Anna Sakowicz - "Złodziejka marzeń"

 Ta książka otwiera tzw. trylogię kociewską, a także moją przygodę z prozą autorki. Sama historia jest prosta, co akurat jest na plus. Pisarka nie buduje miliona wątków pobocznych, nie wprowadza kolejnego miliona nowych postaci, co w niektórych książkach jest wielką pomyłką. 

 Poznajemy Joannę, nauczycielkę, która marzy o napisaniu książki. Decyduje się na roczny urlop w szkole, w której pracuje, po czym wmanewrowana przez własną matkę pod pretekstem opieki nad chorą ciotką. Sam urlop jest poczyniony ze względów zdrowotnych, ale czy to wystarczy. Tak więc nauczycielka ląduje z rezolutną córeczką w Starogardzie Gdańskim. Tutaj poznaje kilka osób, które nieźle namieszają w życiu kobiety. Sama zresztą nie pozostanie bez winy. 

 Anna Sakowicz napisała ciepłą historię o sprawach ważnych, ale wszystko podane w sposób lekko strawny, zakropione sporą dawką humoru.  Poruszane wątki są życiowe, a ich przeniesienie na karty książki z pewnością może pomóc wielu osobom. 

 Autorka wprawiała mnie w zadumę, abym po chwili parskał śmiechem. "Złodziejka marzeń" to połączenie polskiego "Ja wam pokażę" autorstwa Katarzyny Grocholi z amerykańskim "Dziennikiem  Bridget Jones" Helen Fielding. Lektura lekka i przyjemna. Polecam.

Barbara Rybałtowska - " Szkoła pod baobabem"

  Drugi tom sagi prowadzi nas do gorącej Afryki. Ponad dwa lata mieszka w Ugandzie, w obozie Kodża. Tom opowiedziany z punktu widzenia ki...