czwartek, 26 stycznia 2012

Wywiad z Beatą Andrzejczuk

Piter Murphy: Witaj serdecznie. Dziękuję, że zgodziłaś się porozmawiać ze mną. Na początek mam zwyczaj jako gospodarz proponować filiżankę herbaty, lub kawy.

Beata Andrzejczuk: Poproszę kawę z mlekiem. Jeśli mamy expres, to mocną z expresu, z ubitym mlekiem. Uwielbiam kawę.

PM: Kiedy zabrałem się za studiowanie Twojego życiorysu, nie mogłem wyjść z wrażenia. Jesteś laureatką wielu konkursów literackich, a do tego normalną kobietą, której woda sodowa nie uderzyła do głowy. Czujesz się spełniona w roli pisarki?

BA: Moja praca daje mi bardzo dużo satysfakcji. Jednak, czy jestem spełniona? Nie, Piotrze, chyba nie. Wciąż chcę pisać lepiej, trafiać wciąż do nowych czytelników, poruszać coraz to inne tematy. Spełnienie kojarzy mi się z końcem, może niesłusznie, ale gdybym poczuła się spełniona w roli pisarki, to czy byłby sens, abym pisała nadal? Sama nie wiem. To bardzo trudne pytanie. Wolę o tym myśleć w kontekście, że nie zmierzam konkretnie do jakiegoś celu, ale że sama droga już jest celem.

PM: Jesteś pisarką dla dzieci, ale również pamiętasz o dorosłych. Jaki czytelnik jest tym, który najbardziej wymaga?

BA: Wymagają wszyscy czytelnicy i dla każdego z nich należy się bardzo starać, bo ja nie piszę dla siebie, piszę dla czytelników, choć mam świadomość, że wszystkim nie dogodzę. Tak sądzę. Literatura dziecięca jest jednak gatunkiem bardzo trudnym. Trzeba przecież uważać, by nieświadomie nie wyrządzić dzieciom krzywdy, by zapoznawać ich z pięknem języka, a jednocześnie, by ten język był na tyle prosty i zrozumiały, by dzieci nie zniechęcić i nie zanudzić. Należy również pamiętać o przekazaniu pewnych wartości, o walorach wychowawczych i edukacyjnych. Starannie należy zadbać o dobór zawartości i formy. To naprawdę wyższa szkoła jazdy. Pisząc dla dorosłych ryzykujemy tylko tym, że jeśli nasza twórczość się nie spodoba, to czytelnik rzuci książkę w kąt. Z całą pewnością go nie skrzywdzimy ani nie wypaczymy gustu. Z dziećmi jest zupełnie inaczej. Tworząc literaturę dziecięcą, podchodzę do niej bardzo poważnie i staram się w tym zakresie być bardzo odpowiedzialną osobą.

PM: Twoje utwory to nie tylko książki. To także film „Historia ukryta w czekoladzie” w doborowej, aktorskiej obsadzie, do tego „Tatusiada” – audiobook w interpretacji Artura Barcisia. Praktycznie każda Twoja książka staje się automatycznie hitem. Masz jakiś patent na hity w czasach, kiedy młodzież podobno nie czyta, a np. o „Serię nastolatki” się prawie zabiją?

BA: Nie mam patentu. Ogromna popularność serii ,,Pamiętnik nastolatki” zaskoczyła nas wszystkich i mnie, i mojego wydawcę. Miała być tylko jedna książka, tak eksperymentalnie, dlatego na pierwszej z serii nie jest napisane ,,Pamiętnik nastolatki 1”, a ,,Pamiętnik nastolatki”. Wiedzieliśmy wraz z wydawcą, że celujemy w trudną grupę wiekową, która podobno nie czyta, nie ma pieniędzy, a gdy już ma, to przeznacza na zupełnie inne cele, a nie na książki. Nie planowaliśmy wydania kolejnych części. Jakie było nasze zdziwienie, gdy książka zaczęła sprzedawać się jak przysłowiowe świeże bułeczki, nie trudno sobie wyobrazić. Powstały kolejne części. Mieliśmy zakończyć na ,,trójce”, ale dziewczyny na to nie pozwoliły J. Zdecydowaliśmy, więc doprowadzić Natalię, główną bohaterkę, aż do matury. Teraz pracuję nad ,,Pamiętnikiem nastolatki 5”, choć będzie to szósta książka z serii, ( ponieważ jest także ,,Pamiętnik nastolatki 2 ½ - Wakacje Natki) Sukcesem PN jest chyba naturalność bohaterów, brak moralizowania. Postawiłam na emocje, na świat współczesny i jedynym celem, który mi przyświecał, było to, by dziewczyny mogły przeżywać emocje razem z bohaterką, utożsamiać się z nią lub nie, uczyć się nazywania własnych emocji i wiedzieć, że one są normalne; i te dobre, i te złe, że człowiek ma prawo złościć się, nie lubić kogoś, być wściekłym, smutnym, czy też ma prawo popełniać błędy. Zresztą zapraszam na stronę ,,Pamiętnika nastolatki” na Facebooku. Tam dziewczyny osobiście piszą o tym, co im się w tej serii najbardziej podoba. Od siebie mogę dodać jedynie to, że ja bardzo lubię młodzież, lubię szczerze te wszystkie dziewczyny, które czytają moją książkę. Są fantastyczne, mądre, z wyobraźnią. Mam wrażenie, że one to czują, że te moje ciepłe uczucia w ich stronę przelewają się na papier z każdym napisanym słowem. Może w tym należałoby upatrywać sukcesu.

PM: 
Publikujesz również w Stanach Zjednoczonych, Australii oraz na Białorusi. Jesteś znana na całym świecie. Znasz kod, który otwiera ludzkie serca? Kim są Twoi czytelnicy poza granicami Polski?

BA: Przeważnie Polonia. Czy znam kod, który otwiera ludzkie serca? Myślę, że w przypadku Polonii jest to pewien rodzaj tęsknoty, by poczytać w języku ojczystym, o sprawach znanych z autopsji, o miejscach, w których się bywało, by przypomnieć sobie polską mentalność. To oczywiście subiektywna opinia. Myślę, że należałoby zapytać Polonii.

PM: Piszą do Ciebie czytelnicy informując o tym jak zmieniło się ich życie po przeczytaniu książki Twojego autorstwa?

BA:
Tak, otrzymuję bardzo dużo miłych e-maili. Najbardziej lubię, te, w których dziewczyny piszą, że wcześniej nie przeczytały żadnej książki, że nie znosiły czytać, a ,,Pamiętnik nastolatki” był pierwszą książką, którą przeczytały. Czuję wówczas, że moja praca nie idzie na marne, bo wierzę, że skoro już zaczęły czytać, to sięgną także po książki innych autorów.

PM: Publikujesz w wydawnictwach katolickich, co jest niezmierną rzadkością w świecie znanych autorów. Nie obawiasz się, że zostaniesz, skategoryzowana jako katolicki pisarz. Piszesz o aniołach, o różańcu, o wierze. Wiem jak trudno jest dzisiaj pisać o sprawach duchowych, szczególnie w kontekście katolicyzmu. Jesteś przygotowana na rożnego rodzaju kąśliwe, a czasami ukryte komentarze?

BA: Nie, nie boję się zaszufladkowania. Nie spotkałam się do tej pory z kąśliwymi uwagami. Czy jestem na takie przygotowana? Nie wiem, czy w ogóle byłby sens przejmowania się takimi uwagami. Ja nie mam z tym problemu. Myślę, że problem miałyby ewentualnie osoby, którym by to przeszkadzało, ale to ich problem, nie mój. Dla mnie nie ma znaczenia, czy jest to wydawnictwo katolickie, świeckie, czy jakiekolwiek inne. Przykładam wagę do współpracy. Mój wydawca jest fantastycznym człowiekiem, który szanuje moją pracę, który ma wiele fantastycznych pomysłów, nigdy mnie nie lekceważy i wiem, że zawsze mogę liczyć na niego i jego pomoc. Poza tym jest bardzo kreatywny i twórczy. Mając takie warunki, pracuje się naprawdę bardzo dobrze. Poza tym mój wydawca pozwala mi publikować w innych wydawnictwach, jeśli zechcę, bo wiadomo, że profil mojego jest jednak ograniczony. Tylko, że ja po prostu nie mam na to czasu. Pisząc o sprawach duchowych staram się przekazać dzieciom pewne wartości dotyczące wiary, wkładam w to całe serce i staram się do tego dobrze przygotować.

PM: Na podstawie „Opowiastek Familijnych” Twojego autorstwa powstały zestawy audio, służące jako pomoce dydaktyczne dla dzieci i młodzieży. Skąd czerpiesz na to wszystko pomysły?

BA: Z życia, z obserwacji, staram się być empatyczna, na ile to jest tylko możliwe. ,,Opowiastki Familijne” odniosły naprawdę wielki sukces. Do tej pory pracują na nich nauczyciele, pedagodzy i psychologowie w wielu szkołach, w całej Polsce. Powstała też praca magisterska pt: ,,Literatura dziecięca jako narzędzie kształtowania postaw”, w, której cały rozdział poświęcono wyłącznie ,,Opowiastkom Familijnym”

PM: Jesteś mocno zaangażowaną społecznie aktywistką na rzecz innych. Rozumiem to, gdyż sam przez lata działałem w podobnych stowarzyszeniach. Nie obawiasz się chwili, kiedy nadejdzie wypalenie? A może znasz sposób, jak sobie z nim radzić?

BA: Jeśli nadchodzi wypalenie dotyczące pracy społecznej, robię sobie przerwę. Oczywiście najpierw doprowadzam dane działanie do końca. Ja pracowałam głównie z dziećmi i z młodzieżą. Wolontariat daje tę możliwość, że można taką przerwę sobie zrobić w przeciwieństwie do osób, które dziećmi i młodzieżą zajmują się zawodowo. Ja angażuję się w takie działania na maxa, całym sercem, całą sobą. Nie potrafiłabym pomagać dzieciom, czy młodzieży nie będąc pewna, że chcę to robić. Jeśli więc nadchodzi moment wypalenia, potrzeba mi trochę czasu na regenerację. Gdyby jednak okazało się, że w tym czasie ktoś mnie potrzebuje, to rzucę wszystko i będę próbowała pomóc.

PM: Czytając na wikipedii o Tobie zastanawiałem się, kiedy Ty masz czas dla siebie? Piszesz, pracujesz, angażujesz się w tysiące innych spraw. Nie masz czasami ochoty, aby zwyczajnie wziąć urlop od życia?

BA: Co drugi dzień, hahahaha. Gdy jednak rzeczywiście mam trochę wolnego, to po trzech dniach jestem potwornie zmęczona......bezczynnością. ,,Nicnierobienie” mnie przytłacza. To chyba najbardziej wykańczająca ,,praca” pod słońcem.

PM: Czy rodzice, którzy byli nauczycielami mieli jakiś wpływ na Twoje zainteresowania w kierunku literackim?

BA: Odkąd skończyłam drugi rok życia wychowywał mnie ojciec – matematyk. Z mamą polonistką widywałam się bardzo rzadko, bo zamieszkała na drugim końcu Polski. Myślę jednak, że geny matki coś w całej tej sytuacji miały do powiedzenia. Natomiast w moim domu wszędzie były książki. Czytała babcia, wujek, tato. Mężczyźni czytali głównie kryminały, które porozkładane były wszędzie nawet w toalecie. Pomijając jednak kryminały, ojciec miał imponującą biblioteczkę. Babcia czytała mi codziennie przed zaśnięciem i jako całkiem małego szkraba, zapisano mnie do biblioteki. Ojciec był małomównym, bardzo spokojnym człowiekiem, ale gdy już zaczynał mówić, to opowiadał takie historie, że słuchałam z rozdziawioną buzią. Miał też w swoim życiu pewien poważny problem. Pamiętam, że kiedyś powiedział, że upora się z nim i napisze książkę. Nie zdążył, miał po kolei trzy wylewy krwi do mózgu i po latach spędzonych na wózku inwalidzkim, zmarł. Ale ja napisałam książkę i to nie jedną. Myślę, że także w jego imieniu.

PM: Gdyby nie pisanie, to…? Jest jakaś alternatywa?

BA: Nie mam pojęcia. W tej chwili nie wyobrażam sobie życia bez pisania, ale początki były trudne. Wtedy nie rozczulałam się nad sobą, tylko pracowałam gdzie się dało, by zarobić na życie, a pisałam po nocach, a czasami w pracy.
PM: Jak się pisze w naszym kraju? Trudno jest zostać pisarzem i mieć z tego satysfakcje, również finansową?

BA: Z tego, co wiem, rozmawiając z innymi ludźmi, którzy próbują debiutować, nie jest wcale tak łatwo. Ja miałam szczęście trafiając na moje wydawnictwo. Właściwie wszystko, co osiągnęłam zawdzięczam mojemu wydawcy i swojej ciężkiej pracy. Pisząc regularnie i mając grono stałych odbiorców można mieć także satysfakcję finansową.

PM:
Kim są autorzy, którymi się inspirujesz przy pisaniu?

BA: Mam swoich ulubionych autorów, ale nie mogę powiedzieć, że się nimi inspiruję. Piszę od siebie, tak jak ja czuję, jak coś postrzegam. Z polskich autorów lubię Pilcha, Gretkowską, Tokarczuk, Myśliwskiego, Marka Hłasko, Gombrowicza. Wśród zagranicznych, pierwsze nazwiska, które przychodzą mi do głowy to: Ernest Hemingway, Dan Brown, Michaił Bułhakow, Gabriel Garcia Marquez, Franz Kafka, Paulo Coelho, Eric-Emmanuel Schmitt, , Kurt Vonnegut, Wiliam Szekspir, Charles Dickens.

PM: Dziękuję za rozmowę i życzę wszystkiego najlepszego. Czekamy na kolejne powieści, również te dla dorosłych.

BA: Ja również bardzo dziękuję za rozmowę i życzę miłego dnia Tobie, Piotrze i wszystkim czytelnikom.


Prześlij komentarz

Stephen King, Owen King -"Śpiące królewny"

King, uwielbiany przez miliony czytelników, oraz jego syn Owen napisali wspólną książkę. A ja mam problem. Świadomość wspólnego pisania ...