czwartek, 30 października 2014

Rozmowa z Izabellą Frączyk i konkurs z nagrodami.

Piotr Allan Murphy: Witam serdecznie. Dziękuję za możliwość odbycia tej rozmowy. Nie ukrywam, że pani nazwisko co jakiś czas przewija się na blogach. Pisze pani powieści o kobietach, książki są kierowane dla płci pięknej. Nie ma w tym niczego dziwnego. Pragnę zapytać o genezę powstania tych historii. Są zasłyszane, a może wydumane, czy tez wynikające z własnych doświadczeń?
Izabella Frączyk: Witam i dziękuję za zaproszenie. A historie, no cóż, nie ma możliwości, żeby w stu procentach odciąć się od świata i całkowicie zrezygnować z obserwacji i zebranych doświadczeń, acz jednego konkretnego źródła mojej inspiracji nie potrafię wymienić. Bohater to ktoś, kto pewnego dnia staje przede mną i pcha mnie do klawiatury bym opisała jego historię, którą mi podyktuje. A kto go inspiruje, to tego już nie wiem
PAM: Dorota Terakowska napisała: ” Wszystko ma swoją niewiadomą, nawet to, co jak nam się zdaje, znamy doskonale”. Ile w Pani książkach jest życia, ile sentymentu i bólu istnienia?
IF: 100% życia. Nie myślę o bólu istnienia, a przy tym nigdy nie byłam jakoś nadmiernie sentymentalna. A co jest w moich książkach? Obserwacje rzeczywistości, zlepek przypadkowych informacji, zasłyszane/przeczytane strzępki sensacji, wiele tego… Wszystko, co godne zapamiętania stanowi magazyn cennych zasobów, z którego czerpię na każdym kroku, aczkolwiek robię to nieświadomie, bo zawsze to jednak bohater decyduje.
PAM: W większości swoich powieści pokazuje Pani kobiety poturbowane przez los, mocno doświadczone i wydawać się może w pewnym sensie przegrywające z życiem. Przy tym są niezwykle prawdziwe, podobne do naszych żon, matek, sióstr czy dziewczyn. Czy happy and zawsze gwarantuje szczęście na resztę życia? Wierzy Pani w takie zakończenia, które są w książkach?
IF: A czy życiu mamy zagwarantowane cokolwiek na stałe? Przecież nigdy nic nie jest nam dane raz na zawsze. Bohaterki dostają happy end, ale to jedynie koniec powieści, nie ich życia. Ode mnie dostają naprawione to, co wcześniej się popsuło, a co z tym zrobią w przyszłości, na to już nie mam wpływu. A czy wierzę w szczęśliwe zakończenia? Oczywiście, że wierzę, bo nie cierpię złych zakończeń i jestem urodzoną optymistką
PAM: Współczesne kobiety pragną być silne, niezależne, piękne i szczęśliwe. Nie ma w tym niczego niezwykłego zważając, że to naturalne potrzeby każdego człowieka. Jaka jest pani definicja piękna?
IF: A co to jest, to piękno? Można mieć piękną duszę, piękne nogi i piękne buty, które ktoś inny uzna za skrajnie brzydkie. A czy rzeczywiście współczesne kobiety dążą do tego wszystkiego? Czy chcą być takie silne i niezależne, czy to tylko znak czasów? Przecież nawet najsilniejsza i najbardziej samodzielna kobieta chce czasem móc wesprzeć się na męskim ramieniu i poczuć się „taka mała”. Myślę że szczęście, to jednak pojęcie nadrzędne, a cała reszta, to jedynie względnie atrakcyjny dodatek.
PAM: Zastanawiała się Pani kiedyś nad tym, kto kupuje i czyta Pani książki? Kim są te kobiety, tudzież mężczyźni? Single, gospodynie domowe, a może po prostu bibliofile? Otrzymuje Pani sygnały od czytelników o wpływie powieści na ich życie?
IF: Nie, zupełnie o tym nie myślę, aczkolwiek wśród znajomych, to właśnie mężczyźni kupują moje książki dla kobiet i później czytają sami, tak więc niekoniecznie to tzw. literatura kobieca, ale cóż względy marketingowe rządzą się swoimi prawami. Otrzymuję wiele sygnałów, że moje książki stanowią lekturę dla całych rodzin. Otrzymuję też informacje szalenie poruszające. Nigdy nie sądziłam, że ta moja pisanina, pisana tak trochę dla hecy, przywróci komuś chęć do życia, czy też skłoni do dania sobie kolejnej szansy. To budujące słyszeć, że po miesiącach smutku i żałoby, ktoś przeze mnie znów zaczął się śmiać.
PAM: Które z „dzieci” jest najbardziej ukochane? Pewnie każde wymagało pielęgnacji, uwagi i troski, ale musi być gdzieś to wyjątkowe, szczególnie oczekiwane. Napisanie pięciu książek wymaga mnóstwo czasu, energii i poświeceń. Skąd pani czerpie siły?
IF: „Kobiety z odzysku” oraz „Jak u siebie” to powieści, przy których bawiłam się najlepiej i powstały w tak fajnym czasie, że z przyjemnością wspominam pracę nad nimi, ale też nie mogę powiedzieć, żebym nie lubiła pozostałych. Poza tym każdą z powieści z chwilą ukończenia oddaję jakby w obce ręce. Z chwilą postawienia ostatniej kropki czuję, że to co napisałam przestaje być moje. Nadchodzi czas, żeby się rozstać, otrzepać się jak pies, który wykapał się w rzece, znów wziąć głęboki oddech i niecierpliwie czekać na spotkanie z kolejnymi bohaterami. Obecnie zaczynam pracę nad siódmą powieścią i z powrotem trzeba będzie przysiąść fałdów i poprawić organizację, co w mojej sytuacji stanowi nie lada wyzwanie. No ale ja lubię wyzwania i uwielbiam ten dreszczyk, kiedy akcja się rozkręca
PAM: Większość napisanych powieści uzyskuje status bestselerów. Uczestniczy pani w spotkaniach autorskich, spotyka się z czytelnikami, jest dostępna na facebooku. Czym dla pani są chwile, w których staje pani po drugiej stronie, wpatrując się w nieznajome twarze?
IF: To bardzo miłe chwile i traktuję je jako formę nagrody. Chyba każdy z nas lubi, gdy ktoś inny lubi to, co robimy. Uznanie czytelników, to największa satysfakcja, która daje pozytywnego kopa zwłaszcza, że do mojej twórczości podchodzę z dużym dystansem i często z przymrużeniem oka.
PAM: Dobry pisarz to wierny obserwator zachowań ludzkich, gawędziarz i manipulant. Jaka jest pani recepta na przyciągnięcie czytelnika i zatrzymaniu go na dłużej?
IF: Nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiałam. Chyba nie mam żadnej recepty, poza tym, że staram się by realia były polskie, takie dzisiejsze i nasze, a bohaterowie wyraziści i po prostu ludzcy. Szał mnie ogarnia na te wszystkie eteryczne, wzdychające piękności o smukłej kibici, spijające herbatkę z porcelanowej filiżanki, gdy pod oknem kwitnie wypomadowany adorator w lakierkach i wykrochmalonej koszuli... Nie, nie, to nie dla mnie
PAM: Czy oprócz prozy życia czerpie pani również inspiracje z utworów ulubionych pisarzy? Kim są „bogowie literaccy” Izabelli Frączyk?
IF: Absolutnie nie. Paradoksalnie, odkąd zaczęłam pisać, czytam bardzo niewiele, bo cały czas się boję, że mogłabym się czymś zasugerować i nieświadomie popełnić plagiat. Dlatego też na wszelki wypadek, jak już coś czytam, zazwyczaj jest to literatura sensacyjna. Intrygi, szpiedzy, papieskie tajemnice, strzelaniny i takie tam. Nikogo nie naśladuję. Piszę po swojemu i cieszę się, że mój styl pomalutku staje się rozpoznawalny.
PAM: Dla wielu pisarzy sam proces twórczy jest forma autoterapii. Wysyłają oni w świat swoje traumatyczne SOS zawoalowane zmienionymi imionami, miejscami wydarzeń itd. Uważa pani, że pisanie na podstawie własnych doświadczeń przynosi ulgę? Gdzie jest granica sprzedania własnych, często intymnych doświadczeń?
IF: Cóż, czasem strach pomyśleć co niektórzy wysyłają w świat. Proza z gatunku dołujących i ambitnych nie zawsze jest dla mnie zrozumiała i często się zastanawiam, „co poeta miał na myśli”, jakie brał dopalacze i cóż takiego ujrzał w tym krytyk. Ale to kwestia indywidualna, jeśli komuś taka terapia pomaga, przynosi ulgę, to proszę bardzo, natomiast ja nie jestem fanką ekshibicjonizmu i nadmiernych udziwnień. Tworzę to, co sama chciałbym czytać i nie mam parcia, by w jakiś sposób uzewnętrzniać tam siebie i własne przeżycia. To po prostu opowieści o życiu i ludzkich relacjach, z lekkim ukłonem z stronę komedii, więc próżno w nich szukać Bóg wie którego dna mojej duszy
PAM: Aktualnie pracuje pani nad nową książką? O czym ona traktuje?
IF: Dosłownie kilka tygodni temu ukończyłam nową powieść o przygodach dwóch przyrodnich sióstr, które o swoim istnieniu dowiedziały się dopiero po śmierci ojca. Obie są skrajnie różne i pochodzą ze skrajnie różnych środowisk. Jedna, ta poczciwa, klepie biedę w bieszczadzkiej wiosce, gdzie diabeł mówi dobranoc, a druga- wyrachowana „suka”- jest stołeczną gwiazdą telewizji śniadaniowej, więc w ich znajomości „będzie się działo”
PAM: Jako czytelnika interesuje mnie projekt pisania. Pisze pani konspekt, rozpisuje plan szczegółowy, czy też idzie pani w pisanie spontaniczne? Przywiązuje się pani do tworzonych postaci, wchodzi z nimi w interakcje?
IF: Piszę całkowicie spontanicznie. Nie mam konspektu, nie robię notatek. Nie wiem, co się stanie na następnej stronie, bo bohaterowie robią, co chcą. Kiedyś próbowałam zebrać w punktach dwa ostatnie rozdziały, by nie pogubić wątków i … pisanie przestało mnie cieszyć. A czy się przywiązuję? Oczywiście. Przecież moje bohaterki są do mnie jakby przyssane przez tych kilka miesięcy, kiedy piszę. Gdy kończę, na chwilę robi mi się jakoś tak pusto i smutno.


PAM: Na koniec chcę zapytać o postać z pani utworów, która najbardziej pasuje do pani cech osobowości. Przy tworzeniu bohaterów wzoruje się pani na konkretnych postaciach? Są to osoby z pani otoczenia?
IF: Raczej staram się tego nie robić. W moich książkach nie ma moich znajomych, rodziny, mnie. Na początku bardzo trudno było wytłumaczyć osobom z mojego otoczenia, że bohaterowie żyją swoim życiem, a nie moim. To oni głoszą własne poglądy, czują własne uczucia, płaczą swoim łzami i śmieją się własną przeponą A kto najbardziej do mnie pasuje? Jedna bohaterka z powieści „Kobiety z odzysku”, ale ona w dalszym ciągu nie jest mną, choć każdy kto choć trochę mnie zna, nie miał wątpliwości, kto stanowił pierwowzór tej postaci. Owszem, jest do mnie podobna z charakteru, ma podobny styl bycia, ale to jest ona, nie ja. A jeśli będę chciała napisać o sobie, to po prostu napiszę autobiografię
PAM: Dziękuję za rozmowę. Życzę kolejnych sukcesów literackich i w życiu osobistym.
IF: Ja również serdecznie dziękuję.

Konkurs:

Pytanie jest proste, ale wymaga pewnego rodzaju kreatywności. Kim powinna być bohaterka kolejnej książki pisarki? Tylko tyle i aż tyle. Najciekawsze pomysły zostaną nagrodzone trzema egzemplarzami najnowszej powieści Izabelli Frączyk "Jak u siebie". Na odpowiedzi czekam do najbliższego poniedziałku tj. 3 listopada do godziny 18.00. Osoby biorące udział w konkursie proszę o podanie adresu e-mailowego. Wyniki konkursu pojawią się 4 listopada do godziny 18.00 w komentarzach pod tym postem. Zwycięzcy są zobowiązani wysłać w ciągu 3 dni swoje dane do wysyłki, która nastąpi z Warszawy. Po trzech dniach nagroda przechodzi na inne osoby. Fundatorem nagród jest Wydawnictwo Prószyński.







Prześlij komentarz

Colson Whitehead - "Kolej podziemna. Czarna krew Ameryki"

 Co roku staram się czytać laureatów prestiżowych nagród literackich na świecie, w tym Politzera. Historia opowiedziana przez autora wym...