poniedziałek, 28 listopada 2011

Konkurs z Prószyńskim

 Zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią ogłaszam konkurs, organizowany wspólnie z autorką książki "Włoski sekrety" Małgorzatą  YILDIRIM. Fundatorem nagród jest Wydawnictwo Prószyński i S-ka.  Na odpowiedzi czekamy do najbliższego piątku (2 grudnia) do godziny 20.00 Wyniki zostaną ogłoszone w  najbliższy weekend. Każda osoba biorąca udział w konkursie zobowiązana jest do zostawienia swoich danych e-mailowych lub odnośnika do swojego bloga. Osoby które zostaną zwycięzcami zobowiązują skontaktować się ze mną za pośrednictwem poczty elektronicznej i pozostawienia swoje dane do wysyłki. Osoby biorące udział w konkursie są proszone o wiadomość o tym na swoim blogu z odnośnikiem do strony, na której jej prowadzony konkurs. Nagrodami są dwa egzemplarze książki "Włoskie sekrety" podpisane i wysłane przez autorkę z imienną dedykacją do zwycięzców. 

Pytanie konkursowe brzmi :

"Książki są jak towarzystwo, które sobie człowiek dobiera"
Monteskiusz

Czy w Twoim życiu obecne są książki, które zawierają uniwersalne prawdy? Książki, do których wracasz? Jeśli tak, to jakie i dlaczego?







niedziela, 27 listopada 2011

"Podróż Enrique" - Sonia Nazario

  Od dawna łaknąłem takiej książki. Książki prawdziwej, trudnej i odrobinę drastycznej, która sprawi że ja się po prostu roztrzaskam swoimi emocjami o brzeg ludzkiej, prawdziwej historii. Sonia Nazario - zdobywczyni Pulitzera - napisała książkę, która została z góry skazana na sukces wydawniczy i okrzyknięta światowym bestsellerem.
  "Podróż Enrique" to książka o pokonywaniu granic. Piękna historia opowiedziana o chłopcu, który z miłości do matki odbywa niebezpieczną i długą podróż z Hondurasu do Stanów Zjednoczonych, w których pracuje matka. Na podstawie historii Enrique poznajemy również historie innych emigrantów, którzy ryzykują często życie, aby spotkać swoich najbliższych. Książka  miejscami potrafi szokować brutalnymi wydarzeniami, których nam autorka nie szczędzi, ale jednocześnie jest to doskonały dokument pokazujący prawdziwy świat gangów, służb granicznych oraz emigrantów. Przy tej książce nie sposób się nudzić. Książka zostawia w nas ślad na długo, nie pozwalając zapomnieć o jej treści.  Serdecznie polecam.

Za egzemplarz recenzyjny dziękuje Wydawnictwu


sobota, 26 listopada 2011

KULTURKAMPF

  W Krakowie mieszka i aktywnie działa człowiek, który założył grupę wspierającą oraz gromadzącą wokół siebie głównie debiutujących artystów. Kulturkampf, o tej grupie mowa działa na różnych płaszczyznach. Warto się zapoznać bliżej z działalnością kulturkampfu i jeżeli jest okazja pojawić się na takowym, cyklicznym spotkaniu w charakterze widza, albo po drugiej stronie jako twórca. Ostatnie spotkanie odbyło się 24 listopada. Ja, pomimo wielokrotnego zapraszania nie mogłem się pojawić i na moje miejsce "wskoczył" Kamil Czepiel. Kamil przeczytał jeden utwór ze swojej książki "Przedśmiertny neuroleptyk".  Wierzę głęboko, że za jakiś czas wystąpię tam razem z Kamilem. Możliwe, że przeczytam fragment drugiej książki, która jest w przygotowaniu. Zaproszenie dla mnie jest otwarte i jeżeli wszystko się ułoży, to pojawię się w Krakowie w pierwszym kwartale przyszłego roku z fragmentem mojej debiutanckiej powieści "Trzy", a propos której korekta ma się zakończyć w ciągu paru najbliższych dni. W grudniu mój e-book trafi do księgarni. Tutaj nadmienię, że trafiłem na prawdziwy skarb korektorski. Mogę powiedzieć, że korektorka w tej chwili zna prawdopodobnie lepiej mój tekst niż ja. Nie żałuję decyzji o związaniu się z RW2010. Nie leczę chorych kompleksów w stylu "tylko książka drukowana jest prawdziwą książką". Moja druga powieść prawdopodobnie również pojawi się w tym wydawnictwie. Ostateczna decyzja po napisaniu książki, więc mam czas na podjęcie decyzji. 

Podaję linki na FB, gdzie można przeczytać o inicjatywie Krystiana Kajewskiego:

 https://www.facebook.com/pages/Kulturkampf/105302746173404?sk=info

 https://www.facebook.com/pages/Projekt-Kulturkampf/145089382219811

 https://www.facebook.com/event.php?eid=125769284198790

Na koniec zostawiłem coś wyjątkowego. Do tej pory nie miałem pojęcia jak wygląda Dorota Masłowska. Po tym materiale pomyślałem...Dzięki Bogu, że nie przeczytałem jej książki... jeżeli laureatka NIKE rozpoczyna zdanie od ..."no bo..." to ja dziękuję. Wysiadam. Dziękuje za uwagę. 







czwartek, 24 listopada 2011

"Kiki van Beethoven" - Eric - Emmanuel Schmitt

  Jako wielki fan twórczości Schmitta nie mogłem nie zakupić tej książki. Zakupiłem wczoraj, a dzisiaj pochłonąłem ją w czasie paru godzin. Autor zawsze potrafi mnie zaskoczyć, zawsze wyprowadza na manowce i wie, jak zaczarować mój świat w ten sposób, abym nie chłonął niczego innego, poza tekstem. "Kiki van Beethoven" to dwa opowiadania, zupełnie różniące się od siebie. Opowiadania są różne, ale nie znaczy że słabe. Wręcz przeciwnie. Ich siła jest dla mnie tajemnicą. Schmitt potrafi pisać o wszystkim w sposób nieszablonowy. Z pozoru proste historie są magiczne, ale zaczarować je potrafi tylko Schmitt. Tym razem wspólnym mianownikiem jest Beethoven i miłość do jego muzyki. Trudno jest pisać o treści opowiadań. Tym razem mój mistrz literacki pisze o muzyce. Jak zwykle robi to w sposób fenomenalny. Pisze w taki sposób, że na każdej stronie można odkryć coś nowego. Ja zawsze muszę się bardzo starać, aby nie zakreślać zdań z kolejnych kartek. Do książki jest dołączona płyta CD z wybranymi utworami Beethovena. Miód dla duszy. Gorąco polecam.

środa, 23 listopada 2011

"Gej w wielkim mieście" - Mikołak Milcke

  Kiedy otrzymałem do wyboru książkę między trzema tytułamii, miałem duży dylemat którą wybrać. Wybór padł na "Geja w wielkim mieście". Był on podyktowany faktem, że nie czytuję lektur dotyczących społeczności homoseksualnych. Bałem się tej książki, jak się okazało zupełnie niepotrzebnie. Chciałem również sprawdzić swoją tolerancję i akceptacje odnośnie ludzi, którzy takowe książki piszą. Książka jest napisana na podstawie bloga, którego założył autor w sieci i który cieszył się dużym zainteresowaniem. Młody chłopak niespodziewanie dostaję się na Uniwersytet Warszawski, na wydział dziennikarstwa. Wprowadza się do miasta, którego prawie nie zna. Poznaje jego plusy i minusy. Nie wiem ile jest w niej fikcji, a ile jest prawdy. W każdy razie książkę przeczytałem w ciągu jednej nocy. Nie potrafiłem się od niej oderwać. Mikołaj Milcke pokazuje wejście młodego człowieka w inny, nieznany sobie i jak się okazuje nie do końca pozytywny świat. Książkę czyta się dobrze, chociaż osobiście jestem zniesmaczony paroma tekstami, które pokazują zbyt dokładnie seks homoseksualny. Myślę, że te sceny były zbędne, ale nie widocznie ważne w oczach autora. Ja polubiłem tego młodego człowieka, który prawie przepłacił swoją naiwność nieuleczalnym wirusem. Mam tylko nadzieje, że zmienił dane postaci które opisał. Książkę ogólnie oceniam pozytywnie, ale polecam wyłącznie czytelnikom dorosłym. To doskonała lektura dla tych, którzy szukają dobrej psychologi mówiącej o przemianie naiwnego chłopca w dorosłego mężczyznę. Książka dla wybranych.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu

Zainteresowanych tym tematem zapraszam do pięknego filmu, który po prostu trzeba zobaczyć. Link zamieszczam poniżej - "Modlitwy za Bobby'ego"


wtorek, 22 listopada 2011

"Włoskie sekrety" - Małgorzata Yildirim

  Wszystko, co jest o Włoszech jest mi bliskie. Książki, fotografie i filmy oraz kultura tego kraju. Mam wrażenie, że ludzie tam żyją zupełnie inaczej, spokojniej i wolniej. A może to tylko moje wyidealizowane tęskonoty? Nigdy tam nie byłem, ale...Małgorzata Yildrim zabrała mnie do włoskiego Sorrento za sprawą swojej łownej bohaterki Mirandy, która otrzymuje w spadku dom, pieniądze i coś więcej, o czym nie ma pojęcia. Kocham takie książki. Pachnące słońcem i kwiatami, pozwalające na chwilę wytchnienia po ciężkim dniu. Moją uwagę zwróciła uwagę już okładka, która jak zwykle to bywa w Wydawnictwie Prószyński jest idealna. Książkę czyta się z dużą lekkością. Idealna lektura na jesienne, zimne i ciemne wieczory. Kto z nas nie chce przenieś się do kraju, gdzie jest słońce i wszystko, co zbliża nas do raju? Ja skorzystałem i dobrze się bawiłem. Na koniec dodam, że nie zgodzę się z tezą że jest to książka skierowana do kobiet. Myślę, że panowie również będą się przy niej dobrze bawili. W książce jest również zgrabnie zawarty element sensacyjny, co jest dodatkowym atutem tej barwnej, ciepłej opowieści.

Za egzemplarz dziękuję Autorce

niedziela, 20 listopada 2011

"Kuszenie" - Anne Rice

  "Kuszenie" jest drugą książką Anne Rice, którą przeczytałem. Autorka ma ten dar, że przenosi mnie w inne wieki, w inne wymiary i wyzwala moje emocje nie pozwalając mi na zwykłe czytanie książki. To jest tajemnicą pisania tej kobiety. Potrafi mnie porwać na całego i wznieść na wyżyny czegoś, co szumnie nazywamy "prawdziwą sztuką".

  W "Kuszeniu" spotykamy się ponownie z Aniołem Malachiaszem i Tobym Odar'e. Nasza postać musi rozwiązać kolejną zagadkę i rozwiązać zagadkę "zatruwanych potraw" . Oczywiście Anne Rice nie byłaby sobą, gdyby to było tematem przewodnim książki. W każdej książce są ukazywane metafizyczne dylematy, a pisarka obnaża cechy naszej duszy. Oczywiście nie można nie wspomnieć o stylu, w którym ja osobiście się rozpływam w czasie czytania. Prawie nigdy tego nie robię, ale w "Pokucie" i "Kuszeniu" zaznaczyłem ołówkiem ciekawe teksty, nad których znaczeniem potem się zastanawiam. Robię tak, gdyż wiem że te książki nie są opowieściami, które czyta się pobieżnie, ale trzeba do nich wracać, smakować je i delektować się nimi. Prawdziwa uczta dla wytrawnych czytelników. Serdecznie polecam.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu


czwartek, 17 listopada 2011

Wywiad z Anną Teluk - Lenkiewicz

Piter Murphy: Witaj Aniu. Jest mi niezmiernie miło, że zechciałaś poświęcić mi trochę czasu i porozmawiać. Jestem Tobie niezmiernie wdzięczny, gdyż nie jesteś ot taką sobie pisarką. Ale od początku. Kawa czy herbata?

Anna Teluk-Lenkiewicz: Witaj Piter. Poproszę herbatkę.

PM: Napisałaś książkę „Nie każdy jest Rain Manem”. Ja sam pamiętam czas, kiedy studiowałem terapie, na jednym z przedmiotów psychologicznych (nie pamiętam na którym roku) zalecono nam obejrzenie filmu „Rain Man”. Następnie omawialiśmy ten film na ćwiczeniach, których tematem przewodnim był autyzm.  Ten film zapadł mi głęboko w pamięć. Widziałaś ten film? Ile jest w nim uchwyconej prawdy, z którą się spotykasz na co dzień?

A T-L: Owszem, oglądałam go razem z synem. Wydaje mi się, że dość wiernie odtworzono rolę Babitta, dokładnie tak zachowuje się wysokofunkcjonujący autysta. Jeśli coś go przeraża ulega często panice, przytoczmy tu kadr z filmu, scena na lotnisku, gdzie Rain Man nie chce wsiąść do samolotu. Tak, myślę że to najlepszy film tematyczny jaki widziałam. Jedno tylko zaniepokoiło mnie, mianowicie po emisji filmu ludzie zaczęli postrzegać autystów jako „zidiociałych” geniuszy, a nie jest prawdą, że każdy z nich uczy się książek na pamięć, czy też z pamięci przytacza daty katastrof lotniczych.

PM: Sama napisałaś książkę o swoim synu, którego wychowujesz i który jest autystykiem. Czy „Nie każdy jest Rain Manem” to książka, dzięki której napisaniu poczułaś się lepiej w tej roli? Przeżyłaś katharsis?

A T-L:
Oj, myślę, że tak. Zmierzyłam się z własnymi upiorami. Muszę przyznać, książka stała się czymś przełomowym w moim życiu. W zasadzie rozprawiłam się w niej z moją przeszłością. Przypominam, iż jest to raczej opowieść o rodzinie z autyzmem w tle. Pokazałam w niej, mam nadzieję, wszystkie niuanse takiego zakulisowego życia, a może raczej powinnam powiedzieć degradacji życia rodzinnego.

PM: Twoja książka nie jest ckliwą historyjką, wymyśloną na potrzeby znudzonych i pragnących romantycznych uniesień czytelniczek. Napisałaś książkę na podstawie własnych doświadczeń. Nie bałaś się, że nie zostanie właściwie odebrany Twój przekaz  przez najbliższe otoczenie?

A T-L: Piter tak też się stało. Pierwsza reakcja pojawiła się ze strony szkoły, w której uczył się mój syn. Obrażono się na mnie za to, że ujawniłam pewne fakty mające w tejże szkole miejsce. Aż do ukończenia podstawówki przez mojego syna, unikano kontaktu ze mną, a zaryzykowałabym stwierdzenie, że w pewnej mierze moja książka „odbiła” się na synu. Rodzina natomiast przyjęła moją książkę z należytą godnością, przyjaciół w zasadzie nie mam, więc ten problem mnie ominął.

PM:  Aniu. Osobiście bardzo cenię i szanuję takie osoby jak Ty, które zmagają się z codziennością, ale idą przez życie z podniesioną głową znając własną godność. Nie chcę tutaj publicznie pytać o rzeczy dla Ciebie intymne, ale chyba czasami jest  ciężko, prawda? Uważasz się za człowieka płaczącego w deszczu?

A T-L:
Uważam, że ja jestem deszczem. Pociesza mnie tylko jedna myśl: „tyle ile człowiek da z siebie, tyle dokładnie odbierze. Ni mniej, ni więcej.” To prawda, dostałam solidnie po grzbiecie i pewnie jeszcze drugie tyle przede mną, ale dziś jestem dumna, że nie mam oporów przed spojrzeniem sobie w oczy. To dla mnie kwintesencja całego dotychczasowego życia. Płaczę często to fakt, ale może poprzez ten płacz użyźniam podłoże dla moich dzieci? Kto wie, być może pewnego dnia ktoś wspomni mnie jedną małą świeczką. Staram się jak potrafię pomóc sobie i innym pogodzić się z odmiennością własnego dziecka i myślę, że w zaprocentuje to w przyszłości wielu ludzi.

PM: Co pomyślałaś, kiedy napisałaś ostatnie zdanie w swojej książce? Jakie uczucie towarzyszyło temu momentowi? Z pewnością to była ważna chwila. Czy dzięki tej książce udało Ci się zamknąć jakiś rozdział w Twoim życiu? Czy też otworzyły się kolejne drzwi?

A T-L: Ostatnie zdanie? Najtrudniejszy był cały ostatni rozdział, wygasił mnie zupełnie. Każde zdanie w zasadzie wyszarpywałam sobie, gdzieś tam z tego, co pozostało w moim wnętrzu. Ból ma nie zawsze wymiar fizyczny, czasem gorszy jest ten niewysłowiony i skrywany przed wszystkimi. Jedna rzecz mi się udała, wyszłam z depresji bez niczyjej pomocy, bez całej masy „polepszaczy” nastroju i bez całej armii terapeutów. Zwyczajnie wstałam z łóżka i otrzepałam się z całej tej otoczki, która gdzieś tam majaczyła wokół mojej rodziny.

PM: Obawiasz się, że książka może zostać przez niektórych negatywnie przyjęta? Mam na myśli niezrozumienie. Jaki cel przyświecał pisaniu tej książki? Oswojenie czytelnika z tą chorobą?

A T-L: Nie, nie przyświecał mi taki cel. Ja tylko chciałam żeby ktoś zobaczył matkę, ale nie tę anielsko cierpliwą, nie przyklepaną wymuszonym uśmiechem, tylko matkę, która czasami ma dość, taką co od czasu do czasu „rzuci mięsem”, bo zwyczajnie nie jest w stanie pojąć „dlaczego?” Matkę, która kocha jak umie, a nie jak należy. Zmęczoną, sfrustrowaną - prawdziwą, bo takie są te matki tylko media wykreowały nas na cyborgów, które zawsze dzielnie sobie radzą.

PM:  Aniu. Wiem, że pracujesz nad drugą książką. Zdradzisz jakieś szczegóły?

A T-L: Druga książka jest na etapie ostatnich poprawek. Będzie to dość ponura historia z elementami mistycyzmu, sensacji i wspomnień wojennych. Zupełnie inny klimat. Jednak trzecia książka, której tytuł będzie brzmiał „I zachowaj nas” opowiadać będzie o toksycznym związku. No i myślę, że kilka osób być może zainteresuje wiadomość o kontynuacji „Nie każdy jest Rain Manem”.

PM: Dziękuję za rozmowę. Życzę Tobie Aniu z całego serca dużo sił w codzienności, pogody ducha i kolejnych fantastycznych książek Twojego autorstwa. Wierzę głęboko, że dzięki Twojej książce wiele osób odzyskuje siły w walce z codziennością.

A T-L: Dziękuję bardzo i życzę Tobie Piter oraz wszystkim czytelnikom spokoju i pogody ducha, mimo zmartwień warto pamiętać, że są ludzie, którzy mają jeszcze gorzej. Jeszcze raz dziękuję serdecznie.

PM:
Dziękuję za rozmowę. Pozdrawiam


sobota, 12 listopada 2011

"Pałac z lusterkami" - Anna Pasikowska

 Anna Pasikowska napisała książkę skierowaną do kobiet i jestem przekonany po jej lekturze, że doskonale się wbiła w to co nazywa się szumnie "pragnieniami kobiety". Sam należę do "płci brzydkiej" i mogłem spojrzeć na poruszane tam wątki z męskiego punktu widzenia. Warto było zaryzykować. Która kobieta nie poszukuje podświadomie wielkiej miłości i adorowania? Autorka zabiera nas w podróż pociągiem relacji Warszawa - Szczecin. W pociągu kobieta z dzieckiem poznaje starszego mężczyznę i od tej pory wszystko zaczyna się zmieniać, ich życie staje się sielanką. Okazuje się, że są na świecie ludzie, którzy oferują bezinteresowną pomoc nieznajomym. Ale czy oby na pewno? Czy przeszłość przypomni o sobie i w jaki sposób?  O czym jest książka? Czy tylko o miłości? Z pewnością nie, ale czytelnik musi sam się zapoznać z treścią, a sama książka jest napisana językiem ciepłym, barwnym literacko. Przez kolejne strony przejawia się dziesiątki kolejnych, sympatycznych, kolorowych postaci. Pisarka porusza wiele tematów, ale wszystko jest przedstawione w sposób zrównoważony i subtelny. Polecam szczególnie osobom, którzy szukają książki przyjemnej, przy której mogą wypocząć. Uwaga! Przy końcu książki mogą pojawić się łzy. U mnie się pojawiły. Jedyne zastrzeżenie, jakie mam to czcionka. Jest zdecydowanie za mała, ale wiem od autorki, że następne wydanie będzie już z większą, bardziej przyjazną czcionką. Polecam nie tylko kobietom. Naprawdę warto sięgnąć.

Za egzemplarz dziękuję Autorce

czwartek, 10 listopada 2011

Wywiad z Małgorzatą Yıldırım

Piter Murphy: Witaj Gosiu. Cieszę się, że możemy się spotkać i chwilę porozmawiać o tym co ważne. Napijesz się kawy, czy wolisz herbatę?

Małgorzata Yıldırım: Witaj Piotrze, serdecznie dziękuję Ci za zaproszenie. Herbata będzie idealna, dziękuję (uśmiech)

PM: Jesteś autorką książki, która pachnie jeszcze farbą drukarską. „Włoskie sekrety” to Twój debiut. Skąd pomysł na książkę? Nie uważasz, że temat dotyczący Włoch jest już oklepanym tematem w naszym kraju i na świecie?

MY: Pisać chciałam zawsze i mimo iż brzmi to banalnie, to tak wygląda prawda. Nigdy jednak nie podchodziłam do tematu na poważnie, ale w pewnym momencie życia, kiedy skumulowało się we mnie zbyt wiele przeżyć i emocji musiałam znaleźć dla nich ujście i zapytałam siebie dlaczego nie przelać jakiejś części na papier? Tak więc pomysł na książkę zaczerpnięty jest w jakimś stopniu z życia. Nie uważam, że temat Włoch jest oklepany – w ten sposób można by przecież podsumować niemal każde zagadnienie, a jednak książki nadal powstają i mają się dobrze (uśmiech). Stwierdziłabym raczej, że jest to temat popularny, bo też niewątpliwie niezmiernie wdzięczny. Przyznaj sam, czy nawet w tej chwili patrząc za okno nie wolałbyś znaleźć się pośród śródziemnomorskich klimatów? Nie zawsze jednak możemy sobie na taką podróż pozwolić, a książki są jakąś alternatywą. Mogą nas przenieść w dowolnie wybrany zakątek świata. To jeden z powodów czytania, przynajmniej dla mnie (uśmiech).

PM: Skąd pomysł na książkę, którego aukcja dzieje się poza Polską? Dobrze znasz miejscowość, o której piszesz?

MY: Można powiedzieć, że wychowałam się na literaturze zagranicznej. Od chwili, kiedy sama mogłam decydować o doborze lektur z reguły sięgałam właśnie po te, które mogły pokazać mi inny kawałek świata i już wtedy obiecywałam sobie, że kiedyś postaram się zobaczyć jak najwięcej miejsc, o których czytam. Dla większości osób stanowi to zaskoczenie, ale do Sorrento jeszcze nie dotarłam. Byłam w Neapolu i na Capri i już wtedy zakochałam się we Włoszech. Początkowo miałam zamiar pisać właśnie o Capri, ale zafascynowała mnie opowieść znajomych, którzy wrócili z wakacji w Sorrento, później zaczarowała relacja przyjaciela, który właśnie tam się urodził i wychował i już byłam stracona. Im więcej się dowiadywałam, tym bardziej miejsce wydawało mi się magiczne. Musiałam podzielić się tym, czego się dowiedziałam.

PM: Napisałaś „Włoskie sekrety i co dalej”? Pracujesz nad kolejną książką?

MY: Niemal nieustannie pojawiają się jakieś pomysły, zarysy. Pisanie jest dla mnie przygodą, bo w miarę zapełniania stron dowiaduję się o czym będzie historia i końcowy efekt potrafi zaskoczyć mnie samą, bo na początku jakieś elementy widziałam inaczej, albo nie były dla mnie jasne. W tej chwili gromadzę materiały do kolejnej książki, ale to dopiero szkic, wczesne stadium (uśmiech).

PM: Jak oceniasz polski rynek czytelniczy? Wydałaś w jednym z największych wydawnictw. Czy to wystarcza, aby książka się obroniła w morzu innych nowości?

MY: Polski rynek czytelniczy jest przede wszystkim różnorodny i wydaje mi się, że dla kogoś, kto chce czytać niemożliwością jest nie znalezienie czegoś dla siebie. Inna sprawa jak znaleźć właściwą pozycję, kiedy książek jest naprawdę bardzo wiele i wciąż przybywa nowych. Bez właściwej reklamy jednak ciężko jest nie utonąć w morzu nowości, nie bez powodu mówi się, iż „reklama jest dźwignią handlu”. Powiedziałabym, że rynek jest podzielony. Część osób podąża za konkretnymi wydawnictwami i śledzi, co nowego się u nich pojawia, część podąża jedynie za sprawdzonymi nazwiskami i nie sięgnie po nowość, dopóki ktoś im konkretnej książki nie poleci. Część decyduje jedynie po okładce i oczywiście opisie. Ale i tak uważam, że najczęściej i tak wybierane są te książki, o których najwięcej się słyszy. Niejednokrotnie przecież sama tak postępuję.

PM: Do kogo jest kierowana treść „Włoskich sekretów”. Książka ma w sobie ukryte przesłanie?

MY: A jaki sens miałaby książka bez przesłania? (uśmiech). Czytamy po to, aby z lektury skorzystać, uchwycić w niej coś dla siebie. Kierowana jest przede wszystkim do kobiet, sama okładka zresztą jest bardzo kobieca, można powiedzieć nawet, że romantyczna. Docierają jednak do mnie słuchy, że mężczyźni również ją czytają, co mile mnie zaskoczyło. „Włoskie sekrety” opowiadają przede wszystkim o … sekretach (śmiech). O poszukiwaniu siebie, wyborze własnej drogi w życiu, o tym, ile kosztuje nas dokonywanie wyborów. Czasem jesteśmy znużeni codziennością i rutyną, ale nie wiemy jak je przełamać i sądzimy, że nic lepszego nas nie spotka. Ale los właśnie w takich chwilach lubi stawiać na naszej drodze wyzwania i podejmujemy je, chociaż nigdy byśmy się o to nie podejrzewali. Książka opowiada o naszej wewnętrznej sile, która zwykle jest znacznie większa, niż sądzimy. Mówi również, a może przede wszystkim o miłości i przyjaźni. O tym, ile kosztuje nas obdarzenie kogoś zaufaniem, gdy wcześniej nas zawiedziono i zraniono. Chciałam ukazać w niej to, jak ważni są ludzie i ile potrafią wnieść do naszego życia.

PM: Na koniec proszę, abyś zachęciła czytelników do tego, aby sięgnęli właśnie po Twoją książkę.  Masz swoje „pięć minut”. Odpowiedz, w czym Twoja książka jest lepsza od innych?

MY: Zdajesz sobie sprawę, że to chyba najgorsze pytanie z możliwych? (śmiech). Moja opowieść zawiera sporą dawkę ciepła, która nie wynika jedynie ze śródziemnomorskich klimatów (uśmiech). Jest to opowieść o rodzinie i o uczuciach, które liczą się w życiu najbardziej i które nigdy nie stracą na znaczeniu, czyli miłości i przyjaźni. Oczywiście ukazana została również mroczniejsza strona człowieka, ale napisana przeze mnie historia jest jak najbardziej pozytywna. Uważam również, że opisane klimaty mogą pomóc zachować lato na dłużej i że to dobra lektura na długie, jesienne wieczory. Poza tym posłużę się słowami, które wypowiedział Carlos Ruiz Zafón: „Książki są lustrem: widzisz w nich tylko to, co już masz w sobie”.

PM: Gosiu. Serdecznie dziękuję Tobie za rozmowę. Opowiedz proszę o konkursie na czytajmy polskich autorów, gdzie można zdobyć Twoje książki. Jednocześnie zapowiedz konkurs na moim blogu, gdzie będą do wygrania książki Twojego autorstwa z Twoją dedykacją.

MY: Rzeczywiście na blogu Konkursy z Polskimi Autorami, zainicjowanym przez stronę na facebook'u Czytajmy Polskich Autorów od poniedziałku pojawi się konkurs związany z „Włoskimi sekretami”. Nie mogę zbyt wiele zdradzić, powiem jedynie, że temat konkursu jest bliski memu sercu. Aby dowiedzieć się więcej należy odwiedzić stronę i … wziąć udział w konkursie! (śmiech). Niedługo również na blogu Piotra pojawi się konkurs, w którym do wygrania będą trzy egzemplarze powieści. Rozlosujemy je między osobami, które poprawnie odpowiedzą na pytanie związane z treścią, a następnie książki z osobistą dedykacją powędrują do zwycięzców.  Nagrody ufundowane zostaną przez Wydawnictwo Prószyński i S-ka.
Serdecznie dziękuję Ci za zaproszenie do rozmowy i zachęcam do lektury powieści „Włoskie sekrety”.

PM: Dziękuję za rozmowę. Pozdrawiam



Literacki blog roku

Znamy już zwycięzców w konkursie „Literacki Blog Roku 2011”

Nadeszła wreszcie długo wyczekiwana chwila!  W niedzielę, 6 listopada, podczas Targów Książki w Krakowie poznaliśmy zwycięzców konkursu na „Literacki Blog Roku 2011”

Przed jurorami stanęło niezwykle trudne zadanie. Musieli ocenić ponad 200 blogów, starając się zwracać uwagę między innymi na: jakość i regularność wpisów, kreatywność, tematykę i ich perspektywiczność.

   Mam świadomość tego, że jakikolwiek wynik zostałby dziś podany, będzie on niedoskonały w końcu jurorzy są tylko ludźmi. Niemniej jednak, po burzliwej naradzie, jury w składzie: Dorota Malinowska-Grupińska (Wydawnictwo MG), Justyna Gul (krytyk literacki), Sławomir Krempa (redaktor naczelny wortalu literackiego Granice.pl) podjęło decyzję, którą wspólnie uznaliśmy za najlepszą z możliwych    podkreślał Sławomir Krempa. 

  Blogi to znak naszych czasów, ale zaskoczyła mnie tak duża liczba zgłoszeń oraz wysoki poziom konkursu – stwierdziła  Dorota Malinowska-Grupińska – Wiele z nadesłanych blogów to niemal gotowy materiał na pełnowymiarową książkę.

Jurorzy nagradzają najlepszych
To właśnie nagrody jurorów, związane z możliwością publikacji książek laureatów, wzbudzały największe zainteresowanie. - To było trudne zadanie, nie sądziłam, że będzie tak ciężko - powiedziała Justyna Gul  po obradach jury, które wyłoniło laureatów nagrody głównej oraz wyróżnień konkursu.

Długie obrady zaowocowały wyłonieniem zwycięskich blogów. W kategorii blog o literaturze główną nagrodę otrzymali: Dorota Jędrzejewska i Rafał Niemczyk za blog „Experyment. Recenzja dobrej książki", natomiast w kategorii blogów literackich nagrodzono Jana Antoniego Homę za blog „Oto i owo".

Szczególne wyróżnienia
Decyzją jury w pełni zasłużone wyróżnienia wśród blogerów piszących o literaturze otrzymali: 
-          Jarosław Czechowicz - za rzetelne i merytoryczne podejście do literatury w blogu „Krytycznym okiem"
-          Danuta Awolusi - za niebanalne ujęcie tematu oraz za udowodnienie, że pisanie o literaturze samo w sobie stanowić może kawał doskonałej literatury w blogu „Książki zbójeckie"
-          Grzegorz Krzymianowski za połączenie żywego języka z zacięciem prawdziwego krytyka literackiego w blogu „Doczytania",
-          Agata Jankowska - za najciekawszy blog poświęcony książkom na określony temat – „Słowo i obraz. Refleksje graniczne",
-          Paulina Surniak - za wymykanie się wszelkim schematom i dążenie do literackiego sedna w „Mieście książek"

Wyróżnienia powędrowały również do blogerów, którzy w prowadzonych blogach literaturę tworzą. Tu jury doceniło twórczość:
-          Marty Rusek-Cabaj i jej blog „Sztucznych rzęs mimowolny chrzęst", ze szczególnym uwzględnieniem „Cyklu panien słodkich",
-          Agnieszki Nietresty-Zatoń i blog Doktor Maltretor i Siostra Ostra" – za umiejętność przekuwania życia w literaturę (a może pokazanie, że życie jest literaturą?),
-          Doroty Kamińskiej i smakowitą (nie tylko literacko) Sałatkę po grecku" - z uwagi na reporterskie zacięcie i literacką materię bloga. 

Wybór internautów
Nie mniej zacięta była walka o uznanie internautów. Tu kolejne typy dzieliły pojedyncze punkty, co świadczy o wyrównanym poziomie tekstów. Ostatecznie jednak najwięcej głosów zdobył blog Katarzyny Warpas:  „Bebeluszek (nie)codzienny", który organizatorzy postanowili potraktować jako blog literacki. Drugi wynik w rywalizacji otrzymał blog Joanny Mentel „Book me a cookie", nagrodzony wśród blogów o literaturze

Nagrody, nagrody
Konkurs „Literacki Blog Roku 2011”, którego organizatorem jest wortal literacki Granice.pl oraz Wydawnictwo MG, to już druga edycja imprezy, mającej na celu wyróżnienie najciekawszych blogów poświęconych literaturze i rynkowi księgarskiemu, komentujących i opisujących nowości wydawnicze lub też zawierających literacką twórczość ich autorów: wiersze, opowiadania, fragmenty większych form prozatorskich   powiedziała Justyna Gul   To także sposób na wzajemne poznanie się i integrację społeczności ludzi interesujących się literaturą.

W najbliższych dniach skontaktujemy się z laureatami, z których tylko część uczestniczyła w ogłoszeniu wyników. Otrzymają oni od nas nagrody książkowe oraz pamiątkowe dyplomy, ich blogi będą rekomendowane wydawnictwom współpracującym z naszą redakcją, zaprezentujemy je również na stronach wortalu literackiego Granice.pl oraz na stronach naszych partnerów - podkreślał Sławomir Krempa, redaktor naczelny serwisu Granice.pl - Mamy nadzieję, że sukcesy najlepszych blogerów piszących o literaturze bądź literaturę tworzących będą mogły również zaowocować wydaniem książki lub książek niektórych spośród nich. 









środa, 9 listopada 2011

"Jaśnie Panicz. O Witoldzie Gombrowiczu" - Joanna Siedlecka

  Kiedy planowałem przeczytanie tej książki, nie miałem zielonego pojęcia na co mogę liczyć. Aby tego było mało, nie przepadałem za Gombrowiczem. Chyba dlatego, że "Ferdydurke" zupełnie do mnie nie trafiła. A po inne dzieła tego autora nie sięgnąłem. Chyba z przekory. Teraz wiem, że to błąd. Wydawnictwo serwuje nam książkę w twardej oprawie i do tego szytą, co nie jest bez znaczenia. Autorka daje czytelnikowi spory kawałek historii, na który składają się zdjęcia, dokumenty, historie opowiedziane przez osoby, które znały artystę. Z przyjemnością cofnąłem się w czasie czytając, co inni mają o Witoldzie do powiedzenia. Książka jest nie tylko formą biografii, ale zdecydowanie czymś więcej. Autorka ożywiła te postacie, doskonale wpasowując kolejne osoby do wspomnień. Książka jest pełna faktów (często nieznanych czytelnikowi), zdjęć, są również umieszczone kopie listów itp. Ja po lekturze odczułem smutek. Wynika on z odkrycia, iż zdałem sobie sprawę, że sztuka również literacka w XXI wieku ma iny wymiar. Tamci prozaicy i poeci już nie wrócą. Wraz z nimi odszedł pewien duch. A ja cieszę się niezmiernie, że dane mi było przenieść się parędziesiąt lat wstecz. Joanna Siedlecka stworzyła wyjątkowo piękną, szlachetną książkę i zamieściła w niej coś więcej, niż litery. Zaklęła w niej dusze tych postaci, które patrzą na nas z czarno białych zdjęć. To naprawdę niesamowita książka. Serdecznie i gorąco polecam.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu


wtorek, 8 listopada 2011

"Światła września" - Carlos Ruiz Zafón

  Mimo, że książki Carlosa Zafóna kierowane są do młodzieży, ja sam doskonale  się w nich odnajduję. Jest to dziwne, również dlatego, że sam nie czytuję fantastyki. Z książkami Zafóna jest inaczej. Sięgam po nie bez wahania, nie martwiąc się, że książka mnie zawiedzie. Tym razem nie było inaczej. "Światło września" to barwna słownie opowieść, która przenosi nas w lata trzydziestce ubiegłego wieku do Francji. Pani Sauvelle, wraz z dziećmi zamieszkuje u wynalazcy i właściciela fabryki zabawek. Autor jak zwykle doskonale wprowadza nastrój, balansuje na emocjach czytelnika. Książkę zakupiłem w niedzielny wieczór i po prostu odpłynąłem. Książkę pochłonąłem, poświęcając jej każdą wolną minutę. Jestem uzależniony od książek tego pisarza, czekając w wielkim napięciu na kolejne. W moim przypadku jest to o tyle dziwne, że  generalnie nie czytam niczego, co jest skierowane dla młodzieży, oraz książek z elementami fantastyki. Carlos Zafón ma u mnie zielone światło. I to się nie zmieni. Uwielbiam czasami wejść w inny wymiar, gdzie pisarz na okres czytania przejmuje moje myśli i duszę. Po każdej książce Zafóna długo dochodzę do siebie. Nie dzieje się tak w przypadku innych pisarzy.


poniedziałek, 7 listopada 2011

"Parada blagierów. Najsłynniejsze mistyfikacje" - Ireneusz Pawlik

  Ta książka jest na swój sposób wyjątkowa. Wybrałem ją przez przypadek, jakiś czas czekała też na swoją kolej, a kiedy w końcu zabrałem się za jej czytanie, od razu przepadłem. Nie jest to powieść, nie jest to opowiadanie. Otrzymujemy zbiór ciekawych historii, opisanych przez autora z wielką pasją, oraz z wyczuciem i w pięknym stylu . Zawiera opisy przypadków znanych ludzi, którzy dopuścili się różnego rodzaju trików, oszustw itd. To jest mianownikiem "Parady blagierów...". Dziwi mnie  ludzka naiwność, a jej przykłady w książce się mnożą. Zawarte w książce historie czytałem z wielkim zainteresowaniem, gdyż czytanie tych opowieści często jest trudne do uwierzenia, a nie jest to przecież fikcja literacka. Sam nie przepadam za historią, ale zawarte w książce opowiadania z  różnych okresów dziejowych doskonale mnie rozbawiły.  Ja sam jestem pełen podziwu dla autora, że zdobył się na poszukiwania źródeł tych historii. A to nie była prosta sprawa. Książka to pełna gama wydarzeń wręcz nieprawdopodobnych, ocierających o szansę na niewiarę w opisywane wydarzenia. Książkę polecam każdemu bez względu na wiek. To prawdziwa lekcja historii (tej nieznanej), podana w sposób ciekawy i z dużą dawką humoru.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu


niedziela, 6 listopada 2011

"OPEN. Autobiografia tenisisty" - Andre Agassi


  O jej przeczytaniu marzyłem od czasu, gdy dowiedziałem się, że Andre Agasii planuje jej wydanie. Kiedy miałem ją w rękach, czułem że czeka mnie nie zwykła przygoda przez jakiś czas. Tak właśnie było. Czym jest książka? Książka jest bardzo, ale to bardzo osobistą analizą życia tenisisty z różnych perspektyw. Ciekawi mnie, czy autor pisał ją sam, gdyż jeżeli odpowiedź jest twierdząca, to znak że Agasii ma nowy, wcześniej nie odkryty talent – literacki. Książka jest osobisty wyznaniem tenisisty, który odkrywa często bardzo intymne i wstydliwe karty ze swojego życia. Ale myślę, że to jest duży plus tej książki. Ja sam nigdy nie interesowałem się tym sportem, nie byłem fanem Agassiego, ale teraz, kiedy przeczytałem tę książkę kibicuję mu w stu procentach. Czytając tę książkę, zastanawiałem się, czy autor nie uzewnętrznia się zbytnio. Gdy przeczytałem ostatnią stronę, żałowałem , że to już koniec, a ja muszę się rozstać z książką. Książka pokazuje praktycznie całe życie Andrea Agasiiego, od czasów kiedy rozpoczynał pierwsze próby w tej grze z własnym ojcem.  Książka wiele mi uświadomiła, o relacjach rodzinnych. To książka nietuzinkowa, traktująca o bohaterze nie tylko znanych z kortów, ale również o kumplu, przyjacielu, ojcu i mężu znanej tenisistki. Czyta się wyśmienicie. 

 Za  egzemplarz dziękuję Wydawnictwu 

 

piątek, 4 listopada 2011

Zaproszenie na Kulturokampf

  Dzisiaj wywiadu  z pisarzem nie będzie, za co serdecznie przepraszam. Ostatnio mam mniej czasu, ale obiecuję się poprawić i zaprosić do rozmów autorów znanych i lubianych. Nie dalej jak wczoraj otrzymałem telefon z Krakowa, z propozycją nie do odrzucenia, którą musiałem odrzucić. Chodzi o wzięcie udziału w cyklicznej imprezie, w czasie której miałem czytać fragment swojej książki, a następnie miała się wywiązać rozmowa dotycząca książki. Niestety, nie mogę się pojawić w Krakowie, ale myślę że innym razem pojawię się na Kulturokampf i wezmę w nim udział. Zaproszenie jest otwarte. Na moje miejsce zaproponowałem Kamila Czepiela, który aktualnie pracuje w Krakowie i jest mu zdecydowanie łatwiej pojawić 24 listopada na spotkaniu i porozmawiać z czytelnikami. W razie zainteresowania spotkaniem autorskim z Kamilem (wstępnie się zgodził) mogę podać adres, gdzie się to spotkanie odbędzie. W tej sprawie proszę pisać na e-maila.  Przypomnę, że Kamil jest autorem "Przedśmiertnego neuroleptyku". Jest młodym, zdolnym artystą, propagującym ochronę przyrody. Kamil prowadzi również autorskiego bloga, do którego odwiedzin serdecznie namawiam. To jest naprawdę nietuzinkowa postać.

czwartek, 3 listopada 2011

"Rzeka zimna" - Magdalena Kawka

   Wiem, że różnie się w odbiorze tej książki od większości, ale widocznie tak musiało być. Kiedy zdecydowałem się na przeczytanie , liczyłem na ciekawą, porywającą lekturę. Historia należąca raczej do tych banalnych - znika poczytna pisarka, z Francji przyjeżdża jej córka i rozpoczyna poszukiwania na własną rękę. Wchodząc w kolejne rozdziały wiele się wyjaśnia, ale ja od początku wiedziałem jakie może być zakończenie. Po części to  "zasługa" okładki. Czasownik "wiedziałem" jest tutaj adekwatny do moich domysłów. Autorka porusza tutaj problem nielegalnej adopcji, drugiej strony ludzkiej natury i tajemnic, jakie w nas tkwią. Mimo faktu, że książka jest napisana w sposób ciekawy, do mnie po prostu nie trafiła. Czasami irytowały mnie zbyt długie opisy i zbyt mało akcji. Może dlatego, że wcześniej czytałem coś zupełnie innego? Tego nie wiem. Książka przeplata wątki kryminalne i obyczajowe. Staram się pisać o tym co czuję, dlatego "Zimna rzeka" nie należy do książek które gorąco polecam wszystkim, ale dla fanów pisarki i tego tematu. Fani Magdaleny Kawki się nie zawiodą. Mnie osobiście książka nie ujęła, co nie oznacza że książka jest zła. Możliwe, że nie odebrałem jej właściwie. Osobiście ledwo dotrwałem do końca, czyli 317 strony. Więcej bym chyba nie strawił.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu


Laetitia Colombani - "Warkocz"

  Nie potrafiłem oprzeć się historii trzech kobiet. Pewnie jednym z powodów była moja powieść "Trzy" o trzech kobietach,której d...