środa, 27 stycznia 2016

Anthony Doerr - "Światło, którego nie widać"

 Książki czytam od kilkudziesięciu lat, ale nie przypominam sobie, aby literatura dostarczyła mi tak wielkich wrażeń jak właśnie ta lektura. Podświadomie czekałem całe życie na na pojawienie się autora, który ściśnie mnie za serce. Trudno mi było uwierzyć, że ta książka była pisana w ciągu ostatnich lat. Ale tak właśnie było. 
Raczej unikam historii sięgającej drugiej wojny światowej, ale po wielu pozytywnych recenzjach postanowiłem sięgnąć po te opasłe tomisko. Dodatkowym atutem było zdobycie za tę książkę nagrody Pulitzera w ubiegłym roku. Ta książka mnie przyciągała od tygodniu, a od chwili zakupu zacząłem się nią delektować wieczorami niczym najlepszym winem. 

 O czym jest ta opowieść? Tak naprawdę trudno jednoznacznie nakreślić fabułę. Niewidoma sześcioletnia dziewczynka, jej opiekun ojciec i zdolny chłopak, którego talent dostrzega Rzesza Niemiecka. Wojna zniszczyła domy, zniszczyła istnienia ludzkie, a Ci, którzy ją przeżyli noszą w sobie jej wspomnienia. Autor zafundował mi niezłą huśtawkę emocjonalną, która wciągnęła mnie w wir wydarzeń. Postacie są magnetyczne, haryzmatyczne, a  całość to historia zamykająca się w magicznym kręgu.

 Doerr dba o szczegóły, doskonale wkomponowuje tło historii, ale skupia się na jednostkach, ich codziennej egzystencji i dylematach, również tych moralnych. Autor pisał książkę dziesięć lat, ale efekty są po prostu niesamowite. Tutaj trzeba złożyć hołd polskiemu tłumaczowi za styl, jaki oddaje przekazując głębie tekstu. Ta książka zwyczajnie mnie zaczarowała, a piękny język, styl pisania dostarczyły mi niesamowitych doznań artystycznych. Nie potrafię opisać swoich odczuć po tej lekturze, niezwykle empatycznej, a zarazem wspaniale napisanej. Będę do niej wracał. Według mnie "Światło, którego nie widać" zasługuje na miano książki kultowej.

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Jill Anderson - "Dotrzymana obietnica"

 "Dotrzymana obietnica" to historia o walce o życie, podejmowaniu prób jego ratowania i godnym odejściu. Ale jest też drugie dno. Ta książka wywołuje we mnie sens dyskusji o granice pozwolenia na odejście (eutanazji) osobie, która bardzo cierpi, a nie ma ratunku. 

 Książka opowiedziana jest z trzech perspektyw. Pierwsza to opowieść Jill, opowiadającej historię swojego szczęśliwego związku u boku Paula.  Diagnoza i choroba zmieniają ich spojrzenie na siebie, na świat. Muszą przewartościować życie. Druga perspektywa to fragmenty przesłuchań Jill, będącej podejrzaną o nieudzielenie pomocy mężowi, a w efekcie doprowadzenie do zgonu. Trzecia, zarazem ostatnia to przemowy obrońcy oskarżonej. 

 Książka jest napisana z wyczuciem i wielką empatią. To zdecydowanie największy atut tej książki. Trudno jest tutaj winić kobietę i nie wierzyć w jej wersję wydarzeń. Największym atutem "Dotrzymanej obietnicy" jest historia, w którą bez trudu można uwierzyć. Autorka nie ma problemu z tym problemu. Sama obserwacja męża, chorującego na Zespół Przewlekłego Zmęczenia wydaje się być czynnikiem intymnym, do którego narratorka nas dopuszcza. Czułem jak autorce jest trudno o tym pisać wprost, ale na szczęście nie idzie drogą na skróty. Dla mnie największym zaskoczeniem i niespodzianką jest dodatek tematów do dyskusji, odnoszący się do książki. Ta historia wpływa na czytelnika bezpośrednio, nadając wielki sens tej lekturze. Polecam każdemu, bez względu na własne przekonania w kwestii eutanazji. 

 Takich książek się nie zapomina. Takimi książkami się po prostu żyje. Wydana w serii "Kobiety to czytają" zdecydowanie nie jest skierowana wyłącznie dla kobiet, ale dla każdego poszukującego wartościowej lektury. Polecam.

piątek, 22 stycznia 2016

Elizabeth Flock - "Emma i ja"

 Niech nie zwiedzie was okładka. Różowe kalosze dziewczynki stojącej w deszczu. Nie widzimy jej twarzy, nie wiemy o niej niczego. Nie wiem do czego mogę porównać tę książkę. Może do "Pokoju na poddaszu"? Narratorką jest ośmioletnia Carrie. Dziecko o nadzwyczajnej empatii, którego doświadczył los. Poznajemy matkę dziewczynki, jej siostrę i ojczyma. Dziewczynka opowiada dlaczego nie ma z nimi ojca. Ojczym Richard jest przeciwieństwem ukochanego tatusia. Terroryzuje dziewczynki, a matka jest poza tym. Udaje, że nic wielkiego się nie dzieje. Ośmiolatka stara się bronić młodszej siostry Emmy. Kiedy wyprowadzają się na wieś, gdzie ojczym otrzymuje pracę w tartaku, dziewczynki liczą że będzie lepiej. Niestety. Tam poznają staruszka, który uczy dziewczynki strzelania z broni palnej. Carie i Emma każdą wolną chwilę spędzają poza domem. Pomagają w lokalnym sklepie, odwiedzają zaprzyjaźnioną dziewczynkę ze szkoły w jej domu. Zaskoczyły mnie postacie babci i jej siostry. Nie są to typowe kobiety, jakie znamy z autopsji.

W tej historii nie można napisać zbyt wiele, ale gwarantuje, że samo zakończenie będzie wielkim zaskoczeniem. Sama opowieść nie zawiera wartkiej akcji, ale warto po nią sięgnąć.  Przyznaję, iż w wielu momentach miałem ochotę sięgnąć po chusteczki. Czytanie opowieści kilkuletniej dziewczynki o jej przeżyciach jest niezwykłe. 

"Ja i Emma" zaskoczyła mnie i poruszyła moje głębokie pokłady wrażliwości. Napisanie takiej przekonującej książki wymaga niezwykłej wiedzy z zakresu psychologii i pedagogiki. Autorce udało się przekazać to, co najważniejsze.  Obok tej książki nie można przejść obojętnie. Zapraszam do tej wyjątkowej lektury.

wtorek, 19 stycznia 2016

John Steinbeck - "Zagubiony autobus"

 Są pisarze potrafiący zaczarować świat który tworzą. Nie potrzebują do tego wielkiego wysiłku. Do takowych zaliczam Steinbecka. Każda jego opowieść to wielka uczta wyobraźni, a do tego czytelnik czuje się jak osoba wyróżniona. Sięgając po kolejne utwory autora, odnoszę wrażenie, jakby pisał bezpośrednio do mnie. 

 "Zagubiony autobus" to "literatura drogi".  W autobusie pojawiają się kolejni pasażerowie, opowiadający swoje historie. Ludzie są przypadkowi, własciwie nie łączy ich nic poza wspólną podróżą. Postacie są totalnie rożni, pochodzący z różnych środowisk, z różnymi bagażami doświadczeń życiowych. Podoba mi się jak autor ukazuje ekshibicjonizm emocjonalny pasażerów, którym łatwiej jest opowiedzieć o sobie tym, których nigdy więcej nie spotkają. Każdy człowiek nosi w sobie opowiedzenie swojej historii, ale nie każdy dostaje takową szansę. 

 Steinbeck jak zwykle zadbał o tło, skupia się na detalach i charakterystykach postaci. " Zagubiony autobus" to opowieść o nas, ludziach zagubionych, jadących w jedną stronę, zmęczonych, czasami poranionych, a innym razem wesołych. Stainbeck ma nieprawdopodobną umiejętność przekazywania odczuć i relacji międzyludzkich z lekkością i pełnym zaangażowaniem odbiorcy. "Samotny autobus" można rozpatrywać w wielu warstwach - obyczajowa, psychologiczna, dramatyczna. Czy rozmowa z nieznajomymi może nas zmienić?  Steinbeck w znany sobie sposób pokazuje prawdy o każdym z nas, prawdy nie zmieniające się przez wieki. Serdecznie zapraszam do zakupu "biletu" i udania się w tą niewątpliwe pouczającą i fascynującą podróż.

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Katie Alender - "Złe dziewczyny nie umierają"


Na początku zaintrygowała mnie okładka i tytuł. Dziewczyna bez twarzy schowana za firaną. To pobudziło moją wyobraźnię. Wiedziałem, że jest to pierwszy tom opowieści skierowanej do młodzieży, ale opis dawał mi nadzieję na ciekawą książkę. 
 Poznajemy dwie siostry - Alexis i Kasey. Dziewczyny mieszkają z mamą w starym domu, którego ciemnej historii nie są świadome. Trzynastoletnia Kasey zbiera stare lalki. Alexis ma różowe włosy, co w szkole nie jest normalne i akceptowane. Dziewczyna kocha fotografowanie. Na pozór trwa normalne życie, wyłączając problemy w szkole. Pewnego wieczora fotografuje dziwną poświatę w okolicach domu. Wkrótce zauważa zmianę w młodszej siostrze. Prawda okazuje się być okropna, ale Alexis znajduje sprzymierzeńca wśród najbardziej lubianych dziewczyn w szkole, a właściwie jednej. Prawda okazuje się straszna, a dziewczyny mają niewiele czasu na ratowanie nastolatki.

 Lata temu czytałem nałogowo historie o nawiedzonych domach i opętaniach. Jako nastolatek karmiłem się horrorami. Po latach chciałem przeczytać coś, co przypomni mi dawne czasy i udało się. "Złe dziewczyny nie umierają" to historia, zawierająca elementy grozy i zaskoczenia. Myślę, że idealna dla nastoletnich odbiorców, zresztą kierowana głownie do nich ze względu na tematykę szkoły itd. Jako dorosły czytelnik  bawiłem się wyśmienicie, a to za sprawą dobrego przekładu i historii, która może nie jest zbyt oryginalna, ale autorka potrafi zaintrygować i zainteresować czytelnika. Sama tematyka jest godna zainteresowania i uwagi. Książka dla młodzieży i dorosłych, ze względu na poruszane problemy nastolatek. Polecam. 

sobota, 16 stycznia 2016

John Irving - "Aleja tajemnic"

 
 Okładka zrobiła na mnie wielkie wrażenie. Gad przypominający kameleona, potrafiącego dostosować się do otoczenia, maskując swoją obecność. Patrzy wprost na czytelnika, przyprawiając go o gęsią skórkę.

 Rodzeństwo to na pozór typowi nastolatkowie mające swoje tajemnice. A właściwie jedną. Jest nią zdolność telepatyczna Lupe, będącej młodszą siostrą Juana Diego. Czas ma to do siebie, że zmienia ludzi, ich charaktery, odbiera wrodzone dary i nieubłaganie zmienia nasze ciała i hart ducha. Autor szybko przenosi nas "w  czasie". Wtedy widzimy pięćdziesięciokilkuletniego mężczyznę. Różni się od chłopca w wieku nastoletnim, w sile wieku żyje w rozdarciu. Nie potrafi zapomnieć przeszłości, wracając wspomnieniami do dawnych czasów, ale nie potrafi też zaakceptować teraźniejszości. Jako urodzony w Meksyku, a  w sile wieku już jako Amerykanin tęskni za dawnym życiem. Jedno życie, dwa światy, na pozór ta sama osoba i nić łącząca przeszłość z teraźniejszością. 

 Pisarz porusza trudne tematy, jak homoseksualizm, transeksualizm i inne watki, dla wielu uznawane za tematy tabu. Nie wiem co jest takiego w książkach Irvinga, ale one mnie hipnotyzują. pisarz balansuje na granicach świata realnego i wymyślonego. Każde zdanie to sztuka, krainy, w które zabiera czytelnika są kolorowe, prawie niczym z baśni. W "Alei..." pisarz poświęca uwagę również religii i Towarzystwu Jezusowemu. 

 Sama postać główna nie jest postacią łatwą w odbiorze. Juan Diego jest typem choleryka z domieszką ekscentryka. Nosi w sobie niezwykłą historię. A Irving pięknie ją przedstawił. Pisarz jak zwykle miesza czytelnikowi w głowie. Po raz kolejny udowadnia światowy poziom swoich utworów, wypuszczając na świat historię mieniącą się kolorami duszy. Nie mam pojęcia co w tej opowieści jest próbą rozliczenia się z traumatyczną przeszłością Irvinga, ale mam wrażenie że takie elementy są. Nie ma lepszej autoterapii od pisania o własnych negatywnych przeżyciach. Autor robi to doskonale, a "Aleja tajemnic" jest kolejną książka po którą można sięgnąć w ciemno. Serdecznie polecam. 

środa, 13 stycznia 2016

Marcin Grygier - "Nie patrz w tamą stronę"

 Starszy mężczyzna wybiera się na spacer do lasu. Między drzewami odnajduje zwłoki młodej kobiety. Zwłoki są zmasakrowane,  a to dopiero początek gry mordercy. Nie wiem co mam napisać, aby tekst nie stał się spoilerem. Śledztwem zajmuje się nadkomisarz Walter. Akcja szybko się rozwija. Autor postawił na podróże w czasie. Poznajemy kolejne postacie i wydawać się może epizody z różnych etapów ich życia. Grygier stworzył portret psychologiczny zwykłego człowieka i pokazał zachodzące w nim patologiczne zmiany, doprowadzając  go do  mordowania. "Nie patrz w tamtą stronę" jest dowodem na tezę że zło i dobro wraca po jakimś czasie. W grę mordercy zostają wciągnięci stróże prawa.

 Podoba mi się pomysł na opowieść. Sama narracja nie zawsze mi odpowiadała, ale jak na debiutanta nie jest najgorzej. Największym atutem jest fabuła i tempo, w jakim rozgrywają się kolejne sceny. Autor nie zanudza czytelnika przydługimi, zbędnymi opisami. Pięknie maluje sceny, wyważając emocje i budując napięcie.  Kilkakrotnie typowałem mordercę, ale niestety - nie odgadłem. Grygier napisał połączenie kryminału z thrillerem psychologicznym. Pomysł na książkę był dobry i autor go w pełni wykorzystał. Dla mnie minusem było zbyt dużo przemocy, ale w tego rodzaju literatury jest to nieuniknione. "Nie patrz w tamtą stronę" oceniam wysoko, wierząc, że kolejne utwory Grygiera okażą się lepsze od debiutu.

niedziela, 10 stycznia 2016

Andrzej Wardziak - "Siódma dusza"

 Książkę przeczytałem zachęcony recenzją kogoś, kto się nią zachwycił. Jako że czasami lubię przeczytać coś z dreszczykiem, więc sięgnąłem po utwór, wierząc w wysoki poziom książki. Tymczasem dostałem historyjkę znaną z setek horrorów. Nawiedzony dom, grupa nastolatków, odkrycie tajemniczej komnaty, w której były odprawiane rytuały spirytystyczne. Przeczytałem całość, licząc na fragment, który mnie porwie. Niestety, takowy nie nastąpił. Zarówno narracja, jak dialogi nie są na wysokim poziomie. "Siódma dusza" to zlepek pomysłów znanych z amerykańskich horrorów. Niestety, nie odnalazłem niczego, co by mnie zachwyciło, a czekałem na to do ostatniej strony. Żałuję, gdyż autor szedł dobrym tropem i przy odrobinie zmian mógłby wyjść niezły dreszczowiec. A zamiast tego mamy coś, co przypomina "diabelski młyn". Jest szybko, nierówno i czasami czuje się nudności. 
  Tematyka  "Siódmej duszy" trafia w mój gust i zainteresowania, niestety sama treść jak dla mnie nie jest strawna. Żałuję, ale właśnie tak odebrałem tę historię. Sumując nie przekonała mnie opowieść o grupie nastolatków, urządzających sobie imprezę w domu zmarłego wujka jednego z chłopaków. 

piątek, 8 stycznia 2016

Eleanor Catton - "Próba"

 Debiutancka powieść autorki nagrodzonej Bookerem powieści była dla mnie nie lada wyzwaniem. Nie miałam pojęcia na co mogę liczyć. Nie martwiłem się o poziom, ale dla mnie wielkie znaczenie ma coś innego. Zwracam uwagę na interakcje postaci, na ich aspekty psychologiczne i na dialogi. 

 Trudno jest mi uwierzyć w wiek autorki, piszącej teksty tak dojrzałe. A jednak... To jest debiutancka powieść. " Próba" to opowieść zawierająca kilka wątków. Generalnie chodzi o romans nauczyciela z nieletnią, widzimy nauczycieli i uczniów szkoły średniej i szkoły dla adeptów aktorstwa. Catton w sposób czasami dosadny, ale bez dozy podlizywania się czytelnikowi pokazuje postacie w różnych okresach. Czy jest próba? Codziennością, życiem, rozmowami z innymi, a może egzaminem na zakończenie pierwszego roku aktorstwa lub próbą opanowania gry na instrumencie? "Próba" zaskoczyła mnie świeżością, ale również doskonale poprowadzonym tłem, a raczej tłami. W książkach Catton wszystko jest dopieszczone, a historie zamknięte. Oczywiście pisarka udowadnia swoją dojrzałość literacką, nie idąc na skróty. W "Próbie" nurzałem się przez kilka dni, dawkując sobie lekturę, o której pewnikiem szybko nie zapomnę. Po lekturze patrze inaczej na świat i chyba to jest największym osiągnięciem dla pisarza, kiedy pod wpływem utworu zmienia spojrzenie na rzeczywistość. Mnie Catton zaczarowała. Polecam.

wtorek, 5 stycznia 2016

Andrzej Muszyński - "Podkrzywdzie"

 Kolejna pozycja o polskiej wsi. Po zachwycającym "Dygocie" dane mi było ponownie wejść w realizm dzikiego miejsca. Tym razem mamy do czynienia z debiutem. Mała wieś, w której zatrzymało się życie. Widzimy codzienne zwyczaje dziadka, babci i wnuczka, będącego obserwatorem i narratorem. Wnuk wnika w codzienność staruszków, przechwytując to, co dla innego obserwatora może być czymś zwykłym,  w jego przypadku jest sztuką. Muszyński jest mistrzem słowa, w którym zaklina czas ubrany w słowa pełne wzlotów. 

 "W Pokrzywdzie" nie ma szybkiej akcji i wartkich dialogów. Czytelnik zostaje poddany próbie, otrzymując utwór oryginalny. Staruszkowie i ich świat jest połączeni tajemnicą. Zwykłe życie miesza się z mistycyzmem, z symboliką i czymś nieuchwytnym. Muszyński posiada wielki dar operowania słowem, zagłębiając się w nim, niczym rolnik w czasie orania pola. 

 "Pokrzywdzi" może zdobyć wielu zwolenników, ale z pewnością pojawią się różne negatywne głosy. Lektura, na pozór prosta może okazać się nie do przeskoczenia dla niektórych odbiorców. To książka, którą trzeba dozować, aby jej nie przedawkować. Inaczej możemy poczuć się zawiedzeni. Dlatego książkę polecam pasjonatom sielskich, wiejskich klimatów połączonych z poetyckim językiem. To lektura dla czytelników zawieszonych w historii wspomnień i nostalgii z czasów dzieciństwa. 

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Paweł Małecki - "Dygot"

 Moim najnowszym  odkryciem jest młody pisarz, mający na swoim koncie już kilka pozycji. Jakub Małecki stworzył coś więcej niż książkę. To mistrzostwo, zawarte w jednym tomie. Czym jest "Dygot"? Okładka wskazuje na postać o dziwnie jasnym odcieniu skóry. Sama okładka może wiele powiedzieć, aczkolwiek ja nie wpadłem dlaczego akurat takowa postać została na niej umieszczona.

 Małecki zaczyna swoja historię wkrótce przed wybuchem II Wojny Światowej, a kończy na czasach współczesnych (2014 rok). Mamy dwie rodziny, których losy się przeplatają, a czasami łączą. W "Dygocie" dzieje się wiele. a wszystko zostało napisane w sposób mistrzowski. Trudno mi było uwierzyć, że autor młodego pokolenia stworzył tekst tak dojrzały. Pisarz opisuje silną wiarę w zabobony, będące częścią istnienia człowieka, pisze o walce, o pokusach. Przekleństwo cyganki jak i wróżba się spełniają. Komuś rodz się dziecko o alabastrowej cerze, ktoś inny traci oko. 

 Dostajemy realizm i magie, kawałek historii  pomieszanej z realizmem. Małecki czaruje, uzależnia poetyckim językiem, zachwyca kunsztem i profesjonalizmem w swoim przekazie. Pisanie o mentalności ludzi na przełomie kilkudziesięciu lat nie jest sprawą prostą.

 Małecki napisał głęboką historię, używając języka innego niż większość pisarzy. Nie poszedł na łatwiznę, ale zagłębił się w psychice postaci, ożywając je i nadając im cechy realizmu. W trakcie czytania "Dygota" sam miałem dreszcze. Trudno było mi się uwolnić od ciężaru, jaki niesie ta pozycja. Pisarz porwał się na trudne tematy, a umieszczenie tekstu na kilkuset stronach było nie lada wyzwaniem, któremu sprostał. W trakcie czytania miałem wrażenie , jakbym czytał "Stulecie Winnych" Ałbeny Grabowskiej.

 Małecki pokazuje człowieka zgodnie z porami roku. Rodzącego się, dojrzewającego, w jesieni życia i umierania. Ale tutaj mamy coś więcej. To psychologiczny majstersztyk dotykający czytelnika. Dla mnie będzie to kandydat do NIKE w 2016 i szczerze życzę zdobycia tej nagrody. Z przyjemnością sięgnę po poprzednie książki pisarza. Serdecznie polecam.

piątek, 1 stycznia 2016

Winston Groom - "Forrest Gump"

 Wiele lat temu obejrzałem ekranizację słynnej powieści. Zachwyciłem się postacią aktora Toma Hanksa, wcielającego się w Forresta. Okładka jest tłem jednego z kadrów filmu. Tytułowy bohater jest człowiekiem opóźnionym w rozwoju, ale na swój sposób celnym obserwatorem sytuacji, która dzieje się wokoło. 

 Groom napisał historie człowieka o wielkiej wrażliwości i dobroci, zdającego sobie sprawę ze swojego deficytu intelektualnego. Forrest opowiada nam historię własnego życia, a trzeba przyznać że jest ona barwna, na swój sposób nawet baśniowa. Tytułowy Forrest jest zakochany w swojej koleżance i w dużej mierze to jej podporządkowuje swoje życie. "Forrest Gump" to zabawna historia, ale mająca drugie dno. Czy człowiek uchodzący za idiotę może nosić w sobie mądrość? 

 Winston Groom wprawia czytelnika w pozytywny nastrój, ale przekazuje wielką mądrość dotyczącą życia. Sama narracja pierwszoosobowa jest przekonująca. Nieskładny język Gumpa jest odzwierciedleniem postaci. Jego przygody, czasami mocno zwariowane są niepowtarzalne. Auror powieści popłynął w dobrą stronę, przez co historii długo nie można zapomnieć. Czy Gump może być nauczycielem dla współczesnego człowieka? Jak najbardziej. Ta książka przypomniała mi o ludziach o niepełnosprawności fizycznej, czy intelektualnej. Ich ograniczenia są dla nich siłą. Potrafią zarazić optymizmem zdrowego ponuraka. Cieszą się z każdego dnia i nie oczekują wiele od życia. "Forrest Gump" to lektura obowiązkowa. Polecam. 

Laetitia Colombani - "Warkocz"

  Nie potrafiłem oprzeć się historii trzech kobiet. Pewnie jednym z powodów była moja powieść "Trzy" o trzech kobietach,której d...