czwartek, 31 marca 2016

Elena Ferrante - "Genialna przyjaciółka"

 O czym traktuje ta książka? Można powiedzieć w jednym zdaniu. To historia dwóch dziewczyn, które chodzą do wspólnej szkoły, rywalizują ze sobą głównie na polu ocen, ale nie tylko. Historia zaczyna się od telefonu syna jednej z kobiet, informującego o zaginięciu matki. Druga zabiera nas w odlegle czasy swojego wczesnego dzieciństwa, aż do wieku dorastania. Przenosimy się w okolice Neapolu, w lata pięćdziesiąte ubiegłego wieku. Przyjaźń dwóch dziewczyn rodzi się w bólach. Są totalnie różne, ale mają wspólne cele. 
 Wielki plus powieści za prosty język, a także za szczegółowość kolejnych scen. Miałem wrażenie, jakbym zapadł się w fotelu i słuchał opowieści dojrzałej kobiety wspominającej swoje odległe czasy. Ferrante snuje opowieść powoli, bez zbędnego chaosu. Sam idąc za zachwytami blogerów i krytyków literackich zakupiłem trzy tomy. Trudno jest jednoznacznie ocenić tę powieść. Niewiele się tutaj dzieje, momentami jest zbyt dużo opisów. Ale ta historia ma w sobie coś, co nie pozwala czytelnikowi odłożyć książki na półkę. Niestety, tom kończy się ślubem jednej z młodych kobiet, ale nie daje odpowiedzi gdzie znajduje się kobieta. Książka rozpoczyna się zagadką, oczywiście po drodze mamy opowieść ciągnącą się przez kilkanaście lat szkoły i na tym kończy się ten tom. Dla mnie to niezrozumiałe. W książce brakuje mi klamry spinającej całość w spójną opowieść, dającą jednoznaczną odpowiedź. 

 Niestety, nie mogę zgodzić się z zachwytami innych. Książka nie jest wybitna, jak mi sugerowano w różnych źródłach. Czuję wielki zawód, ale kolejne tomy przeczytam. Chociażby dlatego, iż je zakupiłem. Wielkim plusem jest tło opowieści. Postacie poboczne,  w tym dojrzewający chłopcy i pierwsze zaloty w stronę młodych dziewczyn. Całe tło jest pięknie zarysowane, ale to ciągle za mało, aby nazywać tę książkę wybitną literaturą.

środa, 30 marca 2016

Tosca Lee - "Judasz"

 Od jakiegoś czasu nosiłem się  z zamiarem o napisaniu tej książki. Przykuwająca okładka, z której spoglądają hipnotyzujące oczy mówią wiele. Książka cieszy się wielkim zainteresowaniem wśród czytelników w naszym kraju i zapewniam, że w pełni na to zasługuje. 

 Postać Judasza znana z historii jest postacią negatywną. Zdrajca Jezusa, który sprzedał swojego Mistrza za 30 srebrników nie zasługiwał na szacunek i pozytywne miejsce na kartach historii. Biblia niewiele mówi o życiu Iskarioty. 

 Brawo dla Autorki i wielki szacunek za realistyczne przeniesienie czytelnika w czas, w którym Jezus zaczynał głosić nauki. Autorka doskonale oddała fascynację Mistrzem, dylematy moralne Judasza. W książce zostały zachowane fakty historyczne, co bardzo pomaga przeżywać tę historię. "Judasz" to o wiele więcej niż książka.  Osobiście traktuję to dzieło jako dodatek do Biblii. Oczywiście pisarka nie jest apostołem, ale jej zgłębienie tematu zrobiło na mnie wielkie wrażenie. Toscana Lee przeczytała setki książek i obejrzała wiele filmów dokumentujących ówczesne czasy. W "Judaszu" wyczułem wielkie, osobiste zaangażowanie. 
 Lee nie boi się własnej opowieści, która jest jej własną wersją historii życia Judasza, którego życie doprowadza do takich, a nie innych wyborów. Postać Apostoła jest ukazana przez pryzmat ludzkich niedoskonałości. Sama nie staje po żadnej ze stron.

 Nie mamy tutaj wielkich nauk, ale pokazanie jednostki w tłumie z bagażem doświadczeń. Nie zapominajmy, jak były to ciężkie czasy. Kontrast Jezus i Judasz. Po tej wspaniałej lekturze naszło mnie wiele refleksji. "Judasz" zostaje w mojej głowie. Ta książka kąsa czytelnika emocjami, nie pozwala na obojętność. Autorka opisuje kolejne sceny, a te przypominają mi kadry filmowe. Niesamowita historia, którą jak nam się wydaje znamy. Ale czy oby na pewno? Toscana Lee zaskoczyła mnie pozytywnie. To wyjątkowa książka. Serdecznie polecam.

niedziela, 13 marca 2016

Magdalena Witkiewicz - "Cześć, co słychać"

 Recenzja przedpremierowa

  Jakiś czas temu dostąpiłem niebywałego zaszczytu. Topowa autorka zaufała mi i przesłała świeżo napisany tekst pod roboczym tytułem "Cześć, co słychać". Jako wielki fan pisarki czym prędzej zabrałem się za czytanie. Magdalena Witkiewicz jest znana ze szczęśliwych zakończeń książek, oraz z podejmowania tematów trudnych, ale napisanych w sposób lekki i przystępny. 

 Główna bohaterka prowadzi ustabilizowane życie. Jest szczęśliwą czterdziestolatką,posiada kochającego męża i dzieci. Kiedy dochodzi do spotkania kobiet z czasów szkolnych, wtedy odżywają dawne wspomnienia. Kobiety porównują swoje żywoty, dokonując ciekawych spostrzeżeń. Zdają sobie sprawę ze zmian, które w nich zaszły.  Dopełnieniem ich rozmów jest pojawienie się tematu dawnego chłopaka, z którą może się wydawać Zuzannę łączą wyłącznie pozytywne wspomnienia. Zuzanna wraca wspomnieniami do czasów, w których była zupełnie inna. Każde kolejne wspomnienie to krok do przeszłości i tęsknota za byłym kochankiem. Kiedy dochodzi do pierwszego spotkania, odzywają wspomnienia, a Zuzanna musi dokonywać kolejnych wyborów, które mogą doprowadzić do tragedii.

 Z początku myślałem, że otrzymam banalną historyjkę, ale zaskoczyłem się mile, kiedy opowieść zostaje przestawiona na inne tory i to, co uznawałem za przewidywalne było tylko wstępem do dopełnienia lektury. A muszę przyznać, że emocje towarzyszyły mi do końca.
 Pisarka znowu pokazuje człowieka w sytuacji na pozór prostej, wydawać się może, iż dostajemy gotowy model, ale Magdalena Witkiewicz jak zwykle bawi się z czytelnikiem, kładąc nacisk na aspekt psychologiczny, pokazując rozdarcie bohatera stojącego na rozdrożu. Ale na to musimy jakiś czas zaczekać.

 Dlaczego warto sięgnąć po "Cześć, co słychać?" To historia dla każdego, nie tylko dla kobiet. Kto z nas nie wraca wspomnieniami do przeżyć, które uważa za pozytywne, ale zapomina o ciemnych stronach tych czasów? Pisarka przyzwyczaiła czytelników do historii, które mogły się wydarzyć.  Jestem przekonany o wielkim sukcesie tej opowieści. Jej siła tkwi w realizmie. Ta historia mogła wydarzyć się naprawdę. Każdemu z nas. Pisarka porusza tutaj bardzo bolesny temat. Nie będę tutaj zdradzał szczegółów. Warto sięgnąć, warto potem pomyśleć o tej lekturze. Emocje jakie mi towarzyszyły nie zawsze były pozytywne. Czasami nie potrafiłem zrozumieć decyzji Zuzanny, ale tak naprawdę kto z nas nie popełnia błędów? Według mnie to jedna z najlepszych książek Magdaleny Witkiewicz. Trudno jest przejść obok niej obojętnie. Pewnie nie jedna z czytelniczek uroni łzę, a inna sięgnie po zdjęcie dawnej miłości. A może ktoś odnowi znajomości na facebooku, rozpoczynając zdaniem "Cześć, co słychać"? Polecam.

sobota, 12 marca 2016

Olga Rudnicka - "Były sobie świnki trzy"

 Tytuł książki brzmi znajomo? A jakże. W tej historii świnkami są trzy kobiety nienawidzące swoich życiowych partnerów. Są bogate i znudzone życiem, które prowadzą. Z mężami są nadal dla ich majątków. Nauczone pławienia się w luksusie nie wyobrażają sobie innego życia. Kiedy jednak na kobiety nachodzi zagrożenie rozwodami, szybko organizują się i planują morderstwa, mające być doskonałymi i nie do wykrycia. Plany psuje wypadek, kiedy jeden z mężczyzn kąpie się z suszarką do włosów. Efekt jest do przewidzenia. Rozpoczyna się śledztwo, które doprowadzi do....

  Nie ukrywam, że z przyjemnością sięgam po utwory Olgi Rudnickiej. Zawsze są naładowane humorem i lekkością pióra. Ten utwór różni się od tych, do których jesteśmy przyzwyczajeni. Mam wrażenie, jakoby autorka ewaluowała i z każdą kolejną książką zrzucała z siebie brzemię ksiązek, które pisała jako nastolatka. Olga Rudnicka nadal bawi nas historyjkami, postacie są ciekawe, a dialogi jakby żywe. Atutem "Świnek" jest wartka akcja i ciekawy pomysł, który pisarka opowiada w swoim stylu. Pod pozorem opowieści o trzech nieszczęśliwych kobietach przemyca tęsknoty i potrzeby bliskości ze strony najbliższych. Żadna z nich nie jest bez skazy, ale każda ma określony cel, w wyznaczeniu którego nie cofnie się przed niczym. 

 Komizm książki może nie jest oryginalny, ale to doskonała książka na weekendowe odprężenie po całym tygodniu pracy.

poniedziałek, 7 marca 2016

Magda Rem - "Tysiąc róż"

 Zaintrygowała mi okładka, przypominająca po części "Dziewczynę z pociągu". Rozmyty obraz kojarzy mi się z pośpiechem. Musiałem przeczytać.  Zapowiedź wydała się interesująca, a jak to rzutowało na całokształt. Rzadko tekst pokrywa się z tym, co czytam na okładkach. Być może jestem wymagającym czytelnikiem i czasami zbyt surowym. Poznajemy Michała i Elżbietę. Inne postacie, łącznie z sąsiadem mają drugorzędne znaczenie. Ona jest pisarką romansów, on jest grafikiem okładek jej książek. Wydawać się może, że prowadzą sielskie życie, wręcz nudne. A jednak...

 Morderstwo, które ma być doskonałe jest przygotowywane detalami. Michał organizuje alibi, robi wszystko, aby wścibski sąsiad był przekonany o obecności żony w domu, kiedy jest już martwa. Niestety, jak to bywa w życiu, po drodze zostają rzucone kłody pod nogi. Pod koniec dowiadujemy się, dlaczego Michał podejmuje taką decyzję. Wszakże nikt nie morduje bez powodu. A tutaj powód jest dosyć istotny. Dla mnie jedynym słabym punktem jest zakończenie.

 Na okładce książka porównywana jest do Hitchcocka.  Myślę, że jest to chwyt marketingowy. "Tysiąc róż" to thriller psychologiczny, trzymający w napięciu. Podoba mi się język. Autorka pisze językiem, w jakim się zakochałem. I jest jeszcze coś. Fragmenty "Tysiąca róż", ostatniej, niedokończonej i niewydanej powieści zamordowanej autorki. 

 Pomysł na książkę ciekawy, ale jak wspominałem rozczarowało mnie zakończenie. Z drugiej strony było najbardziej sprawiedliwe. Czy autorka mogła inaczej zamknąć utwór? Pewnie mogła, ale wtedy byłby on mniej prawdopodobny. 

 "Tysiąc róż" polecam miłośnikom gatunku, a także wszystkim, którzy lubią czytać o mechanizmach rządzących człowiekiem. Dla mnie ciekawa i inna od tego, co czytuję na co dzień. 

czwartek, 3 marca 2016

Zapytanie do czytelników

 Czy pisanie powieści w odcinkach na nowym blogu ma szansę na sukces? Czekam na Wasze opinie. Swego czasu publikowałem jedną w odcinkach, ale potem zrezygnowałem. Pytanie. Czy to ma sens? Marzę o powrocie do pisania. Od debiutu minęło kilka lat, warsztatowo jestem o niebo lepszy. Tylko czy to wystarczy?

 

środa, 2 marca 2016

Tom Chatfield - "Książka do przeżycia"

 Książkę otrzymałem w prezencie. Nie spodziewałem się takowej niespodzianki, ale podszedłem do niej z dystansem. Irytują mnie książeczki - kolorowanki, oraz książki w rodzaju poradników w stylu jak żyć, aby życie było lepsze. Podtytuł książki brzmi "Kreatywna książka dla dorosłych". I zapewniam, że nie ma tutaj przesady. 

 "Książka do przeżycia" zawiera szereg sentencji, ćwiczeń, fragmenty przemyśleń i ćwiczenia do wykonania przez czytelnika. I tutaj chyba jest największa niespodzianka. Odpowiedzi na zadawane pytanie pomagają wejść czytelnikowi  w podróż do włąsnego wnętrza i poznać siebie. Autor doskonale dobrał teksty, a ćwiczenia są po prostu genialne. "Książka do przeżycia" to podróż przez moje indywidualne życie. Ta książka wyzwoliła we mnie kreatywność i pozwoliła mi na oderwanie się od problemów. Ta książka to swoista magia. Szczerze? Nigdy nie przypuszczałem, abym kiedyś pisał pozytywnie o takiej lekturze. A jednak...Przepadłem z kretesem. Genialne treningi, a sama książka to doskonały podręcznik do codziennego używania. Doskonały na prezent. Skupiając się na swoich potrzebach lepiej zrozumiemy innych. Ta książka ma szansę, aby stać się wielkim hitem wydawniczym. Polecam.

wtorek, 1 marca 2016

Harlen Coben - "Nieznajomy"

 Z niecierpliwością oczekiwałem kolejnej książki Cobena. Wierzyłem w siłę słowa, jakie wypływa spod jego pióra. Celowo piszę w czasie przeszłym.  Zaczyna się interesująco. Na meczu ojciec dwóch grających chłopców w lacrosse zostaje zaczepiony przez nieznajomego. Mężczyzna oznajmia Adamowi tajemnicę dotyczącą jego żony. Adam z początku nie wierzy  w to co słyszy, ale szybkie śledztwo doprowadza do odkrycia prawdy. Wystarczyło prześledzenie transakcji internetowych przy użyciu karty kredytowej żony. Czy Corinne jest kobietą, którą kocha?

  Najbardziej zaskoczyły mnie dwa rozdziały, to znaczy pierwszy i ostatni. To,co jest w środku jest mało istotne. Momentami irytowała mnie ta opowieść, być może powodem był fakt szybkiego rozwiązania zagadki. Zabrakło mi tutaj wielkiego BUM, zabrakło mi napięcia i tego "czegoś" co znam z innych książek Cobena. 

  Autor pisze, a zarazem przypomina o naszej prywatności w sieci, a właściwie jej braku. Pamiętajmy, że każdą operację czy transakcję można odtworzyć. Dla specjalisty to nic trudnego. Pamiętajmy o dostępie osób trzecich i możliwości wykorzystania tego przeciw nam. Coben przypomina fakty nie dla wszystkich oczywiste, a wszystko ubrane w powieść, którą niestety nie mogę uznać za bardzo dobrą. Według mnie ta książka nie zasługuje na kategorię thrillera. Po mistrzu spodziewam się książki zapadającej mi w pamięć. "Nieznajomy" nie zostanie w mojej głowie na dłużej.

Laetitia Colombani - "Warkocz"

  Nie potrafiłem oprzeć się historii trzech kobiet. Pewnie jednym z powodów była moja powieść "Trzy" o trzech kobietach,której d...