niedziela, 5 lutego 2017

Richard Paul Evans - "Ścieżki nadziei"

 Evansa darzę szczególną estymą. Nie wiem, skąd się to we mnie wzięło, ale kiedy zobaczyłem piąty tom "Dzienników pisanych w drodze", nie mogłem pozwolić sobie na szybki zakup, mimo tego, iż mam braki w poprzednich tomach.

  Proza Evansa do mnie przemawiała i nie wiem, co się stało, ale teraz kompletna klapa. Oczywiście przeczytam inne tomy (czyli 2-4), ale czytając tom piąty co jakiś czas zerkałem, czy oby na pewno napisał to Evans. Nie wiem, czy goniły go terminy podpisanej umowy, czy chciał to zwyczajnie skończyć, zmęczony podróżą Alana, ale ten tom mnie zupełnie nie porwał. Banał goni banał, nawet nie uratowały tego dzienniki pisane przez ojca. 

 Brakło mi tutaj artystycznej wrażliwości autora, brakło mi konstrukcji scen i tego, czego nie sposób określić. Zwyczajnie wynudziłem się w czasie czytania. 
Choroba ojca, śmierć, droga, koniec podróży. Bardzo szybki i bardzo ogólny zarys, ale jak dla mnie na wyjątkowo niskim poziomie. 
 Evans słynie z wielkiej wrażliwości i umiejętności przekazywania jej na karty książek i zarażania nią czytelników. Tym razem zachwytów nie było, wszystko było sztuczne, momentami nudne. 

 Evansa stać na wysoki poziom, o wiele wyższy od tego, co przedstawia w tej książce. Nie wiem, być może to wina tłumaczenia, być może wina przemęczenia autora. Tak czy inaczej, czekam na dawnego Evansa.

Michael Lewis - "Wielki szort"

 Książka wpadła w moje ręce przypadkowo. A podobno nie ma przypadków. Ta książka tąpnęła moją wiedzą na temat instytucji zajmujących się...