poniedziałek, 15 stycznia 2018

Jojo Moyes- "Ostatni list od kochanka"


Dwie historie, które dzieli odległość czterdziestu trzech lat. Kobiety po przejściach, jedna  z amnezją, druga tkwi w toksycznym związku z żonatym mężczyzną. Tak naprawdę wszystko zaczyna się od znalezionych listów w archiwum redakcji, w której pracuje Ellie. 
Ta historia przypomina mi książki Nicolasa Sparksa, ale Jojo Moyes broni się całością. A dzieje się wiele. Zdrady, nieporozumienia, zawirowania w strefach uczuciowych i kawałki korespondencji, która nie powinna nigdy ujrzeć światłą dziennego. Tutaj ważne są ostatnie rozdziały i sam finał. Moyes pokazuje czytelnikowi miraż,w  którym żyje. Nie zawsze tkwienie w przeszłości jest lekiem na teraźniejszość. Wykreowany świat wydaje się być niezwykle realistyczny i jak zwykle bywa u autorki,  czytelnik identyfikuje się z postaciami. Pisarka nie daje czytającemu odetchnąć. Każdy rozdział to zamknięta perła, czasami brylant potrzebujący szlifu. Zawsze lśni. Moyes potrafi pisać o trudnych relacjach, o uczuciach i tym, co wydawać się może miłością, a nie zawsze nią jest. Ile jesteśmy zrobić i zaryzykować dla własnego szczęścia i dla dobra drugiej osoby?

 Nie każdą postać można polubić, niektóre możemy potępić. Jako czytelnicy mamy do tego prawo, o ile nie porównujemy opowieści ze swoim życiem. Czy kobiety wchodzące w romanse z żonatymi mężczyznami mają prawo do szczęścia? jak zwykle Moyes stawia ukryte pytania między słowami. 

 Książka nie jest romansem wbrew temu, co może sugerować tytuł. To powieść obyczajowa o pogubionych i oszukanych, czasami na własne życzenie. Moyes potrafi snuć piękne historie, zapadające w pamięć. Czekam na ekranizację tej książki. Serdecznie polecam. 
Prześlij komentarz

Remigiusz Mróz - "Zaginięcie"

 Z książkami Remigiusza Mroza mam problem. Jedna jest w moich oczach wybitna, a kolejna słaba. Według mnie "Zaginięcie" jest cz...