Stanisław Kowalik - " Siedem wykładów z psychologii sztuki"

 


 Sięgając po konkretną książkę w formie wykładów, pomyślałem sobie, że wrócę na kilka chwil do czasów studenckich i wyobrażę sobie sale wykładowe, które opuściłem wiele lat wstecz. I tak się stało, tylko zamiast nudnych wykładów, zostałem bogatszy o wiedzę, będącą dla mnie świeżym spojrzeniem na sztukę, na jej odbiór przez różne zmysły.  Autor posiada bogatą wiedzę w kwestii tematu i potrafi żywo zainteresować czytelnika. Autor łączy wartości poznania sztuki z naszym odbiorem wewnętrznym, z naszą wrażliwością i tym, co się obywa poza zmysłami. Autor poddaje rozważaniom malarstwo, muzykę czyli dźwięki oraz literaturę. Doskonale opisuje to, co towarzyszy w trakcie odbioru (mechanizmy). 

 Książka jest wydana w formie pracy naukowej, ale warto pokusić się o jej przeczytanie z kilku względów. Pierwszy to wiedza, która jest tutaj usystematyzowana i daje czytelnikowi podgląd  prowadzący do zrozumienia tego, co się dzieje wokoło nas i z nami, kiedy obcujemy ze sztuką. Druga sprawa dotyczy wiadomości, które znajdują się w tym dziele. Mimo, że przyswojenie treści może się okazać dla niektórych problemem, jednak warto pokusić się o studiowanie "Siedmiu wykładów...". Pop trzecie autor przenosi nas na obszary, z których istnienia nie zdawaliśmy sobie sprawy. 

Profesor dr hab. Stanisław Kowalik jest z zawodu psychologiem oraz socjologiem. Co ciekawe, od początku pracy zawodowej zajmował się rehabilitacją osób niepełnosprawnych. Pracował na kilku uczelniach wyższych w Polsce. Ta książka powstała na podstawie zainteresowań naukowych związanych z psychologią sztuki.

 "Siedem wykładów z psychologii sztuki" jest jedną z nielicznych publikacji dostępnych na rynku, traktujących o tym zagadnieniu. Jest to kopalnia wiedzy i może być traktowana jako coś w rodzaju samorozwoju. Pomaga usystematyzować wiedzę i zrozumieć to, co się z nami dzieje w czasie obcowania ze sztuką. Jest to pozycja godna polecenia.  




Harlan Coben - "Chłopiec z lasu"

 


Uwielbiam tego autora jako czytelnik i do tej pory bardzo wysoko oceniałem jego kolejne książki, ale przy "Chłopcu z lasu" nie do końca odnalazłem to, co uwielbiam w jego opowieściach. Brakło mi napięcia, oczekiwania. Nie doczekałem się chwili, w której w mojej głowie następuje eksplozja i jest wielkie WOW. 

 Autor funduje nam ciekawą opowieść, której początek ma miejsce trzydzieści lat wstecz, kiedy w jednym jednym ze Stanowych Parków w Ameryce zostaje odnaleziony chłopiec. Nikt nie zna jego tożsamości, nikt nie wie co tam robi i dlaczego tam się znalazł. Po trzydziestu latach ten sam człowiek próbuje zapomnieć o swojej przyszłości, mimo że większości nie pamięta. Kiedy ginie nastolatka, wtedy ktoś prosi go o pomoc. Decyduje się na to, mimo, że czuje, że czuje, że nie będzie to łatwe zadanie do wykonania. I tak własnie jest.

 Coben napisał fabułę, która mnie osobiście nie przekonała do końca. Sama w sobie jest ciekawa, ale problem jest w tym, że zazwyczaj "wierzę" Cobanowi. Tutaj jest inaczej. Mam wrażenie, że autor napisał kolejną książkę, ale gdzieś w trakcie tworzenia stracił do niej serce,męcząc się nad jej dokończeniem. Nie jest źle napisana, sama w sobie jest ciekawa, ale Cobena stać na wiele, wiele więcej. To tylko mój subiektywny odbiór. Wierzę, że dla wielu czytelników będzie to czymś na kształt arcydzieła. Nie jest to typowy thriller, z którego jest znany. Za mało dla mnie tutaj dowcipu Cobena, jakby "Chłopca z lasu" napisał ktoś inny. Brakło mi tutaj pewnych głębokich emocji. Wiele scen nie wywarło na mnie takiego wrażenia, jak przy poprzednich książkach. 

 Wielkim plusem są postacie. Te zawsze są dopracowane, podobnie jak fenomenalne dialogi. Coben jest niepowtarzalny jeżeli chodzi o konstrukcję powieści, ale w "Chłopcu z lasu" według mnie ciut popłynął. Na uwagę jednak zasługuje finał książki. Chylę czoła przed autorek. 

Czy polecam? Jak najbardziej. Nie ma złych książek. Są tylko różne odbiory i gusta czytelnicze oraz oczekiwania. Dla mnie Harlan Coben to niekwestionowany mistrz a od takich wymagam wiele i dlatego pozwalam sobie na takowe uwagi. 


Za egzemplarz dziękuję 



Jennifer Hillier - "Małe sekrety"

 


Tytuł tej opowieści zdradza wiele. Każdemu z nas towarzysza sekrety i bez znaczenia jest stopień naszej otwartości na życie i na człowieka. W książce Hillier otrzymujemy historie małżeństwa, które spotyka życiowa tragedia. W czasie zakupów  w dużym centrum handlowym zostaje uprowadzony chłopiec o imieniu Sebastian. Dotychczas wzorowe małżeństwo Martiny oraz Dereka dotyka kryzys na wielu polach. Mają pieniądze, są bogaci, ale i bardzo samotni. Każde z nich inaczej radzi sobie  z porwaniem i znakiem zapytania co do dalszych wspólnych losów. Ich decyzje które poznajemy zdają się być szalone i nieadekwatne do sytuacji. 

 Prywatna wojna na która idą, jest skierowana wbrew sobie ostrzami we własne myśli. Nie ma tutaj niczego co jest pewne. Ich życie po utracie syna zmienia ich wartości, ich myślenie.   W książce Hillier nic nie jest takie, za jakie uchodzi. Książka jest doskonale skonstruowana na wielu płaszczyznach, w tym na poziomie psychologicznym. Czytelnik czuje całym sobą emocje towarzyszące postaciom , staje się częścią płynącej ku rozpaczającej matce. 

Tutaj nie można pisać zbyt wiele, aby uniknąć spojleru, jednak bez wątpienia jest to lektura, jaka zachwyci wymagających czytelników, liczących na coś więcej niż tylko ciekawa fabuła i dreszczyk emocji. Pewne wątki są schematyczne, jednak cały utwór obronił się oryginalnością na innych polach. Samo zakończenie...to już indywidualny odbiór czytelnika. Warto sięgnąć. Polecam.


#MałeSekrety

#JenniferHillier

Stanisław Kowalik - " Siedem wykładów z psychologii sztuki"

   Sięgając po konkretną książkę w formie wykładów, pomyślałem sobie, że wrócę na kilka chwil do czasów studenckich i wyobrażę sobie sale w...