wtorek, 31 stycznia 2017

Steven Galloway - "Wiolonczelista z Sarajewa"

Są takie książki, które zmieniają podejście czytelnika do świata, pokazując, w jakim zafałszowanym świecie żyje, często nie zdając sobie sprawy z tragedii, jakie dzieją się na tym samym kontynencie.

"Wiolonczelista z Sarajewa" jest utworem napisanym oszczędnym, a zarazem bogatym językiem. Autor niczym czarodziej rzeźbi w twardej bryle niezwykły kształt wydarzeń, jakie towarzyszą wojnie.

W książce dominują trzy postacie. Są nimi - Strzała - dziewczyna wypowiadająca swoje imię na końcu książki, ojciec rodziny udający się w niebezpieczną podróż po wodę i muzyk - grający zawsze w tym samym, nieprzypadkowym miejscu, nie dba jacy o swoje życie.
"Wiolonczelista z Sarajewa" pokazuje dramat tamtych dni, który nie do końca jest fikcyjny. Każda z tych postaci mogła istnieć w realnym życiu, zresztą pisarz po części oparł się na zasłyszanych historiach, budując na nich swoje postacie.
Steven Galloway napisał utwór będący pomostem w czasoprzestrzeni. Jest w tym utworze wiele bólu, strachu, ale są również pozytywne emocje. Postacie ukazane są w kluczowych dla siebie momentach. Wojna zmienia ich myślenie, ale orientują się, że stali się ofiarami własnych przekonań i niewiele w nich z dawnych ludzi. Ale ta cząstka czasami wystarcza, aby wyjść z marazmu i poczuć w sobie bunt,a może próbować naprawić dawne winy?
Ze zniecierpliwieniem oczekuję przeniesienia tej niezwykłej opowieści na język filmowy. Ekranizacja bez wątpienia będzie niesamowitym wydarzeniem. Takie książki poruszają sumienia, pokazując, jakimi jesteśmy szczęściarzami, żyjąc tu i teraz.
Prześlij komentarz

Michael Lewis - "Wielki szort"

 Książka wpadła w moje ręce przypadkowo. A podobno nie ma przypadków. Ta książka tąpnęła moją wiedzą na temat instytucji zajmujących się...