wtorek, 28 marca 2017

Anne Enright - "Zapomniany walc"

 Pisząc o książkach takich jak "Zapomniany walc" zwyczajnie nie wiem, czy powinienem pisać o książkach. Wydawnictwo "Wiatr od morza" przyzwyczaiło mnie do tego, iż tłumaczy i wydaje literaturę na najwyższym, światowym poziomie, ale czasami jakaś historia mnie przerasta, wgryza się w duszę i czasami mam wrażenie jakby bezwładności, wycofania się z życia i emocjonalnej destabilizacji. Tym razem jest to odczuwalne wyjątkowo i jestem pewien, że tak będzie przez jakiś czas.

 "Zapomniany walc" to na pozór historia jakich wiele. Pani poznaje pana, nawiązują romans i...no właśnie. Autorka patrząc oczyma narratorki Giny Moynihan, zupełnie zmienia optykę na związki, w których ktoś jest zdradzany,  a ktoś zdradza. 
Zmiana partnera, rozstanie, a może nie do końca sprawne dziecko jest lekiem na całe zło, a raczej jego namiastką? Dziecko zawsze jest owocem miłości, ale czasami trudno jest je pokochać z ograniczeniami. Pisarka opisuje dorastającą Evie, uwypuklając jej niedoskonałości w chorobie, która nie do końca zostaje przyjęta przez opiekunów. Ci, patrząc na jej zmianę z dziecka  w młodą kobietę, powoli zauważają błędy, które sami popełnili. Coraz śmielej spoglądają wstecz,a  co za tym idzie, zmienia się ich optyka względem siebie. Dawne pożądanie gdzieś ulatuje, a oni myślą zupełnie inaczej. Konsekwencje ich wyborów przynoszą kolejne, zaskakujące zmiany.

 Enright opisała mały świat, przyprawiający czytelnika o klaustrofobię. Drażni czytelnika nieodpowiedzialnymi wyborami, skupianiem się na pierwotnych potrzebach bohaterów. Ale staje się przemiana. Znowu ta optyka. Trzeba czasu, aby zrozumieć to, co nie do końca jest pozytywne i dobre. Czy dany czas może być zaczątkiem do usprawiedliwienia ich decyzji? 

 Książka momentami szokuje, momentami złości, czasami zmusza do refleksji. Laureatka nagrody Bookera zmusiła mnie do ciężkiej przeprawy ze samym sobą. "Zapomniany walc" to lektura odwrotna od tej, jaką czytam na co dzień. Pisarka pisze prostym językiem, ale jej historia do takich nie należy. Mistrzowsko gra na emocjach czytelnika, który nie zostaje obojętny na taką lekturę. Po lekturze wyszedłem z nowymi przejściami, z kolejnymi postawieniami i inną optyką. Polecam!!!

 

piątek, 24 marca 2017

Robert Harris - "Konklawe"

 Wybory papieży fascynują wszystkich, a w sposób szczególny czas, który w zamknięciu purpuraci dokonują wyboru spośród siebie kolejnego biskupa Rzymu, który rządzi katolikami na całym świecie. 
Obawiałem się trochę tej książki, nie wierząc do końca w możliwości autora, który jak się okazuje podszedł do tematu w sposób profesjonalny. Oczywiście zdarzenia i nazwiska postaci są wymyślone, ale rytuały i przygotowania do wyboru już nie. 

 Rober Harris zdobył przewodnika (prawdziwego kardynała) po Watykanie, a zebrane materiały pozwoliły na realność jego opowieści, która zaskakuje,a  sam finał zwyczajnie zapiera dech. Nigdy bym nie spodziewał się zakończenia, które rzuci światło na problem, jakże pomijany i nieakceptowalny. 

 Wybory następcy zmarłego Ojca Świętego przypominają rozgrywki polityczne, nie zawsze szczere i nie zawsze uczciwe. W książce są postacie wiodące prym, jak chociażby kardynał Lomeli. Mamy tutaj akcenty polskie. 
Z ciekawością przeczytałem "Konklawe" również ze względów stricte naukowych. Teraz wiem, jak wygląda rytuał od rozpoczęcia, aż do zakończenia konklawe. 
Harris pokazuje purpuratów jako osoby grzeszne, co zbliża je do zwykłego śmiertelnika, pokazuje ich wady, zalety, ale także kryzysy wiary i walę ze złem. 

 Autor podkreśla, iż książka jest fikcją literacką, dlatego katolicy, do których się zaliczam, nie powinni kruszyć kopii i atakować autora. Mało tego, książka została polecona przez kardynała Ojcu Świętemu Franciszkowi, ale przecież wiadomo, że aktualny Papież potrafi zachować dystans do wszystkiego. 

 Autor nie ocenia Kościoła, opowiada historię, jaka mogła mieć miejsce, a ograniczała go tylko ludzka granica wyobraźni. Polecam z czystym sumieniem.


 Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu 


poniedziałek, 20 marca 2017

Agnieszka Płoszaj - "Czarodziejka"

 Przeczytanie "Czarodziejki"  nie do końca było zaplanowane. Otrzymałem propozycję i z niej skorzystałem, nie wiedząc, na co mogę liczyć. Samo prestiżowe wydawnictwo miało dać mi lekturę ciekawą i porywającą. Jak było? 

 Początek to wielkie zaskoczenie. Cofamy się do roku 1977. Wtedy zostaje uprowadzona dziewczynka. Ta scena to majstersztyk. Zakochałem się w niej. Od razu ostrzyłem sobie zęby na literaturę, która pozwoli ukoić moje serce, porwie je, stłamsi, a potem wypluje. Niestety, tak się nie stało.

 Historia trochę przegadana, miejscami niedopowiedziana.  Mamy tutaj toksyczną miłość, mamy młode dziewczyny prowadzące kawiarnię w centru Łodzi. Kiedy zostaje zamordowana jedna z klientek, dziewczyny zostają wplatane w śledztwo. 

 Autorka poprawnie rozpisała postacie, nadając im język pasujący do tego, co sobą reprezentują, co przedstawia te postacie jako przekonujące. Podobnie jak rysy psychologiczne, które może nie są zbyt wyraziste, ale wystarczające w takiej formie. Sam całokształt odebrałem jako pudełko, w którym prawdopodobnie był się udusił. Brakło mi tutaj tlenu, powiewu czegoś, co mnie zaskoczy, co mnie wbije w fotel i da coś więcej w literaturze niż kopiowanie tego, co już znam. 
 Płoszaj opisuje topografię miasta, które jak mniemam zna doskonale, w czym ma przewagę nad kimś takim jak ja. W życiu nie byłem w Łodzi, a znajomość miejsc z pewnością bardzo pomaga. 

 Do pozytywów tej książki zaliczam dialogi, które mnie przekonały, chociaż czasami wydawały się zbyt infantylne. Ale jestem skłonny uwierzyć, że tak rozmawiają dwudziestoletnie dziewczyny. Czy teraz dwudziestoletnie dziewczyny prowadzą własne biznesy, zamiast studiować? Nie wiem. Wierzę autorce, że tak jest. Jednak gratuluję w takim wieku pracy na własny rachunek. Ale może znowu się czepiam? 
Rozumiem, że w zamyśle jest to kryminał. Ale czy wystarczy morderstwo, a do tego policjanci i jakieś spoiwo? Jak dla mnie to trochę za mało. Ja "Czarodziejkę" odbieram jako opowieść obyczajową z rozwiniętymi wątkami kryminalnymi.

 Sama okładka jest ciekawa, Na pierwszym planie twarz dziecka, poniżej pochylona kobieta trzymająca dziewczynkę za rękę. Obok kawałek kamienicy, do tego czerń i czerwień. Mamy tutaj mix. Na co mam spoglądać? |Zdecydowanie złe skadrowanie nakładających się figur. Ale te uwagi do grafika. Podobnie ma się sprawa wyblakłych kolorów.  Po co twarz dziecka i potem zarys małej postaci? Za dużo obrazu w obrazkach.

 W moim przekonaniu "Czarodziejka" nie jest złym utworem, ale niestety widoczny jest tutaj niezbyt rozwinięty warsztat autorki. Z drugiej stronie to jej debiut i można wiele wybaczyć. Widać, że Płoszaj miała wizję swojej opowieści i ją przekazała. Wierzę, że aspirująca do zostania pisarką zaskoczy nas w przyszłości nowymi utworami. Początek nie jest zły. Gratuluję Agnieszce Płoszaj wytrwałości i czekam na kolejne książki.

niedziela, 19 marca 2017

B. A. Paris - "Za zamkniętymi drzwiami"

Generalnie czytam powieści, które wydawcy reklamują i które podobno są wybitne. "Za zamkniętymi drzwiami" zakupiłem w promocyjnej ofercie, w formie ebooka. Wcześniej zapoznałem się z opiniami czytelników. Opinie w większości były pozytywne, więc dałem szansę tej historii. 

 Ta, wydawać się może być na pozór banalna. Już tytuł wiele zdradza. Małżeństwo, na pozór szczęśliwe, ale po drugiej stronie drzwi, w domu, do którego nikt nie ma dostępu, dzieje się tragedia. On, ona i jej siostra, o która toczy się wojna. Paris zaskoczyła mnie umiejętnością wyciągnięcia z takiej historii pewnej świeżości, która nie pozwoliła oderwać mi się od książki w ciągu nocy. 

 Świat widziany oczami osoby przetrzymywanej czyli Grace  w zamknięciu, zmuszanej do dziwnych praktyk względem oprawcy, zastraszanie i zmuszanie do grania przed innymi szczęśliwego małżeństwa nie jest normalne. Oprawcą jest Jack - prawnik, który pracuje na co dzień broniąc maltretowane kobiety.

 Autorka podzieliła książkę, przeplatając rozdziały wspomnieniami  z przeszłości, dzieląc je na te z teraźniejszości. Dwa światy i łącznik między nimi. Grace wie, że musi walczyć o uwolnienie, wie do czego zdolny jest jej mąż, oskarżając żonę o problemy psychiczne i wie, jak dobrym jest aktorem. Próby wezwania pomocy spełzają na niczym. Jack jest przy niej blisko w miejscach publicznych, nie pozwala jej na bezpośredni kontakt z osobami trzecimi. Grace wie, że wokół jej szyi zaciska się pętla, a ona ma coraz mniej czasu na ratowanie swojej siostry przed psychopatą i przed sobą. 

 B. A. Paris napisała historię, która uwiodła moje uczucia. Czytając nocą kolejne strony, nie widziałem możliwości pozytywnego rozwiązania tej historii. Samo zakończenie jest sprawiedliwe, ale pozostawiło we mnie wielki niedosyt. Świat nie dowiedział się prawdy o Jacku. Dla świata został on wzorowym obywatelem, prawnikiem broniącym prześladowanych. Polecam!!!

środa, 15 marca 2017

Hanni Münzer - "Marlene"

 Autorka jest dla mnie WIELKIM odkryciem. Nie czytałem jej poprzedniej powieści "Miłość w czasach zagłady", ale po przeczytaniu prebooka "Marlene" jestem w szoku. Dokładnie. Jestem w szoku.

 Miałem przeczytać kilka stron, a zarwałem noc, a do tego każdą wolną chwilę. Opowieść "Marlene" nie opuści mnie przez dłuższy czas. O czym traktuje autorka? Większość historii dzieje się w czasie zawieruchy wojennej, która dla tytułowej postaci i innych jest życiową tragedią. Marlene Kalten charakteryzuje się wielką odwaga, oraz niesamowitą chęcią do życia i do zaznania spokoju. Jej historia jest niezwykła, ale na tę niezwykłość składa się brutalność otoczenia i jej silna wola.

 Hanni Münzer pokazuje ogrom wojny i spustoszenia w ludziach, które im towarzyszą. "Marlene" to nie tylko wielka dawka emocji, ale również prawda o człowieku w okresie totalitaryzmu. Tą książką odczuwa się wszystkimi zmysłami. Nie potrafiłem jej odłożyć, nie potrafiłem przestać czytać, nie będę potrafił zapomnieć. "Marlene" wlała się do mojej wyobraźni i chyba zmieniła moje spojrzenie na ten trudny czas. Pisarka osadza akcję w Polsce, co dla niej, jako potomka najeźdźcy z pewnością nie jest łatwe. Czytelnik znajdzie tutaj wiele ciekawych scen, jak chociażby próba zamachu na Hitlera. Autorka nie bawi się w woalowanie pewnych scen, jak chociażby przygotowywanie kobiet do pracy w charakterze obozowych prostytutek.

 Ile może przejść najbardziej poszukiwana kobieta przez III Rzeszę? Marlene chroni bliskich, walczy o życie swoje, innych i o powrót do normalności. To piękne studiom ludzkich relacji w miejscu, w którym ludzie ulegają zwierzęcym instynktom. Po lekturze "Marlene" boli mnie dusza. Czas jej poświęcony był dla mnie niczym katharsis. Wierzę, że znajdzie się reżyser, który podejmie się ekranizacji tej niesamowitej powieści. Bez wątpienia "Marlene" oczaruje każdego, kto po nią sięgnie. Książka o wiele lepsza od "Słowika" autorstwa Kristin Hannah. Z przyjemnością przeczytam poprzednią powieść autorki. Serdecznie polecam!!!! 

poniedziałek, 13 marca 2017

Katarzyna Berenika Miszczuk - "Noc Kupały"

 Zafascynowany powieścią "Szeptucha" z przyjemnością zakupiłem kontynuację losów adeptki pretendującej do bycia lokalną "wiedźmą". Niestety, tym razem zachwytów nie będzie. Czytałem bardzo powoli, zalewany kolejnymi bogami, bożkami, nazwami, rytuałami itd. Jak się mówi co za dużo, to nie zdrowo. Czułem przesyt. Niektóre sceny rozwleczone do granic możliwości, a poczynania Małgorzaty i tok jej myślenia były dla mnie nielogiczne i niezrozumiałe. 
W kontynuacji brakło mi pewnego napięcia, czegoś, w co mógłbym uwierzyć, brakło mi tego, co mnie pociągało w  "Szeptuszy". 

"Noc Kupały" jest jak dla mnie zbyt przegadana. Czytałem opinie innych czytelników i zachwycają się lekturą. ja niestety, nie podzielam tego zdania. Ta książka z taką treścią mogła być  o połowę mniejsza objętościowo. Druga część nie spełniła moich oczekiwań. Bardzo tego żałuję, gdyż pani Miszczuk pisze ciekawie, ale tym razem jakby pisała pod publikę, być może na czas, z narzuconą ilością arkuszy wydawniczych. Tego nie wiem, ale chwilami czułem znużenie i wiele razy odkładałem książkę. To jest również powód, abym uważnie dobierał sobie kontynuację serii. 

 Sumując "Noc Kupały" znajdzie wielu fanów, ale ja jestem po tej drugiej stronie. Przykro mi, ale zawsze piszę w zgodzie ze swoimi odczuciami. Czy warto zaryzykować? Wielu czytelników zapewnia, ze warto. Decyzję pozostawiam potencjalnemu czytelnikowi.  Idealna dla fanów Miszczuk, idealna dla zbieraczy serii. Sam po kolejny tom raczej nie sięgnę. Dawno nie czytałem książki, której kontynuacja tak mocno mnie zirytuje.

niedziela, 12 marca 2017

Małgorzata Rogala - "Ważka"

 Od dawna zastanawia mnie pewna zależność. Kobiety piszą kryminały, które przecież same w sobie zawierają przemoc, ale co najlepsze, wychodzi im to często lepiej od piszących mężczyzn w tym gatunku.  Małgorzata Rogala jest mi znana z innych utworów. Kiedy sięgałem po książkę, spodziewałem się wysokiego poziomu lektury. 
Moje odczucia?

 Na początku, przez pierwsze kilkanaście stron nie potrafiłem się wdrożyć. Irytowały mnie postacie, miejsca. Zastanawiałem się dlaczego tak się dzieje. Zdecydowanie za dużo czytam książek pisanych przez zagranicznych pisarzy. Po kilku rozdziałach nastąpił przełom, było coraz lepiej, a kiedy zakończyłem lekturę, zrozumiałem o co naprawdę w tym chodzi. Fabuła. miejsce? To jest ważne, ale nie najważniejsze. Rogala uwiodła mnie tym, co kocham w literaturze. Doskonałe zarysy psychologiczne, napięcie, trzymanie czytelnika za czubek nosa i kolejne zwroty akcji. 

 Autorka pokazuje ciemne strony człowieka, skrywane tajemnice, brud wydobywający się   z czynów i myśli. Niesamowite jest to, że autorka napisała książkę, w której wielką rolę spełnia...książka. Pewnie gdyby ta nie została wydana, zostałoby uratowane kilka istnień ludzkich. 
 "Ważka" to historia traktująca o ludziach pogubionych, poranionych i poszukujących. Ich wybory są często dokonywane po omacku, pod wpływem impulsu. Czytając "Ważkę" miałem przed oczami obrazek oddychającego miasta z ich mieszkańcami. Pisarka pokazuje konfrontacje postaci z własnymi "lustrami". ich przeżycia, odczucia, ból jest prawie współodczuwany. Osoba pisząca w taki sposób musi charakteryzować się wielką dawką empatii. Pokazanie czytelnikowi tych emocji, przekazanie ich bez przerysowania i z taką delikatnością jest wielką klasą i niezwykle trudne do wprowadzenia do powieści. Autorce jak zwykle udało się to bez trudu. 

 Sama fabuła jest również misterna i ciekawa. Warto sięgnąć po "Ważkę", w której czytelnik znajdzie wiele smaczków i niespodzianek. Autorka ma doskonałe pomysły na fabuły swoich powieści, a co najważniejsze, potrafi umiejętnie je przekazać. Polecam!

środa, 8 marca 2017

Lucyna Klimczak - "Co-dziennik"

Co-dziennik to lektura, przy której musimy się zatrzymać. Dlaczego? Nie ma dwóch takich samych treści. W środku na każdej stronie mamy obrazek i krótkie zadanie, jakie powinniśmy wykonać. Cel? Myślę, że lepsze poznanie siebie i spojrzenie za jakiś czas na swoje wpisy z innej perspektywy.
Co - dziennik to zadania z kreatywności,z naszych odczuć. Czasami jest trudno szczerze sobie odpowiedzieć na zadane tam pytania. Są niebanalne, są zaskakujące. Czy po roku , kiedy wypełnię wszystkie zadania, stanę się innym człowiekiem? Pewnie tak. Co-dziennik uczy czytelnika analizy własnych zachowań, przekonań, spojrzenia na   siebie po roku w inny sposób. Najważniejsze jest to, że każde zadanie możemy wypełniać dobrowolnie, możemy przeskakiwać strony, omijać dane teksty, aby do nich wrócić po pewnym czasie. Ta książka inspiruje, uczy patrzeć na świat oczami dziecka, które jest w nas ukryte. Książka dla każdego, bez względu na wiek. Wspaniale relaksuje, ale także uczy nas odkrywania naszych przekonań. Gwarantuję, że będziemy mieli trudności z niektórymi zadaniami. Warto poświęcić chwilę każdego dnia przez rok, aby za 365 dni odkryć to, co zwyczajnie gubimy w pośpiechu.

Zakochałem się w tej książce. Pierwsze zadania za mną. To mądra książka, która bawi. Na uwagę zasługuje również okładka. Ramka, w której powinna ukazać się nasza twarz, a pod spodem imię i nazwisko. Doskonała książka będąca zamiennikiem poradników. Tutaj sami piszemy swoje spostrzeżenia i szybko zauważamy, jak bardzo zmienia się nasze spostrzeżenie dotyczące różnych aspektów naszego życia. Serdecznie polecam.

wtorek, 7 marca 2017

Zapowiedź wydawnicza



Kontynuacja bestsellerowej „Miłości w czasach zagłady” Hanni Münzer w księgarniach już 29 marca!

„Marlene” – kontynuacja losów bohaterek znanych z „Miłości w czasach zagłady” 29 marca trafi do polskich księgarń.
Hanni Münzer to fenomen na niemieckim rynku wydawniczym. Jej wydany własnym sumptem literacki debiut „Seelenfischer” („Rybacy dusz”) przez siedem tygodni utrzymywał się na szczycie listy najlepiej sprzedających się e-booków w Niemczech. W roku 2014 Hanni Münzer opublikowała „Miłość w czasach zagłady” („Honigtot”), która okazała się niebywałym sukcesem. Prawo do wydania papierowego uzyskało renomowane wydawnictwo Piper Verlag. Dzieje czterech pokoleń niezwykłych kobiet, o których losach przesądziły meandry historii, oczarowała pół miliona czytelników w Niemczech, otrzymała ponad 1600 recenzji na Amazon.de, z których średnia ocena wyniosła 4,5/5 gwiazdek, a prawa do przekładu zostały wykupione przez kilkanaście krajów. W roku 2016 polskiego wydanie powieści ukazało się nakładem wydawnictwa Insignis. Bohaterki „Miłości w czasach zagłady” jednak nadal skrywały przed czytelnikami wiele tajemnic, których odkrycia być może doczekamy się w kontynuacji pt. „Marlene”.
Monachium, lipiec 1944 roku. Marlene Kalten, przyjaciółka Debory Berchinger, stoi w milczeniu przed zbombardowaną kamienicą przy Prinzregentenplatz. Sądzi, że Deborah i jej mały braciszek Wolfgang nie żyją. Nic nie jest jednak w stanie złamać żelaznej woli Marlene, która odważnie rzuca się w wir walki i wkrótce staje się najbardziej poszukiwaną kobietą w Rzeszy. Poznaje niezwykłe osoby i nawiązuje wyjątkowe przyjaźnie, w końcu spotyka miłość swojego życia – mężczyznę, który nie dbając o własne życie, gotów jest zrobić wszystko, by uratować niewinne dzieci.
Wkrótce Marlene staje wobec tragicznego wyboru: może zmienić losy wojny i ocalić miliony ludzi, lecz ceną za to będzie śmierć mężczyzny, którego kocha.
Perfekcyjne połączenie thrillera i powieści historycznej. – „Welt am Sonntag”
Wielki manifest na rzecz pokoju, porywający i pełen pasji. – vorstadtleben.de
Marlene to silna kobieta, która stawia czoła wojnie, nie lęka się niebezpieczeństw i walczy o swoją miłość. Jestem absolutnie zachwycona i mogę tylko gorąco polecić lekturę tej powieści. – Annette Tracks, „The Huffington Post”

niedziela, 5 marca 2017

M. L. Stedman - "Światło między oceanami"

 O książce słyszałem długo przed jej premierą. Szybko zaintrygowała mnie treść, a to za sprawą latarni. Sama fabuła wydała mi się równie interesująca. Sprawa dotycząca sprzedaży do 41 krajów i tłumaczenie na 40 języków było sprawą drugorzędną. często łapię się na tym, że to co jest mocno reklamowane, niekoniecznie trafia w moje gusta. 

  Pierwsze strony "Światła między oceanami"  nie przypadły mi do gustu. Wtedy chciałem odłożyć lekturę na inny czas. Nie zrobiłem tego. Sam nie wiem dlaczego. Po kilkunastu stronach wszystko się zmieniło i było coraz lepiej, coraz piękniej. 

 Dla mnie ten debiut jest niezwykły. Historia na pozór prosta, można rzecz, iż banalna, ale jakże głęboka w swoim przesłaniu. Nie będę tutaj pisał o fabule, ale generalnie chodzi o sprawę macierzyństwa, o wybory. Czy zawsze należy kierować się sercem, czy też dobrem drugiego człowieka? 

 Ta książka zawiera niezwykle głęboki ładunek emocjonalny. Wręcz uzależnia od siebie. Napisana pięknym językiem, wszystko tutaj jest niezwykłe. Zarówno tło - ocean, miasteczko, jak i ludzie. Dwie matki, jedno dziecko. 
W trakcie lektury zastanawiałem się nad zakończeniem. Tutaj nie mogło być szczęśliwego zakończenia. Aspirująca pisarka zdała ten egzamin celująco, trzymając czytelnika  w napięciu do ostatniej strony. Mam wrażenie, iż pani Stedman napisanie tej powieści przyszło z dużą łatwością. Lekkość stylu, fabuła, w której czytelnik nie gubi się i brak wielowątkowości to wielkie plusy. 
Nie miałem pojęcia, że ta książka tak mocno zapadnie mi w pamięć. Szczególnie polecam tym, którzy nie chcą mieć dzieci, oraz matkom po utracie potomstwa. Ta ksiąka dla wielu (szczególnie kobiet)  może być czymś w rodzaju seansu terapeutycznego. Towarzysza jej niezwykłe emocje. To niezwykle piękna historia, osadzona  w ciekawym miejscu i czasie. Z pewnością sięgnę po adaptację filmową, ale trudno będzie przebić tą niezwykłą opowieść, przenosząc ją na ekran telewizora. Serdecznie polecam.

piątek, 3 marca 2017

Doris Lessing - "Drugie opowieści afrykańskie"

 Doris Lessing jest mi niezwykle bliska, ze względu na poruszane problemy w  swoich tekstach i prosty język, którym operuje.  Znakiem rozpoznawczym noblistki jest człowiek w  centrum. Stawia na problemy, nie ucieka od nich, ale przybliża do nich. 

 Ta książka jest kontynuacją "Opowieści afrykańskich". Zawiera 14 opowiadań traktujących o człowieku, przyrodzie, czyhających pułapkach w Afryce i zwierzętach. Większość opowiadań jest umiejscowiona w czasie przed II wojną światową. Pisarka pisze o białej rasie żyjącej na tym niegościnnym kontynencie. Opowiadania są mocno zróżnicowane, ale każde jest niezwykłe. To prawdziwy majstersztyk, do tego pięknie wydany.

 Autorka sama urodziła się i wychowała  w Afryce, co bez wątpienia pomogło jej w napisaniu opowiadań. Jak zwykle jest  ciekawie, obrazy są plastyczne i kolorowe, a postacie niczym żywe. Pisarka w swoich tekstach ociera się o problemy kobiet, bardzo mocno wchodzi w role obserwatora środowiska tego lokalnego, oraz dalszego. Wspaniałe opowieści. Polecam.


Dan Brown - "Początek"

Każda książka Browna to wielkie wydarzenie na każdym kontynencie, przypominające mi do pewnego stopnia fenomen autorki Harrego Pottera...