poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Rozmowa z Konradem Staszewskim - autorem "Śmierci na śniegu"

Zgodnie z zapowiedzią dzisiaj wywiad z autorem powieści "Śmierć na śniegu" Konradem Staszewskim. Serdecznie zapraszam do czytania...


 
Piter Murphy: Konradzie, Twoja pierwsza książka Śmierć na śniegu okazała się bardzo udanym debiutem literackim. Skąd pomysł na tę książkę?

Konrad Staszewski: Pomysł na kryminał nie zrodził się w mojej głowie z dnia na dzień. Od lat jestem zafascynowany tym gatunkiem powieściowym. Do niedawna jednak nie miałem odwagi napisać czystego kryminału. Pisałem różne rzeczy, ćwiczyłem warsztat, obserwowałem rzeczywistość i przekonywałem samego siebie.
Pierwsza moja próba popełnienia powieści z wątkami kryminalnymi to napisane parę lat temu Opowieści z Przeklętej Doliny. Pierwszy tom nosił tytuł Ucięta Mowa i był próbą połączenia kryminału z fantastyką. Planowałem napisanie dłuższego cyklu przygód Johna Mothmana i nadal ten pomysł krąży mi po głowie, ale czasowo został odsunięty na dalszy plan. Niedawno debiutowałem swoją pierwszą powieścią czysto kryminalną.
Kryminały bardzo mnie fascynują, zbrodnia, motywy ludzi, którzy je popełniają… Chciałbym wniknąć w ich świadomość, zrozumieć, dlaczego to robią. Zauważ jednak, że Śmierć na śniegu nie jest tylko akcją. Starałem się pokazać w niej pewien narastający problem społeczny i mentalność niektórych ludzi. Fabuła tej powieści ma miejsce we współczesności, na przełomie 2010 i 2011 roku. Nie jest to też taki kryminał, jaki współcześnie ogląda się w telewizji. Seriale kryminalne mnie denerwują, dlatego od pewnego czasu ich nie oglądam. W zasadzie od lat nie oglądam już telewizji. Pozostałem na etapie serialu Ośmiornica (La Piovra), który jest dla mnie klasykiem gatunku. Czytam książki, nałogowo, ale także wybranych autorów – Doyle’a, Gardnera, Sjöwall i Wahlöö, Chandlera, Wrońskiego, Grzegorzewską, Lovesey’a, Hamiltona, czy Läckberg. Otaczająca nas rzeczywistość, informacje mediów
i lektury innych książek dały mi wreszcie ostatecznego bodźca do napisania powieści kryminalnej.

P.M: Ukończyłeś studia na wydziale prawa i administracji. Czy od zawsze miałeś zapędy pisarskie? Przeczytałem, że byłeś laureatem wielu konkursów literackich, a także opublikowałeś inne teksty. Gdzie można je przeczytać?

K.S.: Od lat piszę różne rzeczy, praktycznie od 1996 roku i publikowałem je między innymi w Internecie na różnych stronach. Pojawiłem się też na przykład w Magazynie literacko-artystycznym sZaFa, ARKUSZACH LITERACKICH Stowarzyszenia Twórców Wszelakich i w antologii pokonkursowej „tête á tête spojrzenia wiersze” Spółki Wydawniczej HELIODOR, pojawiałem w AM#OPOWIADANIACH i w innych publikacjach. Były to jednak tylko próby, pisanie różnych gatunków, ćwiczenie warsztatu i te utwory nie są one idealne. Ale w sieci można je znaleźć. Cały czas się uczę, doskonalę. Nikt nie rodzi się pisarzem – ma się tylko talent, który należy szlifować jak diament. Pochodzę z rodziny z pisarskimi tradycjami, ale tylko ja dostrzegłem szansę zaistnienia na rynku wydawniczym.

P.M: Z tego, co wiem, pracujesz nad drugą książką. Czy możesz uchylić rąbka tajemnicy, o czym będzie traktowała?

K.S.: O zbrodni. A poważnie, to pracuję nad kontynuacją Śmierci na śniegu
i myślę o kilku powieściach.
Kolejna powieść będzie traktowała o morderstwie popełnionym w Sosnowcu. Fabuła będzie związana z narkotykami, celebrytami i zemstą. To ogólne nakreślenie fabuły.

P.M: Jesteś przykładnym ojcem i mężem, dużo podróżujesz, masz wiele spotkań z czytelnikami. Czy to nie zaburza relacji rodzinnych?

K.S.: Zaburza, i to bardzo. Żona ma mi za złe moją nieobecność, córka jeszcze bardziej. Staram się godzić obowiązki, ale cały czas mam wrażenie, że jeszcze nie jestem dobrze zorganizowany. Pracuję nad tym. Teraz będzie jeszcze trudniej. Ponownie zostanę ojcem, ale jestem koziorożcem i uparcie prę do celu.

P.M: Jaka jest Twoja ulubiona postać ze Śmierci na śniegu?

K.S.: Dziennikarz Jakub Wąsik.

P.M: Debiutowałeś klasycznym kryminałem. Dlaczego właśnie ten gatunek literacki?

K.S.: Jestem tradycjonalistą i nie bardzo lubię mieszanie gatunków. Nie mówię, że sam tego nie będę robił, ale jeśli nawet w moich powieściach pojawią się jakieś wątki na przykład z fantastyki, to będę się starał nie przekraczać granicy klasycznego kryminału. Wychowałem się na Sherlocku Holmesie i Perrym Masonie oraz na Ośmiornicy – dlatego też ten gatunek jest mi najbliższy.

P.M: Czym się kierowałeś przy pisaniu? Czy jest to fikcja od początku do końca, czy wcześniej usłyszałeś podobną historię?

K.S.: Fikcyjni są bohaterowie i fabuła, ale miejsca, otoczenie i realia są rzeczywiste. Chciałem, żeby czytelnik miał świadomość, że opisane przeze mnie wydarzenia mogą rzeczywiście mieć miejsce i to w miejscach mu znanych. Chciałem także, żeby bohaterowie byli z krwi i kości, żeby żyli. Z tego też powodu części z nich nadałem niektóre cechy znanych mi osób, oczywiście przerysowane, ale jednak są.

P.M: Każdy pisarz wie kiedy nadchodzi "ten moment" dobry na pisanie. A jak było u Ciebie? Ile w tej książce jest przypadkowości czasowej, a ile logicznych założeń?

K.S.: Wiesz, cały czas piszę i prawie połowę życia pisałem. Przypadkowość? Tak, ale tylko w przypadku wydania tej książki. Kiedyś ogłosiłem w Internecie, że poszukuję współautora kryminału i zgłosił się człowiek, który powiedział, że nie współautora szukam tylko dobrego redaktora, który mną pokieruje i doprowadzi do wydania tej książki. Tak też się stało. On był tym redaktorem. Nasza znajomość trwa do dzisiaj i bardzo sobie ją cenię. I najśmieszniejsze jest to, że ja mieszkam w Sosnowcu, a on pochodzi z Sosnowca.

P.M: Kim będzie Konrad Staszewski za 20 lat? Jak siebie wyobrażasz?

K.S.: Tym kim jestem, nie zamierzam się zmieniać tylko doskonalić. Można powiedzieć, że jestem już pisarzem i nadal nim będę. Jestem mężem i ojcemi tego także nie zmienię. Będę Konradem Staszewskim.

P.M: Bardzo dziękuję za interesującą rozmowę i życzę kolejnej książki co najmniej tak udanej, jak Śmierć na śniegu.

K.S.: Dziękuję bardzo.



Do recenzji

 Dzisiaj otrzymałem trzy przesyłki. Wszystkie z zawartością książek do recenzji. 

Dziękuję wydawnictwu Prószyński i Spółka za " Maciejkę" Natalii Rogińskiej

Wydawnictwu Radwan za "Dziennik z podróży po Indiach" Janusza Kolsa oraz za "Pojednanie. Składanie po całości" Mateusza Krautwursta

Wydawnictwu Znak za Dziewięć wcieleń kota Deweya" oraz za "Historię Alejandra Mayty" Vargasa Liosa,

Wydawnictwu Replika za "Cień gejszy" Anny Klejzerowicz (wkrótce wywiad z autorką dla czytelników bloga), "Mordercze miasto" Charlesa Bowdena oraz za "Pustkowie" Blauka Croucha.

Wszystkie egzemplarze są egzemplarzami recenzenckimi. Dziękuję



Ray Kroc - "Prawdziwa historia McDonald’s. Wspomnienia założyciela"

Raymond Albert "Ray" Kroc – amerykański biznesmen czeskiego pochodzenia. Założyciel McDonald's Corporation, która powstała...