niedziela, 19 lutego 2017

Shūsaku Endō - "Milczenie"


Lekturę milczenia zakończyłem w pełnym skupieniu. Nie mogę się skupić po tej lekturze. "Milczenie" jest historią nierówną w swojej opowieści. Przez pierwsze listy (w fazie początkowej są to listy) przebrnąłem z wielkim trudem. Jednak potem pojawiły się emocje, które nie dają mi spokoju.

 "Milczenie" opowiada historię Jezuitów, którzy w głębokiej konspiracji podążają do Japonii, aby tam nieść Chrystusa katolikom. Wszystko dzieje się w XVII wieku. Chrystianizacja jest surowo zakazana i karana śmiercią w męczarniach. To nie podtrzymuje kapłanów, mało tego, są kierowani ciekawością, co sprawiło, iż jedne z nich jakiś czas wcześniej przeszedł na buddyzm. Sami są przekonani o swojej wielkiej misji i wierzą, że żadne męki nie zmuszą ich do podeptani. Pobyt w Japonii, spotkania z wiernymi i zdrad. Pojawia się postać, która swoimi czynami przypomina Judasza. 

 "Milczenie" naruszyło moje konstrukcje dotyczące wielu pytań w kwestii wiary i granic, których nie wolno przekraczać. Autor pokazuje dylematy moralne, walkę kapłana o swoją duszę i duszę wyznawców. Japończycy pod nadzorem naczelnika lubowali się wręcz w powolnym męczeństwie tych, którzy byli oporni w swojej wierze. Autor stawia pytania bez odpowiedzi. Gdzie jest Bóg pozwalający umierać tym ludziom w tak dużych męczarniach? Czy życie innych można uratować wyrzekając się własnej wiary? 

 Książka została napisana nieprawdopodobnie realistycznie. Występują tutaj silnie przekazy emocjonalne. Książka nie jest napisana w nurcie pozytywnym, ale czytając ją , miałem skojarzenia cierpienia i ciemności. Niewiele utworów daje tyle emocji. W każdym razie filmu nie obejrzę. Wystarczy mi książka. To lektura dla ludzi mocnych w swojej wierze. Historie opisane przez autora są fikcyjne, ale to niewiele znaczy. Opisy są niesamowicie sugestywne i działają mocno na podświadomość. Dla mnie książka zasługuje na najwyższe noty, pomimo tego, iż jest to historia pełna cierpienia, bólu i dylematów moralnych. Ja jednak zawsze oceniam język, oraz całokształt. A te są na najwyższym poziomie. Pozdrawiam.

piątek, 17 lutego 2017

Harlan Coben - "Już mnie nie oszukasz"

 Coben jest dla mnie zagadką. Po poprzednim "Nieznajomym", który kompletnie nie wpasował się w moje gusta, przeczytałem "Już mnie nie oszukasz". Obawiałem się rozczarowania, ale osobiście lubię Cobena i okazało się, że moje obawy są bezpodstawne. 

 Autor wie, jak można przyciągnąć czytelnika. Chociażby była to scena pogrzebu. A jakże. Zostaje zamordowany mąż byłej oficer sił specjalnych. Wszystko dzieje się na oczach kobiety.   Jej samej udaje się ujść z życiem.

 Bliska osoba przekazuje młodej wdowie w prezencie cyfrową ramkę  do zdjęć z wbudowaną kamerą i kartą pamięci.  Wdowa Maya Stern wykorzystuje nowy sprzęt do kontroli nowej opiekunki nad jej dwuletnią córką. pewnego dnia przegląda zarejestrowane obrazy i doznaje szoku. Widzi  męża bawiącego się z ich córką, który przecież został zamordowany.  Czy to Zespół Stresu Pourazowego, a może  jest to celowa gra? Kobieta stawia czoła niebezpieczeństwu. Kobieta musi obejrzeć się wstecz.

 Tajemnica goni tajemnicę. Trudno jest przewidzieć zakończenie, a czy to okaże się pozytywne? Coben zaskakuje, Coben ponownie gra na emocjach i nie pozwala odłożyć lektury na dłużej, niż jest to konieczne. Prawda może okazać się zabójcza. Można z kimś żyć i nie znać tej osoby?

 Największym plusem tej historii jest budowanie napięcia i doskonałe tłumaczenie. Ważne jest, aby tłumacz przekazał to wszystko, co jest trudne do uchwycenia w treści. 

 "Już mnie nie oszukasz" pochłania się szybko, nawet zbyt szybko, ale tak jest z dobrymi książkami. Mogę stwierdzić, że Coben jest znowu w najwyższej formie literackiej. Świetna lektura na zimowe wieczory. Tutaj nic nie jest oczywiste, a każda strona to kolejna niewiadoma. Polecam gorąco.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu


niedziela, 12 lutego 2017

Jodi Ann Bickley - "Milion cudownych listów"

 Nie mam pojęcia dlaczego, ale byłem przekonany, że będzie to powieść. Tak czy inaczej otrzymałem egzemplarz tej książki i....czasami człowiek zastanawia się, dlaczego jest taki mały i zwykły.

 Autorka opisuje swoje życie, bez zbędnego patosu, bez udziwnień. Jest zwyczajna, można powiedzieć nawet, że jest nudna. Walczy z problemami dnia codziennego, jak każdy z nas. Nie robi niczego odkrywczego. A jednak. Jodi zaczyna zostawiać w różnych miejscach jak środki komunikacji miejskiej małe karteczki z dobrymi przesłaniami. Zwyczajnie pragnie, aby życie innych przez moment było lepsze. 

 Kiedy zostaje ukąszona przez kleszcza i walczy o powrót do zdrowia i o swoje życie, wtedy wpada w depresję, skupia się na własnych problemach. Josi widzi, jaka czeka ją długa droga. Paraliż prawej strony ciała zmusza ją do przewartościowania życia, ale wraz z chorobą pojawia się depresja, myśli o zakończeniu własnej męki, czy też unikanie znajomych i przyjaciół, którzy w jakiś sposób kurczą się w zastraszającym tempie. 

 Jodi ratuje sama siebie. Zakłada stronę internetową, w której oferuje pisanie listów do osób potrzebujących wsparcia. Na jej ofertę odpowiadają kolejne osoby. Każdego dnia coraz więcej. Jodi nie ogranicza się do własnego kraju. Robi rzecz prostą z pozoru, ale jakże dzisiaj niedocenianą. Nie wyczuwałem w  jej tekstach fałszu.

 Wstrząsnęła mną historia Jodi i nasunęła pewne refleksje. Trzeba widzieć coś poza czubkiem własnego nosa. Potrzeba uśmiechać się do ludzi i  mówić, pisać im o tym jak są piękni, wspaniali i wartościowi. Jodi czaruje świat swoimi listami. Robi to bezinteresownie, z uśmiechem na twarzy.

 "Milion cudownych listów" to lektura obowiązkowa dla każdego, a szczególnie dla ponuraków. Pomysł Bickley jest godny uwagi i naśladowania. Jeżeli ktoś zdecyduje się założyć podobną akcję, to uzyskał moje wsparcie. Czasami niewiele trzeba, aby nadać naszemu życiu głęboki sens. Historia Jodi Ann Bickley wprowadza czytelnika na nowe tory myślenia i napędza chęć do czynienia dobra. Tak niewiele potrzeba, aby zaczarować świat. Serdecznie polecam.

sobota, 11 lutego 2017

Ian Caldwell - "Piąta ewangelia"

 Pisarzom wydaje się, że wystarczy napisać coś przeciw Kościołowi i światowy bestseller gotowy. Autor jest przykładem tego, jak mylne jest to wyobrażenie. Wielu chce popłynąć na fali Browna i to jest błąd. 

 "Piąta ewangelia" ma być z założenia książką, która wciąga i cechuje autora dużą wiedzą w tematach religii i życia za murami Watykanu. A jak jest? Nie do końca tak, jak przedstawia to wydawca na okładkach, zachęcając do zakupu. Właściwie nie wiem, gdyż przeczytałem niespełna połowę i stwierdziłem, że szkoda mi czasu i oczu na tego gniota. 
 Autor miał ciekawy pomysł, ale niestety ja nie kupuję tej taniej historyjki. Mamy morderstwa, cudowne płótno i wszystko, co powinno być atrakcyjne dla czytelnika. Dla większości pewnie będzie. 
Mnie przez blisko 200 stron powieść zwyczajnie wynudziła. Sceny są rozwlekłe. Właściwie irytowało mnie wszystko, a nie mam w zwyczaju czytać czegoś, co nie jest dla mnie atrakcyjne. 

 Temat oklepany. Kolejny mit o kombinatorstwie Kościoła Katolickiego, tajemniczych stowarzyszeń gotowych do najgorszego, aby tajemnice nie wychodziły na jaw. Szkoda czasu. Nie polecam.











piątek, 10 lutego 2017

Mary Schelley - "Frankenstein"


Muszę przyznać się bez bicia. Nigdy wczesnej nie czytałem ŻADNEJ wersji Frankensteina i w tym przypadku zaliczam to do pozytywów. Dlaczego? O tym za chwilę. 
 Zacznę od "opakowania", czyli okładki, która jest twarda, a czytelnik już na okładce widzi rycinę autorstwa Lynd Wardy. Od razu widać niezwykłą jakoś tego wydania. Okładka jest zszyta i klejona, co z pewnością wydłuży życie książki. A to dopiero początek. 
Książka mnie oczarowała przekładem, treścią, jak i rycinami, jakże pasującymi do nastroju towarzyszącego kolejnym stronom.

 "Frankenstein" składa się z przedmowy, kolejna cześć to opowieść o człowieku, jaki stworzył potwora. W aneksie znajdziemy fragment powieści "Pogrzeb", oraz opowiadania. Na końcu posłowie tłumacza Macieja Płozy. To jemu należą się największe brawa za tak niezwykły przekład.
 O czym jest tytułowa opowieść? Poszukiwanie nieśmiertelności, doskonałości, tworzenie potwora i  stawanie w prawdzie przed samym sobą. Jaką cenę przyjdzie zapłacić Frankensteinowi za stworzenie czarta? Trudno uwierzyć, że ta historia powstała wieki temu.

 Ta opowieść oprócz niezwykle interesującej treści niesie za sobą również niezwykłe walory językowe. Studenci filologi polskiej powinni mieć zajęcia z takiego języka, który niestety odchodzi do lamusa. Do takiego przekładu potrzeba jest wielka wrażliwość językowa, słuch językowy oraz doświadczenie. 

 "Frankenstein" różni się od podobnych lektur. Jest to wersja pierwotna, bez późniejszych zmian wprowadzonych przez autorkę. 
Gratuluję wydawcy takiej perełki, życząc kolejnych. Bez wątpienia spotkanie z tą książką okaże się być niezwykłym przeżyciem dla każdego czytelnika. Serdecznie polecam, nie tylko fanom gatunku.

środa, 8 lutego 2017

Na Walentynki wyjątkowa książka zamiast kwiatka.

 Miłość - to słowo jest znane we wszystkich językach świata. Pisarze, poeci i inni artyści usiłują  przez wieki wydobyć esencję czegoś, co jest niezwykle piękne, ale jednocześnie trudne i czasami bolesne. Wszakże najpiękniejsze słowo świata jest tajemnicą, ale jest także siłą. 

 Jakiś czas temu dostałem propozycję przeczytania książki "Jeszcze żyję..." autorstwa Joanny Stovrag. Propozycję przyjąłem, ale pomyślałem, iż jest to kolejna przesłodzona książka dla kobiet.  Nie należy oceniać książki po okładce. Pierwsze strony wskazały, jak duży  błąd poczyniłem. Autorka zdobyła się na szczerość, opisując swoje życie i kiełkujące uczucie na tle toczącej się wojny. Potrzeba zmierzyć się z własnymi demonami, aby napisać taką historię, opisując własne przeżycia pozbawione fikcji. Za to cenię i szanuję Joannę Stovrag.

 Niezbyt obszerna lektura pokazała mi, ile w człowieku jest determinacji, kiedy kocha, ile uczucia i chęci poświęcenia siebie i swojego życia dla drugiego człowieka. "Jeszcze żyję..." to opowieść oparta na faktach, kończąca się szczęśliwie. Ta książka nie tylko pokazuje prawdziwe uczucie, ale jest świadectwem odwagi i pięknego, czystego uczucia. Ta książka uczy i zostawia zadrę w sercu. Nie można zapomnieć losów Joanny i Seja.

 "Jeszcze żyję..." napisało życie i cieszę się, że autorka zdecydowała się na drugą wersję książki, tym razem nieco rozbudowaną. 
 W dzień świętego Walentego w księgarniach ukaże się najnowsza, zaktualizowana opowieść napisana przez życie. Nie jest to tanie love story, ale jest to opowieść napisana sercem. Każdy czytelnik zaczyna inaczej patrzeć na wiele spraw po tej lekturze. Autorka oprócz wielkiego talentu prozatorskiego posiada również wielki talent obserwacji. Książka daje do myślenia, osadza się gdzieś głęboko w duszy.To idealny prezent dla bliskiej osoby. 

 Serdecznie zapraszam do zapoznania się z drugą, uzupełnioną wersją. Nie ukrywam, że sam jestem jej ciekaw. W księgarniach od 14 lutego



 Zapraszam również do rozmowy z Autorką. Ta rozmowa rozpoczyna powrót do cyklu rozmów z pisarzami. 

          
           Witaj, Joasiu. Dziękuje, że po długich namowach zgodziłaś się porozmawiać ze mną. Miałem przyjemność przeczytać pierwsze wydanie Twojej bałkańskiej opowieści, czyli "Jeszcze żyję..". Teraz na rynek wchodzi książka „Chwila na miłość”. Opisałaś w niej kawałek swojego życia. Co było bodźcem, co Tobą kierowało przy pisaniu tej książki?
Było kilka powodów, które skłoniły mnie, by spisać tę historię, a przede wszystkim opisać uczucia i emocje, jakie mi wtedy towarzyszyły. Niewątpliwie w mojej książce jest dużo o uczuciach.
Uważam, że warto dzielić się z innymi wewnętrznymi przeżyciami, choć na pewno nie jest to łatwe. Ja sama wiele zyskuję, gdy druga osoba uchyla przede mną drzwi do swojego świata. Uczę się wtedy innego spojrzenia, poznaję wartości, jakimi kieruje się , poznaję jej  wrażliwość, bliższy staje mi się jej sposób odczuwania oraz postrzegania i dzięki temu mogę ją lepiej zrozumieć. A każdy przecież ma swoją niepowtarzalną opowieść, jaką jest jego życie.
Tak więc bodźcem do opisania – jak mówisz „kawałka” mojego życia była przede wszystkim chęć podzielenia się z innymi. Chciałam też przekazać to dzieciom, aby wiedziały, jak to kiedyś między ich rodzicami „było”… Bo czas ucieka i ważnych spraw lepiej nie odkładać na później.
Istotnym  powodem było też nagłe odejście Waldemara Milewicza, dziennikarza TVP, który zginął w Iraku w maju w 2004 r. Był w kwiecie wieku. Pamiętam, że planował kiedyś w przyszłości wyjechać – jak twierdził - może do Francji, osiąść tam i pisać książki. Niestety, nie zdążył. Tak więc niespodziewana, tragiczna śmierć Waldka, z którym jeździłam jako tłumacz ekipy TVP po Bałkanach ogarniętych wojną spowodowała, że któregoś wieczoru po prostu usiadłam i zaczęłam pisać…

      Opisujesz trudne czasy. Wojna, tęsknota oraz niepewność towarzysząca Tobie i mężczyźnie, którego pokochałaś. Czy ten czas, jakże nieznośny, pozwolił zacieśnić Wasze uczucie?
Czas był rzeczywiście ciężki. Wojna to wielkie zło, wojna to droga bez powrotu… Dla człowieka, który zetknął się z wojną, nic już nie jest takie samo. Taki człowiek musi się uczyć żyć od nowa. Chłopak, którego pokochałam przed wojną, pozostał w oblężonym Sarajewie na długie lata. Choć był pacyfistą, wcześniej nie służył w wojsku, wręcz migał się od zasadniczej służby, został zmobilizowany. Jego życie zmieniło się o 180 stopni. Moje również.
To były dla nas bardzo trudne lata przymusowej rozłąki, bezsilności, czasami wręcz rozpaczy, ale też nadziei… Trudno jest pielęgnować uczucie na odległość, zwłaszcza przy tak dużym emocjonalnym obciążeniu, jakim było to, że w oblężonym Sarajewie każdego dnia można było zginąć.
Tamten czas był dziwnym, jakimś wyjątkowo nieokiełznanym czasem – niekiedy pędził, niekiedy niemiłosiernie się dłużył. Igrał z nami. Chciał igrać też z naszą miłością, która tak naprawdę dopiero się rozwijała. Czy przetrwała? – tu odsyłam zainteresowanych naszą historią do książki „Chwila na miłość”. Na jej kartach, mam nadzieję, czytelnicy znajdą odpowiedź, czy chwila wystarczy, by narodziła się miłość, która nie zna granic.
           Co według Ciebie jest receptą na idealny związek w czasach, kiedy ludzie rozchodzą się nawet z błahej przyczyny?
Nie mam uniwersalnych recept lub rad i nigdy nie ośmieliłabym się takich nikomu dawać. Każdy człowiek jest inny, ma inne oczekiwania, innymi wartościami się kieruje, wyznaje inny światopogląd, a to wszystko wpływa na relację z drugą osobą – zarówno tę dalszą, jak i bliższą oraz tę najbliższą, jaką jest małżeństwo. Ale kiedy chodzi już o małżeństwo, o miłość w małżeństwie (nie mylić ze stanem zakochania J), to ja sama staram się kierować słowami Jana Pawła II: Nie to jest miłością co czujesz, a to co postanawiasz”. Myślę, że te słowa mają w sobie głęboką mądrość. W czasie wojny w Bośni wielu moich przyjaciół zginęło, wielu zostało inwalidami, niektórzy załamali się psychicznie, tak więc było wiele powodów, by związki, małżeństwa się rozpadły, a jednak wiele takich poranionych przez wojnę małżeństw przetrwało. Więc może te słowa niosą jakąś mądrość i mogą być pomocne. Dla mnie są.
          W święto zakochanych wydawnictwo Replika wydaje nową, rozszerzoną wersję Twojej książki, czyli właśnie „Chwilę na miłość”. Czym różni się ona od pierwszego wydania?
„Chwila na miłość” to poszerzona, uzupełniona bałkańska opowieść o mojej miłości, którą spotkałam w wielobarwnym, tętniącym bałkańską muzyką przedwojennym Sarajewie. Wtedy było to niesamowite miejsce! Od tego zaczynam snuć moją opowieść. Miasto szczyciło się otwartością i tolerancją, a przecież tam od wieków stykały się, ale i współistniały Wschód i Zachód, chrześcijaństwo i islam, tam mieszały się różne kultury i wielowiekowe tradycje.
W rozszerzonej wersji książki domykam, na ile to możliwe, niektóre wątki. Opowiadam, co stało się z osobami, których losy, wplecione w nasze, opisuję – czy przeżyli, czy przetrwali, a jeśli tak, to jak toczy się ich powojenne życie, czym się zajmują, jak poukładali sobie swój świat po zakończeniu konfliktu na Bałkanach, gdzie teraz mieszkają… Czytelnik sam będzie miał możliwość wysnucia wniosku, jakie były skutki tej straszliwej wojny, o którą się „otarłam”.
  Bez wątpienia jesteś z natury odważna i wrażliwa. Wynika to z Twojej opowieści. Czy kobiety posiadają „duszę wojownika”? 
 
(śmiech) Nie wiem, czy jestem odważna i wrażliwa – to Twoje słowa. Myślę, że określenie „dusza wojownika” pasuje zarówno do kobiet, jak i do mężczyzn. W życiu warto walczyć, ale tylko w sensie pozytywnym, czyli takim, by nasza osobista walka nas rozwijała, wzmacniała, uwrażliwiała na innych. By była po coś. A dla każdego to „po coś” oznacza co innego. Warto jednak przed „walką” uporządkować swoje wnętrze, swoje wartości i ideały, aby walka miała sens. Jaka była moja osobista walka? – właśnie o tym piszę w książce.
     Jakie miejsca, które opisujesz w swojej książce poleciłabyś dzisiaj turystom. Powiedzmy, że ktoś zdecyduje się odwiedzić rejon, w którym zrodziło się uczucie pomiędzy Polką z Krakowa - Joanną a Bośniakiem z Sarajewa - Sejem. Jakie są Twoje ulubione rejony na Bałkanach?
Bałkany są niesamowite! Piękne, tajemnicze, fascynujące! Pełne urzekających krajobrazów, zabytków, ale też dzikich, cichych miejsc. Pachną aromatem mocnej kawy parzonej w tygielku, który nazywa się džezva, tętnią bałkańską muzyka, w której pięknie współgrają słowiańskie i orientalne rytmy. Prym wiodą zawsze trąbki!
Ale Bałkany to przede wszystkim ludzie – otwarci, gościnni, ciepli i spontaniczni. Jestem przekonana, że jeśli turysta znajdzie się tam w potrzebie, to zaraz obok niego utworzy się grupka osób, służących mu cennymi radami i pomocą.
Ja, ze względów rodzinnych i sentymentalnych, polecam Bośnię i Hercegowinę – oczywiście Sarajewo, miasto-legendę, leżące w kotlinie otoczonej pięknymi górami, ale też Mostar z orientalnym kamiennym Starym Mostem przewieszonym przez  szmaragdową rzekę Neretwę. Oczywiście zachwycająca i wyjątkowo lubiana przez Polaków jest Chorwacja, której wielkim bogactwem jest wybrzeże Adriatyku, jak i Serbia z przepięknymi monastyrami, jak średniowieczny klasztor prawosławny Studenica z XII w., z kanionem rzeki Uvac, oraz ostatnio modne wśród turystów: Czarnogóra, Albania, Macedonia… I tak dalej, i tak dalej… Na Bałkanach każdy znajdzie coś dla siebie, więc warto tam pojechać!

     Pierwsze wydanie zostało bardzo ciepło przyjęte przez Czytelników. Spory nakład rozszedł się błyskawicznie. Jesteś świeżo przed drugim wydaniem. Jak czujesz się przed wejściem książki na rynek?
         Bardzo się cieszę, że moja bałkańska opowieść będzie miała drugie życie. A dzieje się to dzięki Wydawnictwu Replika, które zdecydowało się wydać „Chwilę na miłość”. Tym samym po raz drugi będę mogła podzielić się z Czytelnikami swoją historią, jak również w ten sposób podziękować wszystkim, którzy w tamtych trudnych czasach okazali mi serce, bezinteresownie pomagali, wspierali i dodawali otuchy. Tak więc ta książka jest też rodzajem podziękowania. Ci ludzie, wszyscy, są w mojej pamięci, i pozostaną tam na zawsze, ale chciałam, aby o ich dobroci dowiedzieli się też inni.
Życzę Ci z całego serca, abyś zyskała jak największą rzeszę zainteresowanych Czytelników. „Chwila na miłość” to przecież historia napisana przez życie, nie fikcja literacka. Dziękuję za poświęcony czas a Czytelników zapraszam do lektury.



    Joanna Stovrag zaprasza do odwiedzenia Bośni i Hercegowiny – przede wszystkim Sarajewa, ale też Mostaru. W tle obraz Starego Mostu. Kamienny Stari most zbudowany za czasów osmańskich był symbolem Mostaru od 1566 r., tematem wielu legend. Jego wizerunek znajdował się w każdym domu w Hercegowinie. Mostarcy myśleli, że jest on wieczny. Ten piękny zabytek został niestety zburzony w czasie wojny na Bałkanach. Stary Most odbudowano w 2004 r.

   Zdjęcie pochodzi z prywatnych zbiorów Autorki. 

Okładka książki - Wydawnictwo Replika.



Archiwum bloga

Obserwatorzy

Łączna liczba wyświetleń