niedziela, 19 stycznia 2014

"Lata sześćdziesiąte. Twarze kontrkultury" - Jenny Disk



 Urodzona w roku 1947 pisarka angielska, nazywana czasem postmodernistką avant la lettre, autorka 18 powieści i książek z dziedziny literatury faktu, laureatka Thomas Cook Travel Book Award i J. R. Ackerley Prize for Autobiography (2003), członkini Royal Society for Literature. Zaczęła pisać dość późno, bo w wieku 40 lat – pierwszą powieść Nothing Natural opublikowała w roku 1986, a wcześniej długo pracowała jako nauczycielka. Wieloletnia współpracowniczka „London Review of Books” jako recenzentka i eseistka. W młodości terminowała u Doris Lessing i bywa uważana za jej „wychowankę”. Główne motywy jej powieści to obłęd, sadomasochizm, depresja i chaos, a jej styl określa się jako elegancki, ironiczny, zabawny i mroczny zarazem, co znajduje potwierdzenie także w jej autobiograficznej analizie lat sześćdziesiątych, The Sixties.

  Sięganie po książki, które nie są powieściami w moim przypadku wiąże się z pewnym ryzykiem. Mam ulubione gatunki literackie i jestem im wierny. Moje przekonania w tym względzie są zasadnicze i sztywne. Przeczytanie „Lat sześćdziesiątych” wiązało się z wielkim ryzykiem, że nie przypadnie mi do gustu, nie zainteresuje mnie.  A jednak zaryzykowałem. Wynikało to z faktu, że lata sześćdziesiąte nie były aż tak odległe od daty moich urodzin. 

 Trudno jest pisać o książce, w której autorka dokonuje pewnego ekshibicjonizmu rozszerzonego na emocje. Ja sam od początku potraktowałem lekturę jako próbę rozliczenia się pisarki z własną przeszłością. Cofamy się o pięćdziesiąt cztery lata do stolicy Anglii. Autorka obraca się w „Swingującym Londynie”. Zjawisko to odnosi się do mody i kultury, ale nie tylko. To zmiany nie tylko kulturowe, ale dotyczy to także mentalności i spojrzenia na rzeczywistość przez londyńczyków.

 Jenny Diski nie owija niczego w bawełnę. Opisuje z detalami jak było, odzierając z pruderyjności swoje obserwacje i waląc podwaliny tego, o czym byliśmy wcześniej przekonani. Do tej pory Anglicy kojarzyli mi się z flegmatycznością i grzecznymi herbatkami pitymi po południu. A po lekturze zobaczyłem ludzi z innej bajki, nie pasujących do stereotypów, jakimi byłem karmiony.


 „Lata sześćdziesiąte” to lektura z grupy takich, których wcześniej nie czytywałem. Dokument jakże prawdziwy, ale również i szokujący. Autorka wbija w czytelnika słowa niczym harpun i kotwiczy je na krawędzi brzegu myśli. Na 119 stronach otrzymujemy szereg fascynujących informacji. Bardzo serdecznie polecam fascynatom Anglii, historii oraz każdemu, kto nie boi się myśleć.
Prześlij komentarz

B. A. Paris - "Na skraju załamania"

  Czekałem na tę książkę z niecierpliwością, gdyż autorka zachwyciła mnie w "Za zamkniętymi drzwiami".  Tym razem poznajemy Cas...