wtorek, 25 września 2012

"Bractwo Bang Bang" - Greg Marinovich & Joao Silva

 W schyłkowym, wyjątkowo brutalnym okresie apartheidu w Republice Południowej Afryki czterech niezwykłych młodych fotografów – przyjaźniących się i zarazem rywalizujących ze sobą – tworzy grupę, w ramach której wspólnie przekazuje światu relację z rozgrywającego się na ich oczach pandemonium okrucieństwa. Ta wyjątkowo mocna, wstrząsająca i miejscami drastyczna opowieść spisana przez dwóch, jako jedynych nadal żyjących, członków grupy, stanowi szczegółowy opis pracy fotoreporterów na tle przemian zachodzących w kraju na drodze ku demokracji. Bractwo Bang Bang traktuje o wyjątkowo trudnych dylematach moralnych, przed którymi stają korespondenci wojenni. Gdzie przebiega granica między ambicją i odpowiedzialnością zawodową a człowieczeństwem? W którym momencie należy odłożyć aparat i z obserwatora stać się uczestnikiem wydarzeń?Oto żywe, wyjątkowo osobiste spojrzenie na wojnę autorstwa dwóch mężczyzn, których życie i praca najlepiej świadczą o tym, do czego zdolny jest dziennikarz, by dotrzeć do prawdy.
(z okładki)

  Lekturę zakończyłem kilka dni temu, ale musiałem odetchnąć, zebrać myśli i pomyśleć co mam o niej napisać.  Powodów ku temu jest kilka. "Bractwo Bang Bang" to nie jest prosta lektura. Mamy literaturę faktu, tym razem są to fakty o których często nie mamy pojęcia, albo o których nie chcemy wiedzieć. Książka traktuje o fotoreporterach wojennych, którzy ryzykowali swoje życie, aby przedstawić światu to, co naprawdę działo się w latach dziewięćdziesiątych w południowe Afryce. Krwawa wojna rasowa i śmierć zbierająca tam codzienne żniwa. To właśnie oni - międzynarodowi dziennikarze i fotoreporterzy - wchodzili w linie ognia, aby mieć najlepsze ujęcia. Narrator pisze z rozbrajająca szczerością o tym co przeżywał i jak funkcjonował on i inni w tych wyjątkowo trudnych warunkach. To swoistego rodzaju spowiedź człowieka, który przeżył gehennę, pracując w samym środku tego piekła. Ci ludzie zdawali sobie sprawę, że mogli zginąć, każde zdjęcie było okupione balansowaniem na krawędzi życia. Czytając tę pasjonująca lekturę miałem rożne odczucia.    Ta książka targa ludzkim sumieniem, zapada głęboko w pamięć. To prawdziwa historia, która zmienia nas w dużym stopniu. Czym jest dokładniej? Autor opowiada nam o kolejnych zamieszkach, o zachowaniach fotoreporterów, ale ukazuje również ich słabości, które czasami prowadzą do tragedii. Ta książka jest potrzebna nam wszystkim, gdyż uświadamia nas o faktach, o jakich często nie mamy pojęcia. Dodatkowym atutem sięgnięcia jest również zawartość w postaci czarno - białych zdjęć, często bardzo szokujących. Autor umieścił również zdjęcie kilkuletniej dziewczynki, za które fotograf otrzymał Pulitzera. Fotografia przedstawia kilkuletnią dziewczynkę, która "idzie" do najbliżej stacji gdzie może otrzymać żywność, co pomoże jej przeżyć.. Za dzieckiem podąża sęp. Autor zdjęcia niestety nie pomógł dziecku i nigdy nie wyjasniła się tajemnica, czy dziecko doszło do punktu docelowego i otrzymało pomoc.


  Książkę można odczytać wielowymiarowo. jako dokument, jako relację z wojny, ale również autor doskonale pokazuje postacie rysując ich profile osobowościowo - psychologiczne na przestrzeni kilku lat. Po tę ksiązkę powinien sięgnąć każdy, szczególnie ten, któremu się wydaje że ma źle w życiu i jest nieszczęśliwy. Porównywanie się do innych nie jest może dobrym rozwiązaniem, ale na pewno pomoże zweryfikować nasza codzienność  z tym, co przezywają ludzie na innym kontynencie.
  Na uwagę zasługuje również przekład, którego dokonał Wojciech Jagielski. Jest on również autorem polskiej przedmowy do wydania tej książki. "Bractwo Bang Bang" to szalenie interesująca pozycja, która z pewnością znajdzie wysokie miejsce na naszej półce. Serdecznie zachęcam każdego do sięgnięcia po tę ksiązkę, do cofnięcia się w czasie i przestrzeni. Warto przeczytać.
Prześlij komentarz

Stephen King, Owen King -"Śpiące królewny"

King, uwielbiany przez miliony czytelników, oraz jego syn Owen napisali wspólną książkę. A ja mam problem. Świadomość wspólnego pisania ...