wtorek, 26 kwietnia 2011

Wywiad z Anną Klejzerowicz


  Peter Murphy: Aniu. Jesteś dziennikarką, pisarką, fotografem, felietonistką. Parasz się wieloma zawodami. Jak Ty na to wszystko znajdujesz czas?
 
Anna Klejzerowicz: No cóż... to wszystko są na szczęście pokrewne zajęcia ;-) Nie chciałabym, żebyś uznał mnie za jakąś nienormalną pracoholiczkę, ale należę do tych osób, które żyją swoją pracą. Nie w sensie robienia tzw. kariery zawodowej czy tym bardziej finansowej – bo jak to wygląda w naszym kraju, chyba wszystkim wiadomo, trudno tu o złudzenia – ale w tym sensie, że to, co robię zawodowo, jest jednocześnie moją prywatną pasją. Od dziecka miałam wiele zainteresowań oraz taką potrzebę, żeby nie tylko zajmować się nimi w czterech ścianach, lecz także dzielić się z innymi, zarażać ludzi swoimi pasjami. Stąd się to wszystko wzięło, w ten sposób zajęłam się publicystyką, a następnie pisaniem książek. Znajduję na to czas... bo muszę, nie wyobrażam już sobie innego życia. No i mam fajnego męża, który także jest artystą, więc się rozumiemy i wzajemnie uzupełniamy w codziennych obowiązkach.  

    
PM: Stosunkowo niedawno pojawiła się Twoja nowa książka "Cień gejszy". Ten sam bohater którego znamy z poprzednich książek, to samo miasto, ale nowa historia. Skąd czerpiesz pomysły?
 
AK: Książka pojawiła się w drugiej połowie marca, więc faktycznie niedawno. Bohater – dziennikarz śledczy Emil Żądło – ten sam, co w powieści „Sąd Ostateczny”. To samo miasto – Gdańsk - bo to moje miasto, tutaj się urodziłam i spędziłam w zasadzie całe życie. To jest moja rzeczywistość. Historia nowa, ale chodziła za mną już od wielu lat. Pomysły czerpię zwykle ze swoich zainteresowań oraz badań, o których wspominałam wyżej. Tak było i w tym przypadku. 

 
PM: Nie mogę nie zapytać oto skąd czerpałaś pomysły do "Cienia gejszy". Przekazujesz czytelnikom kawał dobrej literatury, zaznaczę że nie fikcyjnej. Z Twoich książek czerpie się wiedzę, chociaż są to kryminały. Dlaczego właśnie Japonia? Przecież to wymagało wiele dodatkowej pracy z Twojej strony. Możesz opowiedzieć jak zbierałaś materiały do książki i skąd czerpałaś wiedzę na ten temat?
 
AK: Dziękuję :-) Jeśli tak faktycznie jest, to znaczy, że osiągnęłam swój zamierzony cel. A japońskie drzeworyty barwne ukiyo-e – i nie tylko, bo szerzej: kultura Japonii - fascynują mnie od dawna. Poświeciłam wiele czasu na ich studiowanie, a te konkretne drzeworyty, które opisałam w „Cieniu gejszy” są dla mnie szczególnie ważne. Dlaczego – wyjaśniam w posłowiu, zamieszczonym na końcu książki. Tutaj tylko w skrócie dodam, że przez ponad dziesięć lat usiłowałam wyjaśnić ich zagadkę. Przy pomocy nie tylko literatury przedmiotu, polskiej i obcej, ale także wielu wspaniałych ekspertów, naukowców i pasjonatów, również polskich i zagranicznych. Nie było to łatwe, lecz w końcu się udało, przynajmniej w dużej części. Ich tajemnicza historia zainspirowała mnie do napisania powieści, będącej mieszaniną faktów oraz fikcji literackiej. Bo prawdziwa jest tylko część, dotycząca historii i sztuki japońskiej. Wątek kryminalny - zarówno historyczny, jak i ten współczesny - jest oczywiście całkowicie fikcyjny, jedynie oparty na obserwacji naszej codzienności oraz własnej fantazji.

PM: Aniu, wiem że skończyłaś pedagogikę resocjalizacyjną , ale nie rozumiem skąd u kobiety takie zacięcie i skierowanie w stronę kryminałów? Nie wolałaś wybrać na przykład literatury kobiecej?
 
AK: Cha, cha... Dlaczego wszyscy mnie o to pytają? Skąd taka obsesja, by wtłoczyć człowieka w pewne określone schematy?... Nigdy nie wiem, w jaki sposób mam tłumaczyć się z rzeczy dla mnie oczywistych... Ale dobrze, że o to pytasz, może wreszcie powiem to wprost. Ludzie są różni. Po prostu zawsze intrygowały mnie te ciemniejsze, pogmatwane i trudne strony życia. I zawsze kochałam kryminały. Czytałam je od dziecka. Wiem, że to śmiesznie brzmi; dzieciom nie wolno czytać kryminałów i mnie także nie było wolno, ale i tak robiłam to w tajemnicy przed dorosłymi. Jakoś nigdy nie fascynowały mnie romanse same w sobie – choć rozumiem, że mogą fascynować innych - a literatura kobieca to termin, którego w ogóle nie uznaję. Literatura nie ma płci. Więcej: pisarz nie ma płci – musi być jednocześnie kobietami, mężczyznami, dziećmi, zwierzętami.... wszystkimi postaciami, które sam tworzy. Jeśli jakaś książka jest tylko „dla kobiet” – albo tylko „dla mężczyzn” – to ja bardzo przepraszam, ale to jest po prostu kiepska książka. Może być powieść o kobiecie lub o mężczyźnie, ale musi być ona interesująca dla każdego. Odwołajmy się do klasyków, bo to będzie najłatwiej przyjąć... Przykładem może być „Anna Karenina”  albo, no nie wiem... choćby „Winnetou”, żeby nie ograniczać się tylko do literatury „wysokiej” – obie fascynujące dla każdego maniaka prawdziwego książkowego, niezależnie od płci. Bo zostały po prostu dobrze napisane. W końcu wszyscy jesteśmy ludźmi, a świat jest naprawdę złożony -  i warto go poznawać z różnych stron...     
PM: Jesteś nazywana "Agathą Christie z Gdańska". Jak się z tym czujesz? Doskonale promujesz to miasto, rozumiem że wynika to z miłości do niego. Coraz większe grono nazywa Ciebie "polską Agathą Christie". Jak Ty się do tego odnosisz? Czy jest to dla Ciebie nobilitacja czy też raczej irytują Ciebie takie porównania?
 
AK: Podchodzę z dystansem. Jest mi oczywiście szalenie miło – Agatha Christie to w końcu klasyk, wielka pisarka, można powiedzieć, że współtwórczyni gatunku, zrobiła z powieści kryminalnej literaturę – ale jednak to już inna epoka, moje książki są całkiem różne, no i mam ich na koncie dopiero kilka, a ona napisała ich przynajmniej kilkadziesiąt, do tego wszystkie w zasadzie doskonałe. Fenomen. Niemal niespotykany. Nie wiem, czy mnie na coś takiego stać, choćby w części, w ogóle nie jestem w stanie tego ogarnąć. Na takie porównania trzeba sobie zasłużyć całokształtem twórczości – ja jeszcze nie zasłużyłam. Podejrzewam, że działa tu prosty mechanizm: skoro kobieta pisząca kryminały, no to druga Agatha. Pewnie tylko dlatego, że wiele ich nie ma. Udało się narzucić kobietom ograniczenie w postaci tzw. „literatury kobiecej” – ale założę się, że to się wkrótce zmieni. Na świecie jest już sporo świetnych autorek literatury sensacyjnej, i w Polsce też przyjdzie na to czas.  

 
PM: Kochasz również zwierzęta, szczególnie uwielbiasz koty. W Twoich książkach są również obecne. Skąd takie przywiązanie akurat do kotów? Co jest w nich takiego że są Tobie tak bliskie?
 
AK: Po prostu je mam :-) Współistniejemy. Poznałam je dość dobrze, podziwiam i szanuję. Zachwyca mnie ich bogata psychika, inteligencja, takt, tolerancja, kultura, duma i ich ciche przywiązanie. Są bardzo podobne do nas – tylko o wiele lepsze. Wszystko, co napisałam o kotach, to prawda: fakty pozbierane z mediów, opowieści, obserwacji oraz z własnych doświadczeń. Bolero wcale nie zachowuje się „jak pies” – jak to ktoś kiedyś gdzieś napisał – ale jak klasyczny kot. Takie właśnie są koty. Tylko nie wszyscy o tym wiedzą. Kot „ujawnia się” do końca wyłącznie przed przyjaciółmi. Dlatego ludzie, którzy nie mają kotów albo nie darzą ich odwzajemnionym uczuciem, mają o nich często zupełnie mylne wyobrażenie. 

PM: Ok Aniu, powiedz kto jest twoim literackim mistrzem? Wzorujesz się na kimś? Ulubiony pisarz, ulubiona książka?

AK: Mistrzów to mam wielu. Poczynając od Joe Alexa (też klasyk!), MacLeana, P.D. James, Akifa Pirincci i innych mistrzów kryminału - łącznie naturalnie z Agathą Christie - po Pawła Huelle, Eco i Pereza-Reverte. Ale nie wzoruję się na nikim. Po co?... Nie chcę powielać cudzych wizji. Należą do nich. 
Ulubiony autor, hmm... wszyscy wymienieni. Ale ostatnio także Karin Fossum, Walter Moers, Murakami, Andrew Taylor i Mons Kallentopft.
Ulubiona książka? Zbyt wiele. Ale wymienię "Baudolino" i "Wyspa Dnia Poprzedniego" Eco. I jeszcze "Szachownica flamandzka" Reverte.. "Mag" Fowles`a. "Łąka umarłych" Marcina Pilisa. I jeszcze... e, nie, lepiej na tym skończmy, bo zaraz nie będzie końca ;-)   
PM: Aniu, może na koniec uchyl rąbka tajemnicy nad czym aktualnie pracujesz. Jakoś nie wierzę że siedzisz bezczynnie nie obmyślając już kolejnej historii z dziennikarzem Emilem Żądło w tle.
 
AK: Słusznie podejrzewasz ;-)  Bezczynność to zupełnie nie moja bajka, oszalałabym. Na razie pracuję nad kolejną książką z cyklu o Weronice Daglewskiej, bohaterce książki „Ostatnią kartą jest Śmierć”. Mam taki sposób na swoje pisanie, żeby nie pogrążyć się w jednym tylko klimacie: mroki Emila Żądło rozjaśniam sobie znacznie pogodniejszym  światem Weroniki. Choć tym razem i ona będzie miała ciężki orzech do zgryzienia, a sceneria nowej powieści będzie o wiele bardziej surowa niż poprzedniej z tej serii.
Poza tym wciąż rodzą mi się nowe opowiadania grozy, takie jak w cyklu „Złodziej dusz, opowieści niesamowite”. Może nawet uzbiera się za jakiś czas kolejny tomik... Chciałabym bardzo, bo strasznie lubię krótkie formy w literaturze fantastycznej. I lubię duchy ;-)
  Ale na Emila także mam już pomysł. Aż mnie samą ciarki po plecach przechodzą!... Lecz to jeszcze kwestia przyszłości. Na razie sobie kwitnie, a ja niczego więcej oczywiście nie zdradzę :-) 

PM. Życzę więc w imieniu swoim i czytelników kolejnych niesamowitych historii na które tak czekamy. Dziękuję za rozmowę.

Autorka ma w internecie własną stronę tutaj

"Cień gejszy" - Anna Klejzerowicz

  Spokojne życie znanego gdańskiego dziennikarza – Emila Żądło – zakłócone zostaje po tym, jak ktoś podszywa się pod niego w Internecie, udzielając się na licznych forach. Wszystkie komentarze dotyczą zagadkowych drzeworytów, o których sam Żądło nie ma pojęcia. Zaintrygowany sprawą rozpoczyna prywatne śledztwo. Kluczem do rozwiązania zagadki wydają się japońskie obrazki sprzed ponad wieku, przedstawiające tajemniczą gejszę na tle urokliwej, japońskiej przyrody. Ich wartość na rynku sztuki jest jednak niewielka, dlaczego zatem po kolei ginie każdy, kto miał z nimi do czynienia? Co kryje historia drzeworytów i jaki ma związek z morderstwami we współczesnym Gdańsku? Emil Żądło, w towarzystwie swojej ukochanej Marty, próbuje rozwiązać tajemnicę, której korzenie sięgają Japonii z początku XX wieku. Oboje odkrywają przy tym piękną, ale burzliwą historię miłosną, której echo pobrzmiewa mimo upływu lat…
Choć akcja powieści rozgrywa się w dzisiejszym Gdańsku, czuć w niej niewątpliwie powiew Dalekiego Wschodu. Wplecione w fikcję literacką historyczne fakty dotyczące dziejów Japonii, jej kultury i sztuki, stały się podstawą do stworzenia opowieści łączącej dwa tak różne światy. Punktem je łączącym są istniejące naprawdę japońskie drzeworyty, wokół których skonstruowana jest książkowa intryga. Namalowane w Japonii i przywiezione do Polski, przeleżały w domu gdańskiej rodziny prawie sto lat, by w końcu ujrzeć światło dzienne i stać się inspiracją do napisania powieści. Stworzony przez autorkę fikcyjny kryminał jest próbą wyjaśnienia romantycznej historii jaką skrywają japońskie drzeworyty i odpowiedzenia sobie na pytanie, kim była uwieczniona na obrazkach tajemnicza gejsza.

   Książkę  nie czytałem, ja ją "połykałem" w całości. Autorka jak zwykle doskonale ukazuje nam klimat Gdańska, prowadzi nas małymi uliczkami, a jej opisy są wręcz doskonałe. Dwa razy w życiu miałem okazję być w Gdańsku, ale język Ani sprawia że chcę lepiej poznać to miasto i jego tajemnice. Właśnie...tajemnice...Czy autorka przestanie mnie zadziwiać? Po poprzedniej książce z tarotem w tle teraz czas na Japonię. Doskonale wyważony styl, a to co uderza to wiele informacji dotyczących drzeworytów. Autorka solidnie się przygotowała do zadania, dzięki czemu czytelnik jest bogatszy o wiedzę dotyczącą zwyczajów, nazw a także innych aspektów życia  w Japonii. Miałem okazję poznać Anię na jakiś płaszczyznach i wiem że jest to serdeczna kobieta, która jest profesjonalistką w każdym calu. A ta książka nas o tym głęboko przekonuje. Nie podaje suchych faktów. Podaje nazwy, miejsca, a fachowość pozwala nam mieć przekonanie że jej praca sięga daleko poza ogólnodostępne publikacje na temat tych obrazków. Anna Klejzerowicz jest okrzyknięta "Gdańską Agathą Christie". Ja jestem przekonany że zasługuje na tytuł "Polska Agatha Christie". Piszę to nie bez kozery. Zrozumie to każdy to przeczyta jej kryminały do których serdecznie zapraszam.

 Z autorką porozmawiam w najbliższych dniach o "Cieniu gejszy", poprzednich książkach, o planach wydawniczych, o kotach które tak kocha oraz o tym co ważne dla kobiety, literata, człowieka, dziennikarza. Wywiad tradycyjnie ukaże się na blogu. Serdecznie zapraszam...

Książkę przeczytałem dzięki uprzejmości wydawnictwu Replika któremu serdecznie dziękuję za przesłanie jej do recenzji.


Ray Kroc - "Prawdziwa historia McDonald’s. Wspomnienia założyciela"

Raymond Albert "Ray" Kroc – amerykański biznesmen czeskiego pochodzenia. Założyciel McDonald's Corporation, która powstała...