poniedziałek, 9 maja 2011

Kalinka - Andrzej Lipiński

 Jest teraz znów cząstką tej ziemi, z której wykiełkowała. Wróciła do tamtego świata. Nie wiem, niestety, do której jego części. Kalinka to opowieść ojca, który próbuje zrozumieć sens nieuleczalnej choroby swojego dziecka. Przez sześć lat życia Kalinki nieustannie poszukuje kontaktu z córką. Każdego dnia spogląda w oczy swojej małej Roślinki, by wyczytać z nich to, czego nie może usłyszeć.Nie chcąc pogodzić się z diagnozą lekarzy, Barka i Andrzej uczyli się obsługiwać prywatny oddział intensywnej terapii, szukali ratunku u energoterapeutów, uzdrowicieli i indyjskiego guru. Wbrew wszystkim ograniczeniom narzuconym przez chorobę – codziennemu wnoszeniu wózka po schodach, obsłudze respiratora, podłączaniu sondy – odważnie kształtowali swoją rodzinną przestrzeń. Przemierzyli pół Europy, wspięli się na szczyt dwutysięcznika, zwiedzili kopalnię srebra, pływali w morzu, aby na końcu wspólnej drogi odnaleźć odpowiedź... Ale czy tę, której poszukiwali?
( z okładki książki)

   W  ciągu życia sięgamy po literaturę różnego rodzaju, ale najczęściej wybieramy ksiażki które bawią i odprężają, po książki które kryminałami, thrillerami albo horrorami. Ja miałem możliwość przeczytać książkę   " z innej bajki". Tytułowa Kalinka to chora dziewczynka wokół której toczy się świat dwojga ludzi małżeństwa - Andrzeja i Barki - jego żony. Już na początku wiadomo że to historia która nie może się zakończyć happy-endem, ale trwa przez wiele lat. Widzimy świat trojga ludzi przez pryzmat oczu autora Andrzeja. Widzimy w tej książce wiele, może czasami nawet sam byłem na krawędzi załamania tak bardzo identyfikując się z tymi ludźmi w ich cierpieniu. Czytanie tej książki boli, ale w pozytywnym słowa znaczeniu. Każdy z nas co jakiś czas musi przejść katharsis, aby na nowo spojrzeć na świat oczami ludzi którzy przeżyli coś gorszego niż to, co nam się przytrafiło. W tym przypadku wiemy że nie mamy tutaj fikcji literackiej, a sam autor w formie słów usiłuje przelać to co czuł. Robi to doskonale. Wspaniale oddaje na kartach książki miłość do swojej córeczki, tak naprawdę robi wszystko aby ją uratować. Niesamowita symbioza między ojcem, matką i dzieckiem. Prawdziwa miłość, która musi się zakończyć odejściem jednego członka rodziny. Ale czy na pewno można być kiedykolwiek na to gotowym? Jego autoterapia w formie tej ksiażki może być pomocna dla innych ludzi, którzy utracili kogoś bliskiego. To nie jest zwykła książka o niczym ale jest to książka o prawdziwej miłości. Nie takiej wydumanej, ale takiej czystej, jasnej i bezinteresownej. 

  Kiedy zamknąłem książkę po przeczytaniu ostatniej strony poczułem ulgę. Poczułem ulgę że Kalinka odeszła i że Ci wspaniali rodzice mają nową córeczkę Amelkę. Zasłużyli na to, aby być szczęśliwymi. A przecież w Amelce żyje cząstka Kalinki. 

  Osobiście szanuję Andrzeja Lipińskiego za to że podzielił się ze światem swoim bólem i doświadczeniami. Mniemam że nie było to proste, ale doskonale zdaję sobie sprawę że po części konieczne w procesie zdrowienia psychoterapeutycznego i zaakceptowaniu tzw. straty. Psychologia rządzi się swoimi prawami, często nie rozumiemy naszych zachowań, ale to może i lepiej? 
 
  Książkę polecam wszystkim, którzy są wrażliwi na innych.  Na koniec mój apel...odkrywajmy w sobie nasze pokłady wrażliwości i bądźmy dobrzy dla innych. Nauczmy się rozmawiać o tym co złe i przyjmować nie tylko to co dobre. Nie zawsze możemy się uchronić przed złem. Ale warto o tym rozmawiać, co też wspaniale ukazał nam autor w swojej książce. A to jest wyjątkowa historia. Każdemu kto po nią sięgnie zalecam aby miał przy sobie zapas chusteczek. Czytając o Kalince może odnajdziemy coś z siebie? Tego życzę wszystkim czytelnikom tej wyjątkowej książki. 

Prześlij komentarz

Dean Koontz - "Pieczara gromów"

 Autora cenię za jego warsztat literacki, ale po raz pierwszy spotykam się z tak słabym utworem, wychodzącym spod jego pióra. Historia ro...