czwartek, 20 października 2011

Wywiad z Łukaszem Orbitowskim

Piter Murphy: Witaj Łukaszu. Na rozmowę umawiałem się dawno temu, ale co się odwlecze...Jesteś młodym człowiekiem, z wykształcenia filozof, a z zamiłowania kulturysta. Wydajesz się być barwną postacią w świecie artystycznym. Zacznijmy od tego, o czym piszesz. A piszesz wiele....

Łukasz Orbitowski: Czasem mi morda sinieje. O taka barwność ci chodzi? Innymi słowy, jeśli ja jestem barwny to znaczy, że ze światkiem artystycznym nie jest najlepiej. Powiedzmy – domagałbym się nasycenia tych środowisk innymi barwami niż czarny i czerwony. A może kłopot w tym, ze artyści zbyt wiele energii poświęcają na domaganie się tego i owego? Ja wolę więc ten czas poświęcić na pracę. Ogrom roboty to oczywiście publicystyka, oferująca, z jednej strony zdobycie wiedzy i utrzymanie jako takiej intelektualnej świeżości, z drugiej – to po prostu praca zarobkowa. Tekstów publicystycznych wypuszczam całkiem sporo, ale z prozą jest już gorzej. Zwróć uwagę, ze w tym roku nie ukazała się żadna książka. Niebawem będą dwie dwie. Każda – jak wszystkie poprzednie – o miłości.

PM: Twoje ulubione klimaty to fantastyka i horror. Dlaczego właśnie „orbitujesz” wokoło nich?

ŁO: Właściwie to nie wiem, tak się złożyło. Może powinieneś o to zapytać ludzi, którzy twierdzą, że piszę horrory? Na początku silnie inspirowałem się Kingiem, Herbertem, ale było to dawno temu. Niczego się nie wypieram, mówię jak jest, a jest tak, że dana tematyka, sam pomysł na tekst literacki ujawnia się niejako poza autorem. Po prostu wpada do głowy. I najczęściej jest to pomysł związany z fantastyką. Niekiedy, już podczas opracowywania tematu okazuje się, że fantastyczność, także ta ‘straszna’ jest najlepszym sposobem na oddanie tego, co chcę powiedzieć. Przydaje jednostkowym wydarzeniom klamrę ogólności, kosmicznego porządku.

PM: Zdobywasz wiele nagród literackich. Jesteś dostrzeżony i doceniany. Jak to wpływa na Twoje codzienne życie? Założyłeś rodzinę, jesteś szczęśliwym mężem i ojcem.

ŁO: Jest zupełnie inaczej. Nie mam już rodziny, oczekiwania moje, mojej byłej żony względem życia okazały się zaskakująco odmienne od siebie i nie poradziliśmy sobie we dwoje. Nie wiem czy dostrzeżenie i docenienie wpływa na mnie w jakiś sposób poza tym, że łatwiej mi uprawiać pracę twórczą. Stała się moim zawodem. Ale jest chyba tak, że dziwność życia rodzi pisanie. Moje życie jest dość dziwne. Pisanie też.

PM: Skąd czerpiesz pomysły do swoich książek?

ŁO:Nie ma w tym żadnej tajemnicy. Najpierw pojawia się jedno wydarzenie, jakaś postać, potem przychodzą kolejne. Czekam spokojnie, aż jedno z drugim się połączy, a jeśli się nie połączy, muszę dalej czekać. Przypomina to trochę rekonstruowanie jakiejś starej historii na podstawie materiałów znalezionych w kufrze na strychu. Układasz zdjęcia, nagrania, fragmenty listów, wycinki z gazet, resztę należy domyśleć i jest. Bardzo, bardzo wiele dokonuje się podczas pisania. Wymyślam pisząc. Najlepsze pomysły przychodzą do głowy w saunie.

PM: Bohaterowie Twoich książek są różni. Czy są jakoś związani z Tobą? Ile jest przypadkowości w bohaterach?

ŁO:wydaje mi się, że w przeważającej liczbie przypadków piszę o jednym bohaterze, przetworzonym przez akcydentalne czynniki biograficzne, środowiskowe. Ten człowiek w jakiś sposób się ze mną łączy: zauważyłem po prostu, że gdy przestaje się łączyć, dzieje się to ze szkodą dla tekstu. Nie ma jednak mowy o prostym przełożeniu. Niektóre cechy, zachowania, celowo wzmacniam, inne tuszuję. Są i inni bohaterowie, drugiego i trzeciego planu. Ich konstruowanie przychodzi oporniej, czasem są zespołem cech, czasem łączę paru ludzi, których znam, czasem po prostu przychodzą. Różnie z tym bywa.

PM: Piszesz o wydarzeniach historycznych i przekształcasz je na horrory i umieszczasz w czasach współczesnych. Tak widzisz swoje manifestacje artystyczne?

ŁO:Raczej nie. Przygoda z historią zdarzyła się i dobiegła końca. Zaowocuje jeszcze dwoma książkami. Interesuje mnie po prostu robienie rzeczy nowych, którymi nikt inny jeszcze nie zdążył się zająć

PM: Nie obawiasz się, że w młodym czytelniku Twoje książki mogą znaleźć niezrozumienie wśród młodych czytelników, a co za tym idzie odrzucenie? Z pewnością zdajesz sobie sprawę, jak obecnie wyglądają lekcje języka polskiego w naszych szkołach. Wyobraźnia jest raczej zabijana, niż rozbudzana.

ŁO:kiedyś wydawało mi się, że moje teksty rozpracuje nawet czternastolatek, ale chyba rzeczywiście przeszarżowałem, to znaczy przegapiłem moment, w którym ja, bądź co bądź gówniarz stałem się pisarzem dla dorosłych. I dla dorosłych teraz piszę. Spróbuję jednak odwrócić to co próbujesz sugerować. A czemu nie ma być tak, że ten nieszczęsny uczeń, umordowany miałkością lekcji polskiego (jeśli rzeczywiście są one miałkie, ja miałem fantastyczne) zwraca się ku poszukiwaniom innych, żywotnych treści w literaturze? Wówczas natrafi na wielu interesujących autorów, niekoniecznie na mnie – z literaturą naprawdę nie jest tak źle jak ludzie mówią. Język polski w szkole można uczynić ciekawym. Wystarczy czytać ze zrozumieniem Paska, Słowackiego, Iwaszkiewicza, Tyrmanda, Gombrowicza i wielu innych. Sienkiewicza także.

PM: Na koniec chcę zapytać o sprawę, która mnie nurtuję. Jakiś czas temu czytałem ranking przodujących finansowo pisarzy świata. Interesuje mnie Twoje zdanie na ten temat. Czy uważasz, że pisarze są opłacani adekwatnie do talentu i pracy? Pisanie bez dwóch zdań należy do ciężkiej pracy. W naszym kraju pisarze otrzymują ochłapy, na świecie szybko zostają milionerami. Uważasz, że trzeba zmienić myślenie polaków w stylu „polski pisarz, to gorszy pisarz niż zagraniczny”?

ŁO:Nie istnieje kwota wystarczająco wysoka, aby opłacić mnie adekwatnie do mojego talentu i pracy J. Więc będę sfrustrowany do końca życia.   Odpowiadając serio, to chyba, w pierwszym rzędzie, należy podzielić pisarzy na anglojęzycznych i wszelkich innych. Dzisiejszy pisarscy milionerzy: King, Rowling, Meyer, Patterson, Coben wysłowili się po angielsku, lub, co częstsze, udawali że się wysławiają. Pisarz operujący językiem ojczystym zyskuje czytelników z kręgu ludzi, którzy mogą go zrozumieć. Polak ma Polaków, Czech Czechów i tak dalej. Musi czekać na przekłady aby sięgnąć po nowych. Nieco lepiej mają Hiszpanie i Rosjanie. Los polskiego pisarza, w wymiarze finansowym, jest losem całego polskiego społeczeństwa. Nie zarabiam tyle co mój kolega w Stanach czy Wielkiej Brytanii. Analogiczne różnice dzielą menedżerów, kasjerki, ochroniarzy, kierowców – brytyjskich i polskich. Po prostu, jesteśmy biedniejszym społeczeństwem. Jeśli coś mogę dodać, to tyle, że w skutek obserwacji uczestniczącej doszedłem do wniosku, że na tle reszty pisarzom wiedzie się nie najgorzej.

PM: Łukasz, dziękuję za rozmowę i życzę kolejnych wielkich sukcesów w świecie literackim i osobistym.

ŁO:Postaram się je odnieść. Trudno, co robić.

Prześlij komentarz

Ałbena Grabowska - "Ostatnia chowa klucz"

Ałbena Grabowska tym razem zmienia front, idą w kierunku mrocznego kryminału z doskonałymi wątkami psychologicznymi, co potwierdza moją...