wtorek, 19 kwietnia 2011

Wywiad z Mariuszem Zielke - autorem pierwszego polskiego thillera finansowego "Wyrok"

Piter Murphy. Właśnie jestem po lekturze "Wyroku"i nie będę ukrywał że ta książka bardzo targała moimi emocjami. Piszesz o czymś tak abstrakcyjnym dla przeciętnego Kowalskiego, ale jednocześnie dobrze znanym chociażby z mediów. Dlaczego właśnie taka książka? Dlaczego ta tematyka?

Mariusz Zielke: Piszę o tym, co znam z autopsji, czego dotknąłem i czym żyłem przez 15 lat. Uznałem, że dzięki temu książka będzie bardzo prawdziwa, szczera, kontrowersyjna i emocjonująca. Przez te 15 lat byłem dobrze opłacanym i docenianym dziennikarzem. Poznałem kulisy mediów i środowisk w jakich funkcjonują. Uznałem, że to świetny temat na książkę. „Wyrok” to przede wszystkim książka o dziennikarstwie, o misji i wadze tego zawodu.  O jego potędze i słabościach. To też powieść o tym, z czym dziennikarze na co dzień się spotykają: korupcją, naciskami, cenzurą, wpływowymi biznesmenami i politykami, różnymi opcjami, układami i koteriami. O niemocy, której doświadczają, gdy nie mogą nic zrobić, bo nasze państwo jest za słabe, zbyt chaotyczne by sobie poradzić z patologiami. Dziennikarz dotykający poważnych tematów musi nauczyć się poruszać w tym labiryncie pełnym pułapek. Tym bardziej, że same media mają ze sobą obecnie wielki problem. Szczególnie gazety, które jeszcze do końca nie wiedzą, czy Internet je wykończy czy też będą w stanie do niego się dostosować. I często wybierają złą drogę, starając się zatrzymać spadek wpływów reklamowych przez wchodzenie w różne porozumienia. Ale z tego co mówię, można odnieść wrażenie, że „Wyrok” to książka strasznie ciężka i poważna. A przecież tak nie jest. To też powieść sensacyjna, rozrywkowa, oparta tylko w realiach, w jakich żyjemy.

PM: Pierwszy polski thriller finansowy został napisany z potrzeby serca? Wydałeś książkę we własnym wydawnictwie, sam siebie promujesz. Nie czujesz się zniechęcony rynkiem wydawniczym w naszym kraju?


MZ: Nie, zniechęcony nie. Może trochę mi żal. Ja kocham książki. Od wielu lat napisanie dobrej powieść było moim marzeniem. Rynek wydawniczy mnie rzeczywiście zaskoczył. Zdziwiłem się, że „Wyrok” nie może znaleźć wydawcy, szczególnie, że wydawcy odpowiadali, że książka ma dobre recenzje wewnętrzne i się podoba, ale obawiają się wydać tej powieści. Szkoda, bo dobry wydawca zredagowałby książkę, zapewnił korektę i oprawę. Książka zostałaby nowocześnie złamana, miałaby pewnie 600 stron, a nie 400. No i byłaby obecna w każdej księgarni w widocznym miejscu. Miałaby szanse na sukces wydawniczy. Wydanie książki przez małego wydawcę jakim jestem, niestety nie daje takiej szansy. Książka jest w wielu księgarniach schowana, nie ma jej w EMPiK, nie widać jej. Mam jednak nadzieję, że Internet mi pomoże w dotarciu do czytelników. Rozdałem kilkaset książek, wiele wśród blogerów, licząc na uczciwe recenzje i opinie. Na razie one są bardzo dobre, więc może jednak „Wyrok” nie zniknie.

PM: Jesteś dziennikarzem śledczym, z pewnością sam wiele doświadczyłeś. Ile w "Wyroku" jest prawdy, a ile fikcji?

MZ: Starałem się w tej powieści zawrzeć krytykę systemu i patologii. Akcja książki jest fikcyjna, wymyślona, ale wszystkie zdarzenia są bardzo prawdopodobne, bo oparte na moich doświadczeniach, obserwacjach. Schematy przestępstw, sposoby na korupcję, procedury postępowań, zależności rynkowe, działania mediów, napuszczanie mediów na przeciwników przez urzędników i biznesmenów – to wszystko jest bardzo prawdziwe, realne. Ale jasno chcę podkreślić, że czytelnicy nie powinni doszukiwać się w nich działań konkretnych osób, bo ja chciałem napiętnować system i schematy a nie poszczególnych ludzi. W książce jest np. opisany sposób na wyprowadzenie dużych pieniędzy z dużej giełdowej firmy. Taka sytuacja rzeczywiście się zdarzyła i schemat jest wiernie odwzorowany na podstawie dokumentów sądowych, ale w opisie sytuacji zmieniłem wiele szczegółów, bo nie chciałem krytykować tej konkretnej firmy tylko pokazać schemat i fakt, że takie działania pozostają całkowicie bezkarne. Książka jest więc fikcją, ale ja nie oszukuję czytelnika. Wszystko to, o czym przeczyta, mogło się zdarzyć. Wszyscy mordercy seryjni opisani w książce także są autentyczni.

PM: Czy Ty identyfikujesz się z Jakubem Zimnym - głównym bohaterem książki?

MZ: Tak, ale w takim sensie, że ja chciałbym być takim człowiekiem jak on. Zimny ma pokazać (symbolizować) dziennikarstwo takie, jakim ono powinno być: odważne, dociekliwe, słuchające różnych stron konfliktu, starające dotrzeć do prawdy, a nie tylko zestawiające opinie. Dziennikarstwo, które może się pomylić, popełnić błąd, ale które stara się go naprawić i pokazać prawdę. Bez względu na wszystko. Dziennikarstwo, które nie idzie na ugody sądowe i nie pije wódki z bandytami i agentami. Ja nigdy nie byłem tak odważny, choć się starałem. W Zimnym jest wiele moich przemyśleń, ale jednak to bohater powieści, postać fikcyjna, a nie ja. Wiele nas różni, począwszy od wyglądu fizycznego, poprzez doświadczenia i sytuację rodzinną. On, jako samotnik, mógł zostać dziennikarzem bezkompromisowym. Ja, jako mąż i ojciec, wolałem z dziennikarstwa śledczego zrezygnować.

PM: Gdy przeczytałem "Wyrok" to nie mogłem się oprzeć myśli że to bardzo osobista książka, związana z doświadczeniami z przeszłości. Czujesz potrzebę rozliczenia się z tego co było?

M.Z. To książka bardzo osobista – to prawda. Jednak wciąż podkreślam, że to fikcja. Ja napisałem około 5 tys. tekstów. Do niedawna nie miałem żadnych procesów sądowych, nie musiałem niczego prostować. Nigdy nie przegrałem też procesu sądowego. Ale skłamałbym, gdybym powiedział, że z wszystkiego, co zrobiłem, jestem dumny, że zawsze właściwie walczyłem o tekst w redakcji, żeby on się ukazał, a nie został zapomniany, że nigdy nie popełniłem błędu. Starałem się, ale do dziś wracam do wielu moich tekstów i zastanawiam się: czy na pewno one oddają prawdę, czy pozwoliłem na obronę bohaterom opisanym negatywnie, czy wyciągałem właściwe wnioski? Czy się nie pomyliłem? To zawsze będą dylematy dziennikarzy, którym nie chodzi tylko o kasę i błysk.

PM: W książce podajesz nazwy mediów, które istnieją. Są one pokazywane w różnym świetle. Nie boisz się że ktoś źle
zrozumie te przesłanie, które jest fikcją literacką i rozumiejąc opacznie to, co chcesz przekazać, wytoczy Ci procesy?

MZ: Mam nadzieję, że nie. Ja nikogo istniejącego nie chciałem urazić, obrazić. Prawdziwe nazwy instytucji służą tylko oparciu fikcyjnej akcji w realiach, żeby czytelnik poczuł się, że ta sensacyjna intryga dzieje się tu i teraz, a nie na księżycu. Wszędzie na świecie przecież powstają książki, gdzie występuje np. prezydent USA, premier Wielkiej Brytanii czy szef ONZ. W książce Harrisa „Ghostwriter” wielu doszukiwało się opisu prawdziwego premiera. To jednak nie oznacza, że autorom grożą procesy. Nie boję się takich procesów. Nie ma do nich podstaw.

PM: Mariusz Zielke - dziennikarz śledczy i gospodarczy, wydawca, pisarz, mąż i ojciec. Ile w tym człowieku jest odwagi, ile chęci do pokazania rzeczywistości według samego autora?

MZ: Odwagi chyba trochę jest. Ja starałem się nie odpuszczać, nie bałem się trudnych tematów, podejmowałem je. Starałem się naprawiać rzeczywistość, pomagać ludziom od zawsze. Nigdy nie myślałem przez pryzmat kasy, nigdy nie odmawiałem spotkań informatorom czy ludziom, którzy chcieli porozmawiać o jakiejś sytuacji, zawsze odpowiadałem na maile. Czasem jednak musiałem odpuścić, bo po prostu czegoś się nie dało zrobić. Bo wymagałoby to walki ze wszystkimi, również z przyjaciółmi i zaryzykowania wszystkiego, co miałem. Bałem się, że zostanę wyrzucony poza nawias i nikt mi nie pomoże, nikt nie będzie chciał mnie słuchać. Mój bohater „Wyroku” by nie odpuścił. Ja tchórzyłem.

PM: Na stronach internetowych pojawiają się kolejne recenzje książki. Co jest w niej tak wyjątkowego? Nie spotkałem się z negatywną recenzją.

M.Z. To po prostu dobra książka :) Prawdopodobna, ciekawa, nowatorsko opowiedziana, z akcją, a nie jej imitacją, dynamiką, o świecie, który ja znam i rozumiem i o którym chciałem opowiedzieć, czego nikt dotąd w Polsce nie zrobił. Ta książka może się spodobać lub nie, ale na pewno nikt nie napisze, że jest  wtórna, powielająca jakiś schemat. Dlatego myślę, że warto ją przeczytać, bo rozwija horyzonty, a przy tym nie jest nudna i sztampowa. Dla wielu ludzi będzie to po prostu rozrywka. Dla innych – mam nadzieję – materia do refleksji. Jeden ze znanych analityków napisał do mnie ostatnio maile: „Ja zacząłem czytać ebooka i się przeraziłem! Ale tym jak bardzo wciąga. Ma Pan pióro niebywałe, książka jest lekka ale dojrzała, głęboka, soczysta ale świeża.” Taka miała być. Jeśli wyszło, to mnie po prostu to strasznie cieszy.

PM: Czy myślisz nad kontynuacją przygód dziennikarza Jakuba Zimnego? Jeżeli tak to kiedy możemy się spodziewać drugiej części?

MZ: O tak. Już jest napisana jedna trzecia drugiej części „Wyroku” i powiem nieskromnie: to powinien być materiał na duży hit. Książkę mi się świetnie pisze. Także będzie dużo akcji, wydarzeń, zaskakujących zwrotów, ale też przemyśleń na temat współczesnej gospodarki i jej korporacyjności, przy czym temat będzie bardziej globalny, akcja toczy się w Polsce, Wietnamie, USA. Będzie też bardziej rozbudowany wątek romantyczny (co mi nie szło jakoś w pierwszej części, wiedząc, że żona będzie pierwszym czytelnikiem :). Planuję wydanie książki na Święta Bożego Narodzenia, ale jeśli nie zdążę, to ukaże się na początku roku.

PM: Mariusz, na koniec pragnę Ciebie zapytać o coś innego. Znamy się krótko, ale mam do Ciebie wielki szacunek. Jesteś dla mnie naprawdę wielkim człowiekiem i nie ze względu na nagrody które zbierasz po drodze swojej kariery. Chcę Ciebie zapytać co znaczy być człowiekiem w XXI wieku, człowiekiem który rano może popatrzyć na siebie w lustrze i nie spuszczać wzroku?

MZ: Dziękuję za miłe słowa. Powiem tak: koniecznie trzeba być optymistą, wierzyć, że się uda, starać się robić wszystko, żeby temu pomóc, nie przejmować się wpadkami i porażkami, ale nie zapominać o nich i traktować jak doświadczenia. Jeśli zrobimy coś złego, coś wstydliwego, trzeba się cofnąć i po męsku (albo babsku) rozliczyć się z tym. Trzeba też pochylać się nad innymi ludźmi, nie przechodzić obojętnie, co nie znaczy, że należy wrzucić grosik każdemu bezdomnemu. Należy szanować wybory innych i dawać im do tego prawo, rozumieć ich odmienność, ich prawa. A najważniejsze, to wierzyć w siebie i NIE ZAZDROŚCIĆ innym. Zawiść niszczy życie wielu ludzi, zżera ich energię, pochłania i czyni frustratami, oszołomami. Nikt nie jest od niej wolny. Ale walczmy z tymi naszymi wewnętrznymi demonami, bo nic dobrego z nich nie wynika. Obyśmy więc więcej energii poświęcali na szczęście własne niż na śledzenie (albo co gorsza wspomaganie) nieszczęść innych. Szanujmy ich, nawet jak się wydają być odmieńcami, ludźmi złymi, pokręconymi.
PM: Dziękuję za rozmowę. Życzę kolejnych sukcesów w życiu osobistym i zawodowym.

M.Z: Dzięki i wzajemnie. Pozdrawiam wszystkich serdecznie.



Prześlij komentarz

Colson Whitehead - "Kolej podziemna. Czarna krew Ameryki"

 Co roku staram się czytać laureatów prestiżowych nagród literackich na świecie, w tym Politzera. Historia opowiedziana przez autora wym...