poniedziałek, 16 stycznia 2012

Zagubiony wywiad

  Przyznaję się bez bicia. Moja obsługa komputera pozostawia wiele do życzenia, szczególnie gdy chodzi o internet. Wstyd się przyznać. Wiem...ale tym sposobem dokonałem odkrycia, zupełnie przypadkowo. Dzisiaj  zmieniałem ustawienia i zniknął mój ostatni wywiad z Marcinem Brzostowskim. Odkrył to Marcin, który napisał do mnie w tej sprawie...Ratunkiem pozostał dobry wujek z Ameryki o imieniu Google. O portalu Allerte słyszałem dawno, ale nie miałem pojęcia że są tam zamieszczane moje teksty. Nawiasem mówiąc, a raczej pisząc, nie tylko moje teksty. Nie mam o to pretensji (broń Boże), ale gdyby mnie zapytano o zgodę, byłoby mi miło. Tak czy inaczej w tym miejscu znajduje się link do mojej rozmowy z autorem z 13 stycznia. Swoją drogą jest mi niezmiernie miło, że ktoś to publikuje na takim szacownym portalu. Dziękuję tej osobie. 

 Dzisiaj otrzymałem siedem książek do czytania i zrecenzowania. Często mam dylemat -  czytać czy pisać? Robię jedno i drugie. Z pisaniem się nie spieszę. Zakładałem, że pisanie drugiej książki zakończę do końca miesiąca, ale teraz widzę że raczej przeceniasz swoje możliwości. Wynika to z faktu, że zmieniłem fabułę, dopisuję nowe wątki, a parę usunąłem. Zgodnie z sugestiami czytelników, tym razem będę poszukiwał papierowego wydawcy. Wierzę, że się uda. Zresztą, przy pierwszej książce miałem idee ochrony drzew i wiarę w to, że ludzie czytają e-booki. Dostaję wiele sygnałów typu...Chętnie bym przeczytał(a), ale na papierze. 

  W najbliższy piątek spotkamy się z Małgorzatą Kursą. Porozmawiamy o książkach, ale nie tylko o nich. W najbliższym czasie przewiduję zorganizowanie dużego konkursu. Do wygrania będą audiobooki. 

  Teraz wracam do uprawiania swojej grafomanii. Tytułu, póki co jeszcze nie mam. A może czytelnicy mi w tym pomogą? Może z tytułem będzie związany mój drugi konkurs?


"Gorączka. W świecie poszukiwaczy skarbów" - Tomek Michniewicz

  Z wielu wad, które posiadam jedna jest szczególnie denerwująca. Ulegam reklamom i recenzjom które piszą blogerzy. O tej pozycji przeczytałem wiele dobrego, a jako że ja sam lubię tego typu tematykę, więc skorzystałem z okazji. Miałem do wyboru - otrzymać książkę za darmo do recenzji. Była też druga możliwość, jaką odkryłem - zakup bezpośrednio w Wydawnictwie z autografem autora. Nie miałem wątpliwość, co wybrać. Autografy traktuję jak relikwie. Książka dotarła szybko, a ja zabrałem się za jej czytanie.

   Pierwszymi plusem jest doskonały papier. Do tego mnogość zdjęć, każde dobrze opisane i znajdujące się w odpowiednim miejscu, na odpowiedniej stronie, dopasowane do czytanych rozdziałów. Kolejna sprawa dotyczy zawartości tekstu. Ciesze się, że autor oprócz fotoreportaży i swoich opowieści umieszcza również ciekawe dialogi. Trzeba przyznać, że autor wiele zobaczył, wiele przeżył i potrafił to sprzedać w szalenie interesującym reportażu drogi. Tytuł wskazuje nam, że książka traktuje o poszukiwaczach skarbów. Ale czy tylko? Rzecz jasna jest więcej interesujących historii. Tomek Michniewicz daje nam się poznać jako osoba wrażliwa i stająca po stronie zwierząt, szczególnie tych zagrożonych całkowitym zaginięciem. Pokazuje, jak w Afryce działa kłusownictwo i nielegalna sprzedaż kości słoniowej. 

  Serdecznie polecam każdemu bez względu na wiek i zainteresowania. Język porywa, a tematyka daje  myślenia. Autor został obdarowany bardzo plastycznym językiem, co bardzo pomaga w czasie pisania tekstów.

Michael Lewis - "Wielki szort"

 Książka wpadła w moje ręce przypadkowo. A podobno nie ma przypadków. Ta książka tąpnęła moją wiedzą na temat instytucji zajmujących się...