środa, 15 czerwca 2011

Czwartkowa kawa z Małgorzatą Kalicińską

Piter Murphy: Witaj Gosiu. Dziękuję serdecznie za to że zgodziłaś się na rozmowę w moich skromnych progach. Zapraszam na filiżankę aromatycznej kawy i do rozmowy. Jesteś znana i lubiana w środowisku literackim, często cytowana. Powiedz proszę jak zaczęła się Twoja przygoda z pisaniem? Ja wiem że na to pytanie odpowiadałaś wiele razy, ale może opowiesz o tym wszystkim którzy nie są w temacie?

Małgorzata Kalicińska:  Nie wiem czy jestem jakoś szczególnie lubiana w tzw środowisku literackim, ale z kilkoma koleżankami piszącymi łącza mnie serdeczne więzi. Lubimy się, to fajne bo ja nie jestem może typem bardzo towarzyskim ale i nie odludkiem.
Jak się zaczęło? Życie mi się posypało i w ramach uspokojenia nerwów postanowiłam nie tylko czytać ale i coś sobie (SOBIE i tylko) napisać. Moja córka stanowczo stwierdziła, że trzeba spróbować szczęścia i wypchnęła mnie na pocztę, z maszynopisami, które rozesłałam do wydawnictw. Ale najprawdziwszymi autorami mojego sukcesu są moi czytelnicy, prawda, w większości to kobiety. Bardzo im wszystkim dziękuję, bo zrobiły mi tzw pantoflową reklamę. Moja powieść nie miała dużego PR-u.

PM: Pamiętam że kiedyś w naszej luźnej rozmowie powiedziałaś coś w stylu słów „ w książkach rozliczam się z przeszłością”. Długo zastanawiałem się nad tymi słowami i chcę teraz Ciebie prosić, abyś rozwinęła tę myśl.

MK:  Ach, nie jest to jakieś kasjerskie „policzymy się”. Miałam na myśli to, że bazuje na tym, co widziałam słyszałam, przeżyłam. Doświadczenie, obserwacja, spostrzegawczość uzupełnione wiedza która zdobywam na bieżąco. To się nazywa research czyli dokumentacja, rozeznanie. To ważny etap w tworzeniu.

PM: Twoje książki są bestsellerami, a na ich podstawie powstają seriale. Jak to jest gdy autor widzi swoje dzieło w wersji serialowej? Co czułaś, kiedy dowiedziałaś się o adaptacjach filmowych Twojej serii o Małgorzacie i Januszu?

MK: Miałam mieszane uczucia. Mówiłam już o tym. Powstał serial z pięknymi zdjęciami, muzyką, dobrymi aktorami ale nie ma wiele wspólnego z moją powieścią. Gdzieś zagubiono ducha postaci, zabrakło pór roku i dbałości o wierność przekazu. To raczej swobodne reminiscencje na temat… Trudno. Tak się dzisiaj to robi. Każdy uważa że wie lepiej od autora, więc poprawia ulepsza… Masz inne pytanie? ;-)

PM: Nie sposób, abym nie zapytał o coś co jest dla mnie niezmiernie interesujące. Kiedy piszesz? Masz określoną porę dnia? A może nocą? Są to stałe pory? Towarzyszy temu jakiś rytuał jak picie herbaty?

MK: Nie! Nie umiem prowadzić nocnego życia, a szkoda, taki wtedy jest spokój! Powinnam pisać „zawodowo” – od 8 do 16 z przerwa na kawę i siusiu. Niestety tak nie jest, bo mam masę zwykłych życiowych zajęć. Buduję dom, muszę skoczyć z psem do weterynarza,  opielić ogródek, pojechać na mammografię, zobaczyć się z dziećmi… Wiesz, CAŁE życie jest do ogarnięcia! 

PM: Myślę że nie zdradzę tajemnicy gdy powiem że jesteś kobietą szczęśliwie zakochaną. Masz swój przepis na udany związek? Jesteś zdolna do wielu wyrzeczeń do tego, aby być bliżej ukochanego.

MK: Wiesz, Piotrze, kiedy się kocha, to nie ma czegoś takiego jak wyrzeczenia, kompromisy, czyli coś co w szczególny sposób poświęcamy. Te wszelkie różnice jakie są między dwojgiem ludzi są niwelowane jakoś samoistnie. Z rozsądkiem i radością zastanawiamy się jak ułożyć nasze sprawy żeby nam było jak najwygodniej.
Żeby być bliżej wyjeżdżam do Korei na długo, i tam mieszkam. To nie jest wyrzeczenie tylko frajda być z Nim, poznawać nowy, inny kraj i pisać. Sama radość! Jesteśmy dorośli baaaardzo dorośli, każde z nas po przejściach, i wiemy, jak ważny w związku oprócz miłości i ciepła jest zwyczajny … szacunek!

 PM: Małgosiu, brałaś udział w programie „Opowiedz mi swoją historię”. Byłaś współprowadzącą z Michałem Wiśniewskim. . Co dał Tobie udział w tym programie? Czy znalazłaś tam inspiracje dla swoich kolejnych książek?

MK: Prowadzącym był Michał. Ja byłam najpierw ale się z nim zamieniałam, bo Miśkowi to po prostu znacznie lepiej szło. Jest bardzo wrażliwym, serdecznym i spontanicznym facetem. To było bardzo miłe, zaskakujące – staliśmy się przyjaciółmi. Spotkani bohaterowie dnia codziennego są dla mnie bardzo ważną nauką o ludziach i ich sprawach. Z pewnością są to inspiracje wynikające z obserwacji, rozmów. To był wspaniały czas bardzo dla mnie ważny.


PM: Nie ma księgarni w której nie natykam się na Twoje książki. Jak sama reagujesz gdy spacerujesz w jakimś mieście i widzisz w witrynie swoją powieść? Co wtedy towarzyszy autorce?

MK: Uśmiech! A jeszcze większy gdy w bibliotekach panie pokazuja mi karte książki zapełniona drobnym makiem! I wiesz, jednak czasem szczypię się żeby sprawdzić czy to nie sen jednak? Przecież to takie zaskakujące! Jestem bardzo wdzięczna moim czytelnikom, naprawdę!

PM: Jesteś osobą medialną. Czy jesteś rozpoznawana na ulicy i proszona o autograf? Czy  Twoje życie się zmieniło po wydaniu „domu nad rozlewiskiem”?

MK: Życie, tak. Nabrało tempa, sporo jeżdżę, wiele osób powierza mi swoje tajemnice, dzieli się uwagami po których czuję wzruszenie, zaskoczenie, radość.
Ale poza tym jestem sobą, kupuję ziemniaki, czytam książkę, ziewam, oglądam dr, House’a, dzwonię do córki. Normalna mama, a teraz babka! Od pół roku jestem babką.

PM: Ile jest Twojego życia w Twoich książkach? Jest tam miłość, kuchnia, jest codzienność. Nie zatracasz  granic i nie przenosisz własnych doświadczeń na karty książek? 

MK: Każdy z nas gdy chce – sprzedaje siebie. Kiedy nie chce, ukrywa się, miksuje, albo kreuje zupełnie inną postać, postaci. To jest najciekawsze w pisarstwie – kreowanie zupełnie innych osób, sytuacji, zdarzeń. Prawdziwych  albo wyimaginowanych, ważne żeby było to napisane interesująco, żeby wciągało.

PM:: Gdy pisałaś pierwszą książkę to byłaś nastawiona na taki komercyjny sukces?

MK: Podkreślam, że pisałam do szuflady, więc nie myślałam o żadnym sukcesie. 

PM: Jesteś mamą i babcią. Jak się czujesz w roli babci? Jak znajdujesz czas na codzienne obowiązki i pisanie?

MK: Nie oszalałą babcią. Nie zadręczam syna i synowej swoją obecnością. A kiedy wpadają owszem lubię nosić wnuczkę na biodrze, jak kiedyś nosiłam dzieciaki. Ona jest ufna i pogodna. Fajne doświadczenie – babką być!

PM: Nie mogę nie zapytać o Twoją książkę nad którą aktualnie pracujesz? Możesz uchylić rąbka tajemnicy i opowiedzieć o czym będzie?

 MK: Mam dwie na warsztacie. Jedna to moja wspólna praca z córką, śmiałyśmy się z Kasią Grocholą, że miałyśmy ten sam pomysł, tyle że ona wcześniej. By z Basią zaczęłyśmy już jakiś czas temu ale przez mój wyjazd do Korei miałyśmy poślizg. Przyjemnie się pisze z córką! A moja nowa powieść jest bardzo „babska” – znów rodzina, życie i jego zakręty. Więcej nie powiem!   

PM: Dziękuję za rozmowę i życzę Ci Gosiu kolejnych książek, które przeczytamy z prawdziwą przyjemnością. Serdecznie pozdrawiam.







Prześlij komentarz

Simona Kossak - "O ziołach i zwierzętach"

 Wiele dobrego słyszałem o autorce, dlatego postanowiłem przeczytać coś jej autorstwa. Mój wybór był przypadkowy, a może jednak nie? Naz...