sobota, 15 lutego 2014

"Nie ma ekspresów przy żółtych drogach" - Andrzej Stasiuk



  Moja przygoda z Andrzejem Stasiukiem rozpoczęła się stosunkowo niedawno. W jego najnowszą książkę w wersji elektronicznej zaopatrzyłem się jakiś czas temu. Wyjeżdżając na urlop, zabrałem ją ze sobą licząc na chwilę spokoju i możliwość jej przeczytania. Stasiuka czyta się powoli. Stasiuka się kontempluje. Udało się w drodze powrotnej. Przeczytałem ją kilka dni temu w czasie podróży w pociągu relacji Kraków - Bydgoszcz. Zagłębiając się w nową pozycję, niewiele wiedziałem o jej powstaniu. Stasiuka czytam w ciemno. Już na początku mnie zaskoczył. Okazało się, że autor opisuje miejsca doskonale mi znane, moje rodzinne miejsca, z których właśnie wracałem.  Wzruszył mnie tym niezmiernie. W końcu Mistrz mieszka rzut beretem od miejsca zamieszkania moich najbliższych i miejsca w którym się urodziłem i wychowałem. Ale cały tekst, który jak się okazuje jest zbiorem esejów i felietonów zamieszczanych w przeszłości w czasopismach stanowi doskonałą podróż po zakątkach Europy, ale i człowieka. Pisarz jak zwykle pokazuje krajobrazy połączone z widokami ludzi. Andrzej Stasiuk wraca do przeszłości, wspomina swoje podróże, ale każda z krótkich historii to wielkie bogactwo fotografii zamkniętych w doskonale dobranych słowach. Pisarz potrafi wydobyć piękno z tego co szkaradne, dobro z tego, co złe.

 U autora nie ma pośpiechu ani haosu. Swoje opowiadania snuje ze szczegółami, dbając o detale i formę treści. Ma talent do zatrzymywania ważnych chwil w biegu i pokazywania ich każdym zmysłem. Czytając słowa widziałem obraz, czułem macierzankę i smakowałem górskiej wody. Ale ta książka to coś o wiele więcej. To również głos autora w sprawie świątyni w Licheniu, oraz osobiste wspomnienia. Pisarz nie zapomina o innych, którzy zostawili świat po sobie w sztuce (Nikifor), oraz podróżnika Tiziano Terzaniego. 

 Zakupując „Nie ma ekspresów przy żółtych drogach”  liczyłem na wiele, ale otrzymałem o wiele, wiele więcej. Stasiuk pokazuje siebie, dając czytelnikowi dostęp do jego prywatnego życia z przeszłości. Trącił we mnie strunę nostalgii. Przypomniał mi moje dzieciństwo w zapadłej wsi i czas płynący leniwie. Przypomniał mi o faktach, jakie miałem ukryte w swojej pamięci. Czytając książkę targały mną emocje i nie chciałem, aby się zakończyła. Ten pisarz ma wyjątkowy dar. Stasiuk potrafi rozbroić moją psychikę na czynniki pierwsze, ale nie doprowadza do wybuchu.

 Nie pozostaje mi nic innego, jak zakup wersji papierowej. Chcę czytać, wracać do tekstu, smakować, podkreślać i zapamiętywać fragmenty. Polecam, jak nic innego. Kawał dobrej literatury.
Prześlij komentarz

Simona Kossak - "O ziołach i zwierzętach"

 Wiele dobrego słyszałem o autorce, dlatego postanowiłem przeczytać coś jej autorstwa. Mój wybór był przypadkowy, a może jednak nie? Naz...