niedziela, 31 lipca 2016

Jan Jakub Kolski - "Jańcio Wodnik i inne nowele"

  Jan Jakub Kolski do tej pory był mi znany z filmów "Jańcio Wodnik", oraz "Jaśminum". Tym razem sięgnąłem po prozę tego autora i zwyczajnie się zachwyciłem. 
 Jan Jakub Kolski nosi w sobie wielkie umiłowanie do polskiej ziemi, połączone z jej zrozumieniem i wyłuszczeniem tego, co czasami może zwykłemu obserwatorowi przejść koło nosa. 

 Autor opisuje proste życie, a bohaterami są zwykli ludzie, czasami niepozorni, ale w jego opisach nie ma mowy o banalności. Niewielu pisarzy potrafi tak pięknie pisać o współdziałaniu natury z człowiekiem, pokazując prostotę ludzkich losów, a wraz z nią codzienne zawiłości.

 Wydaje się, że Kolski ma nieograniczoną wyobraźnię. Jego literackie obrazy są często szkicowane oszczędną kreską, ale czytelnik po lekturze czuje się usatysfakcjonowany tym co zobaczył. A "Jancio Wodnik..." to cztery utwory traktujące o życiu, o przemijaniu, miłości, zawodzie i buncie. 

 Artysta nie unika tutaj konfrontacji ze światem czasami zbyt odległym, wydawać się może, że aż zbyt odrealnionym. Każdy utwór sam w sobie jest niezwykłym uniesieniem dla czytelnika, oczekującego wartości od czytanych słów. 

Jan Jakub Kolski nie obawia się pisać o przesądach, obawach, ludzkich ułomnościach zamkniętych w ograniczeniach. Każda nowela to wielkie emocje czytelnicze, wyprawa w głąb ludzkiej psychiki, która nie ewaluuje wraz z cywilizacją i technologią. 

 Warto sięgnąć po tę książkę z kilku przyczyn. Po pierwsze jest to literatura na wysokim poziomie, po drugie emocje towarzyszące czytelnikowi są bezcenne, po trzecie nie ma tutaj miejsca na banały,jakimi zasypują nas często współcześni autorzy. Kolski ma w sobie wielką dojrzałość artystyczną, a przy tym przejawia  elementy wizjonera, ukryte za przeniesieniami, których nie brakuje w tej książce. Sam z przyjemnością sięgnę po kolejne utwory autora. Serdecznie polecam.

wtorek, 26 lipca 2016

Aleksander Jurewicz - "Lida"

 Literaturę można dzielić na różnego rodzaju kategorie, ale sama w sobie pełni ważną funkcję. Jest piękna, ubogaca nas, uwrażliwia, dzięki niej poznajemy świat, również ulegającą zapomnieniu historię. "Lida" jest utworem wyjątkowym z wielu przyczyn.
 Autor, Aleksander Jurewicz napisał "Lidę", jednak utwór sam w sobie jest dla czytelnika wielkim świętowaniem czegoś, co trudno jest nazwać. 
Sama narracja, jak i historia opowiedziana jest wzrokiem kilkuletniego chłopca Alika, wyruszającego w długą podróż do obcego kraju. Chłopiec w 1957 roku wyjeżdża wraz z rodzicami do Polski. 
 Czytelnik patrzy oczami pięciolatka, opisującego każdy szczegół z dnia wyjazdu, z przygotowań i odwlekania tej bolesnej chwili. Nie zapomina tej chwili, a po wielu latach postanawia wrócić w dawne miejsce, konfrontując wspomnienia z rzeczywistością. 
 "Lida" to opowieść o dwóch życiach, zazębiających się w teraźniejszości. Autor w piękny sposób opisuje otoczenia, oddając klimat chwili i miejsca. Książka sama w sobie jest wyzwaniem, pomimo niewielkiej objętości utwór wymaga skupienia, aby wydobyć z niego sedno. 
 Jurewicz pisze językiem poetyckim, okraszając proszę wierszami. "Lida" to utwór liryczny, mający wydźwięk wspomnień i jak sądzę, ważnych dla Autora historii.

 Po "Lidię" trzeba sięgnąć. Nie dlatego, że Miłosz uhonorował ją nagrodą swojego imienia, ale z powodów bardziej zwyczajnych. To utwór, mogący być wzorem do nauki dla współczesnych pisarzy. Gdybym miał głos w przyznawaniu Literackiego Nobla, z pewnością otrzymałby go Jurewicz za "Lide". 

 Takich głosów nam trzeba, przebijających się przez literaturę mas. Z przyjemnością będę wracał do "Lidy". Polecam.


piątek, 22 lipca 2016

Stefan Darda - "Zabij mnie, tato"

 Przeczytałem, zamknąłem czytnik i poczułem to coś - napięcie, które towarzyszy mi, kiedy czytam utwór na wysokim poziomie. Książka sprawia wrażenie autentycznej historii, i chyba to jest w tym najgorsze. 

 "Zabij mnie, tato" zabrało mnie na początku w sielankową historię, która wbrew pozorom nie jest horrorem, z którego gatunku jest znany Darda, ale raczej kryminałem obyczajowym. 
Autor przenosi nas do małego miasteczka w Polsce centralnej.
Narratorem jest Zdzisław Mokryna, były policjant, poszukujący spokoju w miejscu, w którym wszyscy się znają (Rykowo) i w którym nie może zdarzyć się nic złego. Szybko zaprzyjaźnia się z właścicielem pizzerii i jego rodziną, chociaż sam obiecuje sobie w nowym miejscu daleko idącą powściągliwość w kontaktach z innymi. 

 Oczywiście nie może być sielankowo. Dwie młodsze córki zostają porwane w czasie powrotu do domu ze szkoły. Nikt nic nie widział, niewiele osób chce coś powiedzieć. Winę na siebie bierze najstarsza córka, która zaniedbała obowiązku doprowadzenia sióstr do domu. Wkrótce wkrótce wydarzenia ruszają c kopyta, pojawiają się ofiary i Mokryna doprowadza do tropu. okazuje się, że zostaje odnaleziony list, a w nim jasno przedstawiony schemat działania mordercy, wraz z kolejnymi planami. Pozostaje pytanie, gdzie ukrywa się przestępca. Czasu zostaje niewiele, a wraz z uciekającym czasem pojawiają się wątpliwości. 

 Autor zastosował kilka wątków, wytrącających czytelnika z w miarę spokojnego stanu. Zachowanie właściciela pizzerii, jego córki, a na koniec kolejne, wychodzące na jaw fakty. Wszystko daje nam obraz doskonale przemyślanego kryminału z silnym wątkiem obyczajowym. 

Stefan Darda nadal jest mistrzem w swoich książkach, wprowadzając na pozór zwykłe postacie, które przylegają do emocji czytelnika, zależnie od osoby. Dla mnie "Zabij mnie, tato" to zdecydowanie najbardziej emocjonalna lektura ostatnich miesięcy. Przemawiają do mnie postacie z historii, zwykli ludzie, pełni problemów. Dla mnie autor wykazał się doskonałą wiedzą z zakresu kryminologii, ale również psychologii. Warto przeczytać, jak każdą inna książkę autora, nazywanego Stephenem Kingiem.  Serdecznie polecam.

poniedziałek, 18 lipca 2016

Vesna Goldsworthy - "Gorski"

 Kiedy otrzymałem "Gorskiego" z innymi plikami od Wydawcy, nie miałem wątpliwości, że sięgnę po tę opowieść. Opis wyglądał zachęcająco. Narratorem jest człowiek, prowadzący mało dochodową księgarnię w centrum Londynu. Jednego dnia przed jego księgarenką zatrzymuje się opancerzony samochód, a do księgarni wkracza tajemniczy miliarder Gorski. Zleca właścicielowi pracę nad zebraniem wyjątkowych dzieł literackich z całego świat. Warunek jest jeden. Muszą być to pierwsze wydania, o ile to możliwe. Gorsky jest gotowy zapłacić każdą cenę za wyjątkowe wydania, ważne, aby miały wartość historyczną i aby ostateczna biblioteka była bardziej efektowna od najpiękniejszych na świecie .  Zlecenie zostaje przyjęte, a sam księgarz dostaje możliwość wejścia w elity klas wyższych, o których inni mogą tylko pomarzyć. 
Relacje z Gorskim się zacieśniają, w końcu ten wyjawia swoje pochodzenie. Jako miliarder ma wiele posiadłości na świecie, ale w tajemniczy sposób trzyma się Londynu. Tajemnica zostaje szybko odkryta. Jest nią Natalia, żona bogatego Brytyjczyka. 
 Nasz narrator przekonuje się, że w tym świecie rządzącym przez wielkie pieniądze, gdzie każde żądanie jest z miejsca zaspokajane, nie ma miejsca na prawdziwe i głębokie uczucia. Kobiety nie są szczęśliwe, a mężczyźni tracą kontakt z rzeczywistością.
Niestety, dochodzi do dramatów, które nie są szczędzone żądnej klasie społecznej.
 "Gorski" to niezwykle barwna opowieść, przepełniona wspaniałymi opisami miasta. Autorka uchwyciła życie Londynu i pokazała rozdarte dusze ludzi, mających prawie wszystko. Uczuć nie można kupić, a ich brak doprowadza do negatywnych stanów emocjonalnych. "Gorskiego" czyta się szybko, mimo opisów, które jednak nie nużą, ale są dodatkiem do tej pięknej, wzruszającej opowieści. 
Autorka ma dar opowiadania, w "Gorskim" czułem wielki pokład zaangażowania i wiedzy o tym, o czym pisała. Dla mnie książka jest rewelacyjna. Jedynym minusem jak dla mnie było częste rozpoczynanie zdań z małej litery. Jednak posiadam wersję korektorską i myślę, że trwały jeszcze prace korektorskie i w księgarniach będą już wersje poprawione i dopracowane. Tak czy inaczej powieść gorąco polecam. To naprawdę niezwykła, urzekająca i mądra opowieść.

Vesna Goldsworthy urodziła się w Belgradzie w 1961 roku, od 1986 mieszka w Londynie.
Pisze po angielsku, w swoim trzecim języku. Jest autorką trzech książek wydawanych w wielu przekładach: pamiętnika „Czarnobylskie truskawki”, „Inventing Ruritania” oraz zbioru wierszy „The Angel of Salonika,” uhonorowanego Nagrodą Crashawa. „Gorski” to jej pierwsza powieść.

 

piątek, 15 lipca 2016

Bradler Somer - "27 pięter"

 Uśmiałem się przy historii rybki, o wdzięcznym imieniu Ian. Rybka spada przez dwadzieścia siedem pięter, obserwując po drodze życie mieszkańców, ich zwykłe chwile, czasami bardzo intymne, czasami nudne. Każda z postaci jest kolorowa i nie pasująca do innych mieszkańców bloku o nazwie Sewilla. Każda z postaci stoi na zakręcie, która zmusza ją do podjęcia ważnych wyborów.

Ian widzi jednostki, zmagające się ze swoimi słabościami, tajemnicami i nie akceptacją ze strony otoczenia. Ian ma jedną wadę. jest rybką i niewiele pamięta z tego, co dostrzegł kilka minut wcześniej. 

 "27 pięter" jest historią o indywidualizmie, o życiu z dala od innych, będąc zamkniętej we własnej puszce czterech ścian. Historia opowiedziana oczami Iana jest niezwykle pouczająca, momentami humorystyczna, ale i refleksyjna. Pokazuje, jak jesteśmy różni, indywidualni i często osamotnieni we własnych przekonaniach. 
Kolejne sceny , jakie widzimy muszą mieć finał, który może być, ale nie musi pozytywny. 

 Bladler Somer napisał powieść, którą czyta się niczym doskonały przewodnik po filozofii ludzkich losów. Spadanie z 27 piętra musi mieć koniec,a czy to wiąże się ze śmiercią Iana? Niezwykle mądra, pouczająca opowieść, napisana w sposób zabawny i z dużą dawcą lekkości. Serdecznie polecam.

środa, 13 lipca 2016

Agnieszka Olszanowska - "Listy z dzisiątej wsi"

 Miałem ochotę sięgnąć po lekturę napisaną przez rodaczkę, stąd mój wybór. Sielska okładka obiecywała wiele, a opis również zachęcił do sięgnięcia właśnie po tę lekturę. 
Książka sama w sobie jest opowieścią o kobiecie, idealnie wpasowującą się w tereny, w jakich aktualnie przebywam. Kobieta zostaje porzucona przez męża. Zostaje z dwójką chłopców, właściwie bez środków do życia. Nie rozumie tego, co się dzieje, nie widzi światełka w ciemnym tunelu. Kiedy spotyka Pawła, z czasem ofiarującego jej pracę, jej świat powoli zaczyna się układać. Ale dopiero odnalezione listy doprowadzają do większych zmian w jej świecie. Sama w sobie odnajduje siły, aby zmieniać otoczenie, walczyć z teściową, która skrzętnie ukrywa miejsce, w którym jej syn Michał przebywa.

 Książka jest niezwykle smutna, nostalgiczna, ale napisana prostym językiem, doskonale pasującym do tej historii. Beata to postać prawdziwa do bólu, typowa Polka, matka z trudem wiążąca koniec z końcem, pracująca w minilokalu gastronomicznym na targu. 
 Dwóch mężczyzn - pracodawca Paweł i Kuba - jej brat - próbują uświadomić jej wegetację. Sama długo nie potrafi przestać rozczulać się nad sobą. Przy życiu utrzymują ją synowie i praca. Kocha miejsce, w którym mieszka i korzystając z wiedzy nabytej w szkole ogrodniczej zakłada plantacje kukurydzy.

 "Listy z dziesiątej wsi" to książka, w której niewiele się dzieje. Autorka skupiła się na walce kobiety, kierując uwagę na jej duszę, na emocje. Postacie, nawet te poboczne, są jak najbardziej doskonale wpasowane w tło wydarzeń, sprawiając, że dzięki nim historia nabiera kolorytu. To książka dla pewnej grupy ludzi, nie szukających w lekturze taniej sensacji, ale prawdy o człowieku. W tej historii takowe prawdy odnajdziemy. Polecam.

poniedziałek, 11 lipca 2016

Paula Daly - "Mój największy błąd"

 Pewnie nieprędko sięgnąłbym po tę książkę, gdyby nie tekst na okładce autorstwa mojej ulubionej pisarki Tess Gerritsen. Pomyślałem, że skoro ona się zachwyciła, więc ja z pewnością również mogę. 

 Sama fabuła może nie jest zbyt odkrywcza. Kobieta, fizjoterapeutka, pracująca ponad siły, wychowująca samotnie syna, który nie jest aniołkiem. Roz nie ma środków do życia, wisi nad nią widmo eksmisji, a może nawet czegoś gorszego. Sama nie widzi szans na poprawę swojego losu, wie, że nie może liczyć na pomoc byłego męża. Długi rosną, a wraz z  nimi trwoga nad losem swoim i synkiem.

Nieoczekiwanie otrzymuje propozycję, przypominającą tę z filmu "Niemoralna propozycja". Obcy człowiek proponuje jej spędzenie wspólnej nocy, płacąc za to kilka tysięcy funtów. Roz nie może przyjąć propozycji, jednak po rozważeniu swojej sytuacji godzi się na taki układ. To ma być jeden raz, zupełnie niezobowiązujący i dyskretny. Niestety, staje się inaczej, a kolejne wydarzenia wymykają się spod kontroli. Kiedy ginie szef, wszystko ulega zmianie. Odkrycie morderstwa jest dla Roz szokiem. Doskonale wie, że go nie zabiła. A więc kto?

 Paula Daly stworzyła historię opowiedzianą oczami kobiety, matki, byłej żony i kochanki, która się staje nie do końca akceptując to, co robi. Ale nie robi tego dla siebie, ale dla swojego dziecka. Autorka potrafi zagrać na emocjach czytelnika, wprowadzając go w stany pełne uniesień, pełne napięcia. "Mój największy błąd" jest manifestem skierowanym w kierunku kobiet, którym zabierana jest wolność i wolna wola. Czy nie zawsze możemy mieć kontrolę nad własnym życiem? Jaką cenę jesteśmy gotowi zapłacić, aby chronić tych, których kochamy? 
Polecam.

wtorek, 5 lipca 2016

Jonas Karlsson - "Rachunek"

 Przeczytałem i się zachwyciłem. Dawno nie czytałem czegoś, tak bardzo podszytego ironią i napisanego w taki sposób. Historia oczywiście w pełni absurdalna, ale dająca do myślenia. 

 Główna postać jest typem samotnika, pracuje w wypożyczalni filmów, na połowę etatu. W jego życiu nie dzieje się nic wyjątkowego. Ma jednego przyjaciela Rogera, żyje bardzo skromnie. Pewnego dnia w stosie korespondencji otrzymuje rachunek, opiewający na kilka milionów koron. Ignoruje go, tłumacząc sobie, że to pomyłka. Kiedy otrzymuje ponaglenie do zapłaty, z naliczonymi odsetkami zaczyna rozumieć, że nie wszystko jest żartem. Jakaś instytucja wyceniła jego życie, a wraz z nim bagaż doświadczeń, dobrych chwil etc. Odwołania na niewiele się zdają, mało tego. Weryfikacja wykazuje błąd w obliczeniach i kwota zostaje podwojona. Czy może być gorzej? Czy mężczyzna wyjdzie z tego obronną ręką?

 Porównanie do Kafki jest jak najbardziej trafne. Absurd połaczony z lekkością języka i pomysłem na książkę, która doskonale trafia w serce czytelnika, dając do myślenia. Świetnie pokazane mechanizmy biurokracji, które przecież dotyczą prawie każdego sektora. 

 Historia o zagubieniu w życiu, o bezsensownych działaniach narzucanych nam przez urzędy i ograniczaniu naszej wolności. Opowieść o cenie za szczęście, oraz za złe chwile. Polecam.

poniedziałek, 4 lipca 2016

Remigiusz Mróz - "W cieniu prawa'

 Moje kolejne spotkanie z utworami Mroza i tym razem niestety lekko nie będzie. Autor przyzwyczaił mnie do niezwykle wysokiego i przemyślanego działania swoich bohaterów. W tym utworze zapanował wielki chaos, miałem wrażenie, że autor nie do końca miał pomysł na książkę, która według mnie nie dorównuje poprzednim, które czytałem.

 Sama fabuła nie jest zawiła.Mamy 1909 rok, Galicja.  Zaczyna się odkryciem morderstwa, a o które zostaje podejrzany świeżo przyjęty czyściciel butów. Mężczyzna nie przyznaje się do winy, ale wszystko wskazuje na jego winę. Erik Landecki zostaje skazany na śmierć przez powieszenie. 

 Miałem wrażenie, że nie jest to utwór napisany przez Mroza. Słabe dialogi, jakie mnie nie przekonywały. Nic mnie nie zaskoczyło, a momentami nawet irytowało. Główna postać jest zbyt harda według mnie jak na czyścibuta. Jego przebiegłość i cwaniactwo nie pasowało mi do czasu i miejsca, w jakim dzieje się akcja. 

 Brakło mi czynnika zaskoczenia i napięcia, znanych z wcześniejszych książkek autora. Jednak potrafię zrozumieć ten stan rzeczy. Nie należy zapominać, że pisanie powieści było przerywnikiem w pisaniu rozprawy doktorskiej. Tak czy inaczej, każdy ma swój gust, w tym czytelniczy, a każdy autor ma prawo do słabszej książki. Tak czy inaczej warto sięgnąć, aby samemu wyrobić sobie zdanie na temat utworu.

Paulus Terwitte OFMCap - "O szczęściu prostego życia. Inspiracje regułą świętego Franciszka z Asyżu"

 Lubię poznawać ludzi, którzy przekazując swoje myśli, sami nimi żyją. Bez wątpienia taką osobą jest ojciec Paulus, kapucyn. W dzisiejszym, szalonym świecie, niezwykle trudno jest odnaleźć spokój i pogodę ducha. Co współczesny mnich może wiedzieć o życiu? Pewnie tak właśnie pomyśli wielu czytelników. A jednak. 

 Każdy rozdział to fragment reguł św. Franciszka, skierowanych do braci. Ojciec Paulus idzie dalej, wprowadzając nas w krótkie rozważania, mające na celu zbliżenie się do Stwórcy i życie Ewangelią. 

 Ta książeczka przyniosła mi wielkie ukojenie. Czytałem ją fragmentami, każdego wieczora, zastanawiając się nad treściami. Święty Franciszek, jego reguły, do tego wprowadzenie do własnych przemyśleń czytelnika. Kapucyn doskonale przenosi odległe pouczenia na kalkę współczesnego świata, rysując jasne drogowskazy. 

 Dla mnie to niezwykle ciekawa i wartościowa lektura skierowana głównie dla chrześcijan, ale nie tylko. Powinien przeczytać ją każdy, kto pragnie czynić dobro. Polecam.

Laetitia Colombani - "Warkocz"

  Nie potrafiłem oprzeć się historii trzech kobiet. Pewnie jednym z powodów była moja powieść "Trzy" o trzech kobietach,której d...