wtorek, 14 listopada 2017

Laetitia Colombani - "Warkocz"

 Nie potrafiłem oprzeć się historii trzech kobiet. Pewnie jednym z powodów była moja powieść "Trzy" o trzech kobietach,której drugie wydanie ukaże się w przyszłym roku,  więc zobaczyłem wielkie podobieństwa i nie mogłem nie przeczytać.
 "Warkocz" to historia opowiedziana o trzech kobietach, z trzech różnych kontynentów, warstw społecznych i wierzeń. Oprócz tego, że są kobietami łączy je...wiele.
Urzekła mnie historia Smity, Giulii oraz Sary. To niezbyt obszerna książka, zawierająca niezwykły ładunek emocjonalny. Autorka zgrabnie snuje historie przeplatając niczym włosy w warkocza historie z każdej z kobiet. Doskonałe zakończenie, które nie pozostawia człowieka obojętnym. 
Autorka dba o szczegóły, warstwa psychologiczna postaci jest rozbudowana, a emocje wypływające z "Warkocza" wręcz się wylewają. Siła tej powieści tkwi w misternych szczegółach. Kobieta uciekająca z córką za lepszym losem, znana prawniczka z nowotworem i dziewczyna, którą spotyka tragedia, ale ma przy sobie ukochanego obcokrajowca. Kobiety pokazane w drodze, gdyż tutaj wszystko jest drogą - podróż, walka o lepszy byt czy też rodzinna tragedia. Nic nie dzieje się bez konkretnej przyczyny, wszystko ma swój ukryty sens. 
 "Warkocz" to wulkan niezwykłych emocji, cała opowieść przesiąknięta jest aurą wielkiej siły. Nie dziwi mnie sprzedaż 200 tysięcy egzemplarzy we Francji. Takie powieści oddziaływają na czytelnika w sposób pozazmysłowy. "Po przeczytaniu "Warkocza" inaczej spojrzymy na świat, na człowieka. Takie książki pisane są przez wyjątkowych ludzi. 

Książkę szczególnie polecam kobietom, ale nie tylko. Mężczyźni mężczyźni powinni po nią sięgnąć ze względu na poruszane tematy jako choroba nowotworowa, czy też skrajne ubóstwo. Kobiety łączą...włosy. Z niecierpliwością czekam na planowany finał przeniesienia powieści na duży ekran. 

 "Warkocz" przeczytałem w ciągu jednego dnia z przerwami. Dla mnie nie ma tutaj banalności. "Warkocz" to dla mnie numer jeden z książkę, które przeczytałem ostatnio. Przykład historii, w której piękno tkwi w prostocie. 

poniedziałek, 13 listopada 2017

Michael Hughes - "Mali ludzie"

 Historia rozpoczyna się powoli, ale autor szybko zmienia miejsca, czas perspektywy. Wszystko jest tutaj zaskakujące, wymaga myślenia, kojarzenia faktów, pewnej znajomości historii. Cała książka jest wielką układanką, zarazem zagadką. Dopiero finał wyjaśnia zagadkę podróży w czasie. Tylko, czy o to chodzi?

 Według mnie autor zmaga się tutaj z ludzką wiarą, przekonaniami i różnym czasem, aby wykazać podobieństwa, ale również lęki towarzyszące człowiekowi przez wieki od narodzin. Alienacja i jedna osoba, na pozór zwykła, która jest godna powierzenia tajemnic przez Chrisa dziewczynie, która jest niewidoczna dla innych - Lucy. Jej wygląd i zachowanie krzyczą, aby ją zauważyć, ale każdy jest zamknięty we własnej enklawie. 

 "Mali ludzie" jest książką niezbyt łatwą w odbiorze, ale warto jej poświęcić czas. Pomysł nie jest nowatorski, ale autor obronił się swoim tekstem. Stara drewniana układanka, kupiona na targu staroci, na pozór jest bezwartościowa. Nie dla Chrisa. 

 Autor przemawia oczami wybitnych ludzi, którzy zapisali się złotymi zgłoskami na kartach historii. Czasami są to postacie negatywne, jak Kuba Rozpruwacz. Ci również funkcjonują w wiekowej tradycji.Na uwagę zasługuje język, który jest przystępny i mimo zawirowań czyta się w miarę dobrze. Bez wątpienia warto mieć książkę w swojej kolekcji. Miłośnicy starego Londynu nie będą zawiedzeni. 

  

niedziela, 12 listopada 2017

Elizabeth Winder - "Marilyn na Manhattanie. Najradośniejszy rok życia"

 Moja wiedza na temat ikony filmu nie wybiegała zbytnio poza jej role filmowe. Marilyn kojarzyła mi się ze słodką blondynką, która epatuje seksapilem. Dzięki Elizabeth Winder poznaję  wizerunek osoby zupełnie odmiennej, od tego, który miałem do tej pory. 

Na początku mamy podane osoby, które pojawiają się osoby występujące w książce, w kolejności pojawiania się "na scenie", a co za tym idzie przy każdym nazwisku jest krótka notka o danej postaci, co znacznie ułatwia czytelnikowi zrozumienie niektórych kwestii. Osiemnaście rozdziałów z epilogiem tworzą niesamowity klimat, przenosząc nas do Hollywood. Winder ma wspaniały dar podróżowania w czasie, zabierając ze sobą w tę podróż czytelnika. 

 Marilyn okazała się być osobą niezwykle empatyczną, oczytaną, uwielbiającą klasyki, ale także mającą trudności z zaadaptowaniem siebie w rzeczywistości, chociaż wyprzedzała epokę, przez co również cierpiała. Zraniona, z wieloma kompleksami zmagała się przez całe życie z niezrozumieniem i zaszufladkowaniem. Winder odtwarza ważne elementy z jej życia, czasami skupiając się na pozornie mało znaczących elementach życia gwiazdy. W biografii artystki zobaczyłem człowieka wielkiego dla świata, a małego dla siebie. Przyjaciółka Capote, Sinatry i innych gwiazd sama starał się ukrywać i chronić siebie przed bagażem ludzkiej zawiści i pogardy. 
 Na nowo zakochałem się w uroczej blondynce, ale ta historia dała mi zupełnie inne spojrzenie na jej życie, które wbrew pozorom nie było usłane różami. Winder wydobyła z uroczej blondynki wszystko, o czym powinien wiedzieć każdy fan jej twórczości. Czytelnik w trakcie lektury widzi postać, która zmaga się z problemami codzienności, z uzależnieniami  i doświadcza wielkiej samotności w tłumie. Najwięcej radości sprawia jej kontakt ze zwykłymi ludźmi. Nigdy nie zapomniała swojej drogi, swojego dzieciństwa i piekła, które przeszła w tym czasie. 

 "Marylin na Manhattanie. Najradośniejszy rok życia" to obowiązkowa lektura dla wszystkich fanów aktorki. Napisana z wielką starannością, dbałością o szczegóły. Ta książka ma duszę i żyje swoim życiem. W trakcie lektury miałem wrażenie, że Merylin macha w moją stronę, uśmiechając się tajemniczo. Wspaniała książka. Warto przeczytać. Serdecznie polecam. 

Książka ukaże się 23 listopada 2017 roku nakładem Wydawnictwa Literackiego.

sobota, 11 listopada 2017

Dawna powieść na dysku i próba jej reanimacji

 Klika lat temu napisałem powieść "Anathema". To dla mnie wyjątkowy tekst, pisany w wielkim bólu, zawierający wiele elementów autobiograficznych. "Anathema" pojawiła się na krótko dwukrotnie w sieci, wydana przez jedno z wydawnictw. Niestety, dwukrotnie zerwałem umowę z powodu niedopełnienia warunków umowy, dotyczących przygotowania tekstu. 

Potem napisałem "Śpiącego Kopciuszka" i zainwestowałem w  profesjonalną korektę i redakcję. To był błąd. Okazało się, że osoba, która dokonała poprawek, zrobiła niewiele. Straciłem pieniądze, ale na szczęście pojawił się ktoś, kto zechciał mi pomóc bezinteresownie. Niestety, nie mam kontaktu z tą osobą. Dlaczego znowu nie ryzykuje i nie płace innej firmie za tę pracę? Po pierwsze są to kolosalne koszty, po drugie mam złe doświadczenia w tej kwestii. 

Stąd mój pomysł o zamieszczenie pytania w tym miejscu. O czym jest "Anathema"? Kiedy napisałem ten utwór, jako jedna  z pierwszych, przeczytała go Krysia z blogu "Cyrysia". Poniżej zamieszczam jej recenzję:

"Od bardzo dawna wierzono w klątwy, rzucanie uroku i spojrzeniu złego oka. Ale czy takie praktyki rzeczywiście mają jakąś złowieszczą moc? Spróbujemy się tego dowiedzieć na przykładzie ,,Anathemy’’ Pitera Murphy’ego.

Początkowo poznajemy Michalinę i Józefa Makowskich, młode małżeństwo mieszkające w małej miejscowości na Podkarpaciu. Wkrótce na świat przychodzi Marek, ich pierworodny syn. Niestety rodzicie nie potrafią go pokochać. Patrzą na niego z pogardą, pomieszaną z idącą w parze nienawiścią. Często, zwłaszcza w chwilach upojenia alkoholowego znęcają się nad nim psychicznie i fizycznie. Niebawem pojawia się Marcin, kolejny potomek, który w przeciwieństwie do swojego starszego brata jest oczkiem w głowie całej rodziny. Tylko babcia, jako jedyna osoba na świecie do młodszego wnuczka podchodzi z większym dystansem, uświadamiając rodziców w kwestii błędów wychowawczych. Pewnego dnia niespodziewanie zdarza się tragedia. Matka Marka ginie w wypadku samochodowym. W zaistniałych okolicznościach chłopiec trafia pod opiekę babci, zaś Marcin zostaje z ojcem.

''W życiu niewiele się zgadza z naszymi marzeniami. Rozbijamy nasze oczekiwania o skały zwątpień i frustracji. W chwili, w której za wszelką cenę usiłujemy coś zrozumieć, sięgamy do tego, co było, wierząc w magię historii zbudowanych ze strzępków wspomnień. Tego właśnie pragniemy. Za wszelką cenę zaakceptować przeszłość. Niezależnie od tego, jaka ona była''.

Po wielu wspólnie spędzonych latach staruszka niestety umiera. Zgodnie z jej wolą mężczyzna zostawia wszystko za sobą i zaczyna nowy rozdział w swoim życiu w Ameryce, gdzie wreszcie ma kochającą rodzinę, wspaniałą pracę i świetlane perspektywy na przyszłość. Jednak przed rodzinną klątwą nie da się uciec. Prędzej czy później każdego dopadnie zbierając swe obfite żniwo. Czego bądź, kogo dotyczy tytułowa anathema? Czy nasz Marek wróci do Polski zmierzyć się z własnymi demonami? I kim jest tajemnica postać kobiety owiana chmarą motyli, która od dłuższego czasu co rusz go nawiedza?

Brak mi słów, aby określić wyjątkowość tej lektury. Aż trudno uwierzyć, że jest to historia w pewnej mierze prawdziwa. Tyle tu bólu, smutku i cierpienia. Serce się kraje wraz z każdą kolejną przeczytaną stroną. Dzieciństwo naszego bohatera było prawdziwym piekłem na ziemi. Poznał smak ubóstwa, pijaństwa, nietolerancji i przemocy w każdym możliwym tego słowa znaczeniu. Jak w takiej sytuacji kochać rodziców? Jak darzyć ich szacunkiem i miłością? Przyznam, że sama nie potrafiłabym wybaczyć komuś takiej oziębłości. Szczęście w nieszczęściu, z powodu śmierci mamy chłopiec trafia pod opiekuńcze skrzydła babci. To dzięki niej wyrasta na młodego, przystojnego i inteligentnego młodzieńca. Ale jedna rzecz od wielu lat nie dawała mu spokoju. Dlaczego ukochana babuleńka, co wieczór codziennie okadzała dom białą szałwią? Autor rewelacyjnie potęguje napięcie wprowadzając wszechobecną aurę strachu, niepokoju i przerażenia. Kilkakrotnie wstrzymywałam oddech podczas pojawiania się motyli, które były zapowiedzią czegoś nadzwyczajnego, wręcz magicznego. Strzałem w dziesiątkę jest także umiejscowienie akcji w Bieszczadach owianych legendami i przypowieściami, dzięki czemu klimat powieści posiada swój niepowtarzalny urok.

Piter Murphy zrobił ogromny postęp od momentu wydania swojej debiutanckiej prozy. Jego inteligencja, ogromna wrażliwość, otwartość, zmysł obserwacji i wnikliwość poparta wiedzą i profesjonalizmem czynią tę książką jeszcze bardziej ciekawą i fascynującą. Całość napisana jest lekkim piórem i swobodnym stylem. Opisy miejsc i krajobrazu nakreślone są barwną, wyraźną kreską. Także akcja toczy się całkiem sprawnie, brak jakikolwiek przestojów. Na uwagę przede wszystkim zasługują niezwykle ludzcy bohaterowie. Posiadają zalety i wady, ulegają pokusom, nałogom i  słabościom. Z kolei zakończenie to przysłowiowa wisienka na torcie. W piękny i mądry sposób uświadamia, że ''Od ciebie zależy, kim będziesz. Ty sterujesz własnym życiem''.
.
Dawno nie czytałam tak głębokiej, poruszającej i pełnej wartościowych przesłanek powieści. Jest swoistym drogowskazem w codziennym życiu. Uczy, jak przebaczać bliźniemu : ''Apeluję do was… nie bądźcie okrutni w ocenach innych ludzi. Nie oceniajcie ich. Może się okazać, że nie zdążycie powiedzieć jak ta druga osoba była ważna''. Uwrażliwia na brak tolerancji, poszanowania i akceptacji dla cudzych uczuć, poglądów, upodobań, wierzeń, działań lub obyczajów. ''Każdy z nas ma prawo do życia według własnych pragnień. Uwolnijmy nasze marzenia. Nie rańmy innych, nie ukrywajmy naszych pragnień. Stańmy się motylami, uwolnijmy z kokonów i żyjmy''. A także pokazuje, że nigdy nie jest za późno na odbudowanie rodzinnych i międzyludzkich więzi. Krótko mówiąc- to powieść w każdym calu niezwykła i wyjątkowa. Dajcie jej szansę! Nie pożałujecie."

Minęło kilka lat od napisania tego tekstu, a ja teraz jestem (mam nadzieję) na emocjonalną podróż w przeszłość, ale czytanie tego tekstu wywołuje we mnie duży ból. Trudno jest mi pisać o powodach. Jżeli znajdzie się ktoś chętny, to zapraszam do kontaktu przez adres emailowy allanzet@gmail.com

Tutaj dodam, że w czasie pisania towarzyszyły mi zjawiska, które można określać jako paranormalne. Czasami wydawało mi się, że obudziłem coś, co powinno być uśpione. Ale o tym może innym razem.

czwartek, 9 listopada 2017

Regina Brett - "Kochaj. 50 lekcji jak pokochać siebie, swoje życie i ludzi wokół"


Cieszę się, że dane mi było przeczytać kolejne 50 lekcji Reginy Brett, będącej w moim mniemaniu światowym fenomenem. Felietony Reginy są odważne, napisane szczerze, z wielką dozą dystansu do siebie i wielką odwagą. Brett bazuje na własnym życiu, często na intymnych szczegółach ze swojej przeszłości, bolesnych, traumatycznych, trudnych. A jednak dzieli się nimi z czytelnikami, przekazując im siłę. 
Według mnie ten tom jest najbardziej intymny, ale jawi się pytanie, gdzie są granice prywatności? Autorka nie ma problemy z pisaniem o swojej rodzinie, o swoich uczuciach, błędach, porażkach czy molestowaniu w dzieciństwie przez członka rodziny. 

Każda książka autorki to wielka dawka mądrości. Sam niedawno oddałem swoje poprzednie tomy młodemu studentowi, który przyszedł na rozmowę,w czasie której wpadło mi do głowy, że Regina Brett będzie doskonałą furtką do jego wielu pytań. Podarowałem mu swoje, sfatygowane tomy, wiedząc, że sam nie zakupi sobie tych książek. "Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie" - w tamtej chwili to biblijne motto było mi szczególnie bliskie. Okazało się, że problemy studenta rozwiązały się, a myśli Brett pomogły mu w organizacji chaosu. 

Regina Brett jest naturalna, szczera, pisze bez z\zbędnej kokieterii. To klasa sama w sobie, która nadaje sens życiu milionom ludzi. "W Kochaj...." odkrywa fakty, które powinny być oczywiste, ale nie są. Jej doświadczenia połączone z otwartością na człowieka owocują wielkimi dziełami. Jej książki można czytać ciurkiem, lub wyrywkowo. Każdy rozdział to kolejna lekcja. Czy miłości, przebaczania można się nauczyć? Regina Brett udziela odpowiedzi. Warto sięgnąć po każdy tom autorki. Polecam.

środa, 8 listopada 2017

Zapowiedź najnowszej książki Glukvoskyego plus trasa po Polsce.





Już 22 listopada „Tekst” – najnowsza książka Dmitrija Glukhovsky’ego
Trafiający do księgarń 22 listopadaTekst” jest pierwszą powieścią realistyczną Dmitrija Glukhovsky’ego, autora bestsellerów „Metro 2033/2034/2035”, „Futu.re” i „Czas zmierzchu” oraz zbioru opowiadań „Witajcie w Rosji”. To proza na styku thrillera, kryminału, noir i dramatu.
Polska jest pierwszym krajem na świecie, w którym ukazuje się przekład tej powieści.
W najnowszej książce Glukhovsky sięga po motywy typowe dla klasyków literatury rosyjskiej, przenosząc je do współczesności i reinterpretując w na wskroś nowoczesny sposób. Bezsensowna zemsta i niemożliwa miłość. Wina. Niesprawiedliwa kara. Konflikt bohaterów zmagających się ze standardami moralnymi i etycznymi w społeczeństwie wyznającym kult przetrwania najsilniejszych. Odebrałeś mi przyszłość? Ja zabiorę ci twoją.
A wszystko to w czasach, gdy smartfon stał się kopią zapasową duszy. Backupem życia. Pamięcią masową dla najżywszych wspomnień. To w nim zapisujesz swoje uśmiechnięte selfie i nim nagrywasz chwile szczęścia. W skrzynce odbiorczej trzymasz e-maile od matki i całą biznesową korespondencję, kulisy twojej pracy. Historia przeglądarek to wyczerpująca lista twoich aktualnych zainteresowań. A SMS-y i wiadomości w komunikatorach to twoje miłosne wyznania, pożegnania, kłótnie przy rozstaniach, zdjęcia pokus i świadectwa grzechów, łzy, pretensje i żale.
Takie czasy. Obrazy. I tekst. Smartfon to ty. Ktoś, kto zdobędzie twój telefon, może łatwo stać się tobą. Twoi najbliżsi i znajomi nawet nie zauważą niczego podejrzanego. A kiedy w końcu się spostrzegą, będzie już za późno. Dla nich i dla ciebie.
Z okazji premiery autor odwiedzi Polskę i spotka się z czytelnikami w aż 9 miastach. Serdecznie zapraszamy! Wstęp oczywiście wolny. Tu publikujemy harmonogram spotkań wraz z poręczną mapką.

22 listopada, godz. 18:00
Warszawa, Księgarnia Świat Książki, Hala Koszyki, ul. Koszykowa 63

23 listopada, godz. 18:00
Szczecin, Empik Kaskada, ul. Niepodległości 36

24 listopada, godz. 18:00
Poznań, Empik Stary Browar, ul. Półwiejska 42

25 listopada godz. 12:00
Wrocław, Empik Renoma, ul. Świdnicka 40

25 listopada godz. 18:00
Katowice, Empik Supersam, ul. Piotra Skargi 6

26 listopada godz. 12:00
Rzeszów, Empik Millenium Hall, al. Kopisto 1

26 listopada godz. 18:00
Kraków, Empik Bonarka, ul. Kamieńskiego 11

27 listopada godz. 18:00
Gdańsk, Empik Galeria Bałtycka, Al. Grunwaldzka 141

28 listopada godz. 18:00
Łódź, Empik Manufaktura, ul. Karskiego 5

Jeśli już teraz chcecie się przekonać, jak poruszającą lekturą jest Tekst, posłuchajcie dwóch pierwszych rozdziałów książki w interpretacji Wojciecha Żołądkowicza:

wtorek, 7 listopada 2017

Carlos Ruiz Zafon - "Labirynt duchów"

 Tak bardzo oczekiwałem na kolejny tom opowieści z Barcelony, że postanowiłem ją przeczytać zaraz po zakupie, a zajęło mi to...kilkanaście dni. Niestety, musiałem robić przerwy. Przeżyłem wielkie rozczarowanie, zamiast literackiego spełnienia.  Bywały myśli o porzuceniu tego opasłego tomiszcza, którego  czytanie chwilami nie sprawiało mi żadnej frajdy. Daruję sobie tutaj opisywanie fabuły, która notabene jest rozwleczona do granic możliwości. Nie wiem, co kierowało autorem, ale według mnie jest to najsłabszy tom. 
Moim zdaniem polski wydawca powinien wydać tekst w dwóch tomach, oszczędzając oczy czytelników. Pojawiła się obawa, że niewielu kupi drugi tom po przeczytaniu pierwszego? Większości się podoba, niektórzy nawet są zachwyceni, niewiele czytałem głosów krytycznych. 

Mnie w tym tomie brakuje "ducha "Zafona, jego charakterystycznego pióra. Owszem, pojawia się czasami w tekście, ale w większości jest to tekst zbyt rozwleczony. Co to właściwie jest? Kryminał? Powieść obyczajowa? Dla mnie jakieś misz-masz, chwilami bełkot. Zafon czarował w poprzednich tomach, a tutaj poszedł na ilość, nie na jakość. Blisko 900 stron drobnego druku sprawiło mi radość z jednego powodu - KONIEC. Tak. Właśnie tak. Nie poczułem interakcji z Alicją, czy kapitanem policji. Tym razem opowieść o książkach mnie nie porwała, czego strasznie żałuję. Zafona wręcz uwielbia(łem). Pewnie przez jakiś czas będę zachodzi w głowę, co się stało? Możliwe, że za kilka lat powtórnie sięgnę po "Labirynt duchów". Możliwe, że przeczytałem książkę w złym czasie? Jak dla mnie, nie jest to szczyt możliwości autora. Bardzo żałuję. 

sobota, 4 listopada 2017

Wioletta Grzegorzewska - "Stancje"

 Grzegorzewska zachwyciła mnie po raz kolejny. Po bezkonkurencyjnych "Gogułach" przyszedł czas na historię, która może być opowieścią biograficzną. I za taką właśnie uchodzi. Narratorka Wioletta opowiada o swoim wyjeżdża na studia do Częstochowy. Od początku nic nie jest takie jak być powinno, począwszy od lokum, po sprawy natury miłosnej. Autorka pokazuje małomiasteczkowy świat u stóp Jasnej Góry, obnaża zwyczajność wszystkiego,co ją tam otacza. Wioletta co rusz zmienia swoje stancje, zatrzymując się na dłużej w Zgromadzeniu Sióstr Bezhabitowych. Tam widzi, że szaleństwo czai się wszędzie, a religia, czy tez reguły zakonne nie chronią człowieka przed przeszłością, często odległą i jednocześnie tragiczną. 

 "Stancja" jest w pewnym sensie opowieścią drogi, przemieszczania się młodej kobiety,która pokazuje to co widzi, a dla jednego jest to zwykły dzień, a dla czytelnika może być wielkim odkryciem. Ta historia jest opowieścią o czasach trudnych, wymagających wielkiego hartu ducha w ciele młodej istoty, ale również pokazuje metamorfozę wycofanej dziewczyny z prowincji, która często porównuje czas przeszły z tym, co ją aktualnie dotyka. 

 Autorka uruchomiła swoje pokłady pamięci , wracając na częstochowski dworzec i uruchamiając szczątki pamięci, która dotyczy przeszłości z czasów studiów wyższych. Wioletta Grzegorzewska powala swoją prozą, nie daje czytelnikowi nic, co można wypełnić w inne sposoby. Nie ma tutaj prostej historyjki z pozytywnym finałem. Wioletta doświadcza pierwszego wyjazdu, pierwszej miłości, pierwszego sexu, a każdy "pierwszy raz" coś jej zabiera i coś jej daje. Bohaterka odczuwa samotność, odczuwa rozczarowanie , a ostatecznie musi podjąć ważne decyzje.

 Nie bez znaczenia są postacie, jakie stają na jej drodze. Są jakby odbiciami w lustrze jej życia. Każda z nich ma jasny przekaz, a bohaterka nie zawsze potrafi prawidłowo odczytać wpływ jednostek na jej życie. 

Po raz kolejny Wioletta Grzegorzewska mnie urzekła i stała się moją ulubioną autorką. Niezwykły talent, do tego język, którym operuje jest na poziomie, którego ze świecą szukać u często topowych autorów. Grzegorzewska pokazuje siłę słowa. "Stancje" to lektura obowiązkowa dla każdego bibliofila. Serdecznie polecam. 

niedziela, 29 października 2017

Tess Gerritsen - "Sekret, którego nie zdradzę"

 Każda zapowiedź książek tej autorki powoduje we mnie wielkie emocje. Gerritsen jest znakiem firmowym literatury na najwyższym poziomie. Tym razem nie mogło być inaczej. Duet Jane Rizzoli i Maura Isles znowu w akcji. Tym razem sprawa dotyczy morderstw, które mają podłoże religijne. I na tym można zakończyć wstęp, aby nie wejść w spoilery. 

 Autorka sprytnie przechwytuje pewne wątki ze swoich innych opowieści, a szczególnie relacje  z duchownym. Dwie okrutne zbrodnie przypominają coś, co rozpoczyna wyścig z czasem. Ktoś wie wiele z przeszłości. Pytanie kto i co wie? W każdej chwili może zginać kolejna osoba, Duet zdaje sobie sprawę, że to śledztwo nie należy do najprostszych i najbezpieczniejszych, a samo jego prowadzenie doprowadza do zawiłych sytuacji związanych z przeszłością, o której nie sposób jest zapomnieć.

 Gerritsen znowu mnie porwała swoją niezwykłą wyobraźnią i talentem do opisywania akcji, która nigdy do końca nie jest taka, jak może się wydawać być. Znowu zostałem zaskoczony, ponownie zostałem oczarowany, po raz kolejny otrzymałem tekst, który zmuszał mnie do przerwania czytania innych książek i pogrążenia się tylko w "Sekrecie". 

 Autorka ma niebywałą zdolność przenikania stanów, miejsc, stwarzania niezwykle ciekawych interakcji na kartach swoich opowieści. A wszystko wydaje się być prawdziwe. Autorka jest niezwykle elastyczna w swoich powieściach. Wszystko jest dograne. Mnie zawsze ciekawią wątki głównych postaci, które są niezwykle przyziemne, a zarazem pozwalają identyfikować się z wydarzeniami, przez co wytwarza się specyficzna więź. Wspaniała książka. serdecznie polecam. 

niedziela, 22 października 2017

Stephen King, Owen King -"Śpiące królewny"

King, uwielbiany przez miliony czytelników, oraz jego syn Owen napisali wspólną książkę. A ja mam problem. Świadomość wspólnego pisania spowodowała, że zastanawiałem się w trakcie lektury, kto napisał który fragment. Nigdzie nie znalazłem dwóch rożnych stylów, nie mogę przyczepić się fabuły, czy też postaci, które tutaj są wyjątkowo mnogie, ale jest to zrozumiałe ze względu na akcję. 

 Sama fabuła do wybitnie oryginalnych nie należy. Kobiety, które usypiają przemieniają się w coś, co przypomina kokon, Nie można ich budzić, kiedy ulegają przemianie, gdyż potrafią być agresywne. I są agresywne. Kiedy śpią, znajdują się w innym wymiarze - czują się bezpieczne i szczęśliwe, a powrót do realiów doprowadza je do szału. To jeszcze nic. Spora część akcji ma miejsce w zakładzie karnym dla kobiet. Komunikat jest jasny - kobiety za wszelką cenę nie mogą zasnąć. Rozpoczyna się walka nie wiadomo z kim i nie wiadomo co z tego wyniknie w przyszłości. Znajdują się osoby,dla których zamieszanie jest realną szansą na wyrównanie starych porachunków. Rodzące się podziały i konflikty sprawiają, że świat nie jest bezpieczny. A gdzie znajduje się prawdziwe niebezpieczeństwo? 

 Team stworzył udaną opowieść, ale jak dla mnie jest ona nieco przerysowana, ale to nie jest wada.Pokazanie świata i wydarzeń w taki sposób nasuwa czytelnikowi wiele pytań, na które musi sobie sam odpowiedzieć. Do minusów  zaliczam długie dialogi, duża ich część  jest zbędna i niewiele wnosi do całości. Ogólnie czyta się dobrze, King jak zwykle wprowadza aurę tajemniczości i jest osoba - kobieta, wymykająca się całej epidemii. W "Śpiących królewnach" pisarze pokazują ludzkie dramaty, ale i to, co znajduje się po drugiej stronie w ludzkiej psychice. Jest nastrój znany z książek mistrza, są miejsca tajemnicze, czasami wręcz klaustrofobiczne, są postacie wzbudzające zainteresowanie czytelnika. 

  Moja opinia jest jednoznaczna - udało się stworzyć ojcu i bratu opowieść przyciągającą uwagę czytelnika, chociaż jestem przekonany, że inni pisarze wypadliby w tych temacie blado. Ale nie panowie King. Królowie mają coś do powiedzenia. Bez wątpienia ta książka znajdzie wielu wielbicieli. Powrócił Stephen King z klimatem znanym z jego kultowych powieści. Czekałem na to. Brawo dla Owena, który dorównuje słynnemu ojcu. Powrócił doskonały King i jego godny następca i rywal. Warto przeczytać. Nie tylko dla fanów twórczości Stephena. 

piątek, 20 października 2017

Dan Brown - "Początek"


Każda książka Browna to wielkie wydarzenie na każdym kontynencie, przypominające mi do pewnego stopnia fenomen autorki Harrego Pottera. Różnica jest niezbyt duża. Brown nie przenosi swoich postaci i wydarzeń do świata fantastyki, ale w miejsca ogólnie znane i często pożądane jako atrakcje turystyczne. Przy lekturze "Początku" zastanawiałem się, co jest w tej książce takiego, że urzeka miliony czytelników na całym świecie. Nie czytałem wywiadów z pisarzem, nie wiem, w jaki sposób przygotowuje się do pisania kolejnych książek, ale nie można mu zarzucić braku przygotowania. Wręcz przeciwnie. Brown przeprowadza doskonały research. Jego znakiem rozpoznawczym są niezwykłe intrygi, często oparte wokoło kościoła. W "Początku" autor idzie w kierunku udowodnienia braku Boga przez jednego z głównych postaci,Edmonda Kirscha, będącego człowiekiem niebywale bogatym i inteligentnym. 

 Jak zwykle jest dużo akcji, pościgów, a także skomplikowane zagadki,a  wszystkiemu przewodzi znany już profesor Robert Langdon.  Nie wiem, czy jest to najlepsza książka autora. Moim zdaniem niestety nie. Być może brakowało mi cofania się w czasach i poszukiwania tam rozwiązywanych zagadek, a może po prostu wszystko, a właściwie większość jest ultranowoczesna? 
 W "Początku" brakło mi tajemniczości, sacrum. Autor pisze ciekawie, poprawnie, ale  w tym tomie zwyczajnie brakuje mi czegoś, co jest znakiem rozpoznawczym autora. Niestety, jak zwykle dałem się porwać reklamie, nazwisku i marketingowi. W ogólnej ocenie książka nie jest zła, warta przeczytania, ale nie porwała mnie, nie czułem grama ekscytacji, towarzyszącego mi w czasie lektury innych tomów. Skąd pochodzimy? Dokąd zmierzamy? Czy Brown udziela nam odpowiedzi na te odwieczne pytania? W czasie lektury miałem wrażenie, że wpadł w pułapkę własnego tekstu, mnożąc kolejne wątki, z których czasami nie potrafił się wyplątać. 

 "Początek" nie jest książką, do której będę powracał, jak czynię to z poprzednimi utworami Browna. Na koniec próbowałem wyobrazić sobie ekranizację "Początku", która z pewnością kiedyś nastąpi. Jakoś tego nie potrafiłem zobaczyć i osobiście na film raczej się nie wybiorę. 


czwartek, 19 października 2017

Dean Koontz - "Pieczara gromów"


 Autora cenię za jego warsztat literacki, ale po raz pierwszy spotykam się z tak słabym utworem, wychodzącym spod jego pióra. Historia rozpoczyna się ciekawie. Susan budzi się ze śpiączki. Zostaje poinformowana o wypadku, któremu uległa. Sama niewiele pamięta ze swojej przeszłości. Może poza zbrodnią, która wydarzyła się wiele lat wcześniej, a w której śmierć poniósł jej chłopak. Z przerażeniem odkrywa, że w szpitalu są prześladowcy z tamtego okresu. Nie wiadomo co jest rzeczywistością, a co snem? Czy może komuś zaufać? Czy wszyscy sprzysięgli się przeciw niej? 


Połowa książki mnie wynudziła, druga połowa zaintrygowała. Wiele tekstu zostało rozwleczone w nieskończoność, zbyt długie opisy i opieszałość autora w niektórych scenach sprawiła, że miałem ochotę odłożyć utwór, ale dotrwałem do końca. Niestety, powieść jest nierówna. Całość ratują finałowe sceny. Ogólnie jest groza, jest ciekawie, ale jest tam zbyt mało tego, co znam z innych książek Koontza. Z pewnością nie jest to szczyt możliwości pisarza. Ale muszę przyznać, że w ogólnym rozrachunku pomysł na historię jest ciekawy i godzien przeczytania. 

Marcin Wójcik - "Celibat. Opowieści o miłości i pożądaniu"

Po książkę sięgnąłem, kiedy przeczytałem, że KK po tej lekturze powinien stanąć do dialogu w sprawie wartości celibatu wśród duchownych. Byłem ciekaw, co tym razem Gazeta Wyborcza opublikuje, aby zaatakować katolickie duchowieństwo. Czytałem i przecierałem oczy ze zdumienia, nie wierząc, że można posunąć się do tego typu zachowań. Większość "opowiadań" to wywiady z duchownymi, którzy bez problemu opowiadają o swoich doświadczeniach seksualnych. Mamy tutaj również historie z "drugiej ręki", a wszystko ma na celu pokazanie tego środowiska jako patologicznego i nie radzącego sobie ze swoją seksualnością. 

 Nie wiem, jaki był cele napisania tej "książki". Po niektórych tekstach miałem odruchy wymiotne. Z pewnością wielu uwierzy w to co pisze autor. Dla przykładu relacjonuje jedno ze spotkań z duchownym w kawiarni. Ten bez skrępowania opowiada o swoim homoseksualizmie. Naprawdę kler ochoczo garnie się do tego typu zachowań? Autor wyrwał ich z ulicy, czy dał ogłoszenie w gazecie celem pozyskania informatorów? Nie uwierzyłem nawet  jedno słowo w tym tekście, którego celem jest oczernienie Kościoła, zresztą nie tylko katolickiego. Szkoda czasu, szkoda pieniędzy. Ja na szczęście kupiłem egzemplarz ebooka  w promocji. Zdecydowanie NIE POLECAM!!!

piątek, 13 października 2017

Ałbena Grabowska - "Ostatnia chowa klucz"


Ałbena Grabowska tym razem zmienia front, idą w kierunku mrocznego kryminału z doskonałymi wątkami psychologicznymi, co potwierdza moją tezę, że jest pisarką, która poradzi sobie z każdym tematem i nie powiela schematów z innych książek, co niestety często zdarza się "topowym" pisarkom.
 Pewnie nieszybko dowiedziałbym się o tej lekturze, gdyby nie przesyłka niespodzianka, a w niej książka od Wydawnictwa Zwierciadło. 
Znowu powtórzę to, co pisałem jakiś czas temu. Niewiele osób w naszym kraju potrafi pisać tak jak Ałbena. Przykładem jest chociażby saga "Stulecie Winnych". Lekarka i pisarka doskonale czuje się w każdym gruncie i na szczęście nie pisze cukierkowato, ale pozwala uwierzyć czytelnikowi w treść utworu.

 "Ostatnia chowa klucz" jest historia opowiedzianą przez nastolatkę. Cztery nastolatki spotykają się na poddaszu, jedna przechodzi inicjację i zostaje przyjęta do "tajemnej" grupy, ale to popołudnie zmienia ich życie, które z biegiem czasu staje się koszmarem. Zaczyna się od zniknięcia jednej z nich, co z czasem okazuje się być porwaniem. Z czasem jest coraz gorzej. Strach zaczyna oplatać małomiasteczkowe środowisko, a w sposób szczególny dziewczyny, które nie chcą i chyba już nie potrafią o tym rozmawiać. 
Brawo za tragizm, brawo za oddanie emocji nastolatek. Wszystko jest na najwyższym poziomie.  Bez wątpienia napisanie takiej książki wymaga nie tylko wrażliwości, ale również wielkiej odporności psychicznej. Autorka porusza tutaj wiele ciekawych wątków, a smaczku dodaje koperta na ostatnich stronach, którą czytelnik może otworzyć i dowiedzieć się, kto za tym stoi. 

 Ałbena Grabowska jak zwykle udowodniła mi, że jest królową wśród płci pięknej w pogrążaniu czytelnika w niebycie na wiele godzin. Jednego jestem pewien - napisanie takiej książki nie wyjdzie każdemu. Autorka zdała ten egzamin celująco. Dla mnie warstwa psychologiczna, jakże ważna w tego typu książkach, jest niezwykle trafna. Pisarka przechodzi przez fazy strachu, wyparcia, żałoby itd. Wszystko idealnie wplątane  w treść. Wspaniała książka. Jak zwykle chylę czoła i proszę o więcej. Polecam serdecznie!!!

czwartek, 12 października 2017

Agnieszka Czachor - "Świerszcze wybielone na kość"

 Agnieszka Czachor wydała zbiór opowiadań, składających się z dziewięciu historii, których wspólnym elementem jest realizm magiczny. Autorka udowadnia w swoich tekstach, że to co nas otacza, codzienne sytuacje mają w sobie coś niesamowitego i otwiera dla czytelnika wrota wyobraźni. 
Z opowiadaniami jest zawsze problem, gdyż często nie mają wystarczającego przekazu w swojej treści. Nie w tej książce, Autorka doskonale wie, co chce powiedzieć i czyni to językiem subtelnym , pięknym i melodyjnym. 

 Historie oparte na różnych okresach życia ludzi, a wszystko zamknięte w niesamowitych opowiadaniach. Agnieszka Czachor potrafi opowiadać i czyni to z lekkością, pięknie dobierając słowa i tworząc wątki, zapadające głęboko w pamięć. Sztuką jest napisać na kilku stronach historię, która daje do myślenia, a jednocześnie bogatą w treść. W tej książce wszystko jest wyważone, a całość tworzy atmosferę tajemniczości zaklętej w na pozór zwykłych sytuacjach. Szczególny plus za wykreowane postacie, które są niezwyczajne. 

 "Świerszcze wybielone na kość" - niezwykły, poetycki tytuł książki, która zabrała mnie w niezwykłe krainy. Agnieszka Czachor bez wątpienia posiada walory literacki, które powinny i z pewnością będą zauważone w czołowych wydawnictwach. Zbiór opowiadań rożni się od innych nie tylko tematyką, ale również słowami. Jako czytelnik miałem wrażenie, że czytam coś wzniosłego,a  to za przyczyną doskonale dobranego słownictwa. 

Podsumowując jest to książka "z duszą", klimatyczna, ciekawie napisana i poruszająca na pozór zwykłych spraw. Ale czasy i krainy Agnieszki Czachor zwykłymi nazwać nie można. Serdecznie zapraszam do lektury.

środa, 11 października 2017

Nowa książka Reginy Brett

Kochaj. 50 lekcji jak pokochać siebie, swoje życie i ludzi wokół.
Najnowsza, wyczekiwana książka Reginy Brett już 25 października w księgarniach.


Już dzisiaj posłuchaj lekcji z najnowszej książki Reginy
https://youtu.be/tP2axzKyMng


Gdy pięć lat temu w polskich księgarniach pojawiła się niepozorna niebieska książka z pomarańczowym spadochroniarzem na okładce i intrygującym tytułem „Bóg nigdy nie mruga”, nikt nie spodziewał się, że stanie się ona jednym z największych bestsellerów ostatnich lat na polskim rynku.
Nikomu wówczas jeszcze nieznana amerykańska pisarka i dziennikarka Regina Brett swoimi ciepłymi, autentycznymi i mądrymi lekcjami trafiła do serc Polek i Polaków i napełniła je optymizmem.
Do tej pory w Polsce ukazały się trzy książki Reginy Brett, a ich łączny nakład przekroczył już pół miliona egzemplarzy.
W tym roku, po trzech latach po ostatnim tytule, Regina Brett powraca do Polski z nową książką. „Kochaj” – bo taki jest jej tytuł – to bardzo osobista, wyjątkowa książka Reginy. Autorka dedykuje ją „wszystkim zranionym, wszystkim, którzy kochają zranionych osoby oraz tym, którzy są nieświadomi własnych ran” – więc tak naprawdę nam wszystkim. Chce, aby każdy po przeczytaniu tej książki pokochał siebie, swoje życie i otaczających cię ludzi.
Podobnie jak w wypadku wydanej w roku 2014 roku książki „Bóg zawsze znajdzie Ci pracę”,  polska premiera książkę „Kochaj” znów ubiegła premierę światową. To wyjątkowa sytuacja, kiedy przekład ukazuje się wcześniej niż oryginał, i świadczy ona o tym, jak bardzo popularna, lubiana i ceniona jest Regina Brett w naszym kraju.
Z okazji premiery książki „Kochaj” Regina Brett odwiedzi w listopadzie Polskę i spotka się z czytelnikami w kilku miastach. To nie koniec niespodzianek: wydawnictwo Insignis przygotowuje właśnie audiobooki ze wszystkich tytułów Reginy Brett, które już niebawem trafią do sprzedaży.
Zamów:  http://www.empik.com/kochaj-brett-regina,p1162259707,ksiazka-p





wtorek, 10 października 2017

Alan Bradley - "Zatrute ciasteczko"

Niezbyt chętnie sięgam po literaturę młodzieżową, gdyż problemy zawarte w treści książek są często zbyt infantylne, gdyż okres dojrzewania mam dawno za sobą. A jednak czasami przyjmuję propozycję i ryzykuję. Tym razem ryzyko się opłaciło. Pierwszy tom przygód Flawi De Luce opowiada o morderstwie. Okdkrycia dokonuje ekscentryczna nastolatka,Flawia na przydomowej grządce z ogórkami. Sama jest miłośniczką chemii i...trucizn. Potrafi spędzać długie godziny w laboratorium, pracując nad truciznami i innymi mieszankami. 
Odkrycie trupa wywołuje lawinę zdarzeń, w centrum których są tajemnice filatelistyczne. Flawia stara się odkryć tajemnicę morderstwa, co sprowadza na nią niebezpieczeństwo. 
Narratorką jest tytułowa postać, a sama opowieść jest zajmująca. Wielki ukłon w stronę tłumacza, za melodyjność języka i ciekawy przekład.  

 Alan Bradley stworzył opowieść, która przypomina mi książki Zafona. Nie potrafię powiedzieć dlaczego, ale w trakcie czytania czułem podobny styl. Dodatkowy plus za umiejscowienie akcji - Małą wioska Bishop's Lancey. 

 To kryminał nie tylko dla młodzieży. Dorosły czytelnik nie będzie się nudził w trakcie tej lektury. Autor miał ciekawy pomysł na fabułę i wydaje mi się, że sprostał zadaniu. Główna postać jest niezwykła, przyciąga uwagę i czytelnik nie ma problemu z akceptacją młodej dziewczyny występującej w roli domorosłego detektywa. Dziewczynę cechuje odwaga i bystry umysł, oraz trzeźwość w myśleniu. Doskonała lektura na jesienne wieczory. Polecam!!!

poniedziałek, 9 października 2017

Eryk Ostrowski - "Tajemnice wichrowych wzgórz. Prawdziwa historia Branwella i Charlotte"

 Eryk Ostrowski jest mi znany z innych, rzetelnych opracowań dotyczących życia rodziny Bronte. Jest wielkim znawcą okresu i rodziny, a co najważniejsze - potrafi w sposób wierny i niezwykle interesujący przekazać wiedzę połączoną z mało znanymi faktami z życia rodziny Brontë. Historia tych osób sama w sobie niesie wiele niespodzianek, połączonych z tajemnicami, przez co czyta się jak zwykle wyśmienicie. 

 W tym obszernym dziele Eryk Ostrowski skupia się na relacjach sióstr z ich bratem, Branwellem. Badania autora i jego teorie rzucają nowe światło na relacje rodzinne, które jak się okazuje, do najłatwiejszych nie należały. Autor podejmuje badania, dokonuje analiz, wyciąga wnioski, które są zaskakujące. Wszystko poparte fragmentami utworów i nie tylko. Hipotezy autora zmieniają spojrzenie na to światowe arcydzieło "Wichrowe wzgórza". 
Ertk Ostrowski dokonuje swoistej i głębokiej analizy, a co za tym idzie czytelnik staje przed nowymi faktami, które zmieniają spojrzenie i wiedzę znane z poprzednich biografii innych autorów. 

 O tej książce można pisać wiele, ale przecież nic nie zastąpi tej lektury,będącej opracowaniem jakże trudnych relacji rodzeństwa. Sam czytałem ją stosunkowo długo, gdyż tego typu lektury nie mogą być czytane pobieżnie. Domagają się pewnej analizy od czytelnika, własnych przemyśleń, tudzież czasami może nawet i notatek. 

"Tajemnice wichrowych wzgórz. Prawdziwa historia Branwella i Charlotte" to o wiele więcej, niż rzetelny dokument. Książka nie tylko dla fanów i miłośników sióstr  Charlotte i ich brata. Jestem pod wrażeniem pracy autora i jego dążeniu do poznania prawdy. Jak zwykle pełen profesjonalizm, czego niestety nie mogę powiedzieć o wydawcy PWN. Tak obszerna książka powinna mieć twardą okładkę. Szczególnie przy takiej cenie. Podsumowując treść jest warta każdej wydanej złotówki. Eryk Ostrowski po raz kolejny udowadnia wielką wiedzę w temacie. Serdecznie polecam. 

niedziela, 8 października 2017

Agnieszka Krakowiak - Kondracka - "Zostań do rana"


Ta książka ma wielki potencjał, jeżeli chodzi o język i jest zdecydowanie skierowana dla miłośników zwierząt. Taką postacią jest główna postać - Baśka, kobieta, która po zdradzie męża Andrzeja przygarnia zwierzęta, a jej "gospodarstwo" składa się głownie z psów. Oczywiście nie jest to główny wątek tej opowieści, ale jakże ważny i urokliwie pokazany. 

Autorka pokazuje, jak ważny jest brak wydawania osądów i jednocześnie jak szybko wprowadzamy je w czyn. Niezwykła opowieść o ludziach, zwierzętach, asymilacji i próbach przekonania do siebie nie tylko psa. Czy człowiek "z przeszłością", może namącić w życiu kobiety, dla której niedane małżeństwo jest zamkniętym rozdziałem pod tytułem FACECI"? Czy weterynarz Krzysztof ma wielkie szanse w zagoszczeniu na dłużej w jej życiu. To historia dla tych, którzy mają serce i kierują się sercem, również myśląc o "braciach mniejszych". 

"Zostań do rana" to niezwykle urzekająca historia, napisana pięknym językiem, ale napisana z humorem i dystansem. Książkę przeczytałem w kilka godzin, nie potrafiłem oderwać się od perypetii Barbary i jej świata. Są tutaj zawarte ważne prawdy życiowe, o których czasami powinniśmy sobie przypominać i doskonale, że znajdują się pisarze, potrafiący je przekazać w taki właśnie sposób. Serdecznie polecam.

Książka ukaże się nakładem Wydawnictwa Literackiego. Dostępna w księgarniach od 26 października 2017 roku.

czwartek, 5 października 2017

Aga Lesiewicz - "Zaślepienie"

Kilka razy sprawdzałem okładkę. Tę książkę napisała rodaczka. Trudno mi było w to uwierzyć. Dlaczego? "Zaślepienie" jest utworem na niezwykle wysokim poziomie, do tego gatunkiem, który uwielbiam - thriller psychologiczny. 

 Aga Lesiewicz napisała utwór, który może być doskonałym przewodnikiem dla predysponujących do bycia pisarzami. Jej historia hipnotyzuje, elektryzuje, a język jest niezwykły  i pomysł na książkę jest świeży. Autorka udowadnia, że nie trzeba pisać wzniosłych ksiąg, aby zainteresować czytelnika treścią.
Kim jesteśmy, kiedy ktoś obserwuje nasze życie, przesyła nam odsłony z przeszłości,  z intymnych momentów, upublicznia je, gra z nami w niebezpieczną zabawę. Lesiewicz pokazuje, że nie żyjemy w bezpiecznym świecie zarówno tym realnym, jak i w cyberświecie. Ktoś obserwuje główną bohaterkę Kristin Ryder. Ktoś zna jej przeszłość, mało tego, przesuwa granice do teraźniejszości, doprowadzając ją do obłędu.  Dzieje się wiele, ale kobieta już nie wie, co jest prawdą, a co jest fikcją. Jej świat kurczy się, a wszystko co się dzieje, nawet najzwyklejsze, może być początkiem czegoś zaplanowanego.

"Zaślepienie" jest niezwykłą opowieścią o zwykłej kobiecie i jej najbliższych. Pierwsza "Odsłona" zmienia jej życie i burzy dotychczasowy względny spokój. A lepiej nie będzie. Kristin wie, że musi wiele się nauczyć, aby dotrzeć do prawdy, która jest zaskakująca i niebezpieczna.

 Lesiewicz bez wątpienia ma charyzmę do tworzenia niezwykłych opowieści. "Zaślepienie" jest opowieścią na światowym poziomie. Jest w tek książce coś, co mnie uzależniło od niej. Bez wątpienia jednym z czynników jest język, jego melodyjność i sama fabuła, w którą można uwierzyć. Obowiązkowa lektura dla fanów gatunku. Polecam.

poniedziałek, 2 października 2017

Nicolas Sparks - "We dwoje"

 Uroczyście ogłaszam, że Sparks jest moim królem literatury obyczajowej. Jego najnowsza powieść zwyczajnie mnie powaliła, a w trakcie zakończenia ryczałem niczym bóbr. udowodnił mi, że nie potrzeba pisać o rzeczach wzniosłych i wyszukanych, aby czytelnikowi krwawiło serce. 

 Sparks opowiada z perspektywy ojca i męża, co jest dla mnie niezwykłe. Russell Green jest przykładnym ojcem i mężem. Robi wszystko, aby zadowolić swoje księżniczki, ale nie zawsze jest tak, jak być powinno. W końcu sytuacje się odwracają i wszystko prowadzi do zmian, które nie zawsze są pożądane. Perypetie młodego mężczyzny, jego oddanie i zaangażowanie w wychowanie córki mogą być przykładem dla każdego ojca i męża. 

 Green ma oparcie w rodzinie, w siostrze i jej partnerce, w rodzicach jak i w dawnej miłości. Ta historia nie kończy się sielankowo, ale samo zakończenie daje do myślenia. Ktoś musi ponieść najwyższą ofiarę, aby ktoś inny mógł obudzić się z letargu. 

 Sparks po raz kolejny porwał mnie dogłębnie, ale tym razem mocniej, niż wcześniej. Ta historia żyje sama w sobie. Podoba mi się postać córeczki, jej ułożenie. Autor doskonale nakreślił rysy psychologiczne, w tym małej dziewczynki, która przecież nie jest niczemu winna i niewiele rozumie z tego, co dzieje się w świecie dorosłych. Ojciec stara się chronić dziecko przed niepotrzebnymi urazami. 

 Tę historie powinna przeczytać każda matka i ojciec, szczególnie ci przeżywający kryzysy w małżeństwach. Na początku wydawała mi się trochę przesłodzona i odrobinę naiwna, ale z kolejnymi rozdziałami zrozumiałem, że świat, jaki Sparks przedstawia, nie jest aż tak nierealny. Piękna książka, po którą warto sięgnąć. Dla mnie najlepsza z tych, które przeczytałem jego autorstwa. Zostanie we mnie na długo. Polecam. 


Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu 


poniedziałek, 25 września 2017

Jakub Małecki - "Rdza"

 Dzisiaj kilka słów o książce, na którą chyba najbardziej czekałem w 2017 roku. Po poprzednich utworach pisarza nie mogło być inaczej. "Rdza" uwodzi nie tylko klimatyczną okładką, co treścią. A ta jak zwykle jest warta uwagi. 

 Książka traktuje o przyjaźni, o rysie na tej przyjaźni i o tym co następuje po niej. Relacje  z dzieciństwa ulegają przemianie, a wszystko za przyczyną... Tutaj nie mogę zdradzić, ale Jakub Małecki jak zwykle opisał świat toczący się dwutorowo, który jest dziwnym trafem tym, co trafia prosto do duszy czytelnika i tam pozostaje. 

Tośka i jej podróż, jej życie, Szymon i jego życie plus kilka innych osób to niezwykły kalejdoskop nie tylko ludzkich przeżyć, ale silnie oddziaływające historie życiowe. Jak zwykle brakuje mi słów. Małecki pisze magicznie, a dla mnie osobiście jego proza jest niezwykle ważna. Nie wiem, co jest tego powodem. Ludzie, czasy, miejsca? Być może to dobór słów, który nie jest przypadkowy. Autor już tradycyjnie buduje pomosty między czasami, używając języka oszczędnego, szorstkiego, bez zbędnych ozdobników. 
Jakub Małecki nie pisze o niczym mało ważnym, wręcz przeciwnie. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, co chce przekazać.  
Według mnie "Rdza" jest rozliczeniem ze swoimi demonami, oraz po części  korespondencją międzypokoleniową. Jakub Małecki pokazuje człowieka w sytuacjach, które czasami mogą wydawać nie mało znaczące. Przykładem może być pierwsza scena, w której chłopcy kładą momenty na tory i czekają na nadjeżdżający pociąg.

 Małecki nie potrzebuje pisać opasłych tomów, aby oddać bogactwo swojego dzieła. "Rdza" jest tego przykładem. Tę pozycję trzeba po prostu przeczytać. Literatura na najwyższym poziomie, jak dla mnie murowany kandydat do NIKE 2018.  Genialna książka dla ludzi oczekujących od literatury czegoś więcej niż powielonej historyjki. Serdecznie polecam!!!!

czwartek, 21 września 2017

Marcin Grygier - "Nie mów, że znikną"

 Autor jest mi znany z innej swojej książki, ale po lekturze ostatniej stwierdzam że Grygier rozwinął swój warsztat literacki. To jest na wielki plus. Autor, który nie osiada na laurach, ale pracuje nad sobą jest godny uwagi. Grygier bez wątpienia jest postacią interesującą, a właściwie jego książki. 

"Nie mów, że znikną" jest utworem dopracowanym i ciekawie napisanym. Grygier oprócz napięcia funduje czytelnikowi również odrobinę humoru, co jest na plus. W czasie lektury miałem wrażenie, że pisał tę książkę z lekkością. Losy komisarza Waltera są ciekawe. Podobnie jak w pierwszym tomie. Ta książka jest jakoby kontynuacji serii jak mniemam "Nie patrz w tamtą stronę". 

Fabuła jest ciekawie skonstruowana. Grygier przyzwyczaił mnie do wysokiego poziomu swoich książek.  Autor pobudza emocje i wyobraźnię czytelnika, co jest niezmiernie ważne. 

Wydaje mi się, ze postać komisarza Waltera jest jak najbardziej postacią, którą będą w stanie zrozumieć i polubić tłumy. Komisarz jest człowiekiem ze słabościami, nie żadnym supermanem. Marcin Grygier znowu mnie jednak zaskakuje pomysłem na tę opowieść. Jak zwykle nie będę pisał tutaj o fabule, ale zapewniam, iż autor ma wielką wyobraźnię i potrafi przelać pomysły przelać na papier, doprawić kilkoma kroplami emocji i napięcia. Wystarczy wstrząsnąć i delektować się do woli. Książka nie tylko dla miłośników kryminałów, do których notabene nie zaliczam się. A jednak czasami odkrywam prawdziwe "perełki" wśród naszych rodzimych pisarzy, jak właśnie ta książka. Polecam!!!

środa, 20 września 2017

Joanne Kathleen Rowling - "Harry Potter i kamień filozoficzny"

  Kto nie słyszał o młodym czarodzieju? Pewnie wiele osób, a z pewnością właśnie tylu przyzna się do tego. Pamiętam czas, kiedy nastąpił boom i jakaś dla mnie niezrozumiała moda na książki i wszystko, co było związane z Potterem. Z pewnym niepokojem obserwowałem  w telewizji migawki z miejsc, w których ustawiały się długie kolejki celem zdobycia i przeczytania kolejnych przygód czarodzieja jako jeden, jedna  z pierwszych. 

 Pamiętam zakup pierwszego tomu i wielkie rozczarowanie. Następnie adaptacja filmowa  w kinie. Tam było ciut lepiej, ale nadal nie rozumiałem tego fenomenu.

 Po latach wróciłem do przygód Harrego i znowu nie poczułem tego, co czują dzieci i dorośli. Historia mnie nie porwała, a ja szukałem z dużą nadzieją momentu, który mnie wciągnie. O dziwo znalazłem takie momenty, ale nie były one związane z magią, ale z opiekunami i ich relacjami do młodzieńca.  

 Nie potrafię zrozumieć zachwytów dorosłych. Jednak szanuję każdą opinię. Czasami podejrzewam, że każdy z nas potrzebuje swojego "bohatera literackiego". Wtedy był to Harry Potter. Nawet, gdy nie identyfikujemy się z postacią, kiedy nawet nie lubimy bohaterów, ale idziemy za ciosem. Wszakże lubimy poczuć się inaczej, lepiej. A stawiać kontrargumenty przeciw "milionom" zwyczajnie nie wypada.

 Jestem za stary na takie historyjki? Może jest to związane z moją niechęcią do czytania fantastyki? Tego nie wiem. Tak czy inaczej, dla mnie ta książka nie jest niczym wybitnym, nawet dobrym. Przeczytałem w języku polskim i według mnie autorka ma rozmach w pisaniu, potrafi konstruować postacie, ale w ogólnym rozrachunku wieje infantylizmem. Kolejne podejście pewnie za kilkanaście lat.
 

niedziela, 17 września 2017

Magdalena Witkiewicz - "Ósmy cud świata"

Na książki Magdaleny Witkiewicz czekam zawsze z wielka niecierpliwością. Autorka potrafi przedstawiać historie w sposób, który zostaje w czytelniku. Narracja, opowieść i to "coś", czego nie potrafię nazwać.

 W "ósmym cudzie świata" zabrakło mi pewnego spoiwa, a było zbyt wiele schematyzmu. Jedna kobieta i kilu mężczyzn. Wietnam, tajemniczy mężczyzna, powrót i nagła eksplozja uczucia. Brakło mi tutaj tego , co wprowadzało mnie w stan euforii w innych opowieściach.

 Sama książka jest napisana ciekawie, ale dostrzegam "kalkę"  z innych powieści. Od autorem "topowych" oczekuję o wiele, wiele więcej kreatywności.

 Czym jest "ósmy cud świata"? Opowieścią kobiety w średnim wieku o oczekiwaniu na swojego księcia, jego poszukiwaniach, rozterkach życiowych. Narracja również podobna do tych, które już znam.

 Czy polecam "Ósmy cd świata"? Z pewnością dla większości czytelniczek, czytelników, lektura okaże się być ciekawa. I taka jest. Ja zwyczajnie spodziewałem się czegoś bardziej zaskakującego. Być może wynika to z perspektywy spoglądania mężczyzny?
 Bardzo podoba mi się tekst z wewnętrznego skrzydełka okładki:"Całe życie ryzujemy na ziemi ślady naszych stóp. Cienkie linie życiowych podróży. Wielokrotnie zastanawiałam się, ile razy nasze ślady przecinają się ze śladami tego, z kim później będziemy wspólnie kroczyć przed życie. Ile razy krzyżują się nasze drogi, ile razy mijamy się obojętnie na ulicy, nawet nie wiedząc o swoim istnieniu, zanim nasze ścieżki życia połączą się w tę jedną".

piątek, 15 września 2017

Marlon James - " Księga nocnych kobiet"


 Jako jeden z wybranych dostąpiłem zaszczytu przeczytania tej książki przed oficjalną premierą, która będzie miała miejsce w pierwszej połowie października. Zabiegałem o tę możliwość, gdyż autor "Krótkiej historii siedmiu zabójstw", zdobywca Bookera popełnił dzieło, które mogło okazać się arcydziełem.

 Zastanawiam się, do czego mogę porównać "Księgę nocnych kobiet" i nie mam pomysłu. Historia Lilith przypomina mi historię pierwszych feministek - buntowniczek. Lilith mieszka na Jamajce, na plantacji czciny cukrowej. Jest czarnoskóra. Jej życie nie należy do najlepszych, podobnie jak innych niewolników. Lilith jednak nie uważa się za kogoś zwyczajnego i przejawia to na każdym kroku, stawiając opór, kiedy tylko ma ku temu okazję. Żyje w piekle, ale sama nie robi nic, aby się uwolnić. Wręcz przeciwnie. Kolejne wydarzenia, osoby które spotyka, sprawiają że Lilith ulega w wielu kwestiach. Lilith żyje w świecie pełnym przemocy, bólu. Nie czuje się bezpieczna, chociaż czuwa nad nią tajemnicza stara niewolnica Homer. Zastanawiające jest to, że za każdym razem kiedy Lilith ktoś chce zrobić krzywdę, nagle agresora spotyka coś złego. Przypadek?

 "Księga nocnych kobiet" jest historią napisaną językiem szorstkim, chwilami wulgarnym i wydawałby się narracją nie do przyjęcia. A w czasie lektury dzieje się coś dziwnego. Czytelnik to rozumie i akceptuje. James nie bawi się w grzeczne opisy, a całość kojarzy mi się z ukłonami w  kierunku tego, co większość autorów omija szerokim łukiem. Dialogi przykuwają uwagę, nawet te najbardziej wulgarne, przez to książka staje się być autentyczna i jest w niej coś realnego. James nie boi się słów, jego proza sprawia że pewne wyrazy nabierają nowego światła, nadaje im inne moce. Autor pokazuje bezsilność ludzi, nie potrafiących wytrzymać ze sobą. Niestety, nikt nie daje im wyboru, a ich niewolnictwo okazuje się być nie tylko niewolnictwem w stosunku do osób i miejsca. Są niewolnikami własnych przekonań, uprzedzeń i niechęci do jakiejkolwiek zmiany. 

 Lilith jest mocno wyeksponowanym symbolem  człowieka, który nie potrafi uwolnić się ze swoich okowów. To książka o złym miejscu i ludziach, o miejscu, w którym niewiele dobrego może się wydarzyć. Homer i Lilith są postaciami, które przechodzą z czytelnikiem przez kilkaset stron, doprowadzając go do wielkich emocji. Interakcje czarnych z białymi. Szachownica, na której przegraną może być nawet utrata życia, lub kalectwo. A wszystko toczy się bez sprawiedliwych zasad.

 Tej książki nie można przegapić, nie można nie przeczytać.  James jest dla mnie literackim mistrzem prozy, który nie obawia się łamać tematów tabu i przesuwania granic.

sobota, 9 września 2017

Nicolas Sparks -" Dla ciebie wszystko"

 Nicolas Sparks jest moim ulubionym pisarzem obyczajowym. tematem przewodnim zawsze jest miłość, ale opisuje jej wszystkie kolory i odcienie. "Dla ciebie wszystko" jest opowieścią o dwojgu ludziach, których połączyła miłość, rozłączył los, a do spotkania doszło po latach, kiedy umiera ich wspólny przyjaciel. Dawson i Amanda mają swoje życia, ona rodzinę i dzieci, on wiedzie żywot samotnika. Kiedy dochodzi do niespodziewanego spotkania, odżywają wspomnienia sprzed lat. Amanda usiłuje bronić się przed uczuciem, ale nie jest to takie proste. Sama ma dorosłe dzieci i męża alkoholika. Więc wydaje się, że wszystko zakończy się szczęśliwie. A jednak Sparks zaskakuje.

 "Dla ciebie wszystko" nie jest typową powieścią, przy której czytelnik odpoczywa. Ostatnie rozdziały są pełne emocji. Amanda okazuje się być odpowiedzialną matką i żoną. A Dawson...no cóż...porachunki z przeszłości trzeba w końcu wyrównać.

 U Sparksa jak zwykle jest tajemniczo, wspaniale się czyta, są emocje, czasami pojawiają się łzy. Sparks nie zostawia otwartej furtki, nie pozwala czytelnikowi na uśmiech na twarzy. Życie za życie.

"Dla ciebie wszystko" to historia o wielkiej miłości i prawdzie, która nadchodzi po latach. Autor pokazuje czytelnikowi świat będący wielkim zakłamaniem. Udawanie szczęścia, zakłamanie, ukrywania choroby alkoholowej męża przed światem. Sparka znowu błyszczy, pisząc przejmująca historię, od której długo nie będę mógł się uwolnić. Ale jestem do tego przyzwyczajony, kiedy czytam jego książki. Wszakże to mistrz. Teraz z przyjemnością obejrzę film na podstawie książki.

Laetitia Colombani - "Warkocz"

  Nie potrafiłem oprzeć się historii trzech kobiet. Pewnie jednym z powodów była moja powieść "Trzy" o trzech kobietach,której d...