środa, 30 listopada 2016

Austin Wright - "Zwierzęta nocy"

 Książkę zakupiłem pod wpływem impulsu. W kinowych zapowiedziach zobaczyłem zapowiedź adaptacji filmowej książki i jak zwykle nie potrafiłem sobie odmówić porównania. Książka już za mną, a film w najbliższym czasie. 

 Wydawca reklamuje książkę jako arcydzieło literatury amerykańskiej. To mnie trochę zmyliło. Nie wiem, czy istnieją kryteria pozwalające okrzyknąć utwory arcydziełami, ale nie ulega wątpliwości, że "Zwierzęta nocy" są dobrze napisaną prozą. 

 Historia na pierwszy rzut oka może wydawać się odgrzanym kotletem. Susan otrzymuje od byłego męża Edwarda rękopis nowej powieści. Doskonale zna poprzedniego partnera, aspirującego pisarza, bez większych sukcesów na koncie. Sama jednak zmusza się do przeczytania skryptu, który ją zaskakuje. Kobieta znajduje w tej ponurej i niezwykle smutnej historii odniesienia do swojego życia. Kobieta zanurza się w tej historii, z trudem przenosząc się do świata rzeczywistego, do hałasujących dzieci, swoich obowiązków i utyskiwań męża. 

 Wright stworzył niezwykle sugestywną opowieść o tym, jak jedno wydarzenie wpływa na resztę naszego życia. Zwykłe wydarzenie, jakim jest jazda na opustoszałej autostradzie, doprowadza do tragedii. Akcja jest powolna, autor pozwala sobie na podawanie szczegółów, skupia się na postaciach, rysuje ich osobowości, nadaje im realny kształt, czasami będący czymś więcej. Gwałty, morderstwa i mąż, Tony,profesor matematyki, który traci żonę i córkę. Czy można żyć nadal, kiedy życie na pozór się kończy? Zemsta? Brak dowodów, brak świadków. Kiedy zabłyśnie światełko w tunelu, wtedy zacznie się polowanie na...

 Autor pokazuje granice ludzkich percepcji cierpienia i bólu, naznacza ich granice. Wszystko jest niepewne, ale w sukurs przychodzi strażnik prawa, który twierdzi, że mają podejrzanych. Tony musi przylecieć na konfrontację. 

 Wright zaskoczył mnie zakończeniem, ale także zasiał we mnie pewien rodzaj niepokoju, związany z wyborami ludzi, z zaburzeniami natury psychicznej. Cały utwór odebrałem niezwykle sugestywnie. Pisarz ma dobre pióro, zasługujące na poznanie. Mimo trudnego tematu wybiorę się do kina. Warto przeczytać.

niedziela, 27 listopada 2016

John Irving - "Jednoroczna wdowa"

 Irving po raz kolejny mnie zaczarował, mimo tego, że jego utwór jest przesycony erotyką. Dobry autor wie, gdzie leżą granice smaku. Irving do nich należy. Początkowa scena nakrycia matki z kochankiem przez kilkuletnią dziewczynkę jest odzwierciedleniem odwagi pisarza. 

 "Jednoroczna wdowa" to utwór opowiadający życie wziętej pisarki Ruth Cole. Ruth odnosi wielkie sukcesy w życiu zawodowym, ale to nie przekłada się w żadnej mierze na jej życie prywatne. Jej uczucia są dalekie od tych, opisywanych w swoich powieściach. Historia o rozpadzie rodziny i konsekwencjach tego rozpadu w dorosłym życiu kobiety. 

 "Jednoroczna wdowa" to słodko - gorzka prawda o ludziach zamkniętych w swoich domkach składających się z murów samotności. Z jednej strony łakną bliskości, jednak strach przed odrzuceniem powoduje u nich odruchy blokady.

 Irving po raz kolejny pokazuje klasę w swojej opowieści, zmierzając się z tematem niezwykle trudnym i złożonym. Czyni to w sposób subtelny, a momentami okraszony humorem. Doskonały rys każdej postaci, piękne kreski podkreślające indywidualności i różnice występujących tutaj ludzi, uwikłanych w sieci własnych ograniczeń. 

 Twórczości Irvinga chyba nie można porównywać z innymi, żyjącymi pisarzami. Poszedł własną ścieżką, co jest zdecydowanie właściwym posunięciem. Mnie zachwyca każda powieścią. Niezwykły talent, a przy tym skromny człowiek, zachowujący kontakt z rzeczywistością, ale w utworach bywa z tym różnie. Autor dużej wyobraźni. Mój ulubiony. Serdecznie polecam.

piątek, 25 listopada 2016

Eric -Emmanuel Schmitt - "Noc ognia"

 Schmitta zwyczajnie uwielbiam. Czytam wszystko, co pisze i wszystkim się zachwycam. "Noc ognia" to książka niezbyt duża objętościowa, ale bogata w treść. Nie miałem pojęcia, że w tej książce odnajdę coś więcej, niż sam tekst. 

 Autor wchodzi tutaj w sferę ducha, metafizyki, ateizmu i wiary w Boga. To historia człowieka zagubionego w swoim życiu. Jego decyzja wyjazdu na Saharę okazała się być dla niego zbawienna. Nie towarzyszy mu wiele osób, wręcz przeciwnie. Rozmowy z przewodnikami są ciekawe, ale również naznaczone tym, co dotyczy życia. 

 Schmitt sięga po doświadczenia z własnego życia, wydobywając na świat fakty dotyczące relacji z Bogiem. Mamy tutaj porównanie dwóch myślicieli - katolickiego księdza i zagorzałego ateisty. Który ma rację?

 Człowiek poznaje siebie w sytuacjach ekstremalnych. Kiedy nasz bohater gubi się wieczorem na pustyni w samotności, zaczyna rozumieć, że może nie przeżyć. Ziemię otula ciemność, a wraz z nią nadchodzi strach. Czy wystarczy krótki czas na zmianę myślenia? Zakończenie tej opowieści jest niezwykle piękne.

 Schmitt napisał utwór, który mocno mnie poruszył. Jak zwykle pięknie operuje słowem, jak zwykle trudno jest zapomnieć o tym, co się przeczytało. Dla mnie kolejne książki Schmitta to nadchodzące święta, które nabożnie celebruję. Schmitta się nie czyta, Schittem się delektuje.  "Noc ognia" to książka skierowana dla ludzi, poszukujących pięknej lektury. Tutaj dzieje się wiele, ale dla tej lektury trzeba zarezerwować czas. Intymna, przemyślana i zwyczajnie piękna historia o życiu. Polecam!!!!

wtorek, 22 listopada 2016

Luca D'andrea - "Istota zła"


 O książce usłyszałem jakiś czas temu, otrzymując wydrukowany darmowy fragment. Pamiętam teksty w stylu "Powieść, do której prawa zostały sprzedane do ponad 30 krajów". Przeczytałem o zachwytach samego Stephena Kinga. Wtedy odłożyłem mini - książeczkę z rozdziałem, która wkrótce jednak trafiła w moje dłonie. Przeczytałem i wiedziałem, że MUSZĘ przeczytać.

 W "Istocie zła" jest coś niepokojącego. To coś o wiele więcej, od trzymania czytelnika w napięciu, chociaż cała opowieść jest mistrzostwem. Niestety, niewiele mogę tutaj napisać  z fabuły, aby nie być posądzonym o spoilerowanie. 

 Generalnie chodzi o wypad do gór, spotkanie z Bestią i Syndrom Stresu Pourazowego. Oczywiście jest to bardzo, ale to bardzo ogólny zarys. Autor popisał się doskonałą znajomością meandrów ludzkiej psychiki, czasami tej mrocznej, o której istnieniu sami nie mamy pojęcia. 

 "Istota zła" pokazuje pierwiastek, a raczej mechanizm, który może zepchnąć człowieka do najgorszych czynów. To niezwykle mroczna opowieść, która niesamowicie przyciąga niczym magnes i uzależnia. Szukałem utworu podobnego, ale nie potrafiłem jej porównać do niczego, co czytałem. Czy D'andrea wykuwa nowe trendy w literaturze? Tego nie wiem, ale jestem przekonany o jego wielkim toalecie i czekam na kolejny, równie błyskotliwy utwór. "Istota zła" została napisana w sposób przemyślany. Autor zadbał o realizm opisów, a sam język jest prosty, ale pozbawiony taniego prostactwa i wulgaryzmów. 

 Polecam "Istotę zła'' każdemu dorosłemu czytelnikowi. Ta książka jest w pewnej mierze książką o każdym z nas.

sobota, 19 listopada 2016

Kristin Hannah - "Słowik"

 O wojnie napisano wiele rozpraw naukowych, powieści i innych gatunków. Można by rzecz, że temat jest wyczerpany. A jednak czasami pojawia się perełka, która wprowadza czytelnika w stan emocjonalnego rozchwiania, a sama lektura staje się wywyższona do rangi świętości.

Kristin Hannah nie napisała niczego odkrywczego, jakby mogło się wydawać. Mamy historię dwóch sióstr, ich ojca i ich trudnych relacji. A wszystko rozpoczyna się u progu rozpoczęcia II Wojny Światowej. 

 "Słowik" jest powieścią niezwykłą ze względu na klimat w niej panujący, język czy też tło. Autorka perfekcyjnie opisuje czas jakże trudny, który zmienia mieszkańców Francji. To w tym kraju osadziła swoją opowieść. 

 Dwie siostry, wydawać się może, że na pozór znacząco różniące się od siebie, a jednak...Wybuch wojny, a za nim idące konsekwencje zmieniają psychikę i decyzje, które często muszą być podejmowane w ułamku sekundy. 

 "Słowik" jest dla mnie przykładem książki, w której pisze się w sposób doskonały o przemocy, ale bez wulgaryzmów, a same sceny przemocy  ograniczając do minimum. Pisarka poszła w stronę relacji międzyludzkich, czasami mocno zagmatwanych, które niosą za sobą czasami szalone wybory. Kristin Hannah pokazała człowieka  w sytuacji ekstremalnej, ale skupiając się na jego pozytywnych stronach. 

 Czasami jest tak, że cokolwiek napisze się o utworze, to nie będzie nawet w połowie oddaniem emocji, które towarzyszą czytelnikowi. Tak było ze mną w tym przypadku. "Słowik" wędruje u mnie na najwyższą półkę.

 Ta książka jest niezwykła sama w sobie. Napisana z wielkim rozmachem, dopracowana w każdym calu przypomina to, co odchodzi powoli w niepamięć. Niezwykle piękna opowieść o rodzinie, o miłości, odwadze. Serdecznie zachęcam do tej lektury.

wtorek, 15 listopada 2016

Marie Tourell Søderberg - "Hygge. Duńska sztuka szczęścia"

 Na uwagę zasługuje okładka, przypominająca drobinki złota na ciemnym tle. Muszę przyznać, że w rzeczywistości wygląda ona  niesamowicie. Do tego twarda oprawa czyni ją trwalszą. Niestety, czcionka jest bardzo mała, co z pewnością dla wielu czytelników okaże się być problemem.

 Hygge jest słowem, którego używają Duńczycy, oznaczające filozofię życia. Nie ma dokładnego odpowiednika  w języku polskim, ale przeglądając książkę, gdyż połowa książki to obrazki, jakoś nie znaleźć w niej niczego zakasującego i odkrywczego. Mnie hygge przypomina połączenie feng- shui z połączeniem pomieszanych filozofii życiowych.

 Książka traktuje o zwyczajach panujących w Danii, w narodzie uznanym za najszczęśliwszym na całym globie. Ta książka daje odpowiedź dlaczego tak się dzieje. Każdy człowiek potrzebuje ciepła i bliskości innych osób, a wtedy doznaje czegoś, na kształt hygge. Ale hygge to również umiejętność cieszenia się z codziennych drobiazgów, jedzenia czy spacerów. Miałem wrażenie, że autorka napisała te książkę na siłę, wszak jest znaną autorką w swoim kraju. 


niedziela, 13 listopada 2016

Alex Marwood - "Zabójca z sąsiedztwa"

 Na początku zaznaczę, że nie jest to typowy kryminał i za to moja ocena idzie do góry. Historia grupy ludzi, nie znających się na początku, podchodzących do siebie z wielką dozą nieufności. Każdy z lokatorów wynajmuje pokoje w kamienicy, która nie jest przesadnie luksusowa, ale daje coś w zamian. Właściciel Kamienicznik nie wiele pyta o kwestie, które powinny go interesować w przypadku przyjmowania lokatora. Wszystko sprowadza się do regularnego płacenia czynszu. To oczywiście początek tego, co dostajemy w tej naprawdę niesamowitej historii. 

 Za każdym z lokatorów ciągnie się przeszłość, z którą próbują zerwać. Nic nie jest oczywiste. Autorka odkrywa karty powoli, co prowadzi czytelnika na wyżyny ciekawości co wydarzy się dalej. A dzieje się wiele. Pomysłowość Alex Marwood wydaje się nie mieć granic. Całą historia to doskonale skonstruowane studium ludzkiego cierpienia, opartego na strachu i niepewności, prowadzącej do zachowań anormalnych. 

 Jest w tej opowieści pewien klimat, nieznany mi z książek innych autorów. Samo zakończenie z jedna z postaci (Cher) zasługuje na Oscara. Po tej lekturze zaczniesz się zastanawiać jak dobrze znasz swoich sąsiadów. Ściany i mury przechowują tajemnice.

 "Zabójca s sąsiedztwa" to książka, od której nie mogłem się oderwać. Jednak pojawiają się autorzy, potrafiący pisać z wielką dozą świeżości. Jakiś czas temu zakupiłem ebooka z poprzednią powieścią autorki i czuję, że za niedługo będę musiał po niego sięgnąć. Nie ma nic przyjemniejszego od przeczytania historii kryminalnej z rozbudowanym wątkiem obyczajowym. Jak dla mnie bomba. Polecam.

piątek, 11 listopada 2016

Marlon James - "Krótka historia siedmiu zabójstw"


  Na początku mój wzrok przykuła okładka, przypominająca mi płytę gramofonową lub płytę cd. Krążek? Według mnie celnie, skoro chodzi o legendę Boba Marleya. Ale czy oby na pewno? Do tego napis:" Laureat Nagrody Bookera 2015". Staram się wszystkie nagrodzone pozycje tym wyróżnieniem. To prestiż i pewność, że sięgam po utwór na bardzo wysokim poziomie.

 "Krótka historia siedmiu zabójstw" do "krótkich" nie należy. To blisko 750 stron czytania niezbyt dużym drukiem. Nie wiem, od czego zacząć. Zacznę od minusów. Książka jest nasycona wulgaryzmami, scenami przemocy i najeżona błędami ortograficznymi i stylistycznymi. Kiedy zakończyłem kilkanaście stron, zacząłem zastanawiać się, czy oby na pewno dostałem egzemplarz sprzed korekty. Potem zrozumiałem. Przecież to przemawia rzesza postaci, autor oddaje głos wielu postaciom, które mają "coś" do powiedzenia, czasami niewiele wnosząc do tej historii, ale są uwikłane w całość tej składanki. 

 Teraz przejdę do plusów. "Krótka historia siedmiu zabójstw" jest oryginalna i z pewnością to zaważyło na nominacji i na nagrodzie. James pisze o swojej ojczyźnie, nie tylko w sposób "ugrzeczniony", ale także pokazuje ciemne strony Jamajki. Przekrój czasowy jest wielki, a same wydarzenia są gwałtowne, czasami przyspieszają, aby nagle zwolnić, niczym serce. W tej historii dzieje się wiele, a sam autor nie boi się szokować, stawia na naturalizm i język ulicy. Po lekturze muszę przyznać, że mimo niechęci do takiego języka, tutaj jest on jak najbardziej uzasadniony.

 "Krótka historia siedmiu" zabójstw to niesfilmowany dokument, może trochę zbyt fantastyczny i odrealniony, ale doskonale wpisuje się w kanon współczesnego odbiorcy, mającego dosyć ugrzecznionych historyjek. 
W tę książkę trzeba się zaangażować, aby ją zrozumieć. Z pewnością nie jest ona przeznaczona dla każdego. Język i sceny mogą szokować, a nawet zniechęcić. 

 Wysoko oceniam prozę Jamesa, jednocześnie gratulując mu odwagi i uporu. Na tylnej okładce w notce jest informacja: " ...Zadebiutował w 2005 roku powieścią Crow's Devil. Wydawcy odrzucali książkę 78 razy, ale po opublikowaniu znalazła się m. in. wśród finalistów Los Angeles Times Book Prize oraz Commonwealth Writes Prize". 

 Tej powieści nie można opisać, ją zwyczajnie trzeba przeczytać. Ma w sobie coś z niepokoju, ale również coś z nadziei. Takich książek nie piszę się na kolanie. Polecam!!!

Archiwum bloga

Obserwatorzy

Łączna liczba wyświetleń