wtorek, 3 września 2013

Szczęsliwy, a może przeklęty Wrocław?



   Jeszcze dobrze nie ochłonąłem po spotkaniu Autorów we Wrocławiu w ostatni weekend, a już docierają do mnie negatywne informacje na temat LiteraTury 2013. Uczestniczyłem w nim na odległość, ale byłem z nimi sercem przez cały czas, do późnego wieczora. Smutne jest to, że jedna z blogerek opisała event nie uczestnicząc w nim. Podzieliła się wrażeniami dotyczącymi jej kontaktów z organizatorami imprezy, a także skrytykowała np. sprzedaż białych koszulek. Oczywiście miało to miejsce przed ostatnim weekendem.  
  Moim zamiarem nie było komentowanie wpisu, ale ostatecznie postanowiłem się do niego odnieść.  Tak się składa, ze wszyscy obecni – zaznaczam obecni – poznali organizatorów i z tego, co się orientuję, obyło się bez większych ekscesów. Trudno jest wszystkich zadowolić, wręcz nie jest to możliwe. Każdy, kto ma trochę empatii i zna podstawy psychologii społecznej i klinicznej, ma świadomość jak zachowuje się człowiek w sytuacji stresogennej. Proszę sobie wyobrazić przyjazd kilkudziesięciu osób z różnych stron kraju, o różnych porach dnia i nocy. Organizatorzy zapewnili noclegi plus wyżywienie. To nie jest prosta sprawa ogarnąć grupę, która wcześniej nie weszła w interakcję. Każdemu puszczają nerwy. Inna sprawa, ze organizatorzy to robią to z miłości do literatury, nie pobierając za to żadnych datków. Są zwykłymi ludźmi, którzy potrafią się zdobyć na coś więcej, niż narzekanie. Wychodzą do ludzi, organizują różnego rodzaju akcje społeczne, nie zamykając się w sztywnych ramach. Pokazują światu to, o czym świat zapomina – ludzie bezdomni, biedne dzieci, przemoc w rodzinie itd. Nie jest im obca pomoc innym, ale robią to w cieniu. Chcą pozostać anonimowi. Mają do tego prawo. Nie potrzebują pomników, wystarcza im świadomość, że komuś znowu udało się pomóc. Są szalenie skromni.  Może czasami warto wstrzymać się z negatywnymi opiniami, którymi można mocno zranić i czasami zaprzepaścić szanse na kolejne, piękne projekty? Każdy ma prawo gorszego dnia. Szanujmy się, szanujmy ludzi, którzy robią coś dla innych. Jest ich coraz mniej, ale w jakiś dziwny sposób nienawiść do nich wzrasta w sposób niepokojący.
  Szanowny Czytelniku, Czytelniczko. Nie warto nosić w sobie urazów. Coś o tym wiem. Kiedy niedawno dowiedziałem się, że jestem ciężko chory, moje życie się zmieniło. Stałem się spokojny, opanowany, celebruję każdy dzień. Nagle świat się zmienił. Przebudziłem się.
  Słowo może dać życie, ale może i zabić. Większość z nas zna jego moc. Dlatego nie bawmy się nim, schowajmy swoje urażone ambicje. Tylko prawdziwy człowiek potrafi wybaczyć. Warto się zastanowić nad tym, co się pisze. Pamiętajmy, że bierzemy odpowiedzialność za swoje słowa.  Ale często tracimy dystans do rzeczywistości. Jesteśmy ludźmi, których łączy umiłowanie do słowa. Część z nas ma za sobą próby pisarskie. Czy wyznacznikiem autora ma być to gdzie wydał i w jakiej formie? Mam wrażenie, że stajemy się niewolnikami uprzedzeń i przekonań, które pokutują od wieków, a mają się nijak do rzeczywistości.
  Ja byłem wielokrotnie atakowany na blogu, oraz poza nim. Rzadko wchodziłem w zabawy z odbijaniem piłeczki. Jakoś to nie mój poziom. Od jakiegoś czasu nie moderuję komentarzy. Jeżeli ktoś ma problem, że mój blog istnieje to musi mi wybaczyć. Blog nadal będzie istniał. Każdy wie, że jeżeli chce, może do mnie napisać. Mój e-mail jest upubliczniony. Szanujmy się. Ja zawsze uważam, że jeżeli mam coś do kogoś, to nigdy publicznie. I to jest dobra zasada. Wszystkie zażalenia na e-maila. Jak już wiele razy pisałem, nie wdaję się w publiczne dyskusje na prywatne tematy.

Na koniec przedstawiam relację jednej z blogerek, która brała udział w LiteraTurze we Wrocławiu.


  Udało się. Organizatorzy zaczarowali Wrocław na kilka godzin. I na tym nie poprzestają. Jeszcze we wrześniu zaplanowana jest akcja charytatywna na rzecz chorych dzieci. Ilu z nas jest zdolnych do takich akcji? Jeżeli ktoś jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamieniem…Co do atmosfery mogą się wypowiadać wyłącznie Ci, którzy byli. I wypowiadają się, głównie na facebooku. Jestem przekonany, że dobro jakie wysyłają "tajemniczy organizatorzy" powraca do nich w innej formie. A oni sami nie potrzebują poklasku, ale jak każdy człowiek źle znoszą krzywdzące opinie. 

 Może warto przemyśleć, a potem napisać. Nic wielkiego. Czasami wystarczy zwykłe "przepraszam". To słów ma magiczną moc, a kto inny, jak nie my mamy być czarodziejami słów?
 

Michael Lewis - "Wielki szort"

 Książka wpadła w moje ręce przypadkowo. A podobno nie ma przypadków. Ta książka tąpnęła moją wiedzą na temat instytucji zajmujących się...