochał się w tej książce już od pierwszych stron. Obawiałem się jednego. Nie wiedziałem czy nie będzie to tak zwana „kobieca literatura”. A z tą bywa różnie. Jakieś przesadne historie miłosne mnie nie interesują. Książkę wygrałem w konkursie literackim, a gdy otrzymałem egzemplarz zabrałem się do czytania. Historia piękna, tak naprawdę zbyt piękna aby była prawdziwa, ale przecież czasami my również potrzebujemy baśni i dobra płynącego z książek. Książka opowiada o Annie Towiańskiej która jest główną bohaterką i nieoczekiwanie dziedziczy opuszczony dworek nad jeziorem, a wokoło przychylni ludzie, o czym ma okazję się wkrótce przekonać. Autorka doskonale miesza ramy czasowe, mamy tutaj czasy współczesne ale także czasy Powstania Warszawskiego. Jest słodki piesek, weterynarz w zastępstwie za kolegę pan Dyzio, pani Helenka, para gejów, pomoc domowa i inni bohaterowie który budują ten sielankowy świat. Historia została opowiedziana w sposób ciepły z dużą ilością humoru i za to pochwała dla Marysi. To książka o tęsknocie za tym za czym tęskni każdy z nas – za spokojem, miłością, kawałkiem własnego świata o świętej ciszy. Właściwie może się taka historia nam przydarzyć, ale wtedy będziemy prawdziwymi szczęściarzami. I nie zgodzę się że o takiej historii marzy każda kobieta – mężczyźni również szukają kawałka swojego świata, ale nie zawsze potrafią się do tego przyznać.


Prześlij komentarz

David Ludwig - "Wiecznie głodny?"

  Na książkę trafiłem przypadkowo, oglądając szkolenie z zakresu dietetyki i zdrowych jelit. Autor przytoczył kilka tytułów, w tym równi...