czwartek, 16 lutego 2012

Wywiad z Sylwią Chmiel

Piter Murphy:  Witaj Sylwio. Mam to szczęście gościć u siebie w saloniku piękne, a zarazem utalentowane kobiety. Jest mi miło, że przyjęłaś zaproszenie. Mam do zaproponowania kawę i herbatę. Co mogę Tobie podać?

Sylwia Chmiel: Witaj. Jak wiadomo: „Nie to jest piękne, co jest piękne, tylko to, co się komu podoba”. Wobec tego odpowiem tylko: „Cieszę się, że mnie tak korzystnie widzisz”.  Co do napoju, to trudna sprawa. Najgorzej to dać kobiecie możliwość wyboru. Lubię kawę, ale herbata również ma swoje zalety. Nie, jednak kawa (?)... chociaż z drugiej strony... Lepiej rozpocznijmy rozmowę, herbatą lub kawą poczęstuję się w trakcie wywiadu.

PM: Jesteś autorką książki „Tydzień z życia kobiety”. O czym traktuje ta książka?

SCH: Opowiada o losach młodej dziewczyny. Bohaterka występuje tu jako: Patrycja – mieszka w Bytomiu, uczy historii w Gimnazjum dla Dorosłych i jako Anna – żyje w czasach średniowiecza i przeżywa liczne, barwne przygody.
Staram się nie przynudzać, pisać humorystycznie, wesoło i fajnie. Czytelnik ma się odprężyć, zrelaksować i zapomnieć o problemach dnia codziennego. Spojrzeć na własne bolączki z innej perspektywy, uśmiechnąć się do swoich wad i słabości.

PM: Książkę wydałaś w formacie elektronicznym. Dlaczego e-wydanie, a nie papier? Czytelnicy ciągle wybierają formy papierowe.

SCH: Odpowiedź jest bardzo prosta. Wysłałam teksty do wydawnictwa Nowy Świat. Po kilku dniach skontaktował się ze mną znany               i szanowany polski poeta, eseista Pan Maciej Cisło proponując e – wydanie „Tygodnia z życia kobiety”. Zgodziłam się praktycznie bez wahania. Wyznaję zasadę: lepszy e book w dobrym, poważanym wydawnictwie, niż książka papierowa wydana przez firmę „Kogucik”.

PM: Ukończyłaś kilka kierunków studiów. Czy to pomogło Ci w pisaniu powieści?

SCH: Pracuję z dziećmi w przedszkolu, jestem zatrudniona na stanowisku logopedy. Nie zapominam jednak o moich korzeniach,  ukończyłam studia magisterskie na WNS i jestem historykiem. To bardzo pomaga. Trzeba mieć pewną wiedzę na temat epoki, języka, obyczajów, aby skonstruować dane kwestie i stworzyć, jak najbardziej wiarygodne sceny.

PM: Jesteś również autorką książek edukacyjnych kierowanych do dzieci. Który odbiorca jest trudniejszy – dziecko czy dorosły czytelnik?

SCH: Zdecydowanie dorosły. Dzieci od razu „kupują” Misia Gabrysia i zajączka Cezarego, dorosły odbiorca jest znacznie bardziej nieufny, ostrożny i wymagający. Proszę Pamiętać, że moimi klientami są głównie kobiety, a to klient niezwykle wymagający. Trzeba dużej energii i siły przebicia, by sprzedać „babską książkę”.

PM: Czy łatwo jest pisać kobiecie historię o innych kobietach? Historia jest w pełni wymyślona?

SCH: Pisanie o innych kobiet jest po prostu cudowne! Precz z mitem, wiecznie zapracowanej, zagonionej  kobiety, „Matki Polki” mającej tysiące obowiązków na głowie: dom, rodzina, dzieci... Czy kobiety naprawdę spotykają się tylko po to, aby skarżyć się na własny los, rozmawiać o dzieciach, o pracy, domu i rodzinie? A co z namiętnością, co z erotyką? Czy nie jest dla nas ważna?  Prawda jest taka, że kobiety znacznie częściej myślą i rozmawiają ze sobą o seksie, niż się to wam mężczyznom wydaje.
Pytasz, czy historia jest w pełni wymyślona, no cóż, Partycja ma wiele moich cech. W „Tygodniu z życia kobiety” dużo jest prawdy, chociaż prawda ta jest ściśle i nierozerwalnie spleciona z fikcją.

PM: Wierzysz w taką miłość, jaka często jest w literaturze kierowanej dla kobiet?

SCH: Nie wierzę. Pisząc książki dla kobiet odbiegam od wątku cudownej, wspaniałej, nierealnej miłości. Wy mężczyźni często jesteście nieznośni i pełni wad, ale może właśnie za to was kochamy? Obrazy jakimi nas karmią książki i filmy są złudne. Prawdziwe uczucie jest inne, jest lepsze. Żaden autor nie potrafi stworzyć takiego scenariusza, jaki pisze nam życie. Uwierz mi.

PM: Emil Cioran napisał w „Zeszytach 1957 – 1972” Nie można nic powiedzieć o niczym. Dlatego można bezkarnie pisać książki o wszystkim. Zgadzasz się ze słowami autora?

SCH: Nie, raczej nie... To znaczy pisać możemy, ale kto nam to kupi? Bezkarnie, to możemy sobie gryzmolić w pamiętniku (pod warunkiem oczywiście, że trzymamy go w sejfie, do którego szyfr tylko nam jest znany). Jeżeli mamy zamiar publikować teksty literackie, to piszemy dla kogoś, prawda? Musimy się liczyć z odbiorcą, nie możemy mu serwować absolutnie wszystkiego.

PM: Jakie były koleje napisania „Tygodnia z życia kobiety”?

SCH:  W lipcu 2007 roku moja ukochana kuzynka zmarła na białaczkę. Nie potrafiłam pogodzić się z śmiertelną chorobą bliskiej mi osoby. Aby jakoś odreagować negatywne emocje pisałam wierszyki, bajeczki dla dzieci oraz  teksty dla dorosłych. Z czasem ból przestał dokuczać, łzy obeschły, wróciłam do normalnego życia i nie czułam dalszej potrzeby pisania, a już tym bardziej publikowania moich tekstów. Dopiero, po kilku latach, kiedy związek z ukochanym mężczyzną zaczął się rozpadać znów zaczęłam tworzyć poszukując  przyjaźni i miłości w wymyślonym przez siebie świecie. Na początku grudnia 2009 rozstałam się z mężem, trzy dni później otrzymałam wiadomość od Redaktora Naczelnego Wydawnictwa Harmonia:          „Myślę, że warto zainwestować w Pani talent”. I tak to się wszystko zaczęło. Jesienią 2010 roku na rynku pojawiła się moja pierwsza książka „Miś Gabryś i przyjaciele”, wraz z 2 płytami CD, tekstem czytanym przez doskonałego aktora Pana Artura Pontka. W styczniu przyszła kolej na „Rymowanki Cezarego”, a jesienią 2011 pojawił się „Tydzień z życia kobiety”. Trzy różne publikacje, ta sama Sylwia Chmiel.

PM: Odczuwasz przepaść między autorami wydającymi tradycyjnymi, a decydującymi wydać się w formie elektronicznej?

SCH: Nie. Oprócz „Tygodnia z życia kobiety” mam w swoim dorobku również normalne książki. Może dlatego jestem traktowana w sposób ulgowy? Kojarzę się ludziom nie tylko z twórcą e booka, ale również z tradycyjnymi publikacjami, które można bez przeszkód nabyć w księgarni.

PM: Prawdziwy pisarz nie boi się marzeń, balansowania między fikcją a rzeczywistością. Czy napisanie „Tygodnia z życia kobiety” zmieniło coś w Tobie, a może w Twoim otoczeniu?

SCH: Oczywiście. Dotychczas byłam spostrzegana tylko jako logopeda, twórca tekstów pomocnych w terapii wad wymowy. Od czasu kiedy na rynku pojawił się e book, zmieniło się podejście ludzi do mnie,  zaczęli zauważać, że Sylwia Chmiel to nie tylko terapeuta, ale przede wszystkim KOBIETA. Uwierz, to naprawdę fantastyczne... 

PM: Boisz się opinii innych?

SCH: Prezentowana w mojej książce bohaterka, jest istotą z „krwi i kości” a to się nie wszystkim podoba. Trudno, nie ma ż życiu człowieka, który by dogodził każdemu. 

PM: Po „Tygodniu z życia kobiety” będzie…? Nad czym aktualnie pracujesz?

SCH: Pracuję nad powieścią o zabarwieniu komediowym. Będzie dużo miłości, kobiecych pytań, wątpliwości, radości i rozterek. Nie zabraknie scen erotycznych, przygód, uśmiechu, ciepła i przyjaźni... Mam nadzieję, że czytelnicy ciepło przyjmą tytułową Weronikę. To bardzo sympatyczna, chociaż nieco zwariowana dziewczyna. Chcę, aby czytelnik dobrze się bawił. Mimo całego zła, świat jest przecież piękny i warto jest żyć! Warto się uśmiechać.

Jak pisał Phil Bosmans:
„ Humor niweluje wiele spraw,
które wydawały się przeogromne
i nie do przezwyciężenia.
Stają się śmiesznie małe i nieważne.
To, co wydawało się bardzo ciężkie,
Traci swój przygniatajmy ciężar.
To, co wydawało się niemożliwym,
Humor czyni możliwym.
Wtedy niejedna burza przemija
Bez grzmotów, błyskawic i gradu”

PM: Wierzysz w to, że coś się zmieni w naszym kraju odnośnie polskich autorów?

SCH: Tak na prawdę w Polsce mało kto czyta, a pisze bez mała każdy. Publikują znani i szanowani oraz ludzie „z ludu”. Tytuł „Autor” traci na znaczeniu. Jeszcze parę lat temu, gdy ktoś pochwalił się, że udało mu się wydać książkę,  otrzymywał gratulacje. Teraz ludzie wzruszają ramionami i pytają : „Ile zapłaciłeś (aś)”. Dopóki pisać i publikować będzie mógł praktycznie każdy, prawdziwy autor szanowany nie będzie. Cieszę się, że mój „Tydzień z życia kobiety” został nominowany do tytułu „E book Roku 2011” Wiele osób zgłaszających do konkursu swoje książki macha ręką i mówi „Nie istotne czy wygram”. Dla mnie jednak wynik ma ogromne znaczenie, pozwoli mi dowiedzieć się, jak spostrzegają mnie inni, czy mnie lubią, czy dostrzegają we mnie początkującego autora, a może zaśmiecam rynek? Dzienniki, pamiętniki pisze się dla siebie. Książki tworzy się dla innych. Dopóki w kraju będzie panować przekonanie: „Pisać każdy może, trochę lepiej, lub trochę gorzej, ale nie o to chodzi, jak co komu wychodzi. Czasami człowiek musi, inaczej się udusi...” ludzie słysząc słowo „Autor” będą się pobłażliwie uśmiechać. Czy o to nam chodzi? Czy warto publikować na siłę?

PM: Z pewnością czytałaś o Amandzie Hocking. Jej trylogie „Trylle” którą wydała niezależnie w formie e-boka w Stanach Zjednoczonych zakupiło ponad milion osób. Uważasz, że w Polsce ma ktoś zupełnie nieznany jakąkolwiek szansę na to, aby odnieść podobny sukces?

SCH: Może za dwadzieścia lat...? Teraz nie ma szans!

PM: Dziękuję za rozmowę. Było mi miło Ciebie gościć. Serdecznie pozdrawiam.

SCH: Dziękuję bardzo! To była szalenie miła pogawędka i w międzyczasie zdążyły wystygnąć napoje. W takim razie poproszę o herbatę, zimnej kawy nie znoszę.

Miłego dnia!




************************************************************

 Piątkowe wywiady czasami ukazują się w czwartki, podobnie jest dzisiaj. Wynika to z faktu, że w piątki nie zawsze  mam czas, aby się tym zająć. A dzisiaj dodatkowo trawi mnie gorączka i  mam zamiar się wcześniej położyć. Za tydzień spotkamy się z Małgorzatą Warda, autorką między innymi wydanej ostatnio książki zatytułowanej "Dziewczynka, która widziała zbyt wiele". Zapraszam, :-)


Prześlij komentarz

Colson Whitehead - "Kolej podziemna. Czarna krew Ameryki"

 Co roku staram się czytać laureatów prestiżowych nagród literackich na świecie, w tym Politzera. Historia opowiedziana przez autora wym...