piątek, 24 lutego 2012

Wywiad z Małgorzatą Warda

Piter Murphy: Witaj Gosiu. Dziękuję, że przyjęłaś zaproszenie do rozmowy ze mną. Jest mi niezmiernie miło z tego powodu. Do rozmowy proponuję kawę lub herbatę.

Małgorzata Warda: Witaj Piotrze.

PM: Kiedy czytałem Twój życiorys, byłem zaskoczony mnogością tego co robisz. Chyba nie znosisz nudy?

MW: Nie, zdecydowanie nie lubię nudy i stagnacji, aczkolwiek mam okresy w życiu, kiedy najchętniej zrobiłabym sobie duuuuużo wolnego.

PM: Która ze swoich powieści uważasz za najważniejszą?

MW: Gdy jestem w trakcie pisania, każda jedna ksiązka wydaje mi się ważna. Jednak mogę wyznać, które lubię najbardziej. Na pewno „Dziewczynkę, która widziała zbyt wiele” – to my one and only J i „Środek lata”, który bardzo bym chciała zobaczyć kiedyś na ekranie…
Nie jestem jakoś szczególnie zżyta z „Nikt nie widział, nikt nie słyszał” ale wiem, że ta książka okazała się ważna dla Czytelników. Po jej wydaniu wielokrotnie spotykałam się z opiniami ludzi, że dzięki niej uważniej patrzą na swoje dzieci i, że otworzyła om oczy na świat, w którym istnieją porwania i psychopaci pragnący mieć cudze dziecko na własność.
Lubię też „Dłonie”, które są moim debiutem pisarskim, ale, w których włożyłam bardzo wiele z siebie i swoich bliskich.  

PM: Czym dla ciebie jest uprawianie sztuki?

MW: Nie wiem, co masz na myśli, ale jeśli chodzi Ci o to, po co to robię, to na pewno mogę stwierdzić, że pisanie jest u mnie potrzebą. Gdy nie piszę, robię się zołzowata. Muszę pisać, to jak oddychanie.

PM: Których żyjących pisarzy sobie cenisz? Jaki jest twój ulubiony gatunkując literacki?

MW: Powieść. Zdecydowanie, chociaż nie uciekam od biografii, wspomnień czy reportażu. A ulubionych pisarzy mam kilku: na pierwszym miejscu jest Donna Tartt z jej „Tajemną historią”, którą czytałam już tak wiele razy, że mogłabym się z niej doktoryzować. Doceniam wspaniałe pióro Elizabeth Flock (Szczególnie przy powieści „Emma i ja” ), Emmy Donoghue oraz Oraniny Fallaci. Kiedyś bardzo lubiłam Margharet Atwood i Anne Rice, ale tej pierwszej dwie ostatnie książki wydały mi się słabe, a druga, od czasu, jak zapadła w śpiączkę i z niej wyszła, pisze straszne gnioty. Takie samo odczucie mam w kwestii Jodi Picoult – jej pierwsze powieści mnie zachwycały, ostatnie są dla mnie strasznie podobne do siebie i nie wywołują niemal żadnych emocji, poza smutkiem, że autorka pisze zbyt dużo i zbyt często i jej pióro na tym traci. Z ostatnich moich odkryć – zachwyciła mnie wszystkim już pewnie znana Sarah Waters oraz Kathryn Stockett. Ach, nie wspomniałam o panach – przecież uwielbiam Waldemara Łysiaka i Stephena Kinga!

PM: Bohaterowie twoich ksiązek istnieją, czy są postaciami w pełni fikcyjnymi?

MW: To zależy od książki. Zdarzyło mi się opisać osoby, które znałam i z którymi spędzałam czas – tak stało się w powieści „Nie ma powodu by płakać”, która jest fatalnie oceniana przez blogerów. Książką odzwierciedla dwa tygodnie z życia, które wiodłam na trzecim roku studiów Warszawie, gdy głównie bawiłam się w klubach i nie przebierałam w używkach. Jeśli chodzi o moje inne książki to do czasu, gdy napisałam „Środek lata”, tworzyłam bohaterów, którzy chociaż troszkę przypominali znane mi osoby. Tak było w „Dłoniach” i w „Ominąć Paryż”. W „Środku lata” pierwszy raz wykreowałam sylwetki całkowicie mi obce. Tworząc „Nikt nie widział, nikt nie słyszał” oraz „Dziewczynkę, która widziała zbyt wiele” poruszałam się już po zupełnie obcym terytorium. Musiałam stworzyć postacie, o których nie miałam pojęcia, z którymi w realnym życiu nie miałam nigdy do czynienia. Jednak właśnie to sprawiło mi największą przyjemność. Nigdy wcześniej nie czułam, żeby moje postacie były tak „żywe”. Wiele zasług muszę przypisać Ilonie Poćwierz- Marciniak, która jako psycholog była w stanie pomóc mi je zbudować. Ilona będzie mi też pomagać przy kolejnej książce, nad którą właśnie pracuję. Tu, podobnie jak w przypadku dwóch ostatnich, znów muszę wejść na obcy teren, w dodatku dla mnie kompletnie nowy, ponieważ będą się na nim działy zjawiska paranormalne.

PM: Jesteś pisarką, tekściarką, rzeźbiarką i malarką. Malujesz słowem, malujesz obrazem. Która metoda jest Ci bliższa?

MW: Zdecydowanie najbliższe mi są słowa i to im poświęcam najwięcej czasu. Uwielbiam pisać powieści, sprawia mi niewysłowioną przyjemność, kiedy bohaterowie moich książek nabierają charakteru, kiedy zaczynam ich widzieć jak żywe postacie. Lubię też w pisarstwie te magiczne momenty, gdy opisując w środku lata scenę, która rozgrywa się zimą, dostaję gęsiej skórki i muszę otulić się swetrem. Pisanie jest ze mną od zawsze, pisałam szybciej niż faktycznie nauczyłam się stawiać duże i małe litery. Malarstwo i rzeźba przyszły później i przez to są przeze mnie traktowane trochę po macoszemu, Jednak to też duża przyjemność.

PM: Jesteś autorka paru książek. Ostatnio miałem okazję przeczytać Twoją najnowszą powieść „dziewczynka, która widziała zbyt wiele”. Skąd temat na tę powieść? Z autopsji, czy tez to czysta fikcja?

MW: Wiem, że czytałeś „Dziewczynkę” i cieszę się, że przypadła Ci do gustu, szczególnie, że to moja ulubiona książka. Kiedy zbierałam materiały do „Nikt nie widział, nikt nie słyszał”, mojej poprzedniej powieści, która traktowała o porwaniach dzieci, wielokrotnie w opowiadanych mi historiach dostrzegałam przemoc. Przetrzymywanie kogoś w ciemnej piwnicy przez całe lata, albo zmuszanie go do pewnych zachowań jest przecież przemocą i nie da się tego ubrać w ładniejsze słowo – niezależnie od tego, jak tłumaczy to porywacz. Moje zainteresowanie tą tematyką wiązało się jeszcze z innym doświadczeniem, które wyniosłam pracując dawno temu jako opiekunka kolonijna. Wtedy pierwszy raz miałam do czynienia z chłopakiem, w którego domu działo się bardzo źle. Po latach ten chłopiec wciąż nawiedzał moje myśli. Zastanawiałam się, kim jest dzisiaj i jak poradził sobie z tamtym dramatem. W ten właśnie sposób powstał Aaron i bardzo szybko okazało się, że chociaż fabuła książki zdaje się kręcić wokół jego siostry, Ani, tak naprawdę to on jest najważniejszym elementem powieści i to jemu poświęciłam najwięcej uwagi. Pisanie „Dziewczynki” było dla mnie trudne, ponieważ miałam piękne dzieciństwo i nie zaznałam nawet przysłowiowych klapsów, a przecież zależało mi, by dramat Aarona został nakreślony w mroczny i przede wszystkim prawdopodobny sposób. Musiałam więc zapoznać się z wieloma historiami o przemocy, spotkać się z niektórymi z nich, rozmawiałam z psychologami, którzy pomagają pacjentom dotkniętym tym problemem i muszę przyznać, że zdumiało mnie, jak wielka jest skala tego zjawiska w samym tylko naszym kraju. Statystycznie co osiem minut ktoś jest molestowany seksualnie, dziewięćdziesiąt procent ofiar zna gwałciciela, a osiemdziesiąt procent dochodzeń o gwałt zostaje umorzonych już w prokuraturze i nigdy nie trafiają do sądu! Te dane są przerażające, a podejrzewam, że dotykają one tylko podejścia pod prawdziwą górę lodową.
Dlatego tak ważne stało się dla mnie, żeby książkę skończyć, chociaż przyznam, że miałam momenty zwątpienia… Wracałam z kina po pozytywnym, energetyzującym filmie, albo coś niesamowicie fajnego działo się w moim życiu, a w komputerze Ania i Aaron domagali się o głos. Tak, to naprawdę był dziwny rok, ten, w którym pisałam „Dziewczynkę”. Mam jednak nadzieję, że powieść otworzy oczy ludziom i baczniej zaczną przypatrywać się swojemu otoczeniu.

PM: Aktualnie pracujesz nad kolejną powieścią. Z tego co wiem, szukasz w pewnym sensie współpracowników (pomoc w pisaniu powieści). Możesz opowiedzieć o tej akcji? 

MW: Ach, to troszkę taki happening. Nie chodzi o pomoc przy samej powieści, ponieważ ją napiszę jak zawsze sama, tylko o rozdział, który będzie ją kończył. Chciałabym, aby znalazły się w nim same prawdziwe krótkie historie Czytelników. Chodzi mi o momenty dla nich bardzo ważne a dotyczące miłości. Jak ktoś wyznał im miłość, albo w jaki sposób ją poczuli. Nie odnoszę tej akcji tylko do relacji chłopak – dziewczyna. Miłość może być wyznawana przez dziecko do matki, przez przyjaciół – to ma być coś poruszającego i ważnego dla Czytelników, czym chcieliby się podzielić. Oczywiście gwarantuję anonimowość. O akcji można przeczytać na moim bloogu:
a maile proszę kierować na adres: art._m@o2.pl
Zachęcam do wzięcia udziału!

PM: Pisujesz codziennie, czy czekasz na wenę twórczą?

MW: No cóż… ja codziennie mam wenę twórczą. A tak poważnie, to świetnie jak ją mam w czasie, gdy jest chwila wytchnienia od pracy i od mojej małej córeczki. Jeśli jej nie mam, to i tak staram się wykorzystać czas, tworząc bohaterów powieści albo pisząc szkice rozdziałów. Kiedyś faktycznie dysponowałam całą masą czasu i pisałam tylko wtedy, gdy miałam na to ochotę. Teraz, przy dziecku i przy dużej ilości pracy, nie jest lekko. Jednak mam wrażenie, że dopiero teraz tworzę rzeczy ważne.

PM: Gdzie można spotkać Ciebie w sieci?

MW: Oczywiście na moim bloogu: www.warda.bloog.pl , na Facebooku, a już niedługo będzie mnie widać poza siecią, w moje własnej rubryce tygodnika Nowy Ekran, którego papierkowa wersja powinna ukazać się w marcu w kioskach całej Polski.

PM: Dziękuję Gosiu za rozmowę. Życzę kolejnych udanych dzieł.

MW: Ja również dziękuję i pozdrawiam serdecznie!





Prześlij komentarz

Ałbena Grabowska - "Ostatnia chowa klucz"

Ałbena Grabowska tym razem zmienia front, idą w kierunku mrocznego kryminału z doskonałymi wątkami psychologicznymi, co potwierdza moją...