J.D. Robb - "Śmierć i mrok"

  Zacznę od tego, że nie jest to typowy kryminał, w którym jest wielkie napięcie, a w tle ścieli się trup. Tak nie jest, ale nie jest to bynajmniej wada. Morderstwo w czasie kinowego seansu jest wstępem do tego, co się ma wydarzyć. Śmierć przypadkowa? Wszak przyjaciółka wychodzi na moment odebrać ważny telefon. Może gdyby nie było tego telefonu, obie kobiety by żyły? Morderstwo wygląda na zaplanowane, ale nie ma wielu śladów czy poszlak. Do czasu, kiedy do prowadzącej śledztwo Eve Dallas zgłasza się pisarka twierdząca, że napisała wcześniej kryminał, w którym akcja przebiega tak jak miało to miejsce w kinie. I nie jest to pierwsza sprawa przypominająca akcję z książek autorki. Kto się kryje za morderstwami? Obsesyjny fan pisarki? A może ktoś zupełnie niezwiązany z jej kryminałami? 

 Pomysł na książkę ciekawy, realizacja również dobra, ale brakło tutaj pewnego rodzaju smaczku, dreszczyku kryminalnego. Od początku widać, że pod pseudonimem J.D. Robb ukrywa się kobieta Nora Roberts. Nie ma w tym niczego ujemnego. Książka sama w sobie może nie jest zbyt odkrywcza, ale zasługuje na przeczytanie ze względu na fabułę i postacie, które są wiarygodni w swoich działaniach. Ta  jest ciekawa, rozbudowana i zawiera wiele intrygujących tematów. Do tego losy postaci, które są równie ciekawe. Warto przeczytać.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szanowny czytelniku. Jeżeli masz jakieś zapytanie lub też chcesz się ze mną podzielić spostrzeżeniami to proszę o kontakt mailowy, gdyż rzadko odpisuję na komentarze pod postami. Proszę o wyrozumiałość i dziękuję za obecność w moich skromnych progach. Komentarze anonimowe, wulgarne oraz obrażające innych są kategorycznie usuwane.

Tomasz Betcher - "Szczęście z piernika"

 Moje kolejne spotkanie z autorem i Tomasz Betcher wpisuje się na moją krótką listę piszących, których cenię za warsztat i za fabułę powi...