Lisa Sanders - "Szukając diagnozy"

 Bardzo mocno chciałem przeczytać te książkę, gdyż wcześniej czytałem kilka pozycji o podobnej tematyce która rozbudziła moja ciekawość. Książka zdawała się być niezwykła i powinna zaspokoić moja ciekawość w materii zagadek medycznych. Nie jestem medykiem, nawet się nie ocieram o ten zawód, ale jednostkami chorobowymi zainteresowałem się na studiach. Oczywiście były to opisy bardzo ogólnych chorób ciała, ale to wystarczyło, aby drążyć temat. Sam nie jestem hipochondrykiem ale jednak zainteresowanie pozostało mimo upływu lat.
 Książka Lisy Sanders nie jest ani dobra ani zła w mojej opinii. Według mnie byłaby o wiele lepsza gdyby pani doktor nie zawężała każdego rozdziału do opisu tylko na przykładzie jednej osoby. To mi przeszkadzało. Zresztą sama książka powstała na podstawie felietonów "The New York Timesa Magazine" . Najbardziej rozbawił mnie chwyt reklamowy z przodu okładki, informujący iż książka zainspirowała twórców serialu Dr House. Można przeczytać, ale sam nie pieję zachwytami nad utworem.


Isabel Allende - "Długi płatek morza"

 Przeczytałem i niestety...jedyne co czuję to zmęczenie po lekturze i wielkie rozczarowanie. Pewnie dlatego, że nie lubię książek nawiązujących do polityki, tudzież ważnych wydarzeń tak mocno zarysowanych jak w "Długim płatku morza". Książka traktująca o podróży, co ale mnie jest zbyt męczące. Plusem są postacie, które są doskonale opisane i pokazują realia świata, w którym nie wszystko działo się zgodnie z zamierzeniami. Mnogość wątków raczej męczy niż pomaga czytelnikowi, do tego przydługie opisy. Brakło mi tutaj Allende znanej z "Domu duchów". Tutaj miałem rażenie,, jakoby książkę napisała zupełnie inna osoba. 

"Długi płatek morza" zwyczajnie jest książką nie na każdy czas i nie dla każdego człowieka. Napisana dobrze, wręcz perfekcyjnie, dla mnie jednak naszpikowana zbyt dużymi i częstymi wstawkami a to mnie wytrącało z satysfakcji czytania. Mało tego. Allende opisuje jakieś fakty historyczne, ale robi to zbyt powierzchownie, przechodząc do innych wydarzeń nie do końca zamykając poprzednie wątki. Brakło mi tutaj napięcia, emocji, a jeżeli te były, to zbyt naciągane, aby moje serce przyspieszyło. Niestety, nie wystarczy wspomnieć w kilku rozdziałach o konkretnym wydarzeniu ogólnie znanym, aby dać czytelnikowi coś więcej oprócz odświeżenia wiedzy historycznej lub jej nabycia. 

Ogólnie polecam fanom autorki, ale nie jest to poziom, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni. Od autorów tej klasy wymaga się wiele więcej. Tym razem autorka nie sprostała moim oczekiwaniom. 

Tove Alsterdal - "Ślepy tunel"

Są książki które czyta się na raz i o których się zapomina i są takie, do których się wraca, a fabuła zapada głęboko w pamieć. "Ślepy tunel" to historia która jest napisana nie tylko ciekawie, ale niesie również wątki będące według autorki fikcją literacką, a dla mnie to o tyle ciekawe, ze jestem przekonany, że takie sytuacje jak te, opisane w książce mogły mieć miejsce. Wszak świat nie jest wolny od morderstw, samobójstw i ludzi psychopatycznych (niestety) a Sudety istnieją. 

 Fabuła opowiada o małżeństwie, które przeżywa kryzys w swoim związku. Gdzieś we wspólne życie wkrada się rutyna jaka pożera ich od środka, zabierając to, co najpiękniejsze a za czym oboje skrycie tęsknią. Porzucają dotychczasowe życie w Szwecji i wyjeżdżają do czeskich Sudetów, gdzie zamierzają odbudować to, co zrujnowali przez ostatnie lata. Nowe miejsce okazuje się być niezwykłe malownicze, ale i tajemnicze. W podziemiach dochodzi do zaskakujących odkryć, a te uruchamiają lawinę zdarzeń. Miejsce nie pozwala zapomnieć o przeszłości z nim związanej a okoliczni mieszkańcy wydają się nosić w sobie jakieś historie, z którymi chcą odejść do wieczności. Sonia i Daniel zostają wplątaniw  coś, co może ich zniszczyć. 

Alsterdal stworzyła niezwykłą opowieść która jest zarazem delikatna niczym nić pajęczyny ale przy tym rozrywa serce czytelnika. Autorka dysponuje niezwykłą płynnością i lekkością języka, którą na szczęście dla polskich czytelników doskonale oddaje tłumacz Patrycja Włóczyk. 

 Dla mnie osobiście jest to opowieść o czasie który mimo że płynie, jednak ciągle powraca w postaci zdarzeń, miejsc czy ludzi. Autorka bardzo sugestywnie pokazuje kolejne wydarzenia będące preludiom do końcowego aktu. Dla mnie "Ślepy tunel" jest niczym doskonale zagrany utwór, który może i nie ma szczęśliwego zakończenia, ale w tym przypadku jako czytelnik tego nie żałuję. Moją uwagę zwraca opis miejsc i plastyczność. Doskonale rozbudziła moja wyobraźnię, z przyjemnością bym się przeniósł do tego świata. Już w czasie lektury miałem wrażenie że mój mózg odczytuje w formacie 3D. Stara winnica, stary dom i piękna przyroda porwały mnie na kilka godzin w inny świat. Autorka daje czytelnikowi przestrzeń do własnych wniosków i to jest świetne. To jakby gra z książką. Jedna z lepszych powieści jakie przeczytałem w tym roku. Serdecznie polecam.

Lisa Sanders - "Szukając diagnozy"

  Bardzo mocno chciałem przeczytać te książkę, gdyż wcześniej czytałem kilka pozycji o podobnej tematyce która rozbudziła moja ciekawość. Ks...