piątek, 9 stycznia 2015

"Pierwsza na liście" - Magdalena Witkiewicz




Magdalena Witkiewicz powraca ze swoją nową książką, będącą czymś w rodzaju katarsis. „Pierwsza na liście” to forma, która wprowadza w czytelnika pewien zamęt i otwiera go na stępioną wrażliwość przykrytą szarą codziennością bytu, zmuszając wręcz do refleksji nad życiem. Tematyka jest trudna. Nowotwór krwi, a także pytanie – czy jestem gotowy, aby zostać dawcą? Każdy z nas o ile zdecyduje się na taki krok, przejdzie długą drogę, o czym dowiadujemy się w trakcie lektury.
 Poznajemy chorą kobietę, jej córkę i plejadę innych ludzi, tworzących piękną historię. Jakże życiową, a zarazem prostą. Tak naprawdę niewiele osób może pomóc w przypadku nowotworu krwi. Tutaj bardziej liczy się czas i szczęście. Autorka doskonale przeplata ludzkie losy, tworząc barwny kobierzec emocji.
 „Pierwsza na liście” to historia o sile przetrwania, afirmacja siły kobiet, to niezwykle przejmująca opowieść o odwadze, pokonywaniu własnych słabości, oraz rodzących się miłościach. Pisarka udowadnia, że nie trzeba oglądać się za siebie, aby być szczęśliwym. Pokazuje nam nowe wymiary szczęścia, uczy wrażliwości i wiary w cuda.
  Dla mnie osobiście jest to historia niezwykle poruszająca, która na długo zapadnie w mojej pamięci. Napisanie takiej książki nie jest sprawą łatwą, z pewnością nie każdy pisarz jest w stanie coś takiego popełnić.
 Magdalena Witkiewicz po raz kolejny zaskakuje, ale pokazuje również siłę trudnego i bolesnego tematu i wielki talent. Z książki płynie wielka siła, która może przynieść ukojenie wszystkim zmagającym się z chorobami typu nowotworowego.
 Trudno jest mi uwierzyć, że postacie (w większości) są fikcyjne, a cała historia zupełnie wymyślona. Autorka znowu pozwoliła mi uwierzyć w to, co napisała. Czy to magia? To życie, które Magdalena Witkiewicz potrafi tak pięknie czarować na kanwach własnych książek.
 Genialna historia, nadająca się na adaptację filmową. W pewnych wypadkach zbyt dużo pisać jest nadużyciem. Dotyczy to utworów o szczególnych walorach artystycznych. Myślę, że „Pierwsza na liście” należy do tego typu dzieł. Życie Iny i innych zagości w naszych umysłach, a my na poważnie przemyślimy sprawę wpisania się do bazy dawców szpiku. 
 „Pierwsza na liście” rujnuje stereotypy, stawiając silne podwaliny pod decyzję mogącą zmienić nie tylko nas, ale i świat.
 „Pierwsza na liście” – gorąco polecam.
Prześlij komentarz

Dean Koontz - "Pieczara gromów"

 Autora cenię za jego warsztat literacki, ale po raz pierwszy spotykam się z tak słabym utworem, wychodzącym spod jego pióra. Historia ro...