sobota, 9 grudnia 2017

Michael Poore - "Dziesięć tysięcy żyć"


Sam tytuł mówi wiele i wiele obiecuje. Czytelnik wpada w dziurę czegoś, co można nazwać reinkarnacją, a raczej szansami w kolejnych życiach na stanie się lepszymi. W każdej religii dążymy do tego, aby być lepszymi, aby nasze życie było piękne, harmonijne i zgodne z wytycznymi naszej wiary. Ta książka jest zmienna. Faluje niczym ocean. Czy dalej jesteśmy brzegu, tym mocniej rozumiemy życie i czujemy, że nie możemy go zmarnować w żaden sposób. Jedna osoba, wiele istnień i charakterów. Autor pięknie przemyca tutaj filozofię istnienia i przemijania. Autor stawia pytanie o byt, jestestwo, o drogę, jaką jest nam dane podążać i o to, kim naprawdę jesteśmy. A całość została napisana w taki sposób, że trudno jest się oderwać od tej lektury. 

 Wbrew pozorom nie jest to prosta historia o inkarnacji, chociaż wielu osobom kojarzy się właśnie z nią. Nie jest w tym nic dziwnego. Mnie opowieść kojarzy się z misją, jaką mamy do spełnienia na ziemskim łez padole, nie ważne kim jesteśmy i kiedy żyjemy.

 Ujęła mnie ta książka. Mam wrażenie, że autor włożył w tę historię wiele pracy i naspanie jej przyniosło mu ulgę. Odnosiłem wrażenie w czasie lektury, że ta książka jest autoterapią autora. Możliwe, że się mylę, ale takie są moje odczucia. Lektura zdecydowanie warta uwagi. Polecam. 
Prześlij komentarz

Remigiusz Mróz - "Zaginięcie"

 Z książkami Remigiusza Mroza mam problem. Jedna jest w moich oczach wybitna, a kolejna słaba. Według mnie "Zaginięcie" jest cz...