poniedziałek, 14 stycznia 2013

"Córka Wokulskiego" - Roman Praszyński

 Kiedy autor zadał na swojej tablicy, na znanym portalu społecznościowym zapytanie,kto chce zrecenzować jego książkę, od razu się zgłosiłem. Zaryzykowałem. O książce wcześniej nie słyszałem, autora nie znam. Już sam tytuł nam mówi, że wracamy do Prusa. Czy to dobre rozwiązanie i czy autor sprostał zadaniu?

  Najogólniej można napisać, że "Córka Wokulskiego" to romans z opisami, które nie nadają się do czytania przez małoletnich czytelników. Do tego nie brakuje elementów sensacyjnych i czarnego humoru. Pewnie gdybym o tym wiedział wcześniej, ta powieść nigdy by nie była przeze mnie przeczytana.  A jednak stało się inaczej. Nie będę opisywał tutaj fabuły, o niej można przeczytać na okładce książki, albo w internecie.

 Z początku czytałem z mieszanymi uczuciami, ale czym głębiej wchodziłem, tym bardziej mnie wciągała. Roman Praszyński szokuje, ale ma przy tym lekkie pióro i powieść czyta się wyśmienicie. Jestem przekonany, że ta książka podzieli czytelników. Ale z pewnością nikogo nie pozostawi obojętnym. To drapieżny tekst, ale napisany dobrym stylem. Ja osobiście bawiłem się wyśmienicie, a patrząc na całokształt dzieła zrozumiałem że "Córka Wokulskiego" jest tym, czego na naszym rynku brakowało. Dokładne opisy postaci, budowanie nastroju i pewien rodzaj ekscytacji po przekartkowaniu kolejnej strony. To nie jest książka, jakimi jesteśmy zasypywani każdego dnia. Zrozumienie jej wymaga pewnej wrażliwości i zrozumienia tego, wbrew pozorom niełatwego tekstu. Ale warto poświęć czas i zaangażować się w czytanie. Na koniec dodam , że język bardzo pobudza wyobraźnie czytelnika, chociaż momentami budził mój niesmak. Ale to już kwestia gustu i wizji autora, który ma do tego całkowite prawo. Ogólnie polecam, ale zdecydowanie dorosłym czytelnikom.
Prześlij komentarz

David Ludwig - "Wiecznie głodny?"

  Na książkę trafiłem przypadkowo, oglądając szkolenie z zakresu dietetyki i zdrowych jelit. Autor przytoczył kilka tytułów, w tym równi...