wtorek, 17 kwietnia 2018

Alain - Fournier - "Mój przyjaciel Meaulnes"

 Znowu nie wiem, co mam napisać po lekturze. Są książki, które posiadają duszę, a ta do niech się zalicza. Trudno jest mi uwierzyć, że napisał ją człowiek, który przeżył jedynie dwadzieścia osiem lat. Takie jednostki rodzą się raz na sto lat, potrafiące przekazać wiele treści w utworze, który nie jest lekturą kończącą się szczęśliwie. Alain - Fournier żył na przełomie XIX i XX wieku. Nie był to łatwy czas, ale geniusze widzą i czują więcej. Udowodnił to w swojej powieści "Mój przyjaciel Meaulnes". Na szczęście mamy doskonałe tłumaczenie, oddające całą głębię tego dzieła. 

 "Mój przyjaciel Meaulnes" jest okrzyknięte arcydziełem literatury francuskiej. Według mnie słusznie. Czas przed I wojną światową. Pozornie niewiele się dzieje w szkole Sainte - Agathe, ale kiedy pojawia się nowy uczeń - tytułowy Augustyn Meaulnes, uczniowie zostają wyrwanie z marazmu. Chłopcy potrzebowali przewodnika i ten szybko się nim staje, niewiele sobie robiąc z kar, jakie go spotykają. Kiedy ucieka ze szkoły i trafia do wioski, jego serce trafia strzała Amora, a jego życie ulega diametralnej zmianie. A to dopiero początek tego, co się wydarzy. A dzieje się wiele. 

 Dawno nie czytałem tak pięknej opowieści o młodości, pożądaniu i cenie, którą trzeba kiedyś zapłacić za swoje marzenia i błędy. Młody autor okazał się być niezwykle błyskotliwym eurudytą, przekonując współczesnego czytelnika, żyjącego w  zupełnie innym świecie, do swojej historii. 
 Jest to niezwykle barwna i przejmująca opowieść o miłości, głębokich więzach i próbach czasu. Dziękuję osobie, która ostatnio poleciła mi tę lekturę. Ponownie uświadomiłem sobie, że lata temu pisarze mieli lepszy warsztat od dzisiejszych. "Mój przyjaciel Meaulnes" powinien przeczytać każdy koneser dobrej, światowej literatury. 

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Simon Parke - "Minuta uważności. 60-sekundowe ćwiczenia mindfulness dla świadomego życia"

Zastanawiam się, skąd ta książka na mojej półce. Prezent, a może własny zakup? Tak czy inaczej przeczytałem i uprzedzam. Takiej sieczki nie czytałem od dawna. Kilka, kilkunastuzdaniowe rozdziały, które są zlepkiem myśli, które zwyczajnie nie mają żadnego głębokiego sensu. Mącenie, pseudointelektualne wywody, połączone z elementami chrześcijaństwa i buddyzmu, które mają nadać całości aurę duchowości. Populizm, wielki chaos i zupełny brak sensu. 

 Mam wrażenie, że autor chciał stworzyć coś podobnego do "Modlitwy żaby" Anthoniego de Mello. De Mello potrafi pisać i chwycić za serce, w jego tekstach unosi się duchowość, a tutaj mamy nieudolną próbę "inspirujących historii i ćwiczeń", mających pozwolić się zatrzymać i uzyskać świadomość siebie i świat.

 Rozbawiła mnie notka o autorze - przez 20 lat był kapłanem w Kościele Anglii, (anglikańskim?), a przez trzy kolejne układał towary na półkach, rozważając sens życia.  Obecnie prowadzi rekolekcje, spotyka się z tysiącami osób poszukującymi nowej drogi życia i podąża za piękną grą życia. 

 Czy muszę coś dodawać? 

niedziela, 15 kwietnia 2018

J.S. Monroe - "Znajdź mnie"

  Uwierzyłem ślepo w marketing i okładkę, która przekonywała mnie do tego, że to może być niezapomniana przygoda z lekturą. I była...do pewnego stopnia. Rzadko muszę się do tego stopnia przy książce, ale w końcu ją kupiłem, więc mimo wielkich chęci rzucenia nią o ścianę, przeczytałem do końca.

 Pomysł na fabułę był ciekawy, ale niestety, gorzej z tekstem. Wynudziłem się niczym mops, szukając rozdziałów, które będą lepsze od poprzednich. Znalazło się kilka scen, niestety również bez polotu, zasługujących na ciut zainteresowania. I to wszystko. A można było stworzyć naprawdę świetną książkę, która do pewnego stopnia przypomina mi thriller Remigiusza Mroza, polecanego przez Tess Gerritsten. Książkę Mroza czytałem z wielkim zainteresowaniem, a tutaj tego nie doświadczyłem. 

 Sam pomysł jest ciekawy. Wywiady dla obcych państw, fikcyjne samobójstwa itd. Jednak brakuje czegoś, co jest spoiwem i pomaga mi uwierzyć w te historię. O czym ta historia jeszcze jest? No cóż...wielka miłość, samobójcza śmierć młodej studentki i nagle jej odkrycie po kilku latach. Nie czułem tajemnicy, napięcia. W zamian otrzymałem papkę tekstu, który chwilami jest mocno chaotyczny. Chwilami miałem wrażenie, że autor w pewnej chwili stracił ochotę na kontynuację pisania powieści. Spowodowane jest to odstępstwami od głównych wątków, brakiem jakiegoś porządku i przejrzystości. Kolejność dat nie jest wystarczająca, aby mnie przekonać. Za dużo dziwnych wstawek, które nie wznoszą niczego nowego i ciekawego. Przeczytałem i obiecuję sobie, że na przyszłość będę stosował zasadę. Mniej wiary w marketing ( ta książka jest mocno reklamowana), a więcej wiary w opinie czytelników. Książka jet zaliczana do thrillera psychologicznego.  osobiście nie doświadczyłem tam niczego, co bym zaliczył do tej kategorii. 



czwartek, 12 kwietnia 2018

Elizabeth Strout - " Bracia Burgess"


Przez całe życie idzie za nami doświadczenie, jakie zbieramy od najmłodszych lat. Czasami schowane w głębokiej podświadomości, wypływa nagle, bez ostrzeżenia.

 Poznajemy Jima i Boba - mieszkańców Nowego Jorku, którzy tam próbują zapomnieć o tragedii, która ich spotkała w dzieciństwie - niespodziewanej śmierci ich ojca. 
Bracia różnią się od siebie, ich kontakty są sporadyczne. Jim uważa Boba za kogoś mniej wartościowego. Obaj jednak muszą wrócić do rodzinnego domu, w których ich bratanek Zach wrzucił głowę świni do meczetu. Powrót i próba pomocy wydobywają z nich ukrywane tajemnice, a ich życia ulegną wielkim przeobrażeniom.

 Elizabeth Strout napisała historię o ludziach, którzy nie mają szans na normalne życie. Ich naznaczenie z dzieciństwa i ciągle udowadnianie sobie i innym własnych wartości, pozbawiło ich tego, czego tak mocno potrzebują - siebie wzajemnie. Widzimy destrukcję jednego z braci i straszną tajemnicę, która wychodzi na jaw. 

 Niesamowita opowieść, będąca wielkim pytaniem o problem uchodźców. Atakujemy to, czego nie znamy i podświadomie się obawiamy. Kierują nami uprzedzenia i kierujemy się tym, co słyszmy i widzimy w mediach, a co nie zawsze jest zgodne z rzeczywistością. 

Lektura  "Braci Burgess" wstrząsnęła mną, ale również nasunęła wiele refleksji. Ta książka stała mi się również bliska i ważna z powodów osobistych. 

 "Bracia Burgess" to nie tylko doskonale napisana powieść, ale przede wszystkim przypomnienie o zależnościach, od których nie ma ucieczki. Serdecznie polecam. 

niedziela, 8 kwietnia 2018

Dan Simmons - "Terror"

 Wydawnictwo Vesper przyzwyczaiło mnie do tego, że cokolwiek wydaje, zdobywa moje uznanie. A składa się na to nie tylko tekst, ale również okładka. Tutaj zawsze wszystko jest profesjonalnie przygotowane, z dbałością o detale. Tym razme nie mogło być inaczej. Przednia okładka sprawia wrażenie trójwymiarowej, a przy dotyku spotyka nas niespodzianka. 

 Obawiałem się lektury, traktującej o wyprawie badawczej w XIX wieku statków "Erebus" i "Terror". Arktyka, minusowe temperatury i ludzi,e którym przychodzi zmierzyć się z potęgą natury, ale i swoimi słabościami. Wyprawa nie mogła się nie udać i wszyscy mieli wrócić cali i zdrowi.

 Autor sięgnął po dostępne materiały, mieszając je z fikcją, co dało ciekawe efekty. W "Terrorze" mamy szereg wydarzeń, pokazujących małość człowieka, jego bezbronność i czasami decyzje, które mogą być ostatnimi. To studium ludzi, którzy wierzą w zwycięstwo swojej wyprawy, ale jednocześnie ona ich zmienia. Granice koszmaru, przewidzenia, głodu i wewnętrznego buntu. Granice wiary w coś, czasami abstrakcyjnego, ale potrzebnego dla zachowania pozornej równowagi psychicznej.

"Terror" jest opowieścią niezwykłą, napisaną w sposób przemyślany, co przywiązuje czytelnika do lektury na długi czas. Nie sposób nie odczuć interakcji z postaciami, nie sposób nie przeżywać ich lęków, obaw. Jak zwykle mamy piękny przekład, w którym odczuwamy to, co przekazuje autor w oryginalnym języku. 

 Takie ksiązki moga napisać wyjątkowo zdolni ludzie, którzy poza pasją i talentem posiadają również wizję tego, co chcą przekazać. Bez banalności i sztucznego polotu, ale z wdziękiem, wrażliwością. "Terror" jest historią zapadającą w pamięć. W moim prywatnym rankingu jest to jedna z najlepszych książek, które przeczytałem w 2018 roku. 

piątek, 6 kwietnia 2018

,,,

Minęło kilka tygodni od pojawienia się w księgarniach "Trzy razy miłość". W tym czasie pojawiły się recenzje, opinie i oceny. Każda wskazówka jest cenna dla autora.
"Trzy razy miłość" napisałem w krótkim czasie w 2010 roku na konkurs. Pewnego dnia obudziłem się i stwierdziłem, że czas na próbę spełnienia swojego wielkiego marzenia, które było zakopane w otchłani niewiary we własne siły. Znalazłem jedne konkurs literacki - powieść dla kobiet i o kobietach. Nie tego się spodziewałem, ale chciałem podołać zadaniu. Napisałem opowieść w kilkanaście wieczorów, bez znajomości zasad jakimi się kierują pisarze, bez warsztatu, itd. Poszedłem za ciosem, bez planu, bez konspektu.
Ostatecznie w konkursie udziału nie wziąłem. Nie wierzyłem w swoje siły. Pamiętam, że wygrała go Karolina Wilczyńska. To był jej debiut literacki.
Wkrótce znalazł się wydawca ebookowy, który przekonywał mnie, że rynek ebooków czeka wielki boom w naszym kraju. Jako, że byłem bardzo proekologiczny, wydałem w formie elektronicznej. Opinie były pozytywne itd.
Po kilku latach wycofałem tekst, poszukując nowego wydawcy. Napisałem kolejne utwory, wziąłem udział w antologiach. Wielu czytelnikom przypadło do gustu moje opowiadanie "Powrót ojca" wydanej w zbiorze blogerów "Szkice z życia". Do dzisiaj można go pobrać bezpłatnie, do czego zachęcam. W antologii znajduje się wiele pięknych tekstów, wartych przeczytania.
Po latach Wydawnictwo Lira zdecydowało się na wydanie mojego debiutu sprzed lat. Tym razem utwór zyskał nową nazwę i szatę graficzną. Moja ulubiona pisarka Magdalena Witkiewicz napisała mi tekst zachęcający na okładkę, a całość została pięknie wydana.
Za kilka miesięcy ukaże się moja kolejna powieść obyczajowa dla kobiet. Napisałem ją kilka lat temu. W marcu znalazłem wydawcę, który praktycznie przyjął ją w "ciemno", gdyż odpowiedź pozytywną otrzymałem tego samego dnia.
Kolejna powieść (tytuły póki co, nie zdradzę), będzie opowieścią o kobiecie, która wygrała los na loterii. A jednak tak nie jest. Wracają demony przeszłości, wraca to, o czym próbowała zapomnieć, a ludzie wokoło niej nie zawsze są takimi, za jakich się podawali. Wierzę, że ta książka zostanie ciepło przyjęta.
Mój znajomy dr nauk humanistycznych sprawdza tekst, który napisałem kilka lat temu. Tym razem to mroczna historia powiązana z klątwą rodzinną. Nie wiem, czy znajdę wydawcę na tę książkę, gdyż jest ona mocno naładowana emocjami. Zależy mi, aby ten utwór "Anathema" trafił do szerokiej rzeszy czytelników, gdyż poruszam w nim szalenie ważne sprawy z życia społecznego. Napisanie "Anathemy" kosztowało mnie pogrążenie się w depresji i walce z własnymi demonami, ale warto było.
Póki co nie piszę niczego. Nie będę ukrywał, że mnie, jak każdego innego autora, interesują opinie na temat naszych tekstów. Czasami opinie są złośliwe, czasami widać, że osoba komentująca nie przeczytała książki. Nie piszę tego odnośnie własnych doświadczeń, ale z perspektywy lat bycia blogerem i autorem. Sam nie mam w zwyczaju pisania sobie "laurek", ale słyszałem również o takich praktykach. Dla mnie jest to żenujące i kompromitujące.
Każdy autor to inne spojrzenie, inna wrażliwość w patrzeniu na świat i ku sobie. Życzę Wam, moi przyszli Czytelnicy, aby nasze książki były dla Was czymś niezwykłym. osobiście jestem zdania, ze piękno jest w prostocie. Wolę historie z życia, nad te wydumane. Życie dostarcza nam niespodzianek. Wszystkiego dobrego. Dziękuję Ci, jeżeli dotrwałeś (dotrwałaś) do końca. To taki spontaniczny tekst. Czasami jest potrzeba wysłania czegoś do świata. Wszelakiego dobra, kimkolwiek jesteś.

czwartek, 5 kwietnia 2018

Iain Reid - "Może pora z tym skończyć "


Nie wiem, jak mam opowiedzieć o tej książce, a tym bardziej ocenić ją i umieścić w ramach określonego gatunku. Bez wątpienia jest oryginalnym utworem, za sprawą narracji, miejsc i poruszanych tematów, ale jest jeszcze coś. Autor stworzył pod przykrywką fabuły opowieść psychologiczno - filozoficzną, którą jest trudno przeczytać w jednym tempie, bez większego zgłębienia treści. Autor stawia pytania, wypuszczając czytelnika w obszary nie zawsze wygodne i bezpieczne. 

 Daje się odczuć mistrzostwo w opowieści, ale czytelnik nie pozostaje bez negatywnych emocji, celowo wywoływanych, za sprawą autora. One są tutaj potrzebne, aby zamknąć to, co dla własnego użytku nazwałem "eksperymentem". Nie jest to utwór duży objętościowo. Ebooka przeczytałem w kilka godzin, ale sama treść zmusza do powolnej analizy tekstu. 

 "Może pora z tym skończyć, ma wielką szansę na stanie się powieścią kultową. Jest w niej oryginalność, zamęt, tajemnice i fragmenty, dające czytelnikowi wrażenie, że coś nie jest tak, jak być powinno. "Może pora z tym skończyć" to przedstawienie teatralne na łamach książki. Polecam. 

Alain - Fournier - "Mój przyjaciel Meaulnes"

 Znowu nie wiem, co mam napisać po lekturze. Są książki, które posiadają duszę, a ta do niech się zalicza. Trudno jest mi uwierzyć, że na...