wtorek, 31 marca 2015

Gina Holmes - "Szklanne skrzydła"

Kolejna książka, którą powinna przeczytać każda młoda kobieta wychodząca z domu, w którym panowała przemoc. Niestety, najczęściej kobiety wybierają partnerów podobnych do własnych ojców tyranów.Siedemnastolatka wiąze się z sezonowym pracownikiem Trentem Teylorem. Spragniona dobrego słowa i zainteresowania szybko mu ulega, uciekając z domu. Penny Carson ma dosyć małomiasteczkowych ludzi jak i ojca nudziarza.

 Szybko okazuje się że jej życie nie będzie usłane różami, ale poczucie wstydu i silne uzależnienie nie pozwala jej odejść od męża. Czy ciąża, narodziny dziecka oraz tajemnica męża coś zmieni? Książka jest napisana w formie długiego listu skierowanego dla synka. Historia jest pełna nadziei i pokazuje jak na naszej drodze stają anioły, a my ich nie dostrzegamy. Jak niewiele trzeba, aby wyrwać się z przemocy domowej i zacząć nowe, lepsze życie? Kobiety z różnych środowisk i wspólny mianownik. Czy jest to możliwe?

 Niezwykle piękna historia napisana sercem, co się czuje w narracji. To jedna z tych historii, przy których popłyną łzy. Polecam. 


Antoinette van Heugten - "Smak tulipanów".

 Złe wspomnienia pielęgnowane przez lata i podlewane nienawiścią mogą doprowadzić do tragedii. Z pewnością jej nią chęć zemsty za zło popełnione wiele lat wcześniej,w  innych czasach i bez próby zrozumienia tego co się wydarzyło. 

 W tej książce wszystko jest jakby oderwane od rzeczywistości, ale jednocześnie autorka stąpa po ziemi, nadając opowieści wiele ciekawych ścieżek. Morderstwo, porwanie dziecka i śledztwo prowadzone przez zdesperowaną matkę porwanego dziecka. Zmieniamy Amerykę na Holandię, w której na jaw wychodzą tajemnice rodzinne, skrzętnie do tej pory ukrywane. 

 Mam wrażenie ze pisarka dokonała tutaj odwrócenia ról, nadając im niespodziewane odcienie zaskoczenia czytelnika. Ile może znieść zrozpaczona matka porwanego dziecka, która dodatkowo dowiaduje się, że jej rodzice nie byli krystaliczni. Czy zło rodzi zło, a wszystko potoczy się po myśli tych, którzy chcą dokonać zemsty na kolejnym pokoleniu?

 "Smak tulipanów" ma drugie dno, które odkryje każdy uważny czytelnik.  To wyjątkowa lektura za przyczyną historii i ciekawych dialogów. Autorka sięgnęła po trudne momenty historii co doskonale wpłynęło na całokształt powieści. Tytułowe tulipany również mają uzasadnienie. Jakie? Warto się samemu przekonać. Polecam.

piątek, 27 marca 2015

William Stevenson - "Vera Atkins. Kobieta szpieg. Historia najlepszej agentki II wojny światowej"

 Nie potrafię podać racjonalnego powodu sięgnięcia po tę książkę. Z reguły pozycje tego typu omijam szerokim łukiem, ale tym razem stało się inaczej. Przyznaję się do niewiedzy na temat istnienia i zasług Very Atkins. Okazuje się iż ta piękna kobieta miała wiele twarzy, była kameleonem i potrafiła zrobić właściwy użytek z urody jak i pełnej gamy talentów. Okrzyknięta najlepszą kobietą - szpiegiem była jednocześnie doceniana i szybko pięła się po szczeblach awansów, szkoląc kolejne kadry ludzi przygotowujących się do wniknięcia w oddziały nieprzyjaciela. 

 Książka jest wiernym i jak dla mnie zbyt dokładnym opisem życia tytułowej bohaterki. Zastanawia mnie znajomość autora co do faktów z życia kobiety, czasami intymnych i w moim mniemaniu nie mających prawa ujrzeć światłą dziennego ze wzgląd na jej dobre imię. Z drugiej strony Stevenson pokazuje kobietę pełną sprzeczności, ale również odwagi. Książka zaskoczyła mnie mnogością nazwisk i scenek, które trudno jest zapamiętać, podobnie jak ilość mnożących się nazwisk.

 Czy agentka wpłynęła na losy wojny? Sprawa dyskusyjna, jednak cieszę się że nadal pisze się o bohaterach, często bezimiennych i zapominanych. Vera Atkins uznała Stevensona za jedyną osobę godną napisania jej biografii, co też uczynił po jej śmierci w 2000 roku.

czwartek, 19 marca 2015

Rainbow Rowell - "Eleonora i Park"

 Po powieści skierowane dla nastolatków sięgam rzadko. Tematyka mija się z moimi zainteresowaniami, a rozterki nastolatków są zupełnie inne od tych, które sam przeżywałem w ich wieku. Kiedy otrzymałem propozycję z wydawnictwa, ostatecznie zdecydowałem się na przeczytanie, ale bez większego przekonania. Tymczasem zostałem pozytywnie zaskoczony. Mamy tutaj całą paletę zachowań, również dysfunkcyjnych i ukazanie nieprawidłowych relacji rodzinnych, a wszystko na tle rodzącej się trudnej miłości. 

 Pisarka napisała powieść dla młodych ludzi, pokazując ich piekło. Udało jej się stworzyć opowieść pełną świeżości i brutalnej prawdy, która jest życiowa i nieprzekoloryzowana. Czy młodzi ludzie mają prawo do buntu? Jak widzą świat?  Po kilku rozdziałach przestały mi przeszkadzać przekoloryzowane postacie tytułowych postaci. To książka o rodzącym się uczuciu ludzi z dwóch różnych światów, o miłości która nie ma prawa się narodzić. Ta książka skrywa wiele tajemnic, a pisarka doskonale zna naturę młodych ludzi. Jest w niej coś, co człowieka hipnotyzuje i doprowadza do konfrontacji z samym sobą. Jak dla mnie to miłe zaskoczenie. Oczywiście polecam, nie tylko młodym czytelnikom.

wtorek, 17 marca 2015

Anne - Dauphine Julliand - " Ślady małych stóp na piasku"

 Książka niesamowicie mnie zaskoczyła. Wiedziałem że porywam się na osobisty dramat, ale nie wiedziałem że tak bardzo przeżyję tę historię. O czym jest ta historia? Ogólnie mówiąc o pewnej rodzinie, trojga dzieciach i życiu, kiedy rodzice wiedzą że dwie córeczki są nieuleczalnie chore. Ta książka jest świadectwem miłości do dzieci, walce o ich szczęście i bezsilności, która towarzyszy patrzeniu na cierpienie córek i ich powolnemu odchodzeniu. Książka niezbyt duża objętościowo, ale zawiera wielkie przesłanie i jest pełna emocji, które mną szargały. 

 Patrzenie na umieranie, na cierpienie w tej historii jest sprawą niesamowicie intymną, ale niesie oczyszczenie. Pojawiają się łzy, nie sposób nie myśleć o tej historii, która na stałe zasiada gdzieś w tyle głowy. Autorka uzmysłowiła mi, czym jest rodzicielska miłość. Pokazała mi jej barwy na przykładzie kalectwa.

 To jest świadectwo, SOS do świata i gratuluję matce, która miała siły aby o tym napisać. Siła tkwi w miłości, a od nas zależy, jakie wspomnienia zachowamy. Julliand pokonała własny ból, wychodząc poza ramy schematów. Mądra, ale zarazem bolesna lektura. Obowiązkowa dla każdego rodzica. Wkrótce zabieram się za drugą część tej niezwykle emocjonującej historii "Wyjątkowy dzień".

sobota, 14 marca 2015

Benedict Carey - "Jak się uczyć?"

 Książka z trójwymiarową okładką, pięknie wydana, przykuwająca uwagę. Czy to wystarcza, aby była warta zakupu?

 Proces uczenia się, przyswajania wiedzy w szkole czy poza nią trwa całe życie. Jest to naturalny stan funkcjonowania człowieka. Doświadczenie jest częścią tego procesu. Oczywiście jako kilkulatkowie rozpoczynamy proces edukacyjny, a większość z nas kończy go w wieku dorosłym. Szkoła kojarzy się z nauką, ale czy potrafimy efektywnie się uczyć?

 Carey napisał książkę pod wielce obiecującym tytułem, która jest poradnikiem, co można wydedukować na podstawie tytułu. Co więc otrzymujemy? Kolejne obietnice na "złoty środek" w czasie którego opanujemy dwa języki obce w tydzień? Żmudne powtarzanie do egzaminów? A może istnieje metoda na szybkie zapamiętywanie długich tekstów?
 Autor niczego nie obiecuje, nie snuje niestworzonych teorii i nie obiecuje gruszek na wierzbie. Jako dziennikarz naukowy napisał książkę, która w większej mierze opisuje doświadczenia powstałe na przełomie dziesięcioleci dotyczące zapamiętywania, kojarzenia faktów i intuicji. Właśnie tak. Intuicja jest niezbędna chociażby przy testach, przy których jesteśmy zieloni. Każde doświadczenie wnosiło kaganek świata wiedzy do tematu, robiąc krok ku udoskonaleniu technik nauczania. 
 Oczywiscie autor rozpoczyna wywód od roli mózgu i jego niewymiernego udziału w procesie zapamiętywania i przechowywania informacji.
Carey udowadnia, iż drobne zmiany w naszych nawykach przynoszą niewymierne efekty w pamięci długotrwałej. Wszystko to, czego nas uczono idzie do lamusa. Byłem zaskoczony teoriami, ale popartymi twardymi dowodami w postaci wielu powtarzanych eksperymentów. Często "królikami doświadczalnymi" były grupy studentów, ale nie dostawali informacji o eksperymentach. Wyniki zaskakują i dają do myślenia, a wszystko znajduje się w podsumowaniu.

 Książkę czyta się szybko, za sprawą dobrego przekazu. Autor o rzeczach trudnych pisze w sposób naprawdę przyjemny. Doceniam jego pracę, przewertowanie setek książek w poszukiwaniu opisów eksperymentów i analizy porównawczej. Autor okazał się być doskonałym detektywem tropiącym fenomen pamięci i jej ulepszania. Udowadnia że można uczyć się szybciej i zapamiętywać na dłużej. Nie podaje żadnych trików, ale opiera się na solidnej wiedzy. Dlatego ten poradnik polecam ze względu na zawartość merytoryczną. Książka wnosi nowe rozdziały do tematu uczenia się i zapamiętywania.

piątek, 13 marca 2015

Fiodor Dostojewski - " Bracia Karamazow"

 Co jakiś czas sięgam po klasykę. Bardzo żałuję że tak rzadko, ale kiedy już to się wydarza, wtedy starannie wybieram lekturę. Autora przedstawiać nie trzeba, podobnie jak ten niezwykły tom, który przeszedł do kanonu najwybitniejszych dzieł literatury światowej, a co za tym idzie na stałe zagościł w domach czytelników, a popularność autora nie maleje przez wieki.

 "Bracia Karamazow" to historia opowiedziana z wielkim rozmachem i szczegółami. Trzej bracia, będący synami zamordowanego ojca. Każdy z nich żyje w zupełnie innym świecie, nie rozumiejąc zachowania i poczynań braci, nie próbując nawet zrozumieć takiego stanu. Mamy tutaj pięknie pokazane sceny, porywające swoją głębią w dialogach i w zależnościach psychologicznych. Dostojeweski jest mistrzem ukazywania tego co złe, co ukryte i trudne do opisania. Pisarz doskonale radzi sobie z odwiecznymi egzystencjalnymi pytaniami, na które świat od zawsze poszukuje odpowiedzi. Jest doskonałym obserwatorem, analizatorem ludzkich zachowań i potrafi je przenieść na karty książki.

 Wyjątkowo piękna narracja, różna od tej, do której czytania jestem przyzwyczajony. Dostojewski pisze w sposób emocjonalny, przekonując mnie do swojej narracji i odurza mnie jej głębią i prawdziwością. Autor pokazuje prawdę o człowieku, tę nagą, obdartą z szat zakłamania i obłudy, chociaż tej w tej historii nie brakuje. 

" Bracia Karamazow" to historia wielowątkowa, co nie wpływa na komfort czytania. Dostojewski nie ocenia, ale pokazuje los ludzi i ich wpływy na siebie. A wszystko sadzone w drugiej połowie XIX wieku w Rosji. To wyjątkowo ciekawa, ale również, a może przede wszystkim książka niosąca duży potencjał morału. Autor dba o szczegóły, każda scena jest perfekcyjnie dopracowana.

O takich książkach się nie dyskutuje, kiedy powalają na kolana swoją głębią i mądrością.

czwartek, 12 marca 2015

Edyta Świetek - "Tam, gdzie rodzi się miłość".

 Tytuł wiele zdradza. Niestety, w tym przypadku tak właśnie jest. Drogi pensjonat, firmowa impreza integracyjna i miłość, która ukazuje się być trudna i nie do przejścia. Rodzina Hajdukiewiczów prowadzi pensjonat, ale niestety co jakiś czas odwiedza ich gang, który za ochronę żąda dużych pieniędzy. 

Poznajemy główną bohaterkę Darię, która nie jest szczęśliwa w związku z Łukaszem, który jest uwielbiany przez rodzinę i rodzina zamierza związać dziewczynę z bogatym chłopakiem. Sama zakochuje się w Marku , kliencie pensjonatu, ale życiowe losy nie pozwalają jej na upublicznienie związku. Nie mówi Markowi prawdy o sobie, odrzuca jego propozycję zamieszkania w Krakowie.Jej tajemniczość intryguje go coraz bardziej.

 Historia sama w sobie broni się wyrazistością postaci, ich interakcjami, które są przekonujące, z drugiej strony w wiele scen jest mi trudno uwierzyć. Dla mnie w tej historii wszystko dzieje się zbyt szybko - scena pierwszego pocałunku, intensywnego romansu. Postacie mają sugerować się sercem, ja jednak odbieram to jako pożądanie fizyczne. Szybki sex z pracownicą, a po chwili wodzenie oczami za nieznajomą pracownicą pensjonatu. Być może w pewnych kwestiach myślę staroświecko, ale to się raczej nie zmieni. Dodatkowy plus za miejsce - moje ukochane, malownicze Bieszczady i za zakończenie, które zaskakuje. Polecam wielbicielom gatunku.

środa, 11 marca 2015

Wiesław Kot - "Sto najważniejszych scen filmu polskiego"


Okładki nie można z niczym innym pomylić. Charakterystyczny miś z filmu Barei na tle zachodzącego słońca, a wszystko w twardej okładce. Przypadek? Nie sądzę. Wiesław Kot pokazuje nam przekrój najważniejszych filmów polskiej kinematografii rozpoczynając fascynującą podroż od roku 1934 i otwierając filmem "Młody las". Każdy kolejny film to kolejny rok, aż do współczesności. 
 Jakim kluczem kierował się autor? O tym warto przekonać się samemu. Każdy opis filmu zawiera streszczenie, ale również ciekawe informacje o genezie powstania i pływie, jaki wywarł na odbiorców. Autor poszedł dalej, umieszczając fotosy oraz kinowe plakaty. Dla mnie książka jest wyjątkowa. Dzięki niej mogłem poznać kawałek historii polskiego filmu, również tego raczkującego z latach trzydziestych ubiegłego wieku. Oczywiście jest luka w latach 1939 - 1947. Powód wydaje się być oczywisty.


 Czytając informacje o kolejnych ważnych filmach rosło moje zaskoczenie dotyczące własnej ignorancji w tej kwestii. Większości filmów nie widziałem, o niektórych nawet nie słyszałem. Autor posiada niesamowitą wiedzę na temat polskiej kinematografii i potrafi ją przekazać czytelnikowi w sposób niezwykle. Każdy film jest opatrzony komentarzem  Wiesława Kota. Książka sama w sobie jest doskonałym kompendium wiedzy o sztuce wizualnej. Cieszę się, że autor postanowił uratować pamięć o tych niezwykłych chwilach, szczególnie w dzisiejszych czasach, kiedy zalewają nas amerykańskie, często tandetne filmy i seriale. 

 Dla mnie "Sto lat filmu polskiego" jest nie lada wezwaniem. Postanowiłem obejrzeć filmy, których nie widziałem. Niestety, obawiam się że będzie to trudne do zrealizowania. 
Pamiętam czas, w którym jako dziecko czekałem na niedzielne popołudnia i pojawiający się na ekranie napis "W starym kinie" i wstępy Stanisława Janickiego. W czarno-białych filmach był czar spływający z ekranu, hipnotyzujący mnie i wciągający w środek akcji. 

 Dzięki tej książce przypomniałem sobie ważne, ale już prawie zapomniane chwile ekscytacji i szczęscia. To historia pokazana na przykładzie ruchomych obrazów, gry aktorskiej, scenariuszy i pięknie ujęć. Książka jest obowiązkową lekturą nie tylko dla kino-maniaków, ale również dla wszystkich chcących poszerzyć swoje horyzonty myślowe. Dla młodego pokolenia filmy mogą być wielkim odkryciem i niezwykłą przygodą skierowaną w kierunku pokolenia rodziców. Sztuka jest tym co łączy pokolenia. Serdecznie polecam. 

Tutaj można obejrzeć krótki film na temat pierwszego filmu i nie tylko...Kiedy ktoś opowiada z taką pasją, nie sposób nie sięgnąć po książkę. 
 

poniedziałek, 9 marca 2015

Katarzyna Puzyńska - "Trzydziesta pierwsza".

  Autorkę znam, jednak nie w sposób bezpośredni. Czytam jej wpisy na facebooku, czasami coś komentuję, śledzę wywiady i czytuję recenzje. Blogerzy wysoko oceniają umiejętności pisarskie Autorki, a ja? Czytelnicy wiedzą, że często mam zgoła inne zdanie od większości. Korzystam z tzw "wolności słowa". Jak było tym razem?

 Przeczytałem i napiszę kolokwialnie, bez owijania w bawełnę - zbierałem szczękę z podłogi. Mea culpa. Od dawna obiecywałem sobie przeczytać tom pierwszy, potem drugi, a w końcu zacząłem od trzeciego. Trudno jest ochłonąć po powrocie do rzeczywistości. Lipowo - mała wioska, w której dzieje się więcej, niż się spodziewamy. Jest tutaj wszystko, czego poszukuję w ciekawych historiach - tajemnice, napięcie, interakcje psychologiczne, zaskoczenie, zwodzenie czytelnika i zaskoczenie. Do tego wiele wątków, które jednak są napisane w sposób przemyślany, w sposób zaskakujący, ze smakiem. 

 Nie będę tutaj wnikał w fabułę, o niej można przeczytać w streszczeniach itd. Dzięki autorce na nowo zakochałem się w kryminałach. Katarzyna Puzyńska pisze w sposób nieodbiegający od najlepszych zachodnich pisarzy tego gatunku. W "Trzydziestej pierwszej" nie ma się czego przyczepić. Sama historia nie jest typowym kryminałem, ale czymś o wiele więcej. Autorka łamie schematy, bawi się narracją, a ja miałem wrażenie że robi to z wielką lekkością. Miałem wrażenie jakbym był w środku wioski i przez ponad 500 stron bawiłem się w detektywa. Moje przewidywania nie były trafne, ale to zasługa nieograniczonej wyobraźni Autorki wodzącej mnie za nos i na manowce. 

 "Trzydziesta pierwsza" to pyszna zabawa, którą czym zamierzam powtórzyć sięgając po dwie poprzednie części  policjantów z Lipowa. Katarzyna Puzyńska posiada lekkość pióra i doskonale to wykorzystuje. Pod filigranowym ciałem i niewinnym spojrzeniem kryje się wielka moc. Wielki talent i bezkresna wyobraźnia. Bardzo, bardzo serdecznie polecam.

sobota, 7 marca 2015

Joanna Syat - "Tylko przy mnie bądź"

 Joanna Sykat jest mi znana z recenzji poprzednich powieści, których nie było mi dane przeczytać.  Czytałem recenzje, w których blogerzy i nie tylko wychwalają kunszt autorki. Ta pozycja jest pierwszą, po którą sięgnąłem. 

Trudno jest mi pisać o tej książce. Z wielu przyczyn. Jeżeli ktoś myśli, że cukierkowa okładka przedstawiająca parę patrząca na zachód słońca zwiastuje ckliwy romans, ten jest w dużym błędzie. Joanna Sykat napisała nietuzinkową opowieść o ludziach, żyjących w świecie, który w pewnych aspektach możemy nazwać futurystycznym. Świadczy o tym chociażby gadżet przypominający o np. wzięciu leku na alergię.

 Widzimy świat surowy, w moim mniemaniu plastikowy, ale do bólu przypominający ten, w którym żyjemy. Poznajemy Martę i Wiktora, ludzi którzy żyją tak jak potrafią, ale czy są szczęśliwi w tym, co narzuca im świat?  Ich perypetie są podobne do tych naszych, zwykłych problemów. Wiele można pisać o "Tylko przy mnie bądź", ale ta historia jest niepodobna do tego, czym zasypuje nas rynek.

 Nie ukrywam, że trudno było mi się przebić przez pierwsze strony. Wynika to ze stylu, który jest pozbawiony "ozdobników", które znamy z większości lektur. Pisarka stawia na prawdę, odzierając ją z lukru, stawia na ukazanie człowieczeństwa i cichej walki o zmiany w życiu. Język jest prosty, ale zarazem zaskakująco świeży. Szybko wchodzimy w wizję pisarki. 

 Ta książka jest przebudzeniem człowieka zmęczonego przesłodzonymi historyjkami, oczekującym na coś, co uderzy go w głowę.. Pisarka napisała utwór szczery i pełen bezkompromisowości w stosunku do odbiorcy. Stawia na prawdę, na nagą prawdę, darując sobie przejmowanie się przyjęciem. tak to odbieram. Książka emanuje siłą, a poparta jest szczerością. Ja lubię szczerość, która płynie z powieści, gdyż przekonywuje mnie co do szczerości i intencji autora. Sykat wie o czym pisze, doskonale wchodzi w psychikę postaci, a przez nią wbija się w tok myślenia czytelnika. Czytelnik identyfikuje się z bohaterami na kartach książki, przeżywając problemy niczym własne.

 Polecam każdemu, kto chce wkroczyć na nowe ścieżki literatury, często omijanej szerokim łukiem. Joanna Sykat pisze nietuzinkowo i jest doskonałym obserwatorem codziennego życia, a jak widzimy bez problemu porusza się w różnych "światach". Jeszcze raz polecam.

piątek, 6 marca 2015

Christina Lauren - "Piękny drań"

 Nigdy nie przeczytałem i nie zamierzam przeczytać "50 twarzy Greya". "Pięknego drania" zamówiłem  sugerując się zapewnieniem na okładce "Miliony sprzedanych egzemplarzy na całym świecie". Nie wiem jak jest naprawdę, ale w trakcie lektury miałem wrażenie że czytam o Greyu, którego fabuła jest powszechnie znana. 

 Tutaj mamy "pięknego drania" - Ryana Benetta i Cloe, stażystkę, zdolną studentkę MBA. Nie jest trudno zrozumieć, o czym traktuje książka. Czytamy o silnych uczuciach szefa i podwładnej, którzy nie potrafią się powtrzymać przed uprawianiem sexu w róznych miejscach, ryzykując nakrycie przez osoby trzecie. Cloe zna ryzyko gry, którą świadomie podjęła, ale nie potrafi się wycofać. Wzajemny pociąg sexualny prowadzi do...

 Nie liczmy tutaj na wzniosłe dialogi, na zbyt wiele fabuły poza kolejnymi scenami sexu. Autorka pokazuje postacie z dwóch różnych perspektyw - widzimy wydarzające się sytuacje oczami kobiety i mężczyzny. Wbrew pozorom mają wiele wspólnych odczuć dotyczących tego, nad czym tracą kontrolę.

 Christina Lauren pokazuje moc zniewolenia, które jest silniejsze od nienawiści. Dialogi są momentami zabawne, a w ogólnym rozrachunku darzymy akceptacją mężczyznę i kobietę. "Piękny drań" to lekka lektura dla dorosłych.

czwartek, 5 marca 2015

Sarah Waters - "Za ścianą"

 Uwielbiam angielskie powieści, a szczególnie te, których akcja dzieje się w tajemniczych domach z historią. Przenosimy się do roku 1922, do dzielnicy Champion Hill. Mieszkają tutaj dwie kobiety - matka z córką, pani Wray i Frances. Kobiety zmagają się z problemami finansowymi i nie pozostaje im nic innego, jak przyjęcie lokatorów. Wybór trafia na państwo Barberów - Lilian i Leonarda. Ich wprowadzenie wnosi do statecznego życia kobiet wiele zaskoczenia, ale także elementy niezrozumienia i niechęci.

 Młode kobiety ku niezadowoleniu pani Wray znajdują wspólny język. Właścicielka domu chce ochronić córkę przez zgubnym działaniem nowoczesnego działania i myślenia, ale tak naprawdę obawia się utraty kontroli nad córką.

 "Za ścianą" to gorzka lektura pokazująca ludzi zmuszonych do rewizji swoich przekonań, uczenia się nowego życia  w powojennych czasach i próbach budowania intymności na strachu i nieufności. Tutaj kolejne wątki nie są najważniejsze, ale elementy scalające "ściany". Mamy tutaj zakazaną miłość, cierpienie, ból, ale nad wszystkim góruje nadzieja na normalne życie. 
"Za ścianą" nie jest lekturą, jaką się czyta ciurkiem. Sarah Waters napisała coś na kształt scenariusza teatralnego, umieszczając w obszernym tekście niesamowity przekaz, jakże żywy i przejmujący.

 Umieszczenie akcji blisko sto lat temu nie należy do najłatwiejszych, ale pisarka doskonale opisała klimat miejsca, epoki, ludzkie losy i porywa czytelnika narracją. Nie ma tutaj zbędnych scen, zbędnych dialogów. Miałem wrażenie, że jest to powieść życia. W moim mniemaniu "Za ścianą" ma duże szanse na wejście do klasyki literatury światowej. Polecam.

środa, 4 marca 2015

Remigiusz Mróz - "Kasacja"

  Postać autora nie do końca jest, a raczej była mi znana. Śledzę jego wpisy na LC dotyczące porad pisania, jakiś czas temu zakupiłem poprzednią powieść w formie ebooka, ale ciągle czeka na przeczytanie. Śledzę równiez pozytywne recenzje czytelników, zachwycających się prozą Mroza. "Kasację" zakupiłem dzień przed premierą, celem przeczytania jej w czasie długiej podróży. Niestety, plany mają to do siebie, że ulegają zmianie. W czasie nocnej podroży musiałem wyłączyć światło w pociągu, a wkrótce po dotarciu na miejsce zapadłem na paskudną odmianę grypy. Dlatego czytałem w kawałkach, kiedy pozwalał mi na to "ogólny stan świadomości". 

 Już na początku jedno mogę napisać. Nigdy nie czytałem tak dobrej książki traktującej o środowisku prawniczym, które uważałem za wzór sprawiedliwości i uczciwości. Remigiusz Mróz jest prawnikiem i jak mniemam, wiele scen opartych jest o doświadczenia, a przynajmniej duże prawdopodobieństwa wydarzenia się tej historii.
 Autor od początku zabiera nas w świat kancelarii prawniczych. Poznajemy Kordiana Choryńskiego i Chyłkę, osoby jakby się mogło wydawać z zupełnie różnych planet. Kordian rozpoczyna pracę w wielkiej korporacji "Żelazny & McVay". Jest pewien, ze chwycił Pana Boga za nogi. Praca w tym miejscu to wielka szansa i nobilitacja.
 Nie będę rozwijał fabuły, która jest doskonale przemyślana i intensywna. Czytelnik zostaje zwodzony do ostatniego rozdziału, wcześniej tryumfując na myśl o rozwiązaniu zagadki.Wielkie brawa za wykreowanie przekonujących i kolorowych postaci głównych, jak pobocznych. Autor nie bawi się z czytelnikiem w konwenanse, pokazując cienie i blaski pracy w takim miejscu, oraz ceny którą się za to płaci. 
Całą historia jest czymś na kształt zamkniętego kręgu, w który czytelnik zostaje schwytany niczym w pajęczą sieć.
 Świetny pomysł na fabułę i doskonałe sceny podgrzewające ciekawość i zwodzące czytelnika. Mróz nie podaje wszystkiego na tacy, czytelnik samotnie odkrywa własną, indywidualną ścieżkę do końca tej niesamowitej historii.
 Katarzyna Bonda napisała na okładce" Ta książka to jazda bez trzymanki". Właśnie tak jest. Zachodni autorzy mogą się uczyć od naszego młodego pisarza. Wielki talent, który będę śledził i wkrótce zabieram się za inne pozycje autora. Jestem pewien, że o Mrozie usłysz świat. Niewielu potrafi tak pisać. Serdecznie polecam, nie tylko wielbicielom gatunku.

M. J. Arlidge - " Ene, due, śmierć".

 Lubię czytać debiuty. Każdy z nich to jakaś świeżość w spojrzeniu, w słowach, w przekonywaniu mnie że mój bezcenny czas zainwestowany w lekturę nie należy do straconych. Autor przez kilkanaście lat pracował dla telewizji, jest producentem seriali kryminalnych produkowanych dla ITV, obecnie pisze scenariusz dla "Milczącego światka" dostępnego w  Polsce na kanale BBC Entertaiment.  Prawa do debiutanckiej powieści "Ene, due, śmierć" zostały sprzedane do 25 krajów. Czy zasłużenie?

 Książkę pochłonąłem w kilkanaście godzin, ale był to czas pełen terroru i prawie fizycznego bólu. Autor sugestywnie wchodzi w role oprawcy, ofiar, pokazuje dylematy moralne. Cały zbudowany świat jest brutalnie prawdziwy i dopracowany. W "Ene, due, śmierć" mamy do czynienia z morderczynią, która nie zabija swoich ofiar, ale zwabia je do miejsc, które są rzadko uczęszczane i tam więzi. Zostawia pistolet z jednym nabojem. Warunek jest jeden. Jeden z więźniów musi zabić drugiego. 

 Wielki szacunek za pokazanie dylematów moralnych i ciemnej strony człowieka który po kilku dobach bez jedzenia i picia, będąc w ostatniej świadomej fazie życia dokonuje wyborów, będącymi nie do końca własnymi wyborami. Gdzie tkwi świadomość, a co dzieje się z życiem po odzyskaniu pozornej wolności. Kiedy człowiek staje się więźniem własnego sumienia? Kim jest morderczyni?

 Autor łamie konwencje, pisząc coś tak przerażającego, ale nie będącego horrorem. W tej książce możemy zobaczyć własne odbicia, zastanowić się nad własnymi wyborami. Podoba mi się podstać inspektor Helen Grace i jej przeciwnik. Agentka wie z kim musi się zmierzyć, powoli odkrywa kolejne karty i wie, że ofiarami są ludzie, którym kiedyś pomogła. Czy to jest kara dla Helen?

 Z niecierpliwością czekam na kolejny tom "Powiedz panno gdzie ty śpisz" przewidziany na wrzesień. Wydawca zaostrza apetyt publikując na końcu pierwszego tomu trzy pierwsze rozdziały. Tymczasem zachęcam do sięgnięcia po tom pierwszy, trzymający w napięciu. Na przedniej okładce jest napis "Mroczniejszy niż Nesbø". Po raz kolejny przekonałem się że nie jest to pusta reklama mająca na celu przyciągnąć czytelników. To jeden z nielicznych wydawców, który nie pisze frazesów na okładkach. Naprawdę warto.

Harlan Coben - "W domu"

  Zaczyna się od trzęsienia ziemi. Mija dziesięć lat od zaginięcia dwóch sześcioletnich chłopców w dzielnicy dla bogaczy w New Yersey. W...