środa, 4 maja 2016

Hanya Yanagihara - "Małe życie"

 Każdego z nas to dotyka. Ukończenie szkoły, studiów, zakończenie pewnego etapu, jaki już nie powróci. Pozostają przyjaźnie, ale te również się rozluźniają. "Małe życie" to historia czworga ludzi próbujących wejść w nowe życie. Prywatnie są przyjaciółmi i wiele ich łączy. Ich relacje powoli ulegają zmianom, wraz z kolejnymi sukcesami zawodowymi, jakie osiągają. Cena, którą płacą za swoją niezależność jest wysoka.

 Hanya Yanagihara stworzyła opowieść, która nie wiedząc czemu, przypomina mi serial "Sex w wielkim mieście". Być może to Nowy York? Miasto, które nigdy nie śpi, a jednocześnie jest kolorowe i grzeszne. Pisarka porusza tutaj wiele kwestii dotyczących każdego z nas - dojrzewania, przemijania, dostrzeganych słabości i samotności w tłumie. Wielokrotnie zostałem dotknięty do żywego, co konfrontowałem ze swoim życiem. 

 "Małe życie" jest naszym życiem, z opowiedzianymi historiami obcych osób. A dzieje się wiele, chociaż momentami książka mnie irytowała. Ale po takich fragmentach następowały kolejne, pomagające zrozumieć dlaczego zostałem wprowadzony w taki stan. Yanagihara jest mistrzynią oceny i trafnego opisu ludzkich losów. A bazuje na wydawać by się mogło zwykłych ludziach. 

 Pisarka w swojej opowieści jest szczera do bólu, rozdziera postacie, pokazując ich psychiczne wnętrzności, obnaża to, co zakazane. Ale ta opowieść nie jest brutalna, nie jest straszna. Pokazała prawdę, która jest taka sama bez względu na szerokość geograficzną. 

 Po "Małe życie" powinien sięgnąć każdy oczekujący zanurzyć się w głębi literatury. Powieści nie można skategoryzować. Ona żyje swoim życiem, pulsuje i daje o sobie znać. Na ponad 800 stronach doświadczamy dobra i zła, piękna i brzydoty, świętości i sacrum. 

 Polecam każdemu. 
Prześlij komentarz

Michael Lewis - "Wielki szort"

 Książka wpadła w moje ręce przypadkowo. A podobno nie ma przypadków. Ta książka tąpnęła moją wiedzą na temat instytucji zajmujących się...