środa, 26 listopada 2014

"Portret damy" - Henry James

  Henry James był, a raczej jest dzięki swoim dziełom pisarzem niezwykłym i ta opinia nie zmienia się na przestrzeni wieków. Po pierwsze cechuje go styl, który jest delikatny, eteryczny, ale również kwiecisty. Czytając "Portret damy" jak i inne utwory mamy wrażenie, że czytamy utwór wybitny. Myślę, że taka będzie niezależnie od tego co napisze. To dar, z którym pisarz się rodzi.

  Poznajemy Isabel Archer, młoda kobietę, którą cechuje bunt i wielka potrzeba kierowania własnym życiem. Nie znosi narzucanych norm, jawnie się im sprzeciwia co czasami doprowadza do sytuacji konfliktowych.
Historia może wydawać się banalna, momentami nudna, ale tak naprawdę zabieg autora jest tutaj celowy. Pamiętajmy czas, w którym dzieje się akcja i zwyczaje, które wtedy panowały. Tutaj fabuła jest jakby tłem. Pisarz skupił się na postaciach i ich aspektach psychologicznych, co wcale nie jest łatwe. Niestety, nie zawsze możemy polubić i zaakceptować zachowania postaci, ale przecież autor miał swoją wizję literacką i moim zdaniem pokazał wszystko w należytym świetle.

 Prym wiedzie Izabela, która jest kobietą inną niż oczekujemy. Czytelnik bierze udział w konflikcie, z którego nie zawsze zdaje sobie sprawę. Historia jest w większej części oparta na nucie melancholii, a James nie daje ostatecznego zakończenia mimo kilkuset stron tekstu. To oczywiście moje osobiste wrażenie, które nie przeszkodziło mi zaliczyć książki do jednej z najważniejszych, jakie czytałem na przełomie ostatnich lat. 

 Osobiście lubię długie opisy w miejscach,w  których są niezbędne i brak przesytu akcji i obrazów. Jeżeli do tego dostanę wspaniały warsztat literacki to czuję się niczym w siódmym niebie.

 Ta książka jest i będzie ponadczasowa. Niewielu pisarzy potrafi pokazać zakłamanie i fałsz jak Henry James. Doskonała lektura na długie , zimowe wieczory. Polecam.

sobota, 22 listopada 2014

"Listy do Klaudii" - Jorge Bucay

 Odkąd ukończyłem studia wyższe, rzadko sięgam po literaturę tzw. fachową. Kiedy otrzymałem "Listy do Klaudii" spodziewałem się zupełnie innej tematyki, bardziej luźnej.
 O autorze nigdy nie słyszałem i to jest błąd. Do moich rąk trafiła książka będąca odpowiedzią na pytania, jakie sobie stawiałem jakiś czas temu. Autor jest psychiatrą i psychoterapeutą pracującym metodą Gestalt. Swego czasu ta metoda szczególnie mnie interesowała i rozważałem nawet pojęcie nauki w tym kierunku. Wydała mi się zupełnie inna od pozostałych i bardziej przyjazna pacjentom.

  "Listy do Klaudii" przeczytałem z przyjemnością i wypiekami na twarzy. Nie jest to powieść, ale jest to zapis wymyślonej korespondencji między terapeutą, a pacjentką o imieniu Klaudia. Każdy list to inny problem i wytłumaczenie go z perspektywy psychologii, a nawet podane wskazówki do pomocy. Zbyt mało? Nie sądzę. Dobry terapeuta nie podaje gotowych rozwiązań, ale wskazuje wyjście z sytuacji, które przyniesie ulgę. Pięćdziesiąt pięć listów z problemami, analizami życia.

 Podoba mi się forma i język, który jest dostosowany do poziomu czytelnika. Wszak nie każdy kończy psychologię, albo kierunki pokrewne. Ta książka będzie pomocna dla wielu czytelników w próbach rozwiązania swoich problemów, innych poruszy. Człowiek jest dziwną istotą. Świadomość że inni nie mają lepiej często przynosi ulgę. 

 " Listy do Klaudii" to lektura wyzwalająca w nas świadomość własnego życia, oczyszczająca i zapewniam, że po lekturze na życie spogląda się bardziej świadomie. Autor ostatecznie przekonał mnie do metody, którą sam stosuje w swojej pracy. 
 Z przyjemnością sięgnę po inne książki Bucaya. Nic nie sprawia mi takiej radości, jak mądrość otrzymywana od innych. Polecam.

sobota, 15 listopada 2014

"Sekta" - Graham Masetrton



 Po raz pierwszy czytam tekst Mastertona, który nie jest horrorem. Zaskoczenie, nawet wielkie zaskoczenie. Doskonałą ocena za fabułę. A dzieje się wiele. Jedna z głównych postaci zostaje zahipnotyzowana, z banku giną depozyty, a podejrzany jest tylko jedne – Conor O’Neill. Ma przed sobą policję, cały kraj i nie może nikomu ufać. Szybko okazuje się, że napad na bank ma podwójne dno. Szalony przywódca religijny sekty Światowy Ruch Posłannictwa planuje wielką rzeź świata. Zamierza uaktywnić dawno uśpionego wirusa hiszpańskiej grypy. 
W książce mamy motywy miłości, samotności i zdrady. Nic nie jest takie, na jakie wygląda.

 Dzieje się wiele, a na dodatek podróżujemy nawet do Norwegii. Przypadek? Nie do końca. 

 „Sekta” porwała mnie całkowicie, dosłownie zaangażowała moje wszystkie zmysły, a zdarza się to coraz rzadziej. Panie Masterton. Chylę czoła. Tekst jest dopracowany, trzyma w napięciu i zaskakuje. A to podstawa. „Sektę” zaliczę do książek z gatunku sensacyjnych. Podoba mi się pomysł pisania o hipnozie klinicznej. Tutaj mamy rozbudowany temat hipnozy i to on dominuje. I słusznie. Dzięki temu książka zyskuje na atrakcyjności. 

 „Sekta” to historia nie tylko o tym, co może kiedyś wydarzyć się w rzeczywistości. Myślę, że fabuła autora ma szanse się urzeczywistnić i to jest straszne. Być może nie do końca w takiej formie, ale jednak. W XXI wieku ciągle starszy się nas użyciem broni masowego rażenia – broni atomowej. 

Na uwagę zasługuje tutaj postać przywódcy religijnego. Masterton dał mu cechy typowe dla psychopaty, który jest żądny władzy i nie liczą się inni. Dosłownie…po trupach do celu.  

 Trochę żałuję, że to już koniec. A zakończenie było zaskakujące. Autor powoli odwraca karty. Powieść jest dopracowana i przemyślana. Czekam na kolejne na takim poziomie. Warto sięgnąć.

czwartek, 13 listopada 2014

"Już czas" - Jodi Picoult



  Jodi Picoult należy do moich ulubionych amerykańskich pisarek. Cenię ją za tematy, których pisania się podejmuje, za rzetelne przygotowanie do tematu i profesjonalne podejście do pracy. Jak zwykle ostrzyłem sobie zęby na kolejną powieść autorki, na wyrwanie mojej duszy i stany głębokiej euforii. Czego z tego doświadczyłem?

 Poznajemy nastoletnią dziewczynę o imieniu Jenny. Dziewczynka nie ma lekkiego życia. Wychowuje ją babcia, jej ojciec jest pacjentem szpitala dla umysłowo chorych, a matka zaginęła ponad dziesięć lat wcześniej. Rodzice byli naukowcami. Zajmowali się obserwacją zachowań słoni. Młoda dziewczyna usiłuje dowiedzieć się prawdy o tym, co stało się z jej matką i czy żyje. Pełna nadziei udaje się do kobiety zajmującej się jasnowidzeniem. Kiedyś była znana i występowała w telewizji. Czas i kolejne wydarzenia wiele zmieniły.  Ta przekonuje dziecko o tym, że matka żyje. Robi to, aby ta dała jej spokój. Dużą role odgrywa również Virgil Stanhope występujący jako prywatny detektyw. To dopiero początek następujących po sobie wydarzeń. Poznajemy wydarzenia z przeszłości i ich wpływ na teraźniejszość. 

 Autorka bez pośpiechu odkrywa kolejne karty, pokazując w każdym rozdziale spojrzenie innej postaci. Coraz częściej spotykam się z takim wybiegiem w literaturze i jest to dobra metoda, aby pokazać spojrzenie jednostek na daną sytuację. 

 Plusem tej książki jest zbudowanie ciekawych postaci. Na pozór niewinne spotkanie dwóch kobiet, które wszystko dzieli staje się motorem zapalnym do zmian w przyszłości. Osobiście lubię historie, w których jest wiele tajemnic do rozwiązania.

 Małym minusem dla mnie było zbyt wiele informacji o słoniach. Przeczytałem obszerny tekst o tych stworzeniach, o ich życiu, empatii, zwyczajach. Poznałem zachowania na podstawie stada jak i jednostek. Momentami stawało się to nużące.
  Jestem przyzwyczajony do historii pisanych przez autorkę, w które zostaję wręcz wessany. W tym utworze brakowało mi napięcia, momentami było wręcz nudno. Jak dla mnie za dużo historii słoni, zbyt mało historii ludzi. 

 W ostatecznym rozrachunku powieść się obroniła na ocenę dobrą. Tej pisarce zawsze stawiam wysoko poprzeczkę, znając jej wcześniejsze dzieła. Pomysł na fabułę jest ciekawy, ale brakło mi pewnego napięcia, czekania na kolejne wydarzenia z obgryzanymi paznokciami. „Już czas” jest opowieścią różniącą się od innych powieści autorki. To nie oznacza, że nie warto się z nią zapoznać. Wręcz przeciwnie. Polecam.

niedziela, 9 listopada 2014

Rozmowa i konkurs z " Patronem" Mateusza Lemberga.

 Czas na kolejny wywiad i konkurs. Tym razem porozmawiam z Mateuszem Lembergiem, autorem "Zasługi nocy", oraz "Patrona". Pod wywiadem konkurs.

Piotr Allan Murphy: Witaj Mateuszu. Dziękuję za przyjęcie zaproszenia do tej rozmowy. „Patron” jest Twoją drugą książką pod sztandarem Prószyńskiego. Jak wyglądała Twoja ścieżka prowadząca od lekarza weterynarii do zostania pisarzem?

Mateusz Lemberg: To ja dziękuję. Właściwie istniały dwie odrębne drogi. Od dzieciaka uchodziłem za twórczy egzemplarz. Nie mówię, że były to próby oryginalne, zdaje się, że wręcz przeciwnie, kopiowałem wszystko, co mi się nawinęło pod rękę. Uwielbiałem kino nowej przygody, którego ulubione pozycje przerabiałem na komiksy. A te potem rozdawałem kolegom, albo wspólnie oglądaliśmy je na przerwach. Potem, w liceum i nawet na studiach realizowałem ze znajomymi etiudy filmowe, ale cóż, ich jakość też nie sięgała wysokiej półki, ot bardzo chcieliśmy spróbować swoich sił. Potem przerzuciłem się na pisanie. Ale wychodziły mi rzeczy, które teraz wstydziłbym się dać komukolwiek do przeczytania. Dopiero czwarta książka, którą wypociłem nadawała się do profesjonalnej oceny.  Były to „Małe biesy” czyli „Podwójne zabezpieczenie”, a raczej „Zasługa nocy”. Ilość tytułów oddaje nakład pracy, którą musiałem włożyć, żeby zadebiutować. 

PAM: Masz szerokie zainteresowania. Realizowałeś filmy, rysowałeś komiksy, podróżowałeś. Czy pisanie jest przejściowym elementem, czy też zamierzasz zacumować na dłużej na tej wyspie?

ML: W Kubusiu Puchatku jest taki ustęp, że ludzie, którzy przychodzą do ogrodu zoologicznego dzielą się na dwie grupy: tych, którzy idą od wybiegu do wybiegu i tych, którzy przychodzą tylko do zaprzyjaźnionego niedźwiedzia. Otóż, jak mi się wydaje, ja już znalazłem swoje ulubione zwierzątko w ZOO. 

PAM: „Patron” jest nie tylko kryminałem. Czytając książkę zobaczyłem w Tobie doskonałego obserwatora życia społecznego. Nie unikasz trudnych tematów, będących dla większości tematami tabu. Zrobiłeś to celowo? Chciałeś sprowokować czytelnika?

ML:  Zdawałem sobie sprawę, że pisząc kryminał wchodzę na poletko mocno już zagospodarowane, a bardzo chciałbym znaleźć tu swoje niepodobne do innych miejsce. Wydało mi się, że kluczem do tego będą nietypowi bohaterowie. Postać detektyw/a cierpiącej/go na transseksualizm uznałem za pomysł kontrowersyjny, ale jednocześnie oryginalny. W dzieciństwie dużo kopiowałem, w dorosłym życiu nauczyłem się, że trzeba być niepowtarzalnym. Staram się.  

PAM: Osobiście lubię książki, w których są wyraziste postacie oraz problemy natury psychologicznej. W „Patronie” znalazłem wszystko to, czego czasami mi brakuje w lekturach, po które sięgam. Twój kryminał to również historia miłości dwóch kobiet, poruszasz temat korekty płci. Postacie są fikcyjne, czy też zakląłeś w literach znane Ci osoby? 

ML: Mając dość kontrowersyjnych bohaterów zdawałem sobie sprawę, że muszę zanurzyć ich w morzu codzienności, inaczej książka będzie nieprawdopodobna. I tak - moje postacie są wymyślone, ale do ich stworzenia zaprzągłem cechy prawdziwych ludzi, podkradłem to i owo, aby sprawy niezwykłe nabrały rzeczywistego wymiaru.
PAM: Po lekturze książki mam nieodparte wrażenie, że jesteś dobrym psychologiem. Są ludzie, którzy nie muszą kończyć specjalistycznych studiów, a czytają człowieka jak otwartą książkę. Ty chyba do nich należysz. Kogo widzisz, obserwując siebie?

ML: Osoba pisząca po prostu musi umieć analizować siebie i swoje obserwacje przenosić na innych. Cóż, w gruncie rzeczy wszyscy pod wieloma względami jesteśmy bardzo podobni i znając siebie mogę pisać o każdym. A co widzę, obserwując siebie? Zmieszane dobro i zło, słabość i siłę, rzeczy z których jestem dumny i których się wstydzę. Taki jest mój sposób na bohaterów – staram się, żeby żaden z nich nie był ani jednoznacznie pozytywny, ani negatywny. W życiu nie ma pozytywnych bohaterów. Są tylko ci, u których dobro przeważa szalę. 

PAM: Twoi literaccy guru to…?

ML:  Uwielbiam czytać Dickensa, Akunina, Irwinga, Somozę, Highsmith. Chciałbym pisać jak King, Coben czy Child. Albo jak Bonda, Czubaj i Miłoszewski.

PAM: Jesteś lekarzem weterynarii, więc kochasz zwierzęta. Czy polski Doktor Dolittle jest w stanie napisać książkę dla dzieci, jeżeli otrzyma taką propozycję?

ML: Tak, pewnie! Czekam na propozycje! Z drugiej strony staram się bronić przed pychą, która skłania do myśli, że ponieważ udało mi się wydać kryminał teraz mogę napisać już wszystko. To znaczy mogę, ale Czytelnik u nas wyrobiony, nie wiem, czy kupiłby bajkę napisaną przez autora kryminałów. I czy taka pozycja byłaby czymś oczekiwanym i wartym przeczytania. Jeśli pojawi się propozycja podejmę rękawicę.  

PAM: Twoja książka wymyka się sztywnym konwencjom literackim, trudno jest „Patrona” oprawić w ramkę z napisem kryminał. To celowy wybieg?

ML: Gatunek kryminalny to moim zdaniem szlachetna odmiana literatury popularnej. Proste reguły, wręcz puste miejsca, w których należy umieścić ciekawe i oryginalne elementy, żeby powstała układanka. Ale schemat jest pułapką, aby się z niej wymknąć, uważam,  należy kluczyć, zwodzić Czytelnika. Dobrze, jeżeli uda się jednak wybrnąć z tego labiryntu osiągając mój główny cel, czyli satysfakcję u Odbiorcy. Moim zdaniem „Patron” spełnia te oczekiwania. Jak sądzę, mogę go polecić nawet najbardziej wyrobionym miłośnikom tego typu literatury.  

PAM: Zasiadając do pisania, trzymasz się sztywnych ram konspektu, czy tez może piszesz zupełnie spontanicznie? 

ML: Autor kryminałów nie może sobie pozwolić na pisanie bez konspektu. Teraz już o tym wiem. Przystępując do pisania „Zasługi nocy” postawiłem na spontaniczność, poszukiwania, których owocem byli ciekawi bohaterowie, ale niewystarczająco wciągająca intryga, którą w efekcie trzeba było zmienić i podkręcić. Wciąż się uczę i mam nadzieję, że jestem coraz lepszy.

PAM: Mam wrażenie, że jesteś człowiekiem pełnym niespożytej energii i nie obawiasz się nowych wyzwań. Stawiasz sobie nowe cele i konsekwentnie dążysz do ich realizacji?

ML: Wiele lat temu wydawało mi się, że mam wiele czasu, że zdążę ze wszystkim. Teraz, kiedy zorientowałem się, które zwierzę w ZOO jest moim ulubionym, wiem, że czasu jest zawsze za mało. Pisanie to tylko hobby, ale staram się je uprawiać z profesjonalnym zacięciem. Kto wie, może w pewnym momencie Czytelnicy dadzą mi rzecz, której najbardziej potrzebuję, czyli właśnie czas. Ograniczenia zaś wydobywają z nas cechy, których się po sobie nie spodziewamy – w moim przypadku rzeczywiście są to upór i konsekwencja. I tego możemy być pewni – nie zatrzymam się i będę przeć dalej. Jakie tego będą efekty – zobaczymy.  

PAM: Aktualnie pracujesz nad…?

ML: Pracuję dość intensywnie nad kontynuacją losów Witczaka i reszty. Nie deklaruję, że będzie jeszcze więcej książek z serii. Nie mam pojęcia, czy będzie takie życzenie Czytelników. Ale błądzą mi po głowie inne pomysły. Zobaczymy. 

PAM: Mateuszu. Życzę Tobie wielu nowych i wiernych czytelników. Przekonałem się, że polska literatura może osiągać światowy poziom. „Patron” jest tego przykładem. To poruszająca historia, w której morderstwo nie jest na pierwszym miejscu, ale pewnie każdy czytający odbierze to zupełnie inaczej. 

ML: Bardzo dziękuję za te słowa. Od Czytelników nie zależy, czy będę pisał, natomiast mają Oni wielki wpływ mobilizujący, abym pisał rzeczy nowe, oryginalne i coraz lepsze. Takie które mam nadzieję, zapewnią im satysfakcję na czas lektury. Książka to bardzo cichy przyjaciel, który jednak potrafi dostarczyć niesamowitych wrażeń. 

 A teraz pytanie konkursowe. Zwycięzców wybierze sam autor, on również wymyślił pytanie konkursowe, które brzmi : Idealny kryminał - jaki powinien być? 

Na odpowiedzi czekamy do najbliższego wtorku, tj. do 11 listopada. Zwyciężają trzy osoby, wytypowane przez Mateusza.  Zwycięzców ogłoszę następnego dnia, tj. w środę 12 listopada. Odpowiedzi zamieszczamy w komentarzach, tam również znajdą się nazwiska zwycięzców. Ja tradycyjnie proszę osoby biorące udział o podawanie adresów mailowych. Na adresy domowe do wysyłki czekam kolejną dobę, a w razie braku odzewu nagroda przechodzi na innego uczestnika. Nagrodami są trzy egzemplarze "Patrona" ufundowane przez Wydawnictwo Prószyński. Wysyłka nagród nastąpi z Warszawy. Termin wysyłki nie jest mi znany. Jak to miało miejsce przy poprzednim konkursie, tak również teraz osobiście napiszę maile z potwierdzeniem dla zwycięzców. Wszystkim życze powodzenia. Książka jest ciekawa i warta przeczytania.


Laetitia Colombani - "Warkocz"

  Nie potrafiłem oprzeć się historii trzech kobiet. Pewnie jednym z powodów była moja powieść "Trzy" o trzech kobietach,której d...