czwartek, 8 grudnia 2011

Wywiad z Kornelią Romanowską

Piter Murphy: Witaj Kornelio. Mogę zaproponować kawę lub herbatę. Czego się napijesz?

Kornelia Romanowska: O tej porze zdecydowanie wybieram kawę z mlekiem, jeśli można.

PM: Na Twojej autorskiej stronie witają czytelników słowa  "Na tej samej kartce ułożone dwa ciała. Żeby czytać, przestań rozumieć". Co oznacza ten cytat? Czy ma ukryte przesłanie?

KR: To cytat z mojego wiersza „Metafora dla poety”. Myślę, że każdy cytat ma swoje przesłanie. Ten można rozumieć dwojako, jak wszystko, co znajdziemy w poezji. Mogę jedynie powiedzieć, co oznacza dla mnie. Jako poetka, może nawet pisarka, i człowiek, który czytuje książki uważam, że jest to czysto filozoficzne spojrzenie na obecną sytuację książkową. Czytamy wiele, albo nie czytamy w ogóle. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, by w każdym słowie, zdaniu, akapicie wynaleźć cząstkę czegoś, co możemy odnieść do siebie. Musimy przestać rozumieć nie w dosłownym znaczeniu tego słowa, raczej przenieść się na poziom metaforyczny, gdzie wszystko jest możliwe. Ja robię tak z każdym przeczytanym tekstem, potrafię wyłuskać dla siebie choćby jedno słowo, które sprawia, że dany tekst zakorzenia się gdzieś głęboko we mnie i zostaje już na zawsze. Dwa ciała są tu prostym symbolem do płci – kobieta i mężczyzna pod wieloma względami się różnią, ale noszą w sobie też znamiona podobieństwa. Od nas zależy, jak te podobieństwa będą oddziaływać na wyobraźnie.

PM: Jesteś młodą kobietą, która postanowiła napisać książkę. Z czego to wynikło? Z potrzeby wyszeptaniu światu "ja jestem". Potraktowałaś "Puszkę Pandory" jako doskonały przekaz tego, co czujesz i kim jesteś?

KR: Wiesz, to jest dość ciężkie pytanie. „Puszkę Pandory” pisałam dwa lata temu. Początkowo jej zarys został stworzony na potrzeby fandomu. Nie myślałam o tym, by wydać ją na papierze. Było to raczej ćwiczenie własnych umiejętności pisarskich, sprawdzenia, czy moje pisanie podoba się innym ludziom i czy warto iść w tę stronę. Okazało się, że warto. Dopiero wtedy zaczęłam zastanawiać się nad tym, czy nie spróbować własnych sił na polu prozy. Udało się. „Puszka Pandory” zdecydowanie odzwierciedla niektóre z uczuć, które towarzysza mi na co dzień. Zawsze, czasami w małym stopniu, autor zamieszcza w swoich tekstach cząstkę siebie. Dla mnie w „Puszce Pandory” najważniejsze są emocje, to, co kłębi się gdzieś głęboko i drąży. Te emocje są też we mnie. Więc tak, uważam, że „Puszka Pandory” w pewnym sensie oddaje to, co czuję, jednakże nie oddaje tego, kim jestem, a jestem zbyt skomplikowana, by ująć to w słowa (uśmiech).

PM: W każdej historii, również w tej tkwi ziarenko prawdy. Czy tak jest również w Twojej książce?

KR: Ziarenko prawdy i owszem. Każda postać w tej książce nosi w sobie cechy ludzi, z którymi miałam styczność. Dla przykładu Krzysztof w pewnym sensie jest obrazem mojego chłopaka. Nie dokładnym, jednak pewne cechy są wspólne. Imię głównego bohatera męskiego nastręczało mi na początku wielu trudności. Dopiero po głębszym zastanowieniu nazwałam go na cześć nieżyjącego już ojca mojego chłopaka. W ten sposób chyba chciałam nadać mu też pewne cechy osoby, która wniosła w moje życie wiele miłych wspomnień. Za to Dominika jest całkowitym wymysłem mojej wyobraźni i nie mogę podpiąć jej pod nikogo, kogo znam. Mimo tego w małym stopniu nosi ona cechy, które chciałabym mieć ja. Jest spokojna, opanowana, odniosła sukces, ale nie przewróciło jej to w głowie. Myślę, że właśnie to mi się w niej najbardziej podoba. Nie poddała się, tylko szła dalej.

PM: Jesteś z mniejszości, która uprawia prozę i poezję. W czym Ty lepiej się czujesz? Jesteś autorką dwóch tomików wierszy, zdobyłaś również parę wyróżnień. To wiele, jak na młody, studencki wiek. W uprawianiu prozy czujesz się lepiej? Czy to jednak poezja? Co Tobie w duszy gra?

KR: Kiedyś lepiej czułam się w poezji. Nie było dnia, bym nie napisała choć jednego wiersza. I muszę Ci powiedzieć, że to było niesamowite. Poezja jest trudna, wielowymiarowa. Nie sztuką jest napisać wiersz. Sztuką jest napisać go tak, by zawierał w sobie ukryty przekaz, by każdy czytelnik odbierał go na swój, osobisty sposób. Wraz z moim dojrzewaniem, moja poezja się zmieniała, stała się trudniejsza nawet dla mnie. Jestem bardzo szczęśliwa, że udało mi się wydać dwa tomiki i zdobyć kilka wyróżnień. Pokazało mi to, że w jakiś sposób moja poezja trafia do ludzi, chcą ją czytać. W prozie za to odnalazłam to, czego mi brakowało. Większy kontakt z odbiorcą. Nietrudno jest zauważyć, że poezja czytywana jest przez niewielu. Może właśnie dlatego, że czasami trudno jest dojść do tego, co autor miał na myśli. Może dlatego, że w szkołach zmuszano nas do analizowania tekstów, ale nie pozwalano na własną interpretacje. Wiele osób, które czytało moje opowiadania stwierdziło, że przenoszę na prozę swoje zacięcie poetyckie. Słowa pachną dla nich jak poetycki balsam. Nie wiem, czy to dobrze czy źle, jednak to, co nauczyłam się w poezji, mimowolnie przenoszę na to, czego uczę się w prozie. Dlatego nie mogę wybrać w czym czuję się lepiej. Chyba po trochu w obydwu.

PM: Pomysł na "Puszkę Pandory" został zaczerpnięty z...?

KR: Z głowy. Wielu uważa, że w pewnym sensie „Puszka Pandory” podobna jest do filmu „Bodyguard”. I pewnie trochę jest w tym racji, ale wiele je różni. Dla mnie „Puszka Pandory” zawsze będzie swego rodzaju dzieckiem, które wychowałam od początku istnienia i które pielęgnowałam. Chciałam w niej pokazać, że każda miłość ma prawo się spełnić. Nawet jeśli na jej drodze stają tajemnice, przeszłość czy też morderca. Nie wiem czy mi się to udało, ale najważniejsze jest chyba to, że próbowałam.

PM: Kiedy rozpoczęłaś pisanie książki, prosiłaś o porady i wskazówki innych autorów? Co towarzyszyło procesowi tworzenia i kreowania kolejnych postaci?

KR: Rozmawiałam z ludźmi. Wtedy jeszcze nie znałam wielu autorów, którzy mogliby udzielić mi rad. Na dzień dzisiejszy zmieniło się to o sto osiemdziesiąt stopni. Wiem, że jeśli miałabym jakikolwiek problem, mogę zwrócić się o pomoc do wielu naszych rodzimych pisarzy. Przy „Puszce Pandory” wiele wskazówek udzieliło mi grono znajomych – tych realnych i internetowych. Czytali ją, mówili co im się podoba, a co powinnam zmienić. Doradzali też w kwestiach budowania bohaterów – podsuwali wiele ciekawych pomysłów, za co byłam im wdzięczna wtedy i teraz. Możliwe, że bez nich „Puszka Pandory” wyglądałaby całkowicie inaczej niż teraz. Co do postaci, nigdy nie robiłam planu. Po prostu wiedziałam, że Krzysztof powinien być oschłym, pewnym siebie mężczyzną, a Dominika spokojną i opanowaną kobietą. Miałam ich obraz w głowie od samego początku. Trudności jednak przysporzyli mi Marek i Natan. Musiałam przedstawić ich jako przyjaciół, którzy wbijają nóż w plecy.

PM: Pracujesz nad kolejną powieścią? Co będzie jej tematem? Zdradzisz jakieś tajemnice?

KR: Obecnie mam rozpoczęte dwa projekty. Jeden z nich można w częściach przeczytać na mojej stronie, mówię o „Autopsji”. Będzie to kryminał dziejący się w Szczecinie. Nie chcę zdradzać zbyt wielu szczegółów, co by nie zapeszyć, ale mam nadzieję, że uda mi się doprowadzić tę historię do końca. Drugi projekt to powieść paranormalna, a jej akcja ma miejsce w USA. Może to głupio zabrzmi, ale tylko w tamto otoczenie może się dobrze wpasować. W każdym razie opowiada historię dziewczyny, w sumie to już kobiety, która zaczyna słyszeć głosy w myślach. Więcej też nie zdradzę, ale jeśli coś by się z tego wykluło na pewno dam Ci znać.

PM: Kornelio. Serdecznie i z całego serca życzę wielkich sukcesów na niwie literackiej i w życiu osobistym. A te z pewnością nadejdą szybciej, niż sama się ich spodziewasz.

KR: Bardzo Ci dziękuję. Wszelkie tego typu życzenia witam ochoczo i z otwartymi ramionami. Ale i Tobie życzę powodzenia. Na każdym polu.

PM: Dziękuję za rozmowę.

KR: Do napisania ( uśmiech).


Prześlij komentarz

Colson Whitehead - "Kolej podziemna. Czarna krew Ameryki"

 Co roku staram się czytać laureatów prestiżowych nagród literackich na świecie, w tym Politzera. Historia opowiedziana przez autora wym...