poniedziałek, 27 lipca 2015

Stephan Michiels - " Trzy minuty dla życia. Od hard rocka do Jezusa".

 Lubię tego rodzaju książki ze względu na prawdziwe informacje w nich zawarte jak również na treść. Nie wiem co jest powodem że ludzie decydują się na szczerość będącą czasem szokującą i trudną do zrozumienia. To wymaga odwagi. Stephan Michiels wychował się w katolickiej rodzinie i chyba to właśnie było jedną z przyczyn nieporadzenia sobie z buntem jaki się pojawił w okresie dojrzewania. Pierwszy seks, pierwszy narkotyk, wszystko wydawało się niewinne i łatwe do opanowania, a jednak rzeczywistość okazała się o wiele bardziej skomplikowana. 

 Autor nigdy nie stracił całkowitej więzi z Jezusem, co jakiś czas prosząc o znaki. Będąc na dnie wołał ku górze, prosząc o litość. W jego przypadku nawrócenie się i wyjście z nałogów było wielkim cudem. Pisze o swojej rodzinie, o wszystkim co pozwala czytelnikowi wejść w  tok jego myślenia jak i zrozumienia. 

 Podoba mi się  język, jakim operuje. Nie wstydzi się pisać o tym, który wyciągnął go z bagna. Ale nawrócenie to dopiero początek. Stephan prosi o kolejne znaki na swojej drodze powołania. Kiedy zaufał wszystko zaczyna układać się niczym w bajce. Kapłaństwo czy małżeństwo? 

 Ta książka ma wielką moc przesłania. Czy można wyjść  z piekła i zostać szczęśliwym mężem, ojcem i członkiem Wspólnoty Błogosławieństw? Michiels pokazuje że dla Boga nie ma nic niemożliwego. Polecam. 

niedziela, 26 lipca 2015

Peter Ackroyd - "Charlie Chaplin"

 Peter Ackroyd jest mi znany z dwóch książek, a są nimi biografie Londynu i Wenecji. Nie miałem pojęcia że można napisać o miastach z tak wielką pasją i wiedzą. Czyta się niczym powieść sensacyjną. A jak jest z biografią słynnego komika?
Nie ma chyba człowieka na ziemi, który nie słyszał o legendzie Hollywood. Charlie Chaplin - zabawna postać z nieodzownym melonikiem, wykonująca wygibasy w przyspieszonym tempie. Czarno - białe i nieme filmy cieszyły się wielką popularnością, a sam Chaplin był niekwestionowanym liderem na firmamencie gwiazd. 
 
 Urodził się w biedzie, co odcisnęło piętno w jego życiu. Peter Ackroyd pokazuje prawdziwą twarz artysty żyjącego na krawędzi. Uwikłany w liczne romanse, wchodzący w kolejne związki formalne nie znajduje szczęścia. Z jednym strony jest wizjonerem i zbiera pochwały od krytyków na całym świecie. Pracuje ponad stan, ale niestety z jego psychiką jest coraz gorzej. Współpracownicy mają dosyć jego nieustających wybuchów agresji i traktowania ich  w sposób pogardliwy. 
 
 "Charlie Chaplin" to książka zmieniająca moje myślenie o człowieku cieszącym się przez większość życia dużą sławą i uwielbianiem przez tłumy. Pisarz pokazuje też artystę załamanego, samotnego w tłumie, często uciekającego przez wielbicielami. Czy był na udźwignięcie ceny sławy, która czasami ciążyła? 
 
 Wiedziałem że nie zawiodę się sięgając po książkę asygnowaną nazwiskiem Ackroyda. Pisarz po raz kolejny udowodnił nie tylko wielki talent pisarski, ale okazał się również fantastycznym reporterem zbierającym materiały do książki. Ackroyd ma nosa potrafiącego wyłonić w zbiorze informacji to co jest naprawdę ważne. 
 
  Tradycyjnie Wydawca Zysk i S-Ka dbają o oprawę. Książka w twardej oprawie, brzegi szyte. W środku mamy fotografie Chaplina w różnych okresach życia i kariery.
Cieszę się że mogę rozstać się z obrazem fajnego człowieczka z melonikiem i laseczką, a dostałem wiedzę na temat człowieka którego uważałem za kogoś niezwykle ważnego w pewnym okresie życia. Wychowałem się na filmach Chaplina, a o nich autor nie zapomina poświęcając wiele miejsca ich genezie. Dobrze jest cofnąć się w czasie, kiedy świat był zupełnie inny. Ta książka może się okazać łącznikiem dla sporej grupy osób między dwoma światami. Czy warto przekroczyć progi przeszłości? Zapewniam że warto. Polecam. 

sobota, 25 lipca 2015

Ałbena Grabowska - "Coraz mniej olśnień".

 Czasami sięgamy po książkę, która hipnotyzuje swoją siłą i wciąga w wir swojej wyjątkowości. Ałbena Grabowska to bez wątpienia jedna z najlepszych pisarek tego pokolenia. "Coraz mniej olśnień" to również tytuł jednego tomiku wierszy niewidomej poetki. Życie i jego odcienie. Kobieta żyjąca w układzie z żonatym mężczyzną,  lekarka która w wypadku ma szanse na zupełnie nowe życie itd. 
Obrazki niby nie z życia, ale jednak mieszczące się w ramach ludzkich tęsknot, namiętności i skrywanych tajemnic. 

 Ałbena Grabowska po raz kolejny mnie zaskakuje dojrzałością formy. Każdy rozdział to spojrzenie kobiety na najbliższy świat, pomieszany ze wspomnieniami. Lena, Alina i Maria - trzy kobiety których na pozór niewiele łączy. Autorka nie posypuje postaci cukrem pudrem i nie stawia im lukrowanych laurek. Wręcz przeciwnie. Momentami odziera je z własnej godności, aby pod płaszczykiem zachowań nawet tych drastycznych i destruktywnych ukazać wrażliwość. 

 Pisarka pokazuje kobiety współczesne w fazach przemiany, rozumiejące że czas pomyśleć o sobie, czasami bez względu na konsekwencje w przyszłości. Brawo za inwencję twórczą. Pisarka opisuje świat mody, telewizję od kuchni i inne miejsca za którymi tęsknią młode kobiety. Która nie chce przez moment być na "wybiegu", gdzie byłaby adorowana. To jest olśnienie? Blask nie zawsze pozytywnych cech i wyborów. A może olśnieniem jest zmęczenie i zrozumienie że nie tędy droga.

 Dla mnie książki Ałbeny Grabowskiej to płynące z tekstów życiowe mądrości, przeplatane z ciekawym stylem. Nie ma tutaj błahych tematów, za to mamy kawał literatury na wysokim poziomie. Tego typu historie może stworzyć pisarz obdarzony nie tylko wielkim talentem literackim, ale także wielką estymą do człowieka. Ałbena Grabowska jako człowiek i jako lekarz bez wątpienia posiada obydwie cechy. To książka nie tylko dla kobiet, chociaż to one grają tam pierwsze skrzypce. To książka o bolesnych wyborach, które powierzchownie mogą wydawać się egoistycznymi. Ja nie polecam. Ja gorąco polecam "Coraz mniej olśnień".

piątek, 24 lipca 2015

Julia Knop - "W co wierzą katolicy"

 Na tylnej okładce widzimy zdanie "Najkrótszy przewodnik po wierze i praktykach religijnych Kościoła katolickiego". Mam problem z adresatami tego przewodnika. Katolicy teoretycznie powinni znać treść tej książki, a osoby spoza Kościoła mogą czuć niechęć przed takimi lekturami. Zupełnie niepotrzebnie.

 Książka jest podzielona na siedem rozdziałów, które w podrozdziałach odwołują się do nauk Kościoła Katolickiego. Mamy tutaj działy takie jak: poszerzanie horyzontu, wiara i modlitwa, chrześcijańska rachuba czasu, sakramenty, zmysły i sensualność, kościół lokalny - kościół powszechny oraz jak być chrześcijaninem?

 Podoba mi się forma przekazu. Jest prosta, mimo że autorem jest profesor teologii systematycznej i pedagogiki religii na Uniwersytecie we Fryburgu. Autorka już we wstępie zapewnia iż chrześcijaństwo nie jest suchą i abstrakcyjną teorią, lecz sposobem kształtowania życia. 

 Czy w XXI wieku jest potrzeba wydawania tego typu książek. Z autopsji wiem że jak najbardziej. Mamy tutaj wiele ciekawostek z życia Kościoła, a Julia Knop wychodzi poza sztywne ramy katechizmu przekazując proste i mądre lekcje na temat życia i Kościoła. Czy w Kościele Katolickim jest miejsce na różnobarwność i własne myślenie? Niestety większość wierzy w to co przekazują media, pokazujący Kościół jako miejsce ludzi żyjących w średniowieczu. A przecież Kościół nie tylko świątynie, ale to również wierni. Bez cienia wątpliwości uważam że warto sięgnąć po tę pozycję odkładając uprzedzenia. 

czwartek, 23 lipca 2015

Wilkie Collins - "Nawiedzony hotel"

 Uwielbiam filmy i książki o nawiedzonych domach i krążących tam duchach. Kiedy zobaczyłem tajemniczą okładkę wiedziałem że nie mogę nie przeczytać. Tym bardziej że miałem możliwość cofnięcia się w czasie, gdyż sam autor żył w  XIX wieku i był uznany za prekursora powieści detektywistycznych. Czy słusznie? Nie mam porównania  z innymi pisarzami, ale muszę przyznać się do ekscytacji w czasie lektury, chociaż ta jak dla człowieka żyjącego w XXI wieku może się wydać mało atrakcyjna. A jednak...

 Podoba mi się tłumaczenie. Czytelnik nawet bez wiedzy odnośnie utworu orientuje się co do stylu języka, który obowiązywał wieki temu. Na ponad 560 stronach znajdujemy tytułową opowieść traktującą o historii dziejącej się w kilku miejscach. Jest tajemnicze zniknięcie, jest tajemnica i jest pewien pokój w hotelu w którym mają miejsce osobliwe  historie. 
Collins bazuje na szaleństwie, o które czytelnik podejrzewa kolejne postacie. Czy aby trafnie? No właśnie..
Lektury dopełniają tematyczne opowiadania, które można czytać osobno, ale każde jest ciekawą lekturą. Dla mnie to absorbująca lektura z czasów wiktoriańskich, w których uwydatnia się geniusz pisarza, nie tracący na wartości z biegiem czasu. Tego typu historie są w pewnym sensie książkami wizjonerskimi. 

 Osobiście lubię tego typu lektury  o duchach i niewytłumaczalnych zjawiskach. Kto z nas nie poszukuje dreszczyku emocji? Nie ważne jest tutaj nasze nastawienie do spraw nadprzyrodzonych. 
Collins nosił w sobie nie tylko wielki talent, z którego zrobił użytek, ale jego fenomenalna wyobraźnia i wnikanie w umysły odbiorców przyniosły mu wielką sławę i nie pozwalają o sobie zapomnieć. 

 Książka jest starannie wydana, w twardej oprawie, szyty wewnętrzny brzeg. Wydawca postarał się również o zewnętrzną okładkę, która pozwala na ochronę wewnętrznej, jak wspominałem wcześniej twardej oprawy. Niezwykle staranne wydanie książki nie tylko dla koneserów, pozwalające korzystać z niej kolejnym pokoleniom. Polecam.

Katarzyna Woźniczka - "We dwoje"

 Tę książkę mogę opisać w dwóch słowach - jest prawdziwa. Właśnie tak...Czy wymyślona historia (jak mniemam) może być prawdziwa? Otóż może być. Historia młodej kobiety, szczęśliwej optymistki, która potrafi sobie radzić z problemami. Do czasu. W miejsce pozytywnych emocji wkradają się te negatywne, zamieniając życie Karoliny w koszmar. Ale od czego są ludzie, którzy wydają się być aniołami? Nie zawsze.
 Debiutująca pisarka wprowadza Grażynę, kobietę która nie gra fair. Co nią powoduje? No właśnie. Czytelnik nie może czytać obojętnie. Nie pozwala na to fabuła i dialogi. 

 To historia z tych w których wiadomo że można mieć wszystko, oprócz tego czego nie można otrzymać za pieniądze. Tutaj jedna uwaga dotycząca okładki, którą można odebrać jako lukrowaną historyjkę o miłości. Nie do końca tak jest. To nie jest cukierkowata opowieść napisana pod publikę. 

 To historia o walce, o samotności wśród innych ludzi i tęsknocie za bliskością. Bardzo udany debiut. Brawo dla autorki. Brawo za podjęcie trudnej tematyki i poradzenie sobie z nim. Czytając zastanawiałem się jakbym się zachował będąc w sytuacji głównej postaci. Pytanie, na której odpowiedzi sobie nie udzieliłem. Czy jako jednostka przegrałbym egzamin z człowieczeństwa? Takie pytanie mi się nasunęło po tej lekturze. Polecam.

czwartek, 16 lipca 2015

Mila Rudnik - "Miłość przychodzi z deszczem"


 Dwóch braci bliźniaków, nierozłącznych, trudnych do rozróżnienia. Jedna decyzja zmienia ich życie w trudne do wytrzymania, a po jakimś czasie rodzinna tragedia zmienia jednego z nich. Zdrada, oszustwo z którym trzeba  żyć całe życie jak i zamiana tożsamości,a  do tego potomek. Jak daleko można się posunąć kiedy jest się ślepym w miłości i pożądaniu? Czy wina i kara idą w parze? Czy można odpokutować swoje życiowe błędy i zaznać prawdziwego szczęścia?

 Trudno jest mi uwierzyć że jest to debiut literacki. Książka napisana w sposób niezwykle dojrzały,a  przy tym fabuła zaskakuje i nie pozwala o sobie zapomnieć. Na takie historie się czekaj. Brak w niej typowego oklepania w tego rodzaju historiach, ale zamiast tego mamy coś świeżego i napisanego dojrzałym językiem. Autorka udowadnia że nie trzeba wzniosłego tekstu, aby stał się fundamentem do świetnej historii. Poruszane problemy są niezwykle ważne i tym przypadku opisane w sposób niebanalny. 

 Nie sugerujmy się okładką, która może zwodzić ckliwą historią o miłości. Nic z tego. Tutaj mamy wielowymiarową głębię. Podoba mi się przedstawienie relacji braci, jakże trudne do zaakceptowania dla czytelnika. To wyjątkowy debiut. Czekam na kolejne powieści autorki. Serdecznie polecam.

poniedziałek, 13 lipca 2015

Artur Cieślar - "Listy do Małgosi. Jabłoń kwitnie zawsze"

 W naszym życiu wielką rolę odgrywają zmysły. Wystarczy kilka sekund, aby podświadomie ocenić człowieka i wyrobić sobie o nim zdanie. Niestety, człowiek jest istotą ograniczoną w myśleniu i działaniu. Lubię przeczytać coś, co łamie pewne schematy, historię nacechowaną bezkompromisowością i szczerością. Artur Cieślar napisał tekst na kształt dziennika, a w centrum uwagi postawił swoją mentorkę i przyjaciółkę - Małgorzatę Braunek. 
 Pamiętam emocje jakie towarzyszyły mi w trakcie czytania wywiadu - rzeki. To był dialog prowadzony między dwoma buddystami na ważne tematy. Oczywiście religia jest dodatkiem, tematem przewodnim było życie. A co teraz? Artur Cieślar sprawił, że nie raz popłynęły łzy. 
 Książka jest napisana na kształt dziennika. Pisarz wspomina Małgosię w kontekście jej życia i po jej odejściu, wracając do epizodów pozwalających poznać nam głębiej Małgorzatę Braunek. Miałem wrażenie jakbym wchodził w bardzo intymne światy, w które nie do końca mam prawo wejść. Artur Cieślar w centrum stawia kobietę o najwspanialszym uśmiechu w kraju. Osobiście odebrałem tę książkę jako hołd złożony wielkiej postaci z którą miał szczęście i bez wątpienia zaszczyt przyjaźnić się. Ta książka to wyznanie miłości i nadziei na spotkanie gdzieś i kiedyś. A wszystko przeplecione filozofią buddyjską podaną w sposób delikatny.
 Z "Listów do Małgosi" płynie wielka mądrość i tęsknota. W życiu nie czytałem tekstu przesyconego takimi uczuciami. To wielka perełka w plastikowym świecie, nie tylko literackim. Gorąco polecam. Emocje gwarantowane.

piątek, 10 lipca 2015

Joel F. Harrington - " Opowieśc kata.Z pamiętnika mistrza Frantza Schmidta z Norymbergi."

 Na początek zaznaczam że tytułowa "opowieść" tak do końca nie jest opowieścią. Nie znajdziemy tutaj porywających scen, ale emocji nie brakuje. To opowieść biograficzna opowiadająca o życiu Frantza Schmidta żyjącego na przełomie XVI i XVII wieku, wykonującego zawód kata. Nie trzeba nikomu tłumaczyć rangi tego zawodu, które w pewnych kręgach i czasach było "zawodem" wręcz znienawidzonym, ale sam wykonujący wyroki ściągał na siebie gniew i niechęć ludu.

 Autor wykonał mozolną pracę studiując dziennik i życie tego człowieka, który żył nie tylko swoją pracą. Kat zamordował blisko czterysta osób. Pamiętajmy o faktach, które były wstępem przed wyrokiem śmierci, czyli o torturach, często bardzo wymyślnych i brutalnych.

 Tytułowy kat jawi się jako osoba niewyróżniająca się z tłumu. W swoim dzienniku opisuje czyny, które doprowadzają skazanych do wyroku pozbawienia życia. Muszę przyznać że zaintrygowała mnie ta historyczna postać. osobiście wyobrażam go sobie jako człowieka samotnego, spokojnego, wręcz flegmatycznego.

 Wydawnictwo Poznańskie po raz kolejny daje nam lekturę o wysokich walorach, starannie wybraną i starannie wydaną. Twarda okładka z rysunkiem czaszki i odręcznym pismem przyciąga uwagę. W środku mamy ryciny związane z opisywanym okresem, które podsycają wyobraźnię czytelnika. W ostatniej części autor zamieścił przypisy.

 Nie podejrzewałem siebie że tego typu książki tak bardzo rozpalą moje zainteresowania w tym kierunku. A jednak...To zasługa dobrego pióra i niezwykle ciekawego ujęcia tematu. Ta książka ma sporą dawkę intymności, ale to właśnie ona pozwala nam zmienić zdanie w temacie zawodu, który kojarzy nam się wyłącznie z morderstwami. Czy autorowi udaje się usprawiedliwić Schmidta? Niezwykle ciekawa książka - opowieść, nie opowieść. Warto sięgnąć. Polecam.

wtorek, 7 lipca 2015

Alek Rogoziński - "Ukochany z piekła rodem"

 Jakiś czas temu na książkę natknąłem się w salonie znanej sieci. Między półkami dostrzegłem okładkę przedstawiającą kobietę trzymającą w dłoni siekierę - jak mniemałem narzędzie zbrodni. Wtedy wziąłem książkę w dłoń, przejrzałem i odłożyłem na półkę. Zrobiłem to z niechęcią, gdyż przejrzałem i treść wydawała mi się interesująca. 

 Po kilku tygodniach w końcu książkę zakupiłem, ale pomocne tutaj były ochy i achy blogerek zachwycających się debiutem Rogozińskiego, porównując go do Joanny Chmielewskiej. Nie mogłem przejść obojętnie i musiałem przekonać się jak jest naprawdę.

 Autor napisał dowcipną historię - komedię kryminalną, tworząc zabawne postacie i ubarwiając je dowcipnymi dialogami. Sama fabuła nie jest skomplikowana, ale przecież tutaj nie o to chodzi. 
Zostaje zamordowany młody mężczyzna o imieniu  Konrad. Poznajemy znaną i uwielbianą przez czytelników pisarkę romansów Joannę Smidt, jej zwariowaną asystentkę Betty i inne postacie wprowadzające mniejsze lub większe zamieszanie. Mamy tutaj szeroki przekrój ludzi z różnych środowisk, a sam autor radzi sobie wyśmienicie z interakcjami. A dzieje się wiele.

 Dlaczego warto przeczytać? Powodów jest kilka. Pierwszy to język, który jest lekki, przyjemny i książka jest idealna na wakacje. Pisarz mimo szybkiej akcji doskonale radzi sobie z chronologią. Widać, że każdy rozdział jest dokładnie przemyślany. Osobiście uwielbiam takie książki i czekam na kolejną książkę Rogozińskiego. Bardzo udany debiut, tylko nie do końca zgadzam się na porównywanie jego twórczości do kultowej Chmielewskiej. 
 Pisarz buduje sobie markę swoimi dziełami, a tutaj po jednej książce nie sposób mówić o takowym wyjątkowym tytule. Ale wierzę że młody pisarz jest na dobrej drodze, aby po niego sięgnąć. Tego mu życzę. Polecam.

niedziela, 5 lipca 2015

Grażyna Jeromin - Gruszka - "Złoty sen"

 Życie mija niczym sen. Tak by chciało się  napisać po przeczytaniu tej lektury. Historia niebanalna, ale trochę smutna, oparta na dalekiej przeszłości. U autorki czas rządzi się własnymi prawami, przygnieciony dawnymi nieporozumieniami dwojga kobiet. A między nimi jest jeszcze ktoś, kto był świadkiem tych wydarzeń.
Lii, Ada i Kalina. W każdym życiu znajdziemy wspólne elementy, konstruując swój świat na podłożu doświadczeń z innymi.Każda coś straciła, każda pielęgnuje w swoim sercu żal. Czy oby słusznie?

 Książka jest skierowana głównie dla kobiet, chociaż mężczyźni również odnajdą w niej interesujące treści. Grażyna Jeromin - Gruszka popełniła smutną opowieść, zachowując przy tym wszystko co jest potrzebne do ożywienia fabuły.

 Trzy kobiety, trzy punkty spojrzenia i trzy światy. A wszystko w tonacji jesieni, która jest zwiastunem zimy kończącej ziemskie życie.  W książce na uwagę zasługują piękne opisy i narracja. Są na wysokim poziomie. Autorka udowadnia swój wielki talent. Zapraszam do lektury.

Teresa Ewa Opoka - "Kalinowe serce"

Sięgając po "Kalinowe serce" spodziewałem się banalnej historyjki, przewidywalnej i może nawet nudnej. A jednak po nią sięgnąłem. Po raz kolejny przekonałem się że nie należy oceniać książki po okładce. Historia tytułowej Kaliny jest niezwykle przejmująca i na początku przypominała mi bajkę o Kopciuszku. No, może nie wszystko było usłane różami, ale wiele analogii można tam odnaleźć.

 Tytułowa bohaterka nie ma lekko. Jest bez pracy, mieszka z ojcem alkoholikiem, a jej bracia zostali zabrani do Domu Dziecka. Kalina na swojej drodze spotyka bogatego, starszego mężczyznę i jedne dialog sprawia że jej życie ma szanse się odwrócić o pełne 360 stopni. Co z tego wyniknie?

 Historia momentami aż krzyczy o swojej prawdziwości, w innych chwilach wydaje się być zbyt naciągania i ciut naiwna, ale ogólnie odebrałem ją wyjątkowo pozytywnie. Wiele się tutaj dzieje, a doskonałe pióro autorki rekompensuje ewentualne niedociągnięcia. 
 Opowieść o Kalinie odbieram jako manifestacje dziewczyn z prowincji marzących o wyrwaniu się ze swoich wiosek i posmakowaniu życia w innym, wydawać się może lepszym świecie. Tutaj nie ma ceny jaką się za to ponosi. Niektóre sceny mogą szokować, albo powodować zniesmaczenie, ale jednak są one tutaj potrzebne. Kalina to postać problematyczna i chyba nie do końca  rozumiejąca własne wybory. Czy po drodze straci wrodzoną samokontrolę?
 Ja osobiście kocham klimaty wiejskie i wszystko co jest związane z takowymi miejscami, stąd mój sentyment do takowych historii. To nie jest historia o przebojowej kobiecie, ale o metamorfozie Kopciuszka. Zagubiona i pełna lęków dziewczyna przekształca się w zupełnie inną postać. Pisarka pięknie pokazuje przemianę. Według mnie książka jest warta przeczytania.

czwartek, 2 lipca 2015

Katarzyna Purzyńska - "Z jednym wyjątkiem"

 Nie jestem wielkim fanem tego gatunku, ale są pisarze na których książki czekam z utęsknieniem. Kolejna historia, w której tłem jest komisariat policji w Lipowie i okoliczni mieszkańcy. Wiedziałem że nie zawiodę się i tym razem. Historia jak zwykle perfekcyjnie opowiedziana z detalami. Katarzyna Purzyńska ma niesamowity dar do budzenia w czytelniku ciekawości. "Z jednym wyjątkiem" to historia zapadająca w pamięć. Wielki wpływ na to ma pomysł na powiązanie wątków śmierci kolejnych osób z figurami  i ruchami szachowymi. A rozpoczyna się od wydawać się może rutynowej wizyty celem stwierdzenia zgonu. Na szczęście dociekliwa lekarka podejrzewa morderstwo. Zaczyna się gra pomiędzy policją, lokalną społecznością i mordercą będącym cały czas krok naprzód.Opowieść jest przeplatana listami z pamiętnika mordercy, który pozostaje anonimowym dla czytelnika. 

  Pisarka potrafi łączyć wątki kryminalne, obyczajowe i społeczne, a wszystko jest podane w sposób którego by się nie powstydziły zachodnie gwiazdy kryminałów, którym Purzyńska nie ustępuje.    Tym razem znowu zaskakuje czytelnika swoja nieograniczoną wyobraźnią. W tym przypadku jest ważna chronologia, która jest zachowana i czytelnik nie musi zgadywać co, gdzie i kiedy. Takich książek nie pisze się od tak sobie. To kolejna historia o policjantach, która z pewnością wymagała wiele pracy na wielu płaszczyznach. Pisarka po raz kolejny zdała egzamin celująco. Nie sposób przejść obojętnie, nie wzbudzić w sobie emocji. Uwielbiam książki autorki i w moim osobistym rankingu to właśnie ona jest współczesną królową kryminałów. Polecam z całego serca, nie tylko fanom kryminałów.

Laetitia Colombani - "Warkocz"

  Nie potrafiłem oprzeć się historii trzech kobiet. Pewnie jednym z powodów była moja powieść "Trzy" o trzech kobietach,której d...