czwartek, 8 września 2011

Wywiad z Mariolą Zaczynską

Piter Murphy: Witaj. Od razu przepraszam że tak przeciągałem nasza rozmowę i dziękuję za wyrozumiałość. Jesteś autorką dobrze przyjętych książek. Wspomnę tutaj o dwóch pozycjach "Gonić króliczka " i druga książka  "Jak to robią twardzielki…" Piszesz o zwykłych kobietach, które możemy spotkać na ulicy, czy w pracy. Skąd czerpiesz inspiracje do swoich książek?

Mariola Zaczyńska: Ha! Mam cię! „Zwykła kobieta, którą możemy spotkać na ulicy, czy w pracy”… Piter! Czy ty wiesz, jak niezwykłe bywają te „zwykłe” kobiety? Mają poczucie humoru, bogate życie wewnętrzne, a bywa, że i - za przeproszeniem - jaja wielkości Teksasu! Przynajmniej takie są moje bohaterki. Zaskakują, kochają, nienawidzą, są odważne lub tchórzliwe, szlachetne lub wręcz przeciwnie: są wredne, kłamią, manipulują… Sam widzisz, co może „zwykła” kobieta! I jak tu o takich nie pisać?
A inspiracje do moich książek?  Zaczyna się od stanu ducha. Rozumiesz: czegoś mi brak. Żeby jednak zacząć pisać muszę jeszcze dostać kopa mentalnego, wiesz, takie mentalnięcie. To może być piękny widok, piękna chwila lub piękny człowiek. Coś, co mnie poruszy. A już jak ruszy, jak mentolnie, to iiiidzie! Inspiracją może być wszystko.

PM: Jesteś pedagogiem, dziennikarzem oraz scenarzystą. Czy w takim przypadku to co nabyłaś w szkołach nie jest czasami przeszkodą, aby rozwinąć skrzydła? Ile jest w tym miejsca na indywidualizm? Szkoły uczą pewnego schematyzmu, zamykają w sztywnych ramach. A jak Ty piszesz?

MZ: Och, Piter, jak ja przez lata szukałam tych ram i schematyzmu! Bo w pisaniu brakowało mi dyscypliny i konsekwencji. Efekt? Niedokończone pomysły w szufladach... Znacie to?
Na studium scenariuszowe łódzkiej Filmówki wybrałam się świadomie, licząc, że ktoś mnie zmusi do trzymania się jakichś ram, terminów, wiesz: praca zadana, praca oddana, a ja przy tym uczę się nowych rzeczy… I rzeczywiście, zobaczyłam, że  można coś zaplanować i wykonać. DOKOŃCZYĆ, mimo wątpliwości i chwil załamania, że wszystko jest do dupy (sorry). Teraz, co zaczynam – kończę.
Ze studium scenariuszowego wyniosłam wiedzę, z której korzystam przy pisaniu. Gdy słyszę, że moje książki są „filmowe”, cieszę się, bo takie właśnie miały być. Dobra szkoła zawsze będzie rozwijała indywidualizm i nigdy nie podetnie skrzydeł. Tak myślę. A jak piszę?... Hahahaha… Dużo wyrzucam. Tnę, jak chirurg, i wyrzucam. Nawet łzy przy tym nie uronię.

PM: Jakie masz zdanie o współczesnym rynku wydawniczym w naszym kraju? Jak
on się bardzo różni od rynków zachodnich?

MZ: Oooo… temat raczej z tych traumatycznych. Fatalne mam zdanie, Piter, fatalne. Schody są na każdym etapie: najpierw przebicia się do wydawcy, potem promocji i sprzedaży książki. Dystrybucja książek w naszym kraju to dramat! Poza tym, hmmm… nie odnosisz wrażenia, że wszyscy piszą? Masakra jakaś. Dziennikarze, celebryci, aktorzy. Jedni mają talent, inni tylko nazwisko i znaną twarz. I, co znamienne, wydawanie „na twarz” się udaje: książki sprzedają się w naprawdę dużych nakładach. Rozumiesz coś z tego? Brakuje mi agentów literackich, takich jak na Zachodzie. Obiecujące są pierwsze kroki Agencji Autorskiej Zetzet, ale do istnienia agentów literackich muszą się jeszcze przygotować nasze wydawnictwa. Rynek zachodni znam, niestety, tylko z informacji prasowych i z literatury. Tam też ludzie marzą o wydaniu bestsellera. I różnie z tym bywa.

PM: Ile czasu w ciągu doby poświęcasz na pisanie? W czasie pisania musisz mieć absolutną ciszę, czy wręcz przeciwnie? Piszesz rano, czy nocą?

MZ: Ajajaj, jaki ty bolesny problem poruszyłeś, Piter! W pracy literackiej pewną kulą u nogi jest moja profesja: dziennikarstwo. Ależ ono mnie zżera! Piszę codziennie. Bo przede wszystkim piszę do gazety, z tego mam chleb. I piszę tak, by było ciekawie, angażuję się, przezywam losy bohaterów reportaży. Jestem nawet laureatką kilku ogólnopolskich nagród dziennikarskich. Spalam się na maksa. Do gazety piszę codziennie i zawsze rano. Powieści piszę wieczorami… o ile mam siły i jeszcze nie zgrzytam zębami na widok literek. Sam widzisz, że to nie idzie w parze. Gdybym chociaż pracowała w banku, albo na izbie przyjęć! Jakaś odmiana by była: tu cyferki, tam gips i opatrunki… po czymś takim wracasz do domu i wręcz tęsknisz za jakaś odskocznią, więc siadasz i piszesz! To, nie! Nie mogło być tak pięknie. Od rana w literkach siedzę!
Przy pisaniu nic mi nie przeszkadza. Może grać muzyka, bębnić telewizor, nawet młot pneumatyczny. Gdy wchodzę w świat reportażu lub pisanej powieści, nie jest w stanie mi nic przeszkodzić.

PM: Aktualnie pracujesz nad...?  Kiedy książka ukaże się w księgarniach?

MZ: Oczywiście pracuję nad kolejną komedią. Nie wiem, kiedy się ukaże, bo wyrzuciłam już dwie wersje pierwszych stu stron. Siedzę teraz nad trzecią i doszłam do 60. strony. Komedia to najtrudniejszy gatunek. Przecież musi być śmiesznie.

PM: Co sądzisz o wydawaniu książek elektronicznych? Czy uważasz ze ludzie wolą czytać książki na papierze wyłącznie z powodu tego ze mogą ją wziąć do ręki, powąchać farbę, dotknąć?

MZ: Nie wiem, kiedy ja się przekonam do książki elektronicznej. Na razie nawet nie próbuję. Może dlatego, że czytam przy jedzeniu. Cóż, ja inaczej przezywam to, co czytam na papierze, niż to, co widzę na ekranie komputera. Inaczej mi się to czyta. Ale wiem, że młodsze pokolenie myśli już inaczej. Starej daty chyba jestem, i tyle.

PM: Jako pisarka spotykasz się z fanami? Gdzie można Ciebie zobaczyć i porozmawiać? Masz jakieś plany dotyczące spotkań autorskich?

MZ: Na częste spotkania nie mam czasu, niestety. Dlatego, z wielką pompą robię promocje przy wydaniu moich książek. Na premierę „Gonić króliczka” przyszło prawie 300 osób i od razu zabrakło książek, bo nikt się nie spodziewał takiej frekwencji. Na „Jak to robią twardzielki…” przyszło już ponad 400 osób. Na największej sali w siedleckim multikinie zabrakło miejsc siedzących, ludzie siadali na schodach, stali w przejściu. A ja myślałam, że jak przyjdzie 40 osób to będzie wspaniale.
Nie odmawiam udziału w kameralnych spotkaniach organizowanych przez znajome panie bibliotekarki i nie biorę wtedy za nie honorariów. Jednak, szczerze mówiąc, nie bardzo wierzę w promocyjną siłę spotkań autorskich. Jeśli wybieram się na takie, bardziej liczę na poznanie ciekawych i fajnych ludzi, bo uwielbiam zawierać nowe przyjaźnie, słuchać ludzi, czuć ich dobrą energię. Jeśli czytelnikom podobają się moje książki i są ciekawi mnie, to dziś nic nie stoi na przeszkodzie, by bezpośrednio dotrzeć do autora.  Dostaję cudowne maile z gratulacjami, pytaniami, pozdrowieniami… Jakże one mnie cieszą! Dodają skrzydeł. Zupełnie inny jest kontakt z ludźmi, którzy czytali moje książki i są mnie ciekawi, niż z potencjalnymi czytelnikami, których na spotkaniach miałabym przekonywać do siebie lub zachęcać do przeczytania tego, co piszę. Takiej misji w sobie nie czuję. Jednak pogadać z kimś, kto mnie polubił poprzez moje książki… Oooo, to co innego!

PM: Ile Marioli Zaczyńskiej jest w jej powieściach? Ile jest w książkach Twoich marzeń?

MZ: No, zdarza się, że Zaczyńska gdzieś się tam plącze… Czasem z premedytacją, czasem zupełnie niezamierzenie. Nie wskazuję jednak palcem, gdzie, kiedy, i dlaczego. Niech to będzie zabawa z czytelnikiem. Jeśli już, to chodzi o jakiś epizod. Nie piszę powieści autobiograficznych. Akcję wymyślam od początku do końca. Ale ludzie lubią doszukiwać się autora w jego dziele, więc często słyszę pytania: to, którą bohaterką jesteś?

PM: Twoi ulubieni pisarze? Wymień tych, którzy są Tobie najbliżsi. Wiem, że z wieloma współczesnymi się przyjaźnisz. Oczywiście chodzi mi o bliskość w sensie literackim.

MZ: Czytam maniacko, więc ukochanych autorów mam naprawdę wielu. Łapię się na tym, że współcześnie nikt nie zrobił na mnie takiego wrażenia, jak kiedyś Fowles, Golding, Dostojewski, Camus, Tołstoj, Galsworthy. Ale może to kwestia naturalnych etapów rozwoju literackiej wrażliwości? Niektóre książki były objawieniem! Teraz to po prostu smaczne pozycje, dostarczające dreszczyku emocji, wzruszeń, rodzące jakiś niepokój lub tęsknotę. Kocham Marqueza, Irwinga, Segala. Uwielbiam też współczesnych polskich autorów, a moja biblioteczka puchnie w szwach od ich książek. No wiesz, trzeba wiedzieć, co robi konkurencja. Jestem zachwycona polską literaturą współczesną! Ależ to potencjał! I wiesz co? Poznałam osobiście wiele Literatek i Literatów… jakież to wspaniałe osobowości!

PM: Na koniec proszę, aby Mariola Zaczyńska powiedziała jakie ma marzenia, takie które mogą się spełnić, a za które my będziemy trzymali kciuki, aby tak się właśnie stało.

MZ: Generalnie uważam się za osobę spełnioną i szczęśliwą. Niewiele potrzebuję. Jeśli już, to trzymajcie kciuki, aby moje komedie były śmieszne i żebym nigdy nie zanudziła czytelników.

PM: Dziękuję "Siłaczce" za rozmowę i życzę kolejnych równie dobrze przyjmowanych przez czytelników  powieści.





Zdjęcie autorstwa Agnieszki Król


W wywiadzie została zachowana oryginalna pisownia.

Prześlij komentarz

Matthew J. Kirby - " Powiększ Assassin’s Creed: Ostatni potomkowie. Grobowiec chana"

  Zacznę od okładki . Jest wyjątkowo nieudana i jak dla mnie grafik niezbyt postarał się o coś, co będzie przyciągało wzrok. Okładka prz...