poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Richard Flanagan - "Ścieżki północy"

 Jakiś czas temu postanowiłem przeczytać jak najwięcej powieści autorów, którzy zdobyli nagrodę Bookera.  Wiem, że Ci literaci piszą wyjątkowo, mają swój własny głos, nie powielają schematów. Sunday Times napisał o "Ścieżkach północy", że jest to zniewalająco piękna powieść. Czy w moim mniemaniu taka jest?

 Historia nietuzinkowa, momentami zadziwiająca i wbijająca w fotel, ale jednak czegoś mi tutaj brakło. Długo zastanawiałem się, czego. Teraz już wiem. Brak chronologii. Czułem się trochę wyobcowany. Ale czym głębiej wchodziłem w tekst, tym mniej mi to przeszkadzało. W końcu zostałem porwany.  Poznajemy Dorrigo Evansa - chirurga  operującego w japońskim obozie. Dorrigo nie robi tego z wielkim zaangażowaniem, jest rozdarty wspominając swoje dawne życie. Żyje wspomnieniami niezbyt odległego w czasie romansu. Stara się przetrwać piekło wojny.

 Książkę można odczytywać w wymiarze historycznym. Ale nie tylko. Irytowały mnie "przeskoki w czasie"  w początkowej części książki. Dla mnie najważniejszy tutaj jest wymiar skrywanego buntu i wspomnień, które mogą ratować życie, ale także są najlepszą drogą do zniewolenia. 

 "Ścieżki północy" dla Europejczyka mogą być nie do końca zrozumiałe. Ale jednak warto podjąć ryzyko i przeczytać książkę, która nie należy do najłatwiejszych w odbiorze, ale zawiera w sobie wielką siłę. 

 Genialność tej książki tkwi w jej sile, która jest wielka i niesie nieprawdopodobną energię. W tej historii odnalazłem coś z siebie, kawałek własnej duszy. Tutaj nic nie jest proste, jednoznaczne. Polecam.

 

czwartek, 25 sierpnia 2016

Joanna Tlałka-Stovrag - "Jeszcze żyję..."

 Dzisiaj napiszę o książce, którą przeczytałem dzięki uprzejmości Autorki. Książka aktualnie nie jest dostępna, ale planowane jest jej wznowienie. Na szczęście dla czytelników. Dlaczego? 

Książka ma w mojej ocenie dwa minusy. Pierwsza to okładka, która chociaż jest wymowna, to jednak nie przykuwa wielkiej uwagi, a druga czcionka, która powinna być według mnie ciut większa. Z drugiej strony tłumaczę to czasami, w jakich została wydana.  Oczywiście nie jest to wina Autorki, ale nieistniejącego już wydawnictwa. 

 A teraz to, co najważniejsze, czyli treść. W życiu nie spotkałem osoby, która pisze tak otwarcie, a przy tym z wielką wrażliwością i pietyzmem o swoim życiu. Dwa kraje, dwie religie, dwie zakochane w sobie osoby. Wybucha wojna, a ich rozłąka zacieśnia ich miłość. 
Nie wiem, czy przeczytałem kiedyś historię, która mnie poruszyła w takim stopniu. W trakcie lektury pojawiły się łzy, gdyż oczami duszy zatęskniłem za czymś tak pięknym i czystym. A nie jestem skłonny do takowych wzruszeń. 

 Joanna Tlałka-Stovrag  napisała utwór, nie będący powieścią, ale czymś na kształt autobiografii. Nie ma tutaj zafałszowania, ale wszystko jest opowiedziane niczym historia z "krainy łagodności". Ta historia zapada gdzieś głęboko w  duszy, kiedy czytamy o ślubie, o tęsknocie i wysyłanych listach. A jest tego o wiele, wiele więcej. Do tego obcojęzyczne zwroty i słowa, jakże perfekcyjnie wplecione w opowieść. A wszystko zaczęło się w czasie praktyk studenckich w Sarajewie. 

 W tej historii pojawia się postać mojego ulubionego, niestety nieżyjącego Waldemara Milewicza. Pamiętam dzień, w którym podano informację o jego śmierci. Niestety, ludzie szybko zapominają.  A przecież nie możemy grzebać pamięci o takich ludziach, jakże zasłużonych dla innych. 

 Książka zawiera wiele niespodzianek, tworzących coś na kształt kawałków, a ostatecznie powstaje piękna mozaika. Autorka umieszcza również fotografie z tamtych czasów. 

 "Jeszcze żyję..." to coś więcej niż książka. Znajdujemy tutaj wszystko, czego podświadomie poszukujemy w codzienności.  Walka o życie, rodzące się uczucie, wielka miłość rozwijająca się mimo wielu przepaści. Historia opisująca wojnę z jej konsekwencjami. Joanna Tlałka-Stovrag doskonale wyważyła proporcje, serwując niezwykle ciekawą lekturę, wobec której nie można przejść obojętnie. 

 Autorka z wykształcenia jest  tłumaczką języka chorwackiego, bośniackiego i serbskiego. W czasie wojny na Bałkanach towarzyszyła Waldemarowi Milewiczowi jako tłumacz w wyjazdach organizowanych przez TVP. 

 "Jeszcze żyję" punktuję w skali 10 na 10. Tę historię napisało życie i z pewnością nadaje się ona na adaptację fabularną. Tak czy inaczej kibicuję Autorce w poszukiwaniach wydawcy, który wydobędzie z tej książki wszystko, co najpiękniejsze i trafi ona do szerokiego grona odbiorców. Serdecznie polecam.

niedziela, 21 sierpnia 2016

Artur Urbanowicz - "Gałęziste"

 Po powieść sięgnąłem przypadkowo, właściwie impulsem była propozycja autora.Niezbyt często sięgam po debiuty, gdyż nigdy nie wiem, czego mogę się spodziewać. Pan Artur jest młodym człowiekiem i "Gałęziste" to historia młodej pary jest jego odpowiedzią na to, co drzemie w jego duszy i w jego wyobraźni. Obiecałem szczerą opinię, nie stosuję taryfy ulgowej ze względu na staż w literackim świecie.

 Okładka jest czarno biała. Widzimy młodą kobietę, będącą w dziwnej figurze, niczym ukrzyżowania, wkomponowaną w drzewo. Okładka wprowadza czytelnika w tematykę, która jest mroczna i tajemnicza , a przy tym jest w niej coś niepokojącego. Niestety, książka jest klejona, ale po przeczytaniu widzę, ze klej jest solidny i wytrzymała moje wertowanie. Więc ta kwestia na plus.

 O czym opowiada młody autor? Młoda para ( Karolina i Tomasz) wybiera się na wspólny wypad w słabo zaludnione tereny. Wszystko dzieje się w okresie Triduum i Świąt Wielkiej Nocy. Kiedy przyjeżdżają na miejsce, okazuje się, że w miejscu, w którym zarezerwowali pokój, nikogo nie ma. Po kolejnej próbie połączenia się ktoś odbiera, informując, iż ...zapomnieli o ich rezerwacji. W ramach rekompensaty proponują darmowy pobyt u innych gospodarzy, w sąsiadującej wiosce. Tutaj okazuje się, że w domu kolejnych rodziny zmarł dziadek, a to dopiero początek "niespodzianek".

 Zacznę od plusów. Autor ma bez wątpienia wielki talent, z pewnością o nim usłyszmy, ja jednak nie wiem, kto ma być końcowym odbiorcą? Za dużo wulgaryzmów, za dużo kolokwializmów. Ja jestem w stanie zrozumieć, że młodzież porozumiewa się w taki sposób, ale to raczej nie powinno dotyczyć narratora. 

 Dla mnie największym minusem jest opis stosunku seksualnego. Nie każdy ma ochotę czytać tak dokładne opisy. Gdzie pozostawienie wyobraźni dla odbiorcy? Inne minusy dotyczą fabuły. Momentami za dużo opisów i zbyt rozwlekłą akcja. Szukałem czegoś oryginalnego, co mnie zaskoczy, skupi na dłużej moją uwagę.Owszem, jest kilka scen, które przykuły moją uwagę.

 "Gałęziste" to opowieść w stylu Dardy, widzę tam kilka wielkich podobieństw, ale nie oznacza to, że Artur Urbanowicz nie ma wyobraźni. Wręcz przeciwnie. Książka jest napisana poprawnie, co na debiut jest wielkim osiągnięciem.  Sama historia jest ciekawa i czyta się ją szybko, mimo dużej objętości. Gałęziste to opowieść zawierająca wątki obyczajowe, thrillera, oraz horroru. 
 Warto sięgnąć, szczególnie polecam fanom książek z lokalnymi legendami, wielbicielom tajemnych miejsc. 

  Całość oceniam pozytywnie. "Gałęziste" to historia przemyślana, dopracowana, ale według mniej skierowana do młodszych czytelników (pełnoletnich). Autorowi życzę wielu książek, wydawanych w wydawnictwach tradycyjnych, bez modelu vanity press. Z pewnością autor ma wielkie szanse na realizację swoich marzeń, ale niestety wszystko przychodzi z czasem. 

Polecam. 

wtorek, 16 sierpnia 2016

Jan Grzegorczyk - "Chaszcze"

 Z wielkimi nadziejami sięgałem po "Chaszcze". Lubię styl autora i poruszane tematy, dlatego z wielką przyjemnością sięgnąłem po ten tytuł. Grzegorczyk kojarzył mi się wcześniej z dopracowanymi powieściami. A tym razem...? 

 Stanisław Madej, kawaler przed pięćdziesiątką dokonuje w czasie spaceru makabrycznego odkrycia. Wisielec. A wszystko wiosną, w czasie, kiedy porzuca życie w mieście, rozwijając na wsi swoje ornitologiczne zainteresowania. Kim jest tajemnicy mężczyzna, który postanowił zakończyć swój żywot w lesie i co go do tego skłoniło?

 Grzegorczyk znowu mnie nie zawiódł. "Chaszcze" to opowieść, jaką można analizować na różnych polach. Wątek romansu, wątek samotności. Autor pokazuje skomplikowane losy jednostki, będące czasami tajemniczymi i dzikimi, które trudno jest okiełznać. 

 "Chaszcze" są opowieścią, mającą w sobie coś z magii, coś z realizmu. Czyta się z napięciem, czekając na rozwijające się wydarzenia, które mimo, że nie są specjalnie spektakularne, ale trzymają czytelnika w ryzach. Grzegorczyk jak zwykle trzyma wysoki poziom, sama fabuła jest przemyślana, a język lekki w odbiorze. Dla mnie dodatkowym atutem są wątki religijne. 

 Jan Grzegorczyk jest pisarzem, tłumaczem, dziennikarzem, autorem scenariuszy do filmów dokumentalnych i słuchowisk radiowych. Autor bestsellerowej trylogii o przypadkach księdza Grosera. Laureat nagrody Stowarzyszenia Wydawców Katolickich.

piątek, 12 sierpnia 2016

Mo Yan - "Bum!"

  Powalił mnie wstęp autora, który pisze o tym, jak pisać dobrą powieść. Prawdziwy majstersztyk. Nie spodziewałem się tak cennych rad, jakie sam, z pewnością wykorzystam w swoich utworach ( o ile wrócę do pisania). 

  Sama powieść okazała się zupełnie inna od tego, czego spodziewałem się po szacownym nobliście. Autor stawia akcję na wsi. Poznajemy głównego bohatera, jego matkę i historię ojca i...Za dużo nie mogę zdradzić. Jakoś nie potrafiłem w pełni "wbić się" w akcję, która nota bene jest tutaj powolna, momentami zbyt nużąca i nie zawsze potrafiłem zrozumieć intencje autora. Dotyczyły one głównie opisów, często zbyt długich i według mnie zupełnie zbędnych. Luo Xiaotongto postać niezwykła, opowiadająca o tym, co dzieje się w wiosce. Relacje z ojcem, matką i innymi nie zawsze są takie, jakby sobie wymarzył. 

W książce ważną rolę odgrywa...mięso. Dziwne? Dla mnie nawet bardzo, chociaż autor w zakończeniu jakby usprawiedliwiał się i bronił, wyjaśniając czytelnikowi kilka spraw. 

 Mo Yan pisze niebanalnie, mocno różni się od innych pisarzy, ale czy oryginalność wystarcza, aby zyskać miano doskonałego pisarza? Może ja po prostu nie rozumiem mentalności tego kraju, oraz kultury? W książce realizm magiczny miesza się z rzeczywistością. Co jest czym? Czasami trudno jest zgadnąć. Nie wiem, czy sięgnę po inne książki Yana. Zwyczajnie boję się, że się zawiodę. Sama myśl, że to przecież noblista. Chciałbym pochwalić, zachwycić się, ale zwyczajnie chcę być uczciwy względem siebie i potencjalnego czytelnika. Książka z pewnością znajdzie uznanie wśród wielu czytelników. Dla mnie niestety, poza wstępem i zakończeniem, szału nie było. Tym kolokwialnym cytatem kończę moją opinię. Książkę kupiłem w Biedronce za 7 złotych, więc nie były to pieniądze wyrzucone w błoto.

czwartek, 11 sierpnia 2016

Clara Sanchez - "Widok z nieba"

  Okładka przykuwa uwagę. Kobieta, połowa twarzy, wychudzona, czerwona sukienka, czerwone tło. Język ciała pokazuje, że chce nam coś przekazać. Ułożenie dłoni nie jest typowe. Nie widzimy włosów, nie widzimy oczu. Kobieta niczym manekin. Ale treść wszystko wyjaśnia.

Patricia jest uznaną modelką, występującą na największych wybiegach. Jej sukces, napływ wielkich pieniędzy i sława uśpiła jej czujność.  A wystarczyło spotkanie z nieznajomą kobietą w samolocie na trasie New Delhi do Madrytu.  To Vivain mówi jej, że czuję wielkie niebezpieczeństwo w życiu modelki, że ktoś próbuje ją zgładzić. Młoda kobieta nie bierze jej słów na poważnie, ale kolejne dni przynoszą dziwne wypadki, na pozór można uznać je za czysty przypadek, ale czy tak jest? Patricia odszukuje nieznajomą kobietę, a ta przekazuje jej nowe fakty dotyczące jej życia. Kim jest Viviene? Oszustka,  a może kobieta mająca kontakt z innym wymiarem? 

 Książkę przeczytałem w tempie błyskawicznym. Pisarka napisała historię o człowieku, o jego trudnych losach i górach, przez które czasami trudno jest przejść. Czyta się szybko, lekko i z wielką przyjemnością. Niezbyt często sięgam po literaturę hiszpańską, ale takie tłumaczenia jak to, zachęcają mnie do częstszych lektur hiszpańskich pisarzy. To mądra historia, a pisarka napisała utwór, jaki zostanie ze mną na dłużej. Doskonale pokazała przemyślenia Patrici, dając jej pierwszoosobowy głos.

 Teraz rozumiem, dlaczego "Widok z nieba"  otrzymał najważniejsza nagrodę za powieść hiszpańską Premio Planeta 2013.

środa, 10 sierpnia 2016

Agnieszka Kaluga - "Zorkownia"

 Kilka razy widziałem okładkę, czytałem bardzo pozytywne recenzje, ale cały czas byłem przekonany, że "Zorkownia" to powieść. Po długim czasie zakupiłem książkę za grosze na wyprzedaży, zupełnie nie wiedząc, z czym mam do czynienia. 

 Autorka jest wolontariuszką w hospicjum i to właśnie o tym traktuje ta książka. To coś w rodzaju pamiętnika pisanego w latach 2010 - 2014. Kaługa opisuje codzienność w pracy z umierającymi, pokazując ich ostatnie dni, godziny, minuty. Ta książka jest dla mnie studium człowieka w stanie agonalnym. W "Zorkowni" śmierć towarzyszy nam nieustannie, ozdobiona ogromnym cierpieniem i bezsilnością rodzin, a także czasami obojętnością pracownikiem. 

 Zmęczyła mnie ta książka potwornie, ale potrzebowałem czegoś takiego, prawdziwego, co ściągnęło mnie do poziomu. Czytając "Zorkownie" miałem całą paletę barw stanów emocjonalnych, ale wszystkie miały negatywny wydźwięk. Pisanie o tak intymnych sprawach w taki sposób jest nie lada wyzwaniem. Autorka wyszła z tego obronną ręką, ale książka mimo, że ciekawa, jak dla mnie zbyt dołująca. Tak czy inaczej warto przeczytać. Sam nie podejmuję się jej dokładniejszej oceny.

niedziela, 7 sierpnia 2016

Grażyna Jagielska - "Ona wraca na dobre"


To moje pierwsze spotkanie z Jagielską. "Ona wraca na dobre" to proza przeniknięta sentymentalizmem, niezwykłą dojrzałością słowa i elementami z życia, często osobistymi i trudnymi w odbiorze dla osoby postronnej. 

 Napisanie książki osobistej, po pobycie w zakładzie psychiatrycznym wymaga wielkiej odwagi. Diagnoza - stres bojowy. Jagielska udaje się w podróż w głąb amazońskiej dżungli. A tak naprawdę to podróż odbyta w głąb siebie, w poszukiwaniu siły i odpowiedzi, jakich nie otrzymała na terapii. Dawno nie czytałem książki tak mocno przesyconej zagadkami, symbolami i niedopowiedzeniami. W podróżny nie jest sama. Towarzysza jej inne kobiety. 

 Trudno jest ocenić tę książkę, gdyż nie mam porównania z innymi utworami autorki. Nie każdy znajdzie tutaj coś dla siebie, dla jednych ta historia może być bodźcem do zmian w swoim życiu na lepsze, a dla innych wręcz przeciwnie - książka może okazać się być nudna. Do mnie trafiła, pewnie ze względu na chorobę kobiety. Polecam.

Archiwum bloga

Obserwatorzy

Łączna liczba wyświetleń